Niedawno Potwora Wózkowa popełniła tekst o tym, że nikt nie skrzywdzi cię tak jak rodzice.
I to jest prawda. I nie mówię tu o piciu (choć jedno z moich rodziców ma problem, którego oczywiście nie ma w swoim mniemaniu), biciu (choć klapsy były 'bo to nie bicie') i tych sprawach.
Mówię o emocjonalnym chłodzie, o braku emocji pozytywnych, o braku przytulania.
Mówię o nękaniu psychicznym. A czemu nie piątka, czemu tylko czwórka. Czemu nie rozumiesz ułamków, jesteś takim głąbem? Masz idiotycznych znajomych, przeniosę cię do innej szkoły. Będzie ci ciężko w życiu. Żaden facet nie wytrzyma z taką co nie sprząta.To w czasach wczesnych i szkolnych.
A w dorosłym życiu. Wymyślasz sobie problemy, jaka niepłodność. Nie widzę ciebie w roli matki. Jesteś moją porażką pedagogiczną.
Długo by pisać.
Jedna jest tylko różnica, między mną a Potworą. Wydałam mnóstwo kasy na różne terapie. Ale nie wybaczyłam. I nie wybaczę.
Dlatego wyjadę nawet do Australii, jeśli będzie taka okazja. Byle dalej...
czwartek, 26 grudnia 2013
środa, 25 grudnia 2013
Prezenty :)
Najedzeni po czubek głowy (Tosia też, zjadła wszystko co zakazane no i dziś są efekty niestety. Ale w święta ma jeszcze dyspensę od diety). Dziś odpoczywamy, bawimy się z małą, no i jemy :P
A oto, co mała dostała: (u nas utarło się że tylko dzieci dostają prezenty)
Książeczki (w tym jedna grająca od dziadków, teraz przez tydzień będą jej słuchać to sami ją przeklną :P), zestaw garnuszków Wadera, dwa zestawy jedzenia z IKEI, piżamka z Bambi (H&M), bluzeczka i legginsy (H&M), sukienka i opaska od kochanej cioci Agnieszki (handmade), farma Wadera, no i hit czyli kuchnia :)
A oto, co mała dostała: (u nas utarło się że tylko dzieci dostają prezenty)
Książeczki (w tym jedna grająca od dziadków, teraz przez tydzień będą jej słuchać to sami ją przeklną :P), zestaw garnuszków Wadera, dwa zestawy jedzenia z IKEI, piżamka z Bambi (H&M), bluzeczka i legginsy (H&M), sukienka i opaska od kochanej cioci Agnieszki (handmade), farma Wadera, no i hit czyli kuchnia :)
poniedziałek, 23 grudnia 2013
Ho! Ho! Ho!
Życzę wam spokojnych Świąt Bożego Narodzenia, w gronie rodzinnym, za suto zastawionym stołem, z lekkim sercem choć ten jeden wieczór...
____________________________________________________
Moje święta... Cóż. Byle do drugiego stycznia przetrwać jakoś.
PS A dziś dostałam wyniki testów alergicznych małej.
Gluten. Mleko. Jaja. Cytrusy.
Idę sobie w łeb strzelić. A potem będę myśleć jak dietę ułożyć. Ale przynajmniej już wiem, co ją zjadało od środka....
____________________________________________________
Moje święta... Cóż. Byle do drugiego stycznia przetrwać jakoś.
PS A dziś dostałam wyniki testów alergicznych małej.
Gluten. Mleko. Jaja. Cytrusy.
Idę sobie w łeb strzelić. A potem będę myśleć jak dietę ułożyć. Ale przynajmniej już wiem, co ją zjadało od środka....
wtorek, 17 grudnia 2013
Rok
Wiecie, że pierwszego grudnia minął rok mojej emigracji? Żeby było zabawniej w tym roku pierwszego też przekraczałam niemiecką granicę. Ale już bez strachu. :)
Co się zmieniło?
Nadal niemieckiego nie umiem i nie lubię:P Tzn umiem tyle, by po bułki iść i bilet w autobusie kupić.
Wkurza mnie niemieckie podejście do dzieci, w sensie podejście pediatrów. Selekcja naturalna normalnie... Niczego się nie bada, wszystko ma samo przejść.
Klimat bremeński jest straszny zimą bo jest tak wilgotno, że się pleśń na ścianach robi. Można wietrzyć używać osuszaczy powietrza elektrycznych, a i tak woda na oknach stoi...
