Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie dziecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie dziecka. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 kwietnia 2014

Jest 10!

Wydarzenie to zasługuje na osobny wpis. Od kilku dni pojawiała się czasami, a dziś rano przywitała nas na czczo. Waga! Dziesięć kilo!

Na początku roku, gdy zaczynaliśmy dietę, było 9,200. Przez choroby w marcu na krótki czas znów wróciliśmy do tej wagi. Ale szybko mała odrobiła, na szczęście.

Obiecałam mężowi, że się upiję, jak zobaczę 10,000 na wadze. No to chyba dziś muszę się napić :D

piątek, 7 marca 2014

Z dwulatkiem u logopedy

Byliśmy wczoraj z maludą u logopedy. Tak kontrolnie. Pani logopeda posłuchała Tosi, a że była to przedszkolna logopedka to przy okazji też poobserwowała Tonię w interakcji z dziećmi. Długo rozmawiałyśmy, opowiedziałam o naszych obserwacjach, niepokojach.

Po pierwsze ta akcja co się szerzy na fcb (Mama, tata - dwa słowa na dwa lata to o 270 za mało) jest krzywdząca, bo owszem, dwa słowa na 2 lata to za mało, ale twierdzenie, że dwulatek powinien znać ponad 270 słów to z kolei przesada, bo niewiele dzieci jest takich, co na dwa lata zdania składa (choć wczoraj na klubie malucha widziałam dziewczynkę o 5 dni starszą od Toni, która mówiła zdaniami i to tak wyraźnie jak moja sześcioletnia siostrzenica...). Logopeda mi mówiła, że ma dwójkę dzieci, jedno zaczęło mówić ładnie jak miało 2 lata, a drugie dopiero koło 3 lat rozbujało się z mową, więc to naprawdę mocno indywidualne.

Tosia mówi mimo wszystko sporo, a przede wszystkim wszystko rozumie i jest kontaktowa. Mógł ją wstrzymać gluten z mową, bo widać od dwóch tygodni znaczny postęp, nawet się pojawiają zdania z tych słów które już zna (miau tutaj mniam, mama chodź tutaj, itd).

Mam zwrócić uwagę i ćwiczyć z nią w zabawie głoskę k, bo mała jej nie wymawia lub wymawia jako t, mówi tatat zamiast kwadrat, aao zamiast kakao, tatata zamiast kwa kwa. No i zwrócić uwagę na 'r', bo mała go też nie wymawia (seece zamiast selce lub sejce), powinna zacząć wstawiać j lub l zamiast r, bo pomijanie może prowadzić do takiego 'płaskiego' r jak ja wymawiam.

Mamy więc trochę ćwiczeń, obserwacji a jak znam życie to w przyszłości czeka nas logopeda ponownie i  ćwiczenie 'r'.. Może i ja w końcu zacznę je wymawiać jak trzeba ;)

sobota, 22 lutego 2014

Pomór

Od wtorku u nas w domu pomór. Do wczoraj włącznie mała miała temperaturę od 38,6 do 39,6 w nocy... Po lekach spadało do 37 ale jak tylko przestawały działać, znowu rosło.. Do tego katar straszny i od czwartku brzydki kaszel...

Wczoraj lekarz i niestety, zapalenie górnych dróg oddechowych, bakteryjne. I pierwszy antybiotyk... Ale zadziałał już po pierwszej dawce, mała nadal kaszle i smarczy ale już bez gorączki. Dzielnie łyka wszystkie leki, choć po kroplach na kaszel woła 'ble' i chce czymś popić. ;)

Ja mam gardło obolałe, kaszel gruźlika, ale nie gorączkuję, miewam wieczorem stan podgorączkowy.
Musimy się z tego do końca tygodnia wyprowadzić boo w sobotę do Polski jedziemy...


Wydawcy (Wilga, Grupa Wydawnicza Foksal) książek z trzystoma naklejkami winnam dozgonną wdzięczność. W czasie 4 dni gorączki i leżenia w łóżku wykleiłyśmy cztery(!!!) takie (Dinozaury, Zwierzęta, Księżniczki i Na wsi, znalezione podczas ostatniego pobytu w PL na poczcie) Czas dodatkowo nam umilały gra Memory (Ravensburger) i misiowa drewniana ubieranka Eichhorn wyszperana w sklepie Ernsting's Family za 3 euro ;)

piątek, 1 listopada 2013

Idzie nowe

Tosi problemy zdrowotno-wagowe i moje leczenie Bezczelnej Bakterii (niektórzy mówią na nią Borrelia Burgdoferi :P) wymusiły na nas wprowadzenie zmian w diecie.

