Od soboty jesteśmy nad morzem, w Jarosławcu.
Słów nie znajduję, by napisać wam, jak mi tu dobrze. Całymi dniami jesteśmy we troje, łazimy, bawimy się na plaży, moczymy w zimnym Bałtyku, wcinamy pyszne ryby (sandacz w Tawernie Maltańskiej palce lizać!) i gofry, kupujemy badziewka, okupujemy automaty z badziewkami po 1 do 5 złotych (Tosia nie przepuści żadnemu, musi stanąć, pokręcić, wsadzić łapki...)
A na plaży... Niepotrzebnie kupiliśmy parawan, niepotrzebnie tachamy zabawki.
Bo Tosia upatrzy sobie jakąś ofiarę i okupuje jej teren. Śmiejemy się, że nic nie będziemy brać, tylko czekać kogo Tonia wybierze i do nich się dosiądziemy, dziś tak sporo czasu spędziłam - Tosia znalazła dwulatka imieniem Kuba i okupowała ich teren, zabawki... A ja sobie pogadałam z rodzicami ;p