Ale też poznałam paru fajnych ludzi tu :)
Nie ma problemu z dostępem i cenami żywności dla alergików.
Szczepienia są za darmo.
Życie jest tak spokojne że aż nudne ;)
Zdecydowanie bardziej wolałabym kraj anglojęzyczny, może się kiedyś doczekam ;P A póki co jest jak jest :) Patrząc na Tosię i jej relację z tatą, nie wyobrażam sobie, by miało być tak jak na początku, że był w domu tylko tydzień w miesiącu. Mała by to bardzo bardzo przeżywała :(.
Co się zmieniło?
Nadal niemieckiego nie umiem i nie lubię:P Tzn umiem tyle, by po bułki iść i bilet w autobusie kupić.
Wkurza mnie niemieckie podejście do dzieci, w sensie podejście pediatrów. Selekcja naturalna normalnie... Niczego się nie bada, wszystko ma samo przejść.
Klimat bremeński jest straszny zimą bo jest tak wilgotno, że się pleśń na ścianach robi. Można wietrzyć używać osuszaczy powietrza elektrycznych, a i tak woda na oknach stoi...
Ale też poznałam paru fajnych ludzi tu :)
Nie ma problemu z dostępem i cenami żywności dla alergików.
Szczepienia są za darmo.
Życie jest tak spokojne że aż nudne ;)
Zdecydowanie bardziej wolałabym kraj anglojęzyczny, może się kiedyś doczekam ;P A póki co jest jak jest :) Patrząc na Tosię i jej relację z tatą, nie wyobrażam sobie, by miało być tak jak na początku, że był w domu tylko tydzień w miesiącu. Mała by to bardzo bardzo przeżywała :(.
In vitro, in vivo - dziecko jest dzieckiem
Natrafiłam ostatnio na forum Nasz Bocian na ciekawą rozmowę o podejściu duchownych do in vitro.
Oficjalnie potępiają. A nieoficjalnie wielu księży dziewczynom przy spowiedzi mówi, że nieważne, jak poczęte, ważne, że kochane.
No bo jaka to różnica. Czy poczęte w szkle czy w łóżku. Geny, zapłodnienie, podział komórek, implantacja, wszystko tak samo. Tylko moment połączenia gamet w innych warunkach.
Oficjalnie potępiają. A nieoficjalnie wielu księży dziewczynom przy spowiedzi mówi, że nieważne, jak poczęte, ważne, że kochane.
No bo jaka to różnica. Czy poczęte w szkle czy w łóżku. Geny, zapłodnienie, podział komórek, implantacja, wszystko tak samo. Tylko moment połączenia gamet w innych warunkach.
poniedziałek, 16 grudnia 2013
piątek, 13 grudnia 2013
22
Samodzielna. Tym słowem można idealnie podsumować ostatni miesiąc.
Sama się ubiera, a przynajmniej próbuje. Z tej okazji chadza czasem w trzech parach spodni i dwóch bluzkach, jak wpadnie w szał ćwiczeń. W dwóch czapkach. Albo w jednej mojej jednej swojej skarpetce. Albo w butach założonych prawy na lewą nogę a lewy na prawą.
Chce chodzić w majtkach. Więc mamy 12 par gacioszków, w przerażającej większości z My Little Pony. Chęć ta niekoniecznie idzie w parze z chęcią załapania o co chodzi z tym wołaniem siusiu. ;) Więc mama szmatę w pogotowiu ma i wyciera. No i nocnik jest dla maluchów. Wszelkie sukcesy w temacie to zasługa dorosłej toalety i całego obrzędu z papierem toaletowym, spłukiwaniem i myciem rąk. I 'Nocnika nad nocnikami'. Ale ma też dni kiedy przynosi pieluchę i ja to szanuję, nie namawiam do niczego.
Umie pokazywać 'my jesteśmy krasnoludki' i robi 'idzie kominiarz'. Lubi 'kaczuszki' ale umie póki co pokazywać tylko skrzydełka ;D
Umie posługiwać się nożyczkami, głównie oburącz, ale zdarza jej się już jedną ręką nimi operować.
Mówi nadal po swojemu głównie. Chodzi po domu i woła 'hu hu ha ha'. Albo 'mama tata mata mama tata mama? tata? mama tata' ;) Rano radośnie przychodzi i ładując ręce w mój dekolt woła 'ciciuś' i się przytula. A potem następuje bezlitosne 'mama tań! oć oć'.