Już jakiś czas temu z menu wyleciała laktoza. Wszyscy spożywamy nabiał bezlaktozowy i powiem wam, że znów mogłam wrócić do picia mleka, bo wcześniej było mi niedobrze po nim. Czyżbym i ja miała jakąś lekką nietolerancję laktozy?

Teraz z diety wylatuje gluten. Zrobi to dobrze nam wszystkim, ja i tak za chwilę wyląduję na bezglutenówce (dzięki pani BB), a Toni się uszczelnią jelita i może będzie lepiej przyswajać co trzeba.

Żeby się nie katować świętami bez pysznego jedzonka, startuję z lekami od nowego roku. Po diagnozie czuję się naprawdę wyśmienicie, nawet jak coś mi dolega, to jest to chwilowe, nie ciągnie się tygodniami jak wcześniej. Cóż, borelioza i nerwica są mocno związane, nazwanie tego, co mnie męczy od lat dało dużą ulgę jak widać.

A po nowym roku wylatuje cukier. Oczywiście Tosi nie zabiorę z diety ziemniaków (chlip chlip żegnajcie fryteczki) i owoców, będzie mieć zbilansowaną dietę, nie widzę powodu, by miała cierpieć z powodu moich antybiotyków :)

Zabieram się jutro za rozpoczęcie hodowli zakwasu żytniego, z tego co czytam to gdzieś za miesiąc powinien być zdolny utrzymać chleb bez drożdży. Będziemy jeść pyszny naturalny chlebek :)

Zgłębiam wiedzę tajemną o różnych zamiennikach, cudach wiankach, komosach i karobach. Dzięki temu nawet placek sobie zjem, a co ;)

Mam nadzieję, że nowa dieta zagości u nas na dobre, przysłuży się mężowi diabetykowi, córce wrażliwcowi i mnie co się całe życie będę bronić przez BB. Będzie dużo ziół, zdrowe oleje, nasiona, warzywa, mięęęcho. Kolorowo i pachnąco. Jestem bardzo ciekawa tego nowego wyzwania :)

wtorek, 22 października 2013

Osiwiałam

Przewiduję, że w krótkim czasie osiwieję.

Tosia nie chce jeść. Bo ma anemię. A ma anemię. Bo nie chce jeść.

Więc na razie kropelki, syropki, dieta odżywcza... I czekamy na cud.

Wiecie jak wygląda Tosi jedzenie teraz? Jedna łyżka, jeden gryz, jeden kawałek. I 'nie chcę'. Nieważne co jest i czy je sama czy jest karmiona.

Schudła prawie kilogram w cztery miesiące.

Poza beznadziejnym żelazem, reszta badań wyszła ok.

Będziemy jeszcze badać alergie pokarmowe, szczególnie gluten.

A mnie się chce płakać, jak na nią patrzę. Rączki schudły, buzia też.

I nie, to nie jest jej uroda, to nie geny, nie ma tego po mnie.


