Podobno na koniec roku robi się podsumowania, raporty, rozliczenia.
Rok 2011 zapowiadał się na niczym się nie różniący od poprzednich. Ot praca, praca, praca, i ciągłe starania o dziecko. Aż tu w połowie roku niespodziewajka.
Zaczęłam rok w kompletnej rozsypce, lądując w styczniu w gabinetach fizjo i psychoterapeutów. Kończę jako nosicielka dwukilogramowej małej zarazy :) W niezłej kondycji fizycznej i psychicznej.
Dziś razem ze starym rokiem kończę 35tc. Dla maleństwa mamy już wszystko, od Astronomicznej ilości ciuszków po Zabójczo szerokie łóżeczko. Mam klapki do szpitala, mam już posiew w kierunku GBS zrobiony. I psychikę zrytą codziennymi snami o porodzie ;)
O ile w ten rok wchodziłam z nadzieją, że może będzie lepszy niż poprzedni, o tyle na przyszły rok nie mam żadnych oczekiwań, może poza tym, żeby się Tosia zdrowa urodziła :)
Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! :)
sobota, 31 grudnia 2011
czwartek, 29 grudnia 2011
Raport z frontu
No i mamy dwa kilo :) Mała się ładnie chowa, cały czas "balotuje główką nad wchodem" jak to się ładnie fachowo mówi :P Czyli że w ułożeniu główkowym jest.
Moja szyja zamiast się po bożemu skracać to się wydłuża - z 33mm ostatnio teraz podrosła do 38mm. Braxtony jej niestraszne. Rodzić dzisiaj nie będę :P
Okulistycznie się wyjaśniło, rodzę jak chciałam czyli SN.
Następne wieści za 10 dni z KTG :)
Aaaaa i zapomniałabym - odstawiamy żelazo, doktorek zachwycony, HGB 12,3 :)
Moja szyja zamiast się po bożemu skracać to się wydłuża - z 33mm ostatnio teraz podrosła do 38mm. Braxtony jej niestraszne. Rodzić dzisiaj nie będę :P
Okulistycznie się wyjaśniło, rodzę jak chciałam czyli SN.
Następne wieści za 10 dni z KTG :)
Aaaaa i zapomniałabym - odstawiamy żelazo, doktorek zachwycony, HGB 12,3 :)
środa, 28 grudnia 2011
Mission completed
... mam klapki pod prysznic, mogę rodzić :P Dzisiaj kupiliśmy te nieszczęsne klapki (różowe, hahahah) no i torbę. I już mam szpitalny komplet. Zapakować, postawić w pokoju i czekać.
Wieści z frontu takie:
Braxtony coraz upierdliwsze. Brzuch przyjmuje dzikie kształty jak młoda się usiłuje coś poruszać. Bo już miejsca to wiele nie ma na akrobatykę. Podłączyli mnie do holtera EKG, którego (ups) miałam zrobić jakieś półtora miesiąca temu, a dopiero teraz się zebrałam. Zastanawiam się jak do jasnej anielki spać w tym okablowaniu?
Dzisiaj robię morfologię przed wizytą u doktorka. Ciekawe jak się ma moja hemoglobina. A doktorka zobaczę jutro. I małą też. Umieram z ciekawości ile waży. Bo ja w te święta poszalałam i poszło mi w tyłek 1,5 kg :P I dobrze, niech idzie. Jeszcze ze dwa kilo mogłabym przytyć. Kto odda?
Wieści z frontu takie:
Braxtony coraz upierdliwsze. Brzuch przyjmuje dzikie kształty jak młoda się usiłuje coś poruszać. Bo już miejsca to wiele nie ma na akrobatykę. Podłączyli mnie do holtera EKG, którego (ups) miałam zrobić jakieś półtora miesiąca temu, a dopiero teraz się zebrałam. Zastanawiam się jak do jasnej anielki spać w tym okablowaniu?
Dzisiaj robię morfologię przed wizytą u doktorka. Ciekawe jak się ma moja hemoglobina. A doktorka zobaczę jutro. I małą też. Umieram z ciekawości ile waży. Bo ja w te święta poszalałam i poszło mi w tyłek 1,5 kg :P I dobrze, niech idzie. Jeszcze ze dwa kilo mogłabym przytyć. Kto odda?
poniedziałek, 26 grudnia 2011
... i po świętach?
Zaczęłam 35tc. Tosia zaczęła wściekle walczyć o kawałek podłogi, tzn rozpycha się łokciami i nogami jak może ;) Za trzy dni wizyta i zobaczymy, jak panna podrosła. Bo że podrosła to czuję nader wyraźnie, czasem wręcz boleśnie ;)
Ja się cieszę bo udało mi się w końcu przez te święta prawie kilogram przybrać ;) Ale żeby do tego doszło musiałam znowu zrobić akcję odstawienia feroplexu, bo przez te "żelazne" biegunki zaczęłam chudnąć mimo normalnego jedzenia. Zrobię jutro morfologię to się dowiem, jak moja hemoglobina stoi.
Ja się cieszę bo udało mi się w końcu przez te święta prawie kilogram przybrać ;) Ale żeby do tego doszło musiałam znowu zrobić akcję odstawienia feroplexu, bo przez te "żelazne" biegunki zaczęłam chudnąć mimo normalnego jedzenia. Zrobię jutro morfologię to się dowiem, jak moja hemoglobina stoi.
sobota, 24 grudnia 2011
Święta inne niż wszystkie inne
Tak jak w tytule - te święta są dla mnie zupełnie inne, niż wszystkie poprzednie. Pierwszy raz jesteśmy tylko we dwoje (już prawie we troje ;)), nie u rodziny. Pierwszy raz sama przygotowywałam (z pomocą męża) wigilijne jedzonko. Zupełnie inna atmosfera przygotowań - bez nerwówki, pośpiechu, które zawsze towarzyszyły przygotowaniom u mnie w domu.Co zdążę to zdążę, jak nie zdążę to nie będę miała i już. Jest wpół do drugiej i już mi nogi w ... wchodzą. Zaliczyłam po drodze kryzys i głupawkę taką że ze śmiechu skurczybyk mnie złapał ;)
I fryzjera też zaliczyłam, jakkolwiek to brzmi ;) A co, matka polka matką polką, nawet przy garach wyglądać jakoś trzeba :). I jeszcze w tym wszystkim udało nam się na rocznicowy obiadek pojechać do restauracji Czarcia Łapa (dla bywalców Lublina - stałych lub przejezdnych - polecam!!!)