Lubi rysować, stemplować, malować, ciąć, Lubi naklejki. Zaczęła się interesować książeczkami, którymi gardziła, na przykład serią 'Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham' lub serią o Bincie, Babo i Lalo. Lubi się kąpać i chlapać przy tym niemiłosiernie. Lubi zęby myć ale tylko pastą Weledy. Raz kupiłam w dobrej wierze Laverę, to odpadła w przedbiegach, bo jak pasta czerwona?? i owocowa? Mama miętową białą pastę dawaj a nie to coś. Lubi przesypywać i przelewać z kubeczka do kubeczka. Lubi kakao i kluski wszelakie.
Taki jest ten nasz dwudziestodwumiesięczniak mały. Mały-duży, bo to już coraz bardziej widać, że to taki zminiaturyzowany dorosły człowiek jest. Choć czasem jeszcze taaki dzidziuś... :)
Sama się ubiera, a przynajmniej próbuje. Z tej okazji chadza czasem w trzech parach spodni i dwóch bluzkach, jak wpadnie w szał ćwiczeń. W dwóch czapkach. Albo w jednej mojej jednej swojej skarpetce. Albo w butach założonych prawy na lewą nogę a lewy na prawą.
Chce chodzić w majtkach. Więc mamy 12 par gacioszków, w przerażającej większości z My Little Pony. Chęć ta niekoniecznie idzie w parze z chęcią załapania o co chodzi z tym wołaniem siusiu. ;) Więc mama szmatę w pogotowiu ma i wyciera. No i nocnik jest dla maluchów. Wszelkie sukcesy w temacie to zasługa dorosłej toalety i całego obrzędu z papierem toaletowym, spłukiwaniem i myciem rąk. I 'Nocnika nad nocnikami'. Ale ma też dni kiedy przynosi pieluchę i ja to szanuję, nie namawiam do niczego.
Umie pokazywać 'my jesteśmy krasnoludki' i robi 'idzie kominiarz'. Lubi 'kaczuszki' ale umie póki co pokazywać tylko skrzydełka ;D
Umie posługiwać się nożyczkami, głównie oburącz, ale zdarza jej się już jedną ręką nimi operować.
Mówi nadal po swojemu głównie. Chodzi po domu i woła 'hu hu ha ha'. Albo 'mama tata mata mama tata mama? tata? mama tata' ;) Rano radośnie przychodzi i ładując ręce w mój dekolt woła 'ciciuś' i się przytula. A potem następuje bezlitosne 'mama tań! oć oć'.
Lubi rysować, stemplować, malować, ciąć, Lubi naklejki. Zaczęła się interesować książeczkami, którymi gardziła, na przykład serią 'Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham' lub serią o Bincie, Babo i Lalo. Lubi się kąpać i chlapać przy tym niemiłosiernie. Lubi zęby myć ale tylko pastą Weledy. Raz kupiłam w dobrej wierze Laverę, to odpadła w przedbiegach, bo jak pasta czerwona?? i owocowa? Mama miętową białą pastę dawaj a nie to coś. Lubi przesypywać i przelewać z kubeczka do kubeczka. Lubi kakao i kluski wszelakie.
Taki jest ten nasz dwudziestodwumiesięczniak mały. Mały-duży, bo to już coraz bardziej widać, że to taki zminiaturyzowany dorosły człowiek jest. Choć czasem jeszcze taaki dzidziuś... :)
środa, 11 grudnia 2013
Czas na nocnik!
Kto lubi nasz fanpage ten wie, że u nas próby odpieluchowania. Niestety chęć chodzenia w majteczkach niekoniecznie idzie w parze z chęcią załatwiania potrzeb fizjologicznych do nocnika.
W ogóle, nocnik jest dla maluchów. Tosia na nocniku siedzieć nie chce.
Ona siedzi sobie na dużym kibelku. O. Z nakładką oczywiście. Siedzi, majta nogami i czyta książeczki. I czasem coś tam się trafi, że trafi gdzie trzeba. Ale większość czasu spędzam na wycieraniu plam (bo kupa najczęściej idzie w pieluchę z nocy jeszcze) i praniu posiusianych majtek. ;)
W odpieluchowaniu pomaga nam literatura. Jedną z książek tematycznych jest 'Nocnik nad nocnikami', o której nie będę się rozwodzić, bo wiele już o niej napisano.