wtorek, 15 października 2013

7 dni w Polsce

Jak zawsze, tydzień urlopu spędzony w Polsce ma z urlopem niewiele wspólnego. I tak:
  • Byliśmy z małą u pediatry, nowej, wypasionej. (Asiu dziękuję jeszcze raz za namiar!!!) Wreszcie ktoś, kto nie zlekceważył Tosi chudnięcia, zrzucając je na to, że zaczęła chodzić (bo chodzi od 7 miesięcy) ani na geny... Dziecko zdrowe, biegające ma prawo nie przybierać na wadze, ale nie chudnąć!!! Tonia została obejrzana od stóp do głowy, zważona, zmierzona, cała wizyta była bardzo bardzo długa i naprawdę poruszyliśmy w końcu (!!) wszystkie tematy, które nas niepokoiły. Wyszliśmy z gabinetu z długą listą badań do zrobienia, masą zaleceń itd. Badania w większości zrobione, ale o wnioskach wam napiszę, jak je wyślę pani doktor i mi odpowie co i jak, ja się nie podejmuję interpretacji, bo jak zajrzę w dr Googla to na zawał zejdę pewnie... Poza wagą, rozmowa była o wiecznie podkrążonych oczach, o nadal niezarośniętym ciemiączku (dla tych, których dzieci też tak mają, spójrzcie na wielkość ciemiączka po urodzeniu, jeśli tak jak u Toni było bardzo duże - u nas 4x4cm - będzie siłą rzeczy zarastać wolniej, niż u dziecka z ciemiączkiem 1x1. ), o dziwnej dziurce nad pośladkiem, którą Tosia ma, a o której długo myślałam, że wszystkie dzieci tak mają, do czasu, aż się dowiedziałam, że jednak nie (ta dziurka to taki chochlik z życia płodowego, przy tworzeniu się jelit i zamykaniu powłok brzusznych, u niektórych dzieci z tego chochlika robi się niefajna przetoka a u innych, jak u Tosi tylko mała dziurka - dołeczek zostaje na pamiątkę;)). Poza wszystkim, Tosia panią doktor zachwyciła swoim rozwojem :) Zresztą maluda w poczekalni dała pokaz wokalno-taneczny wraz z dziewczynką w wieku przedszkolnym... ;) I bardzo ją ciekawił 4miesięczny chłopczyk, któremu ciągle podawała rączkę i mówiła 'cześć', trzymała za stópkę go i zabawiała grzechotkami. :)

czwartek, 10 października 2013

Zagadka

Syrop z buraka, tran, woda morska, tantum verde... Po ciężkiej nocy nieprzespanej z dzieckiem jęczącym, że boli gardło, bolą rączki i nóżki... Co wam to mówi? ;(

sobota, 28 września 2013

Nie kumam.

Myjemy Tosi zęby kilka razy dziennie. Nie je nic ani nie pije w nocy po umyciu zębów. A dziś zauważyłam, że to przebawienie co miała na dwójce zżółkło i zeszło jej z niego szkliwo.

Nie kumam, kurde. Dbasz, pilnujesz, a i tak dziecko ma próchnicę... Chyba geny, po mnie takie kijowe zęby odziedziczyła. Masakra jakaś, załamałam się dzisiaj.

Za tydzień jedziemy do Polski to jej to pewnie jakoś zabezpieczą. Mam nadzieję.

sobota, 14 września 2013

Edukacja i integracja


Mała ma w poważaniu zabawki edukacyjne. Sortery, puzzle, układanki. Książeczki czytamy po trzy naraz, mniej więcej po 40 sekund każdą. Jak dam jej pisaki, to wiem, że pomaluje nimi siebie a nie kartkę i bardziej będzie ją interesowało odgryzanie końcówek niż malowanie. Malowanie farbami to też fikcja. Macza paluchy i rozmazuje po sobie. Masa solna była fajna przez minutę a potem jęk o umycie rączek. 

Co więc robimy cały dzień? Ano stoimy przy oknie i gapimy się na świat, pokazujemy gołębie, pieski, samochody i dzieci. Ganiamy dinopojazdem po całym domu. Stoimy przy umywalce i Tosia zjada pastę do zębów prosto z tubki. Tosia włazi gdzie może i nie może. Bawimy się piłką. Oglądamy bajki. Tarzamy się po łóżku, przytulamy, łaskoczemy, wygłupiamy. Tulimy misie. Zrzucamy misie z parapetu na podłogę. Sadzamy misie na nocniku i udajemy, że robią kupę lub siusiu. Karmimy misie kulkami z papieru. Wkładamy misie w różne zakątki mieszkania. Wkładamy skarpetki na ręce i wygłupiamy się takimi nibypacynkami. Jak jest pogoda to idziemy na spacer. Robimy lub sprzątamy bałagan. 