I fryzjera też zaliczyłam, jakkolwiek to brzmi ;) A co, matka polka matką polką, nawet przy garach wyglądać jakoś trzeba :). I jeszcze w tym wszystkim udało nam się na rocznicowy obiadek pojechać do restauracji Czarcia Łapa (dla bywalców Lublina - stałych lub przejezdnych - polecam!!!)
środa, 21 grudnia 2011
Ciężarne ciało w lustrze.
Trzy dni się zbierałam, by to napisać, by "odpowiednie dać rzeczy słowo"- ubrać jakoś to co czuję w jakieś sensowne zdania.
Mam sobie wiele do zarzucenia pod względem wyglądu. Mogłabym się uczepić chudych rąk, androgenicznego bujnego owłosienia na rękach i twarzy, okropnego cellulitu na tyłku, mikrobiustu, cofniętej brody przez którą mam wadę zgryzu i przy okazji drugi podbródek przy byle okazji. Ale nauczyłam się akceptować to jaka jestem, po prostu.
Aż do momentu kiedy zaszłam w ciążę. Wtedy coś mi się w głowie zafiksowało. Przeglądam się w każdym lustrze. Uwielbiam się w tym stanie.
Powiększony brzuch (+32cm w obwodzie od początku ciąży), który zaoszczędził mi rozstępów i zgrupował się wyłącznie z przodu - ot taka piłeczka. Nie wciągnięty brak brzucha czy wystająca oponka, a sprężysta, napięta, gładka bryła ciała. Na której pięknie układają się wszystkie ubrania...
Powiększone piersi, które kompletnie zmieniły swój kształt - odczułam po raz pierwszy siłę grawitacji... Fascynuje mnie zjawisko wycieku siary, zupełnie coś dla mnie nieznanego do tej pory. Ja - osoba wymagająca stałych dostaw pożywienia, wytwarzam pokarm zdolny wykarmić dziecko... Do tego zmiany w kolorze, rozmiarze i wyglądzie sutków.
Małe znamię, które mam koło pępka, nagle znalazło się od niego bardzo daleko. I sam pępek, ogromny, wystający, widoczny w każdym ubraniu. Widzę na nim nawet miejsce gdzie była rana - wyraźnie widać bliznę. Źródło mojego życia.
Nawet twarz, choć niestety cera mi się pogorszyła w ciąży, bardziej podoba mi się w lustrze. Jakoś tak wewnętrznie pojaśniałam.
I choć fizycznie czuję się źle, to jeśli chodzi o wygląd, mogłabym być cały czas w ciąży. Mimo tego, że z przyczyn medycznych wstrzymaliśmy współżycie w ciąży, czuję się atrakcyjna. Seksowna.
Nigdy nie czułam się bardziej kobieco niż teraz. Nie potrzebuję makijażu czy dziesięciocentymetrowych szpil, by poczuć się kobietą. Chyba ciąża pozwoliła mi dojrzeć wewnętrznie do zewnętrznej powłoki kobiecości. Powołując na świat kolejną kobietę, sama musiałam się nią w pełni stać, by sprostać zadaniu wychowania córki tak, by była świadoma siły swojej płci. Tak to czuję...
Mam sobie wiele do zarzucenia pod względem wyglądu. Mogłabym się uczepić chudych rąk, androgenicznego bujnego owłosienia na rękach i twarzy, okropnego cellulitu na tyłku, mikrobiustu, cofniętej brody przez którą mam wadę zgryzu i przy okazji drugi podbródek przy byle okazji. Ale nauczyłam się akceptować to jaka jestem, po prostu.
Aż do momentu kiedy zaszłam w ciążę. Wtedy coś mi się w głowie zafiksowało. Przeglądam się w każdym lustrze. Uwielbiam się w tym stanie.
Powiększony brzuch (+32cm w obwodzie od początku ciąży), który zaoszczędził mi rozstępów i zgrupował się wyłącznie z przodu - ot taka piłeczka. Nie wciągnięty brak brzucha czy wystająca oponka, a sprężysta, napięta, gładka bryła ciała. Na której pięknie układają się wszystkie ubrania...
Powiększone piersi, które kompletnie zmieniły swój kształt - odczułam po raz pierwszy siłę grawitacji... Fascynuje mnie zjawisko wycieku siary, zupełnie coś dla mnie nieznanego do tej pory. Ja - osoba wymagająca stałych dostaw pożywienia, wytwarzam pokarm zdolny wykarmić dziecko... Do tego zmiany w kolorze, rozmiarze i wyglądzie sutków.
Małe znamię, które mam koło pępka, nagle znalazło się od niego bardzo daleko. I sam pępek, ogromny, wystający, widoczny w każdym ubraniu. Widzę na nim nawet miejsce gdzie była rana - wyraźnie widać bliznę. Źródło mojego życia.
Nawet twarz, choć niestety cera mi się pogorszyła w ciąży, bardziej podoba mi się w lustrze. Jakoś tak wewnętrznie pojaśniałam.
I choć fizycznie czuję się źle, to jeśli chodzi o wygląd, mogłabym być cały czas w ciąży. Mimo tego, że z przyczyn medycznych wstrzymaliśmy współżycie w ciąży, czuję się atrakcyjna. Seksowna.
Nigdy nie czułam się bardziej kobieco niż teraz. Nie potrzebuję makijażu czy dziesięciocentymetrowych szpil, by poczuć się kobietą. Chyba ciąża pozwoliła mi dojrzeć wewnętrznie do zewnętrznej powłoki kobiecości. Powołując na świat kolejną kobietę, sama musiałam się nią w pełni stać, by sprostać zadaniu wychowania córki tak, by była świadoma siły swojej płci. Tak to czuję...