Druga to Czas na nocnik.
W ogóle, nocnik jest dla maluchów. Tosia na nocniku siedzieć nie chce.
Ona siedzi sobie na dużym kibelku. O. Z nakładką oczywiście. Siedzi, majta nogami i czyta książeczki. I czasem coś tam się trafi, że trafi gdzie trzeba. Ale większość czasu spędzam na wycieraniu plam (bo kupa najczęściej idzie w pieluchę z nocy jeszcze) i praniu posiusianych majtek. ;)
W odpieluchowaniu pomaga nam literatura. Jedną z książek tematycznych jest 'Nocnik nad nocnikami', o której nie będę się rozwodzić, bo wiele już o niej napisano.
Druga to Czas na nocnik.
wtorek, 10 grudnia 2013
Kosmetyki dla AZSowca, 'dermografisty', itd.
Pisałam o tej Pani już kiedyś. Ale zasługuje ona na jeszcze jeden post.
To Pani Ewa Wasilak z Lawendowej Farmy. Tworzy ona mydła i inne kosmetyki. 100% natury.
Ale to nie są zwykłe kosmetyki ekologiczne. To kosmetyki ratujące komfort życia AZSowcowi, osobie z dermografizmem i paroma innymi fajnymi nazwami dermatologicznymi, a wszystkie oznaczają suchą i mega mega wrażliwą skórę.
Od miesiąca się zmagam. Pierwsza opcja to było że alergia. Po dwóch tygodniach dermatolog stwierdził, cytuję - to może być alergia, wirus, w zasadzie wszystko. No fajnie. Ale to mi nie pomoże na moje dolegliwości. Wyobraź sobie że każdy centymetr ciała piecze i swędzi. Jak połączenie oparzenia słonecznego i ugryzienia komara. Że kontakt ciała z ubraniem powoduje wręcz ból. No to już mniej więcej wiesz jak fajne jest moje życie od miesiąca.
Teorii roboczych mam kilka. Alergia kij wie na co. Wirus kij wie jaki. Borelioza. Nerwica. (tarczycę i wątrobę wykluczyłam badaniami). Albo wszystko naraz plus wrodzona wrażliwość skóry plus dermografizm, daje przepiękny książkowy AZS.
I gdyby nie leki przeciwhistaminowe i Lawendowa Farma, pisałabym do was z najbliższego niemieckiego wariatkowa... ;)
A tak kąpię się w mydle owsianym lub w żelu z babką i lawendą, smaruję różnymi fajnymi mazidłami (masło shea, balsamy z czarnuszką i nostrzykiem) i nakładam dla relaksu bajerancką maseczkę z białą glinką (jedyna na świecie która nawilża a nie ściąga twarz). I hulaj dusza piekła nie ma. I swędzenia w większości też nie.
No kocham kocham miłością szczerą Panią Ewę, choć jej nie znam osobiście (za to syna znam i pozdrawiam i żonę jego też :)).
Pokochajcie i wy i zostawiajcie u niej swoje wypłaty bo warto!
A żeby tego było mało w sklepiku LF znajdziecie też piękną ręcznie robioną ceramikę.... :)
To Pani Ewa Wasilak z Lawendowej Farmy. Tworzy ona mydła i inne kosmetyki. 100% natury.
Ale to nie są zwykłe kosmetyki ekologiczne. To kosmetyki ratujące komfort życia AZSowcowi, osobie z dermografizmem i paroma innymi fajnymi nazwami dermatologicznymi, a wszystkie oznaczają suchą i mega mega wrażliwą skórę.
Od miesiąca się zmagam. Pierwsza opcja to było że alergia. Po dwóch tygodniach dermatolog stwierdził, cytuję - to może być alergia, wirus, w zasadzie wszystko. No fajnie. Ale to mi nie pomoże na moje dolegliwości. Wyobraź sobie że każdy centymetr ciała piecze i swędzi. Jak połączenie oparzenia słonecznego i ugryzienia komara. Że kontakt ciała z ubraniem powoduje wręcz ból. No to już mniej więcej wiesz jak fajne jest moje życie od miesiąca.
