Nieważne, czy w 4 czy w 8 czy w 15 tygodniu. Strata dziecka boli zawsze tak samo...
Ten cykl, który na dodatek, na dobicie nie chce się zakończyć, okazał się być gorzkim sukcesem.
Zaszłam w ciążę na chwilę, na kilka dni, po czym maleństwo się poddało. Może było słabe, może chore, a może warunki mieszkaniowe nie takie.... To się nazywa ciążą biochemiczną - taką, którą widać w badaniach, ale już nie zdąży być widoczną w USG.
I nie piszcie mi, że to dobrze, że coś zaskoczyło w ogóle. Ja już wiem, że mogę zajść w ciążę, mam przecież Tosię.
Teraz czekam, aż wstrzymany lekami koniec cyklu nastąpi, otrzepię się z kurzu i zacznę następny... Bo tak robią staraczki. Walczą do końca.
I nie, nie jest łatwiej starać się o drugie dziecko. Boli tak samo, każdy nieudany cykl, stres towarzyszący staraniom od początku stymulacji aż po wyniki beta HCG
Muszę teraz jakoś tak zmanipulować następny cykl by go skrócić by móc w czasie pobytu w PL inseminację zrobić.