Baby signs czyli "po polskiemu" Migusie
Ponieważ "uczęszczam" z powodu częstych moich wojaży i nieobecności męża do internetowej szkoły rodzenia http://przedporodem.pl/ załapałam się ostatnio na ciekawy wykład o tak zwanych Migusiach. Temat mnie bardzo zainteresował.
Jest to idea tego typu, że można oszczędzić dziecku etap frustracji z powodu wielkiej chęci skomunikowania się ze światem przy jednoczesnej niemożności wysłowienia się w języku zrozumiałym dla dorosłych. A frustracja bywa ogromna, pamiętam że siostrzeniec dostawał czasem histerii jak chciał nam coś powiedzieć, pokazać, a my nie wiedzieliśmy o co mu chodzi.
Uczymy więc dziecko - najlepiej między 8 a 12 miesiącem życia - uniwersalnego języka znaków, coś w rodzaju języka migowego, tylko że bardzo uproszczonego-pokazuje to, czego jeszcze nie umie powiedzieć. Sama dopiero wgłębiam się w temat, więc za wiele jeszcze wam nie opowiem, ale zamierzam się zaopatrzyć w stosowne materiały, bo bardzo mi się ten pomysł podoba.
Chętnych po szczegóły zapraszam na stronę http://www.babysigns.pl/ do autorów polskiej wersji projektu.
Jest to idea tego typu, że można oszczędzić dziecku etap frustracji z powodu wielkiej chęci skomunikowania się ze światem przy jednoczesnej niemożności wysłowienia się w języku zrozumiałym dla dorosłych. A frustracja bywa ogromna, pamiętam że siostrzeniec dostawał czasem histerii jak chciał nam coś powiedzieć, pokazać, a my nie wiedzieliśmy o co mu chodzi.
Uczymy więc dziecko - najlepiej między 8 a 12 miesiącem życia - uniwersalnego języka znaków, coś w rodzaju języka migowego, tylko że bardzo uproszczonego-pokazuje to, czego jeszcze nie umie powiedzieć. Sama dopiero wgłębiam się w temat, więc za wiele jeszcze wam nie opowiem, ale zamierzam się zaopatrzyć w stosowne materiały, bo bardzo mi się ten pomysł podoba.
Chętnych po szczegóły zapraszam na stronę http://www.babysigns.pl/ do autorów polskiej wersji projektu.
wtorek, 20 grudnia 2011
Przygoda wtorkowa
Pada śnieg, ładnie jest. Poszłam sobie po zakupy do Lidla i w drodze powrotnej - jakieś kilkadziesiąt metrów od domu - mi się słabo zrobiło. Dorwałam ławeczkę, usiadłam, głowa między nogi i czekam aż przejdzie. Przechodziła akurat koło mnie grupka mężczyzn, zaraz się zainteresowali, chcieli do domu odprowadzić, ale po drodze mi znowu świat zawirował strasznie, więc się wystraszyli i zawołali karetkę, mimo że mówiłam że nie trzeba
panowie z karetki zmierzyli mi ciśnienie, puls i saturację i zawieźli na IP. Pierwszy raz w życiu karetką jechałam
Potem mnie na wózku posadzili i sru na izbę.
Na miejscu nie mogli się zdecydować czy dać mnie na internę czy położnictwo, w końcu wysłali na położnictwo, chociaż mówiłam, ze mi się zdarzają takie omdlenia, że nie straciłam przytomności, nic mnie nie boli, nie krwawię ani nie mam skurczy. Bardzo miłe panie - doktorka i położna mnie zbadały, sprawdziły tętno dziecka, pogadałyśmy trochę, zjadłam batonika, napiłam się wody i poszłam do domu
Przynajmniej wiem na bieżąco, że z szyjką wszystko ok :) A puls małej położna określiła jako wzorowy.
Żegnając się z paniami powiedziałam "do widzenia" bo akurat w tym szpitalu zamierzam rodzić ;)
Strach teraz z domu wyjść skoro nawet wyprawa do pobliskiego sklepu może zakończyć się w karetce :D
Na miejscu nie mogli się zdecydować czy dać mnie na internę czy położnictwo, w końcu wysłali na położnictwo, chociaż mówiłam, ze mi się zdarzają takie omdlenia, że nie straciłam przytomności, nic mnie nie boli, nie krwawię ani nie mam skurczy. Bardzo miłe panie - doktorka i położna mnie zbadały, sprawdziły tętno dziecka, pogadałyśmy trochę, zjadłam batonika, napiłam się wody i poszłam do domu
Żegnając się z paniami powiedziałam "do widzenia" bo akurat w tym szpitalu zamierzam rodzić ;)
Strach teraz z domu wyjść skoro nawet wyprawa do pobliskiego sklepu może zakończyć się w karetce :D
poniedziałek, 19 grudnia 2011
KTG numer jeden.
No, to jesteśmy po KTG.
Jeszcze nie rodzę ;) A moje dziecko nie znosi żadnych form nacisku :P Kopała wściekle przez całe badanie. Dali mi do ręki jakiś przycisk z przykazaniem, że mam wciskać jak się mała ruszy. No to wciskałam co chwilę, hahah... Przy najbardziej wściekłych ruchach dochodziło do 60, a tak to raczej nizinny wykres.
Serduszko w okolicach 140 uderzeń na minutę.
Uff, to teraz wizyta z USG i pomiarem szyjki za 10 dni.
Jeszcze nie rodzę ;) A moje dziecko nie znosi żadnych form nacisku :P Kopała wściekle przez całe badanie. Dali mi do ręki jakiś przycisk z przykazaniem, że mam wciskać jak się mała ruszy. No to wciskałam co chwilę, hahah... Przy najbardziej wściekłych ruchach dochodziło do 60, a tak to raczej nizinny wykres.
Serduszko w okolicach 140 uderzeń na minutę.
Uff, to teraz wizyta z USG i pomiarem szyjki za 10 dni.
Ciężarówka w trasie
Od początku ciąży wiele razy kursowałam na trasie Lublin-Poznań i z powrotem. Jeszcze nie wiedziałam że jestem w ciąży a już zrobiłam 1000km w dwa dni ;) Większość kursów pociągiem. Dziś właśnie po raz kolejny i już ostatni w stanie "błogosławionym" jechałam pociągiem.