Czasem pojawia się z tyłu głowy myśl, by w związku z Tosi niechęcią do prac plastycznych i ogólnego babrania się wybrać się na diagnozę integracji sensorycznej, tak też sugerowała rehabilitantka jak Tosia miała 7 miesięcy, by ze względu na jej przeboje z niechęcią do ruszania się w tamtym okresie mieć to na uwadze i sprawdzać. Podczas najbliższego wyjazdu do PL czeka nas kontrola dentystyczna i chyba ortopedyczna, więc odpuszczę sobie, ale następnym razem chyba poszukam. Może ktoś z was korzystał lub zna i może polecić dobrego terapeutę SI w Poznaniu?

*dres uszyty przeze mnie. Wykrój rysowany z głowy, tzn odrysowana bluza i spodnie :P

środa, 11 września 2013

Gucie nie dla każdego

Pisałam wam wiosną, że kupiliśmy Tosi Gucie. No buty wypasione, drogie, ręcznie szyte, cud miód orzeszki.

Niby wszystko pięknie, sztywna pięta, elastyczna podeszwa, szeroko w palcach.

ALE.

poniedziałek, 2 września 2013

Chodzi o zasadę.

Noszę się od kilku dni z zamiarem napisania tego. Noszę się też z katarem, i noszę Tosię z katarem, i to jest bezpośrednią przyczyną tego, że piszę.

Macie dziecko. Dzieci może nawet, sztuk dwie lub więcej niż ustawa przewiduje.

Idziecie w gości.

Od progu wita was dziecko z glutem radośnie płynącym szerokimi strumieniami z nosa do buzi.

Nosz kurrrrr.

Mało tego. Mama tegoż uroczego zasmarkańca informuje, że sama czuje się nieteges.

Ja pierrr.

Dobę z kawałkiem potem mnie zaczyna boleć gardło, wieczorem już mam katar, mąż kaszle. Następnego dnia Tosi już leci woda z nosa, nocka z głowy z powodu kataru, no odlot.

Słowa jakie mi się cisnęły na usta, są wysoce niecenzuralne. Może nie będę ich przytaczać.

Nie uważacie, że dość naturalnym jest, szczególnie jak samemu ma się dzieci, w imię zasady 'nie czyń drugiemu co tobie niemiłe' powiadomić, że dziecko zaglucone, DAĆ WYBÓR, czy chcemy się w te gluty ładować? Nawet godzinę przed wyjściem, trzy razy bym się zastanowiła, i to nie tylko dlatego, że Tonia trzy dni wcześniej miała cholerne szczepienia.

Jak jestem 'lewa', nie ładuję się w gości, nie ładuję się w gości z chorą Tosią i nie zapraszam gości, chyba, że ktoś i tak chce przyjść, wiedząc, że może złapać bakcyla.

No musiałam to wyrzucić z siebie. Bo mnie szlag trafił jaśnisty. I gdyby taki numer wywinęła mi osoba bezdzietna! Ale nie, matka niewiele starszego od Toni dziecka.

Serdecznie dziękujemy za gluty, mamy ich teraz pod dostatkiem, zapraszam po rewanż choćby jutro.




piątek, 2 sierpnia 2013

Wakacyjne zmiany

Jesteśmy na wakacjach w Polsce. Pierwsza część urlopu męża minęła nam na bieganiu po lekarzach i rodzinie, choć udało się i na basen (Termy Maltańskie) pojechać i do Cafe Bebe wpaść :)

Ja już mam wykupioną torbę leków na początek leczenia. Odraczam je do października, bo udało mi się przytyć 2kg i mam nadzieję, że to nie koniec, chcę nadrobić ile się da, by w razie co mieć co zrzucić. Poza tym elegancko wyrwałam ósemeczkę w Centrum Stomatologii Piątkowo, cała operacja trwała 3 minuty, była bezbolesna, nie spuchłam, nie boli, nie muszę antybiotyku brać bo pani doktor mi coś miejscowo zapodała w dziurę po zębie. Pani należą się duże brawa i wielkie dzięki za fachowość i sympatyczność. No lubię! I jeszcze mi górną jedynkę w hollywoodzkim stylu pięknie zrobiła :P Za 2 miesiące pójdę resztę uśmiechu odpicować u niej.

sobota, 22 czerwca 2013

Pobyt w PL i propozycja

Byliśmy tydzień w Polsce. W tym czasie polataliśmy po lekarzach trochę, po urzędach, byliśmy na Termach Maltańskich kilka razy popluskać się, zrobiliśmy jak zawsze duże zakupy...