Teorii roboczych mam kilka. Alergia kij wie na co. Wirus kij wie jaki. Borelioza. Nerwica. (tarczycę i wątrobę wykluczyłam badaniami). Albo wszystko naraz plus wrodzona wrażliwość skóry plus dermografizm, daje przepiękny książkowy AZS.
I gdyby nie leki przeciwhistaminowe i Lawendowa Farma, pisałabym do was z najbliższego niemieckiego wariatkowa... ;)
A tak kąpię się w mydle owsianym lub w żelu z babką i lawendą, smaruję różnymi fajnymi mazidłami (masło shea, balsamy z czarnuszką i nostrzykiem) i nakładam dla relaksu bajerancką maseczkę z białą glinką (jedyna na świecie która nawilża a nie ściąga twarz). I hulaj dusza piekła nie ma. I swędzenia w większości też nie.
No kocham kocham miłością szczerą Panią Ewę, choć jej nie znam osobiście (za to syna znam i pozdrawiam i żonę jego też :)).
Pokochajcie i wy i zostawiajcie u niej swoje wypłaty bo warto!
A żeby tego było mało w sklepiku LF znajdziecie też piękną ręcznie robioną ceramikę.... :)
poniedziałek, 9 grudnia 2013
Emocje
Przeszukując sieć w poszukiwaniu czegoś, co nam zapewni rozrywkę na długie zimowe spędzane w domu dni, znalazłam karty Emocje.
sobota, 7 grudnia 2013
środa, 4 grudnia 2013
Du, du, du czyli Zweisprachigkeit
Tosia nie pójdzie do przedszkola teraz. Nie pójdzie też za rok.
Dzięki Eli i Faustynie, które prowadzą blogi o dwujęzyczności i temat mają przerobiony w teorii i praktyce, podjęliśmy z mężem taką decyzję.
Dzięki Eli i Faustynie, które prowadzą blogi o dwujęzyczności i temat mają przerobiony w teorii i praktyce, podjęliśmy z mężem taką decyzję.
wtorek, 3 grudnia 2013
Odbicie czyli po karmieniu
Post nie będzie o metodach trzymania dziecka do odbicia, wbrew pozorom ;P
Karmiąc schudłam. Mocno. 7 kilogramów. Przy wadze wyjściowej 48kg, to bardzo dużo. Morfologia na granicy normy.
Trzy miesiące z hakiem po odstawieniu morfologia taka, że w życiu takiej nie miałam - hemoglobina i czerwone krwinki w górnej granicy normy. I tak ja, mając całe życie hgb w granicach 12,2-12,8 teraz mam 15,2...
A kilogramy... znowu 48 na liczniku. Nie jest to może optymistyczne dla tych z was, które liczą na trwałe schudnięcie w czasie laktacji, ale dla tych, które chudną wtedy choć nie chcą i owszem ;)
Gdzieś mi się przewinęło kiedyś, że te wszystkie składniki odżywcze, z których się wypłukuje organizm w czasie laktacji, po jej zakończeniu wracają w dwójnasób, w ten sposób na przykład laktacja chroni przed osteoporozą - wapń utracony podczas laktacji potem magazynuje się podwójnie. Nie mam w tej chwili pod ręką książek o karmieniu piersią, stacjonują w Polsce, więc wam nie przytoczę konkretnych danych niestety. Ale na pewno moja imienniczka Hafija ma takowe, jak nie na blogu to w głowie lub w literaturze. ;) To tak jakby ktoś odczuwał pilną potrzebę poznania naukowych dowodów.
Na moim przykładzie ta teoria działa. Nie namawiam tym do odstawiania od piersi, o nie. Namawiam do karmienia i to jak najdłuższego! Bo laktacja to zdrowie i dziecka i matki :)
PS A czy byłaś w tym roku na USG piersi? Bo ja tak,tydzień temu, i dowiedziałam się, że mam mastopatyczną tkankę w piersiach, tj włóknistą i mam się często kontrolować bo mogę mieć skłonność do włókniaków. Kobiety z mastopatią często miewają też bolesne piersi przed miesiączką. I w ciąży bolą jak nieszczęście. A tak by the way - czy wasi ginekolodzy sami wyganiają was na USG piersi? Czy badają wam piersi z własnej inicjatywy czy trzeba prosić o to? Jestem teraz pod opieką ginekolożki, która jako pierwsza w moim życiu sama podjęła temat badania piersi. A przed nią było conajmniej siedmiu specjalistów...