480 kilometrów. Sześć godzin w pociągu. Pierwsza klasa bo w drugiej umarłabym na ciasnotę i duchotę. I choć z punktu widzenia mobilności pociąg jest super bo w każdej chwili można wstać z siedzenia i połazić po wagonie żeby rozprostować nogi i skopane żebra, to jest kompletną katastrofą sanitarną. Nie idzie wstrzymywać siku przez sześć godzin, nie idzie nie pić przez sześć godzin, a tak zwane szumnie "WC" w pociągu, nawet w pierwszej klasie to po prostu porażka. Więc zaopatrzona w chusteczki nawilżane do rąk i osobno w chusteczki Lactacyd kilka wizyt w tym wspaniałym przybytku zaliczyłam. Okropieństwo.
Za to za Warszawą mój przedział kompletnie opustoszał, więc rozłożyłam fotel, wyciągnęłam nogi na drugim i można było jechać kulturalnie i wygodnie :).
I zauważyłam, że o ile w sklepowych kolejkach mój brzuch jest przezroczysty zupełnie, nawet w kasach "uprzywilejowanych", o tyle w sytuacjach pociągowo-dworcowych ciężarna budzi natychmiast opiekuńcze instynkty we współpasażerach ;) Pewien pan dziś nie pozwolił mi nawet walizki na kółkach ciągnąć za sobą po peronie bo to przecież ciężko ;)
Młoda nadal mi rozpycha miednicę, czasem naprawdę ciężko się siedzi bo mam wrażenie, że jej przyduszam rączki czy coś ;) Obniżenia brzucha nie widzę póki co, więc może po prostu córa rooooooooooooośnie :)
Jutro KTG, proszę o kciuki żeby żadnych wielkich gór i dolin nie było na zapisie czynności skurczowej :)
480 kilometrów. Sześć godzin w pociągu. Pierwsza klasa bo w drugiej umarłabym na ciasnotę i duchotę. I choć z punktu widzenia mobilności pociąg jest super bo w każdej chwili można wstać z siedzenia i połazić po wagonie żeby rozprostować nogi i skopane żebra, to jest kompletną katastrofą sanitarną. Nie idzie wstrzymywać siku przez sześć godzin, nie idzie nie pić przez sześć godzin, a tak zwane szumnie "WC" w pociągu, nawet w pierwszej klasie to po prostu porażka. Więc zaopatrzona w chusteczki nawilżane do rąk i osobno w chusteczki Lactacyd kilka wizyt w tym wspaniałym przybytku zaliczyłam. Okropieństwo.
Za to za Warszawą mój przedział kompletnie opustoszał, więc rozłożyłam fotel, wyciągnęłam nogi na drugim i można było jechać kulturalnie i wygodnie :).
I zauważyłam, że o ile w sklepowych kolejkach mój brzuch jest przezroczysty zupełnie, nawet w kasach "uprzywilejowanych", o tyle w sytuacjach pociągowo-dworcowych ciężarna budzi natychmiast opiekuńcze instynkty we współpasażerach ;) Pewien pan dziś nie pozwolił mi nawet walizki na kółkach ciągnąć za sobą po peronie bo to przecież ciężko ;)
Młoda nadal mi rozpycha miednicę, czasem naprawdę ciężko się siedzi bo mam wrażenie, że jej przyduszam rączki czy coś ;) Obniżenia brzucha nie widzę póki co, więc może po prostu córa rooooooooooooośnie :)
Jutro KTG, proszę o kciuki żeby żadnych wielkich gór i dolin nie było na zapisie czynności skurczowej :)
piątek, 16 grudnia 2011
Ręka w pachwinie, noga pod żebrem...
... czyli jak córka zapewnia mi trening bezsennych nocy.
Od wczoraj, kiedy to moje dziecię postanowiło znów ułożyć się głową na dół, mam trening przeddzieciowy. Czyli pół nocy bez snu... z okazji poszturchiwań w żebra. Nieważne, czy na lewym boku, na prawym czy na środkowym. Żebra moje a pod nimi wątroba, trzustka i inne organy, przeżywały intensywny masaż wewnętrzny. A teraz właśnie mam rękę córki w pachwinie i nie mogę siedzieć bo mnie uwiera :P Więc piszę na stojąco :D
No i znów mamy akcję "raz, dwa, trzy, kop w pęcherz i kto szybciej do łazienki". Komiczny to widok: zrywająca się z krzesła ciężarna, zgięta w pół biegnie do łazienki ściskając nóżki. Intensywny trening mięśni Kegla czy jak tam się one nazywają :D
Kończymy 33 tydzień. W poniedziałek mamy pierwsze KTG! Braxtony-Hicksy mam coraz częściej, choć niebolesne. Ciekawe jak się ma moja szyjka. Ale o tym to się dowiem 29. grudnia na wizycie. Ja coś tak czuję że urodzę w połowie stycznia. To już tak niedługo!!!
Od wczoraj, kiedy to moje dziecię postanowiło znów ułożyć się głową na dół, mam trening przeddzieciowy. Czyli pół nocy bez snu... z okazji poszturchiwań w żebra. Nieważne, czy na lewym boku, na prawym czy na środkowym. Żebra moje a pod nimi wątroba, trzustka i inne organy, przeżywały intensywny masaż wewnętrzny. A teraz właśnie mam rękę córki w pachwinie i nie mogę siedzieć bo mnie uwiera :P Więc piszę na stojąco :D
No i znów mamy akcję "raz, dwa, trzy, kop w pęcherz i kto szybciej do łazienki". Komiczny to widok: zrywająca się z krzesła ciężarna, zgięta w pół biegnie do łazienki ściskając nóżki. Intensywny trening mięśni Kegla czy jak tam się one nazywają :D
Kończymy 33 tydzień. W poniedziałek mamy pierwsze KTG! Braxtony-Hicksy mam coraz częściej, choć niebolesne. Ciekawe jak się ma moja szyjka. Ale o tym to się dowiem 29. grudnia na wizycie. Ja coś tak czuję że urodzę w połowie stycznia. To już tak niedługo!!!
czwartek, 15 grudnia 2011
Marzy mi się...