Wizytę u orto już wam opisałam, mamy ćwiczyć stópki, co jest niełatwe bo mała nie chce współpracować i napina stópki nie dając ich wyginać jak trzeba. Kupiliśmy jej profilaktyczne sandałki, w których dużo lepiej chodzi. Kosztowały 160zł, ale trudno, zdrowie dziecka nie ma ceny.

U pediatry też ok, mam namiar na dobrego alergologa-gastroenterologa i będę rozmawiać o Tosi nietolerancji białka mleka i ewentualnych testach na inne alergeny, czeka nas też test obciążenia laktozą. Wagowo jest ok, mała waży ok 9700-9800, wzrost 77cm, od marca 5cm przybyło! Z powodu małej wg pediatry główki - 45cm, 3 centyl podczas gdy wzrost i waga na 15-50centylu, dostaliśmy skierowanie na wszelki wypadek na USG przezciemiączkowe - bo mała jeszcze ma ciemiączko. USG wyszło ok, więc to jej taka uroda, nie ma oznak niedoboru wit D, więc niezarośnięte ciemiączko też jest jeszcze fizjologiczne, może właśnie ze względu na małą (?) główkę, coby mądra głowa miała gdzie rosnąć. Mamy jeszcze zrobić na wszelki wypadek RTG czaszki by obejrzeć szwy czaszkowe, czy nie zarastają za wcześnie, bo na USG takie rzeczy słabo widać.

sobota, 18 maja 2013

W czasach zarazy

Dopadła nas jakiś czas temu zaraza. No taki pomór mały. Katarowo-kaszlowy. Tosia już zdrowa, mąż zdrowy, a mnie opuścić nie chciało. Coraz gorzej było. Temperatury wysokie się pojawiły i bóle wszystkiego i rozbicie. I na tyle mnie dopadło, że po kilku dniach rozmyślań zdecydowałam się jednak wziąć antybiotyk. I był to strzał w dziesiątkę, bo już temperatury nie mam, kaszlę mniej, tylko katar nadal męczy...

Tutaj limit ciepłych dni się wyczerpał i od kilku dni chłodniej i pada... Wróciła typowa bremeńska pogoda. Nawet dobrze, nie mam wyrzutów sumienia, że nie chodzę z małą na spacery.. :/ No tak, kupiliśmy sandały :) Zawsze jak kupię lżejsze obuwie, pogoda się zmienia. :P

Z dobrych wieści, od dwóch dni na część dnia pieluchujemy się w wielo :) I Tosi się nie podoba że ma mokro (bo pieluchujemy w systemie 'mokrym', tzn dziecko czuje, że ma mokro, bo są też wkłady które chłoną jak pampers i dziecko ma sucho) i jak próbuje ściągnąć pieluchę to wiem, że trzeba zmienić :) na noc nadal jednorazówki, bo jednak zależy mi na śnie ;) ale jak się wdrożę w temat to i na noc spróbujemy pewnie.

wtorek, 14 maja 2013

Kokietka

Rośnie mi kokietka. Dziś byłyśmy u lekarza. Najpierw czekając na taksówkę na parkingu Tosia poderwała niewiele starszego chłopczyka sąsiadów. Przytulał ją i przytulał i puścić nie chciał ;) Potem w poczekalni u pediatry dwóch chłopców, lat 5 i 7, opiekowało się nią, na wyścigi podawali jej zabawki i pilnowali, by nie otworzyła drzwi i wyszła na korytarz. Wystarczy jeden uśmiech Tosi i chłopcy leżą pokotem :D :D

U pediatry w porządku, kaszel jeszcze mamy obie, ale osłuchowo jesteśmy czyste.


wtorek, 9 kwietnia 2013

Pleśniawka po niemiecku

No i jednak miałam rację. To pleśniawka i na dodatek Tonia przeniosła ją sobie na wargi sromowe. Więc mamy drożdżaki wszędzie. :/

Na pleśniawkę w buzi gencjana (bo zdziałała dużo i z całej buzi zeszło, został tylko oporny język) i jakiś żel grzybobójczy specjalny. Pani się nawet nie zająknęła o Aphtinie więc to chyba prawda, że w UE zakazali.