Karmiąc schudłam. Mocno. 7 kilogramów. Przy wadze wyjściowej 48kg, to bardzo dużo. Morfologia na granicy normy.
Trzy miesiące z hakiem po odstawieniu morfologia taka, że w życiu takiej nie miałam - hemoglobina i czerwone krwinki w górnej granicy normy. I tak ja, mając całe życie hgb w granicach 12,2-12,8 teraz mam 15,2...
A kilogramy... znowu 48 na liczniku. Nie jest to może optymistyczne dla tych z was, które liczą na trwałe schudnięcie w czasie laktacji, ale dla tych, które chudną wtedy choć nie chcą i owszem ;)
Gdzieś mi się przewinęło kiedyś, że te wszystkie składniki odżywcze, z których się wypłukuje organizm w czasie laktacji, po jej zakończeniu wracają w dwójnasób, w ten sposób na przykład laktacja chroni przed osteoporozą - wapń utracony podczas laktacji potem magazynuje się podwójnie. Nie mam w tej chwili pod ręką książek o karmieniu piersią, stacjonują w Polsce, więc wam nie przytoczę konkretnych danych niestety. Ale na pewno moja imienniczka Hafija ma takowe, jak nie na blogu to w głowie lub w literaturze. ;) To tak jakby ktoś odczuwał pilną potrzebę poznania naukowych dowodów.
Na moim przykładzie ta teoria działa. Nie namawiam tym do odstawiania od piersi, o nie. Namawiam do karmienia i to jak najdłuższego! Bo laktacja to zdrowie i dziecka i matki :)
PS A czy byłaś w tym roku na USG piersi? Bo ja tak,tydzień temu, i dowiedziałam się, że mam mastopatyczną tkankę w piersiach, tj włóknistą i mam się często kontrolować bo mogę mieć skłonność do włókniaków. Kobiety z mastopatią często miewają też bolesne piersi przed miesiączką. I w ciąży bolą jak nieszczęście. A tak by the way - czy wasi ginekolodzy sami wyganiają was na USG piersi? Czy badają wam piersi z własnej inicjatywy czy trzeba prosić o to? Jestem teraz pod opieką ginekolożki, która jako pierwsza w moim życiu sama podjęła temat badania piersi. A przed nią było conajmniej siedmiu specjalistów...
poniedziałek, 2 grudnia 2013
W .PL
Byliśmy ponad tydzień w Polsce. Jak zawsze oznacza to milion spraw do załatwienia i spotkań towarzyskich oraz rodzinnych.
Zaliczyliśmy ortopedę, małej jedna stópka się pogorszyła a jedna poprawiła. Ćwiczymy dalej i następna kontrola w marcu.
Rozrósł się małej słownik, do nowych słów należą: dziadek (dziadzi, dziada), Misia (Isia), koło (ałał), kwadrat (tatat), kakao (tato), chodź (oćoć), wstań (tań), rower (ouwel).
Kota jeszcze z nami nie ma, z przyczyn dość niejasnych, teoretycznie z powodu choroby u hodowcy, a w praktyce myślę, że chodzi raczej o zmianę karmy. Odbierzemy go po świętach chyba. Mam nadzieję.
Przywieźliśmy z Polski mnóstwo książeczek, kupionych i dostanych (siostrzenica postanowiła oddać Tosi książeczki, z których wyrosła) i w ogóle mnóstwo różności, więc spodziewajcie się wysypu nowości na blogu :)
Zaliczyliśmy ortopedę, małej jedna stópka się pogorszyła a jedna poprawiła. Ćwiczymy dalej i następna kontrola w marcu.
Rozrósł się małej słownik, do nowych słów należą: dziadek (dziadzi, dziada), Misia (Isia), koło (ałał), kwadrat (tatat), kakao (tato), chodź (oćoć), wstań (tań), rower (ouwel).
Kota jeszcze z nami nie ma, z przyczyn dość niejasnych, teoretycznie z powodu choroby u hodowcy, a w praktyce myślę, że chodzi raczej o zmianę karmy. Odbierzemy go po świętach chyba. Mam nadzieję.
Przywieźliśmy z Polski mnóstwo książeczek, kupionych i dostanych (siostrzenica postanowiła oddać Tosi książeczki, z których wyrosła) i w ogóle mnóstwo różności, więc spodziewajcie się wysypu nowości na blogu :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