...oj marzy... Na przykład zjeść coś tak po prostu, bez zgagi, nudności i odbijania. Nieważne, czy jem sucharki czy dwudaniowy obiad, skutek jest ten sam. Masakra. Moja ściśnięta niemiłosiernie wątroba woła o pomoc. Bo macicę to mam nadgorliwą i swoją wysokością wyprzedza wiek ciąży o co najmniej 2-3 tygodnie.
Co jeszcze mi się marzy? Pójść na zakupy bez omdlewania w każdym nieklimatyzowanym lokalu.
Przewrócić się na drugi bok bez budzenia się z powodu bólu wiązadeł.
Seks mi się marzy.
I szklanica pysznego wina grzanego.
I już powitać po mojej stronie brzucha tego małego kopiącego szkodnika zwanego Moją Córką.
Drogi Święty Mikołaju, poproszę pod choinkę czasoprzyspieszacz. Żeby już było po 38tc. Żebym już mogła oblecieć ze szmatą podłogi, okna czy co tam się jeszcze robi, żeby wywołać poród.
Co jeszcze mi się marzy? Pójść na zakupy bez omdlewania w każdym nieklimatyzowanym lokalu.
Przewrócić się na drugi bok bez budzenia się z powodu bólu wiązadeł.
Seks mi się marzy.
I szklanica pysznego wina grzanego.
I już powitać po mojej stronie brzucha tego małego kopiącego szkodnika zwanego Moją Córką.
Drogi Święty Mikołaju, poproszę pod choinkę czasoprzyspieszacz. Żeby już było po 38tc. Żebym już mogła oblecieć ze szmatą podłogi, okna czy co tam się jeszcze robi, żeby wywołać poród.
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Ciąg dalszy o niepłodności - tym razem głównie o kosztach,
Sądząc po ilości komentarzy, to temat tu nośny i potrzebny, więc napiszę więcej.
Po pierwsze, chciałabym uściślić, że szanuję osoby, które decydują się na świadomą bezdzietność.
I wiadomo, każdy ma swoje priorytety, więc nie odbieram takiego prawa osobom, które najpierw chcą się dorobić kariery czy majątku a potem mieć dzieci. Ale osobiście, nie rozumiem tego, jak mówiłam, jestem skrzywiona. I wiem, że nie ma czegoś takiego jak dobry moment na dziecko. Zawsze trzeba coś kupić, zawsze jest jakiś szczebel kariery do osiągnięcia. Jakiś kredyt do spłacenia.
Ale do rzeczy... Przez ostatni rok intensywnego leczenia na leki, wizyty, badania, zabiegi i inseminacje wydaliśmy około dziesięciu tysięcy. Wszystkie oszczędności, każda dodatkowa kasa, kredytówki wyczyszczone do zera. Ale warto było :) :) :)
Najwięcej chyba poszło na badania i leki, dla mnie to paranoja, że leczenie niepłodności nie jest kompletnie refundowane. Jedna ampułka gonadotropin do iniekcji ponad sto złotych, w cyklu tych ampułek czasem i do pięciu potrzebowałam. Specjalistyczne tabletki do stymulacji nawet do 400 zł za dziesięć sztuk. Progesteron na drugą fazę musiałam przyjmować doustnie bo mam uczulenie na dopochwowe suplementy progesteronu. Opakowanie duphastonu to około 40 zł. Czasem w cyklu szły trzy. Inseminacja 500 zł. Przed nią conajmniej dwa monitoringi po 70 zł. Badanie LH i E2 przed IUI 50 zł. Badanie PRG, E2 i betaHCG po IUI 75 zł.
Diagnostyka, hmm... Gdyby podliczyć koszt badań... 550zł zapłaciłam za badanie drożności jajowodów w humanitarnych warunkach, tzn ze znieczuleniem. Badanie nasienia, dwukrotne, drugi raz dodatkowo z testem na opłaszczenie przeciwciałami - 500 zł. Moje badania laboratoryjne - hormony, przeciwciała, krzepliwość, jakieś inne bajery, wszystko kilkakrotnie powtarzane, co najmniej 1500 zł. Wizyty, monitoringi - tu się nie doliczę.
Jakbym miała do tego doliczyć jeszcze koszt jaki poniosłam, żeby się fizycznie i psychicznie podnieść po tych wszystkich porażkach... Fizjoterapia i psychoterapia to niestety w naszym kraju jeszcze luksusowe dobro, i kosztowne.... :/
W Polsce przyrost naturalny jest nadal ujemny, ale politycy zdają się nie widzieć problemu. Nie zrobią nic w kierunku refundowania leczenia niepłodności, bo by im katolickie lobby żyć nie dało. Niestety, nasz kraj to kraj katolickiej konserwy. IVF porównywane do aborcji, "niehumanitarne", IUI kojarząca się tylko z kryciem krów (kuzynka moja spytała mi się kiedyś czy to tak jak u krowy się odbywa), badanie nasienia grzechem bo odbywa się poprzez masturbację....
Jedna z was napisała w komentarzu, że zwiększa się świadomość społeczna. Zwiększa się, bo coraz więcej par dotyka ten problem, nie dlatego, że zwiększa się edukacja i zrozumienie wśród tych, których problem nie dotyczy. Ilu z moich znajomych spotkało się z napiętnowaniem, komentarzami, przykrymi docinkami - nie zliczę...
Mnie chyba najbardziej zabolał komentarz koleżanki z pracy - matki dwójki dzieci. Powiedziała mi kiedyś, że natura wie co robi i jak ktoś nie może mieć dzieci to znaczy że nie powinien ich mieć. Dobrze wiedziała, że się leczę. Według niej nie nadaję się na matkę bo nie jestem w stanie bez wspomagania medycznego mieć dziecka.
Po pierwsze, chciałabym uściślić, że szanuję osoby, które decydują się na świadomą bezdzietność.
I wiadomo, każdy ma swoje priorytety, więc nie odbieram takiego prawa osobom, które najpierw chcą się dorobić kariery czy majątku a potem mieć dzieci. Ale osobiście, nie rozumiem tego, jak mówiłam, jestem skrzywiona. I wiem, że nie ma czegoś takiego jak dobry moment na dziecko. Zawsze trzeba coś kupić, zawsze jest jakiś szczebel kariery do osiągnięcia. Jakiś kredyt do spłacenia.