Na pleśniawkę na pupie też gencjana i maść z clotrimazolem.

Tosia robi furorę gdziekolwiek się pojawi, wszyscy piszczą ' o jaka słodka' (oczywiście po niemiecku :P). W poczekalni zaczepiała wszystkich - dzieci i dorosłych, rozdawała zabawki i uśmiechy. Tylko na widok pani doktor w tył zwrot i ryk.. Nie mam pojęcia skąd u niej taki strach przed lekarzami, bywa rzadko, na krótko i bez jakichś bolesnych zabiegów...

piątek, 5 kwietnia 2013

Wieści.

Dzisiejsze poranne ważenie golasa wykazało 9300, co jest bardziej prawdopodobne niż przewdczorajsze 8500...  tak to jest jak się waży na zwykłej wadze... Na niemowlęcą Tosia ma uczulenie odkąd skończyła 10 miesięcy. No nie da się położyć za nic, ani posadzić na niej. Cóż, waga poczeka na drugie dziecko ;)

I wiecie, tak przeżywa Tonia etap nauki wspinania się na krzesła, że robi to we śnie, ręce w górze, nogami przebiera i się złości przez sen :D

A ja dziękuję producentowi Nasivinu bo tylko dzięki niemu pospałam cokolwiek w nocy. Nienawidzę kataru :(

U Tosi w buzi już tylko ciut zmian, gencjana działa cuda, pupa też już się zasusza ładnie, mam nadzieję, że do niedzieli zejdzie wszystko i nie ominie małej basen, bo i tak z powodu świąt była przerwa.

Wiecie, tutaj śniegu nie ma, jak w Polsce, ale jest zimny i bardzo nieprzyjemny wiatr, przez który Tosi się trudno oddycha na dworze. Niech już się zrobi ładnie ciepło, to będziemy mogły na długie spacery nad zalew chodzić, piknikować i na placu zabaw zalegać! Tosi się bardzo spodobała karuzela, nie chciała z niej zejść ostatnio ;)

sobota, 30 marca 2013

Jednak nie pleśniawka

Byliśmy z Tosią u lekarza i nie ma pleśniawki a wirusa jamy ustnej. Postępowanie takie, jak przy pleśniawce, tylko diagnoza inna. No i się wyjaśniły Tosi nastroje, bo to może nieźle boleć...

A tak  w ogóle to wesołych świąt! ;) Żeby wiosna przyszła w końcu.

Kupiliśmy Tosi na zająca zabawki kąpielowe i do tego sama sobie wybrała w sklepie księżniczkową piłeczkę (czytaj: porwałą z kosza i nie chciała oddać ;)).

A ja sobie na zająca kupiłam 3 metry materiałów i będę szyyyć. ;)


piątek, 29 marca 2013

Combo

Żeby było zabawniej... do pleśniawki ochoczo dołączył katar.

Nie dajemy się. Inhalujemy, odciągamy katarkiem, wycieramy załzawione oczka. Witaminujemy i probiotykujemy. Buzię atakujemy fioletem, octeniseptem i tantum verde, na zmianę.

Dziś w ruch poszły nawet bańki! Trudno było, bo mała mało karku nie złamała chcąc zobaczyć co jej tam na plecach wyrosło, więc bańki spadały ;D Ale chwilę się udało!

Humor podły bardzo, napady złości co chwilę, ale apetyt w miarę, dziś nawet sama z szafki wyjęła deserek i przyniosła, że chce. I zjadła.

Po wczorajszej górze sera żółtego, którą zjadła Tosia, dziś żadnej reakcji, więc tak po ciiiiiiiichu myślę, może jej nadwrażliwość na białko krowie mija... Oby!

czwartek, 7 marca 2013

Bańkopunktura

Zaczęłam przygodę z bańkami bezogniowymi Medplus.

Póki co nie interesuje mnie ich działanie na infekcje górnych i dolnych dróg oddechowych, bo wszyscy w domu zdrowi, więc próbujemy wykorzystać bańki jako bańkopunkturę ;D. Bo nie wiem, czy wiecie, ale bańki działają  na cały organizm, a stawiane w odpowiednich miejscach są odpowiednikiem akupunktury.


Zabraliśmy się wczoraj z mężem za temat.