Ale do rzeczy... Przez ostatni rok intensywnego leczenia na leki, wizyty, badania, zabiegi i inseminacje wydaliśmy około dziesięciu tysięcy. Wszystkie oszczędności, każda dodatkowa kasa, kredytówki wyczyszczone do zera. Ale warto było :) :) :)
Najwięcej chyba poszło na badania i leki, dla mnie to paranoja, że leczenie niepłodności nie jest kompletnie refundowane. Jedna ampułka gonadotropin do iniekcji ponad sto złotych, w cyklu tych ampułek czasem i do pięciu potrzebowałam. Specjalistyczne tabletki do stymulacji nawet do 400 zł za dziesięć sztuk. Progesteron na drugą fazę musiałam przyjmować doustnie bo mam uczulenie na dopochwowe suplementy progesteronu. Opakowanie duphastonu to około 40 zł. Czasem w cyklu szły trzy. Inseminacja 500 zł. Przed nią conajmniej dwa monitoringi po 70 zł. Badanie LH i E2 przed IUI 50 zł. Badanie PRG, E2 i betaHCG po IUI 75 zł.
Diagnostyka, hmm... Gdyby podliczyć koszt badań... 550zł zapłaciłam za badanie drożności jajowodów w humanitarnych warunkach, tzn ze znieczuleniem. Badanie nasienia, dwukrotne, drugi raz dodatkowo z testem na opłaszczenie przeciwciałami - 500 zł. Moje badania laboratoryjne - hormony, przeciwciała, krzepliwość, jakieś inne bajery, wszystko kilkakrotnie powtarzane, co najmniej 1500 zł. Wizyty, monitoringi - tu się nie doliczę.
Jakbym miała do tego doliczyć jeszcze koszt jaki poniosłam, żeby się fizycznie i psychicznie podnieść po tych wszystkich porażkach... Fizjoterapia i psychoterapia to niestety w naszym kraju jeszcze luksusowe dobro, i kosztowne.... :/
W Polsce przyrost naturalny jest nadal ujemny, ale politycy zdają się nie widzieć problemu. Nie zrobią nic w kierunku refundowania leczenia niepłodności, bo by im katolickie lobby żyć nie dało. Niestety, nasz kraj to kraj katolickiej konserwy. IVF porównywane do aborcji, "niehumanitarne", IUI kojarząca się tylko z kryciem krów (kuzynka moja spytała mi się kiedyś czy to tak jak u krowy się odbywa), badanie nasienia grzechem bo odbywa się poprzez masturbację....
Jedna z was napisała w komentarzu, że zwiększa się świadomość społeczna. Zwiększa się, bo coraz więcej par dotyka ten problem, nie dlatego, że zwiększa się edukacja i zrozumienie wśród tych, których problem nie dotyczy. Ilu z moich znajomych spotkało się z napiętnowaniem, komentarzami, przykrymi docinkami - nie zliczę...
Mnie chyba najbardziej zabolał komentarz koleżanki z pracy - matki dwójki dzieci. Powiedziała mi kiedyś, że natura wie co robi i jak ktoś nie może mieć dzieci to znaczy że nie powinien ich mieć. Dobrze wiedziała, że się leczę. Według niej nie nadaję się na matkę bo nie jestem w stanie bez wspomagania medycznego mieć dziecka.
niedziela, 11 grudnia 2011
Niepłodność nie kończy się wraz z zajściem w ciążę
Na pewno czułeś kiedyś wielki strach
Że oto mija twój najlepszy czas
Bezradność zniosła Cię na drugi plan
Czekanie sprawia ze gorzknieje cala słodycz w nas
Ogromny zgrzyt znieczula nas na szept
Tak trudno znaleźć drogę w ciepły sen
Słowa zlewają się w fałszywy ton
Gdy nadwrażliwość jest jak bilet w jedna stronę stąd
Okłamali mnie z nadzieją że
Uwierzyłem i przestanę chcieć
Muszę leczyć się na ból i strach
Gdzie jest człowiek który z siebie sam pokaże mi jak
(COMA, Leszek Żukowski)
Ta piosenka jest mi niezwykle bliska. Słuchałam jej tak z milion razy. Kiedy się diagnozowałam. Kiedy się leczyłam. Kiedy czekałam na wynik leczenia. Niczego nie będzie żal.... Kiedy nic nie pomagało, ona była ze mną.
Dziś, w zaawansowanej ciąży, nadal jest mi bliska. Bo nigdy nie przestanę być niepłodna, nigdy nie przestanę czuć się niepłodna.
Niepłodność, zarówno dla kobiety jak i mężczyzny jest zakwestionowaniem podstawy ich tożsamości. Zakwestionowaniem kobiecości lub też męskości. Jest niewidocznym dla innych stygmatem na środku czoła.
Patrzyłam w lustro i widziałam kobietę. Z zewnątrz. A w środku jakiś kompletny chaos. Skoro jestem kobietą dlaczego moje ciało nie jest zdolne do poczęcia dziecka? Dlaczego nie jest zdolne chociażby do tak podstawowej rzeczy jak cykl miesiączkowy? Nie wiedziałam kiedyś, że będę się cieszyć jak przyjdzie okres... Uwierzcie mi, po dwóch latach czekania, to było coś. Jakby mi ktoś oddał tego drugiego brakującego iksa w chromosomach. Niestety na krótko. Bez leków moje ciało samo nie jest w stanie sprostać temu zadaniu. Nadal jestem fizycznie kobietą tylko jak wezmę odpowiednie tabletki.
Jestem w ciąży. Mogłabym uznać - problem solved. Niestety, niepłodność się zalecza, nie leczy. To tak jak z cukrzycą. Bierzesz leki, jest ok, funkcjonujesz. Nie bierzesz - problem wraca. Ale to już nawet nie o medyczne aspekty chodzi. Jestem skrzywiona. Przewrażliwiona na tym punkcie.
Denerwuje mnie jak 34-letnia kobieta z problemami hormonalnymi dość pogardliwie mówi, że o dziecku pomyśli za jakieś cztery lata bo teraz to jej jakoś nie po drodze. Denerwuje mnie jak 20-latka załatwia na lewo pigułki antykoncepcyjne bo nie chce iść się przebadać do gabinetu. I jak inna 20-latka mówi, że nie była jeszcze u ginekologa bo "jakoś wstyd". Ale współżyć się nie wstydzi.
I denerwuje mnie, że choć ten problem tak wielu par dotyczy, boją się o tym mówić, bo się wstydzą, bo w tym polskim ciemnogrodzie niepłodność to egzotyczna choroba weneryczna przecież. Jak zaczęłam wprost mówić - jestem niepłodna, leczę się, nagle okazało się, że wokół mnie jest mnóstwo ludzi, którzy mają ten sam problem, ludzi z dziećmi po IUI i IVF, ludzi którzy obgryzają paznokcie bo starają się już jakiś czas i nie wychodzi. Nagle okazało się, że nie jestem samotną wyspą. Oboje z mężem otwarcie od początku mówiliśmy, że się staramy, leczymy.
Nie mając wsparcia w ustawodawstwie, nie mając wsparcia w skatolicyzowanym społeczeństwie, często nie mając wsparcia w najbliższych... Codziennie setki par walczą o dziecko. Spotykając się z niezrozumieniem, wyzwiskami, drwiną. Z nieprzyjaznym systemem opieki zdrowotnej, gdzie większość lekarzy po prostu lekceważy pacjenta. Mnie samej, jak miałam lat około dwadzieścia, pewna "gwiazda" poznańskiej ginekologii powiedziała, że okres nie jest kobiecie do szczęścia potrzebny przecież, bo to tylko kłopot, więc czym się martwię.
Po tych staraniach mam w sobie jakieś głupie poczucie misji życiowej. Mówić o tym. Mówić o tym, że trzeba się badać, regularnie chodzić do ginekologa, nie brać bezkrytycznie dobranych "na oko" przez lekarza pigułek. Ja miałam szczęście, wpojono mi w domu, że regularne wizyty u ginekologa to podstawa, co prawda bardziej z myślą o nowotworach, bo obciążenie w rodzinie mam kosmiczne. Dzięki temu już mając 17 lat wiedziałam, że będę mieć pod górkę. Dzięki temu zaczęłam się starać o dziecko w wieku 22 lat. Dzięki temu doczekałam się pierwszej ciąży mając 25 lat. Któregoś dnia, robiąc sobie kolejny zastrzyk z gonadotropin, pomyślałam, że są już książki o mamach adopcyjnych, są książki o mamach aniołków, może czas napisać książkę o mamie - staraczce? Cały czas dojrzewa we mnie ta myśl...
sobota, 10 grudnia 2011
O byciu mamą słów kilka... no, może kilkaset :P
O tym, że chcę mieć dzieci, wiedziałam wcześniej, niż zdecydowałam do jakiego LO pójść czy potem na jakie studia. Z czasem chciałam jeszcze bardziej, tym mocniej, im gorsze wyniki badań odbierałam, im mniej szans było na to, że się uda. Bycie matką stało się obsesją. Tym bardziej, że dzieci zawsze mnie lubiły, z dziećmi mojej siostry nawiązałam więź jaka jest udziałem niewielu ciotek, jak myślę. Kiedy siostrzeniec przybiegał do mnie i mamrotał mi do ucha " ciociuuuuu a wiesz że bardzo cię kocham", myślałam o tym, czy kiedyś moje dziecko "w wielkim sekrecie" powie mi to samo, tylko zamiast "ciociu" będzie "mamo".
Poczułam smak bycia mamą już w dniu, kiedy dowiedziałam się o ciąży. Wszystko, co robiłam, nabrało nagle wielkiego znaczenia, bo wszystko mogło mieć wpływ na utrzymanie ciąży i rozwój dziecka. Lekarz kazał brać leki - brałam, kazał się oszczędzać - leżałam, kazał więcej pić - wmuszałam w siebie kolejne szklanki. Dla dobra dziecka musiałam zmienić wszystko - tryb życia, odżywianie się, nastawienie.
Z pracującej czasem po 10 lub więcej godzin, przejmującej się pracą biurówki stałam się najpierw olewaczką co wychodzi po ustawowych 8 godzinach, a potem poszłam na zwolnienie lekarskie. Jadłam byle co i o dzikich porach, jak był czas w pracy czy po pracy. Obiad po północy? Norma. Śniadań brak. A w ciągu dnia gorące kubki, batoniki i przywożone przez przedstawicieli hot-dogi ze stacji. A tu nagle bach! Trzy główne posiłki o w miarę stałych porach, dużo warzyw i owoców... Bycie mamą nauczyło mnie, że żeby zadbać dobrze o dziecko, muszę najpierw zacząć dbać o siebie. W ciąży to się stało takie oczywiste... To, co zjem, przełoży się na składniki odżywcze, które dostarczę dziecku. To, w jakim jestem nastroju, przełoży się na nastrój, a może i charakter, dziecka. Zrozumiałam, że by móc stać się odpowiedzialną matką, najpierw muszę stać się odpowiedzialna za swoje własne życie.
Co mnie najbardziej zaskoczyło w mamowaniu? Nieustanny lęk o dziecko. O to, czy jest zdrowe, czy wszystko z nim w porządku. O to, czy da sobie radę w życiu, czy będzie szczęśliwym człowiekiem. I nieustanna radość z małych rzeczy. Z tego, że na USG serce bije jak trzeba, z tego, że wystawiła łokieć że aż zabolało, z tego, że ma buzię bez rozszczepu, że już kończę 32tc i jest wszystko dobrze.
I jeszcze coś - ciąża wiele zmieniła w relacjach z moją mamą. Dopiero teraz zaczynam rozumieć pewne jej zachowania, decyzje... Coś, co wydawało mi się kiedyś działaniem wymierzonym złośliwie we mnie, dziś jestem w stanie odczytać jako matczyną troskę, i to wszystko przeciw czemu się buntowałam jako nastolatka, też staje się dla mnie zrozumiałe. Nakazy, zakazy, oczekiwania... Każdy rodzic chce, by jego dziecko wyrosło na porządnego i radzącego sobie w życiu człowieka. I jednocześnie każdy rodzic chce uchronić dziecko przed całym złem tego świata. I każdy rodzic radzi sobie z tym jak potrafi...
Bycie mamą to chyba najcięższy, najgorzej opłacany ale najbardziej unikatowy i szczęścionośny "zawód" na świecie. I ja nie mogę się doczekać, kiedy z brzuszkowej mamy stanę się mamą mamą.
Poczułam smak bycia mamą już w dniu, kiedy dowiedziałam się o ciąży. Wszystko, co robiłam, nabrało nagle wielkiego znaczenia, bo wszystko mogło mieć wpływ na utrzymanie ciąży i rozwój dziecka. Lekarz kazał brać leki - brałam, kazał się oszczędzać - leżałam, kazał więcej pić - wmuszałam w siebie kolejne szklanki. Dla dobra dziecka musiałam zmienić wszystko - tryb życia, odżywianie się, nastawienie.
Z pracującej czasem po 10 lub więcej godzin, przejmującej się pracą biurówki stałam się najpierw olewaczką co wychodzi po ustawowych 8 godzinach, a potem poszłam na zwolnienie lekarskie. Jadłam byle co i o dzikich porach, jak był czas w pracy czy po pracy. Obiad po północy? Norma. Śniadań brak. A w ciągu dnia gorące kubki, batoniki i przywożone przez przedstawicieli hot-dogi ze stacji. A tu nagle bach! Trzy główne posiłki o w miarę stałych porach, dużo warzyw i owoców... Bycie mamą nauczyło mnie, że żeby zadbać dobrze o dziecko, muszę najpierw zacząć dbać o siebie. W ciąży to się stało takie oczywiste... To, co zjem, przełoży się na składniki odżywcze, które dostarczę dziecku. To, w jakim jestem nastroju, przełoży się na nastrój, a może i charakter, dziecka. Zrozumiałam, że by móc stać się odpowiedzialną matką, najpierw muszę stać się odpowiedzialna za swoje własne życie.
I jeszcze coś - ciąża wiele zmieniła w relacjach z moją mamą. Dopiero teraz zaczynam rozumieć pewne jej zachowania, decyzje... Coś, co wydawało mi się kiedyś działaniem wymierzonym złośliwie we mnie, dziś jestem w stanie odczytać jako matczyną troskę, i to wszystko przeciw czemu się buntowałam jako nastolatka, też staje się dla mnie zrozumiałe. Nakazy, zakazy, oczekiwania... Każdy rodzic chce, by jego dziecko wyrosło na porządnego i radzącego sobie w życiu człowieka. I jednocześnie każdy rodzic chce uchronić dziecko przed całym złem tego świata. I każdy rodzic radzi sobie z tym jak potrafi...
Bycie mamą to chyba najcięższy, najgorzej opłacany ale najbardziej unikatowy i szczęścionośny "zawód" na świecie. I ja nie mogę się doczekać, kiedy z brzuszkowej mamy stanę się mamą mamą.
Syndrom wicia gniazda wersja light
Dopadło mnie. Na razie w wersji niskokalorycznej. Wicie gniazda.
W dzikim szale poprałam dzisiaj wszystko to, czego jeszcze nie zdążyłam poprać dla małej. Między innymi kombinezony zimowe. I w równie dzikim szale kupione ostatnio dziesięć par różowo-szaro-białych skarpetuszek w różne kotki i serduszka. Zapach dziecka to dla mnie zapach mleka, emolientów i Loveli. Tak pamiętam siostrzeńca i siostrzenicę jak byli maleńcy. I teraz kręcę się przy suszarce na pranie i wdycham, wdycham tę namiastkę zapachu dziecka, jaka się w moim domu pojawiła.
Ponadto stwierdziłam, że mam O-KRO-PNY bałagan w naczyniach, więc nabyłam na allegro nowy jednolity komplet obiadowy i jak tylko przyjdzie paczka, to te wszystkie talerze co mam - każdy z innej parafii, niektóre już poobtłukiwane, idą na śmietnik.
W dzikim szale poprałam dzisiaj wszystko to, czego jeszcze nie zdążyłam poprać dla małej. Między innymi kombinezony zimowe. I w równie dzikim szale kupione ostatnio dziesięć par różowo-szaro-białych skarpetuszek w różne kotki i serduszka. Zapach dziecka to dla mnie zapach mleka, emolientów i Loveli. Tak pamiętam siostrzeńca i siostrzenicę jak byli maleńcy. I teraz kręcę się przy suszarce na pranie i wdycham, wdycham tę namiastkę zapachu dziecka, jaka się w moim domu pojawiła.
Ponadto stwierdziłam, że mam O-KRO-PNY bałagan w naczyniach, więc nabyłam na allegro nowy jednolity komplet obiadowy i jak tylko przyjdzie paczka, to te wszystkie talerze co mam - każdy z innej parafii, niektóre już poobtłukiwane, idą na śmietnik.
poniedziałek, 5 grudnia 2011
Takie tam...
Za mną 3/4 ciąży. Zostało mi dokładnie osiem tygodni. Niby się wlekło i dłużyło i często smętnie było na tym zwolnieniu ciążowym. A tu już tylko osiem tygodni.
I już wiem, czego mi będzie najbardziej brakowało. Samowoli zachowań motorycznych mojego brzucha, zwanych także ruchami płodu ;)
I wiem też, po co są te nieprzespane na początku po porodzie noce. Żeby nie mieć czasu ani siły żeby leżeć i zasypiając myśleć o tym, że coś się zakończyło, że to, co w krwi i pocie oraz omdleniach ( ;) ) tworzyłam przez 40 tygodni, teraz jest samodzielną jednostką. Teraz nie tylko ja będę ją kształtować, ale i środowisko oraz ona sama przede wszystkim. Moje, tylko moje i nikogo więcej dziecko, schowane w powłokach brzusznych, stanie się istotą społeczną. Dostanie numer ewidencyjny PESEL, dostanie nazwisko, stosik dokumentów. I morze możliwości i zagrożeń. I dla niej i dla mnie zacznie się największa przygoda życia.
Ale też dla mnie zakończy się etap, który choć fizycznie często nieprzyjemny, często bolesny i wywołujący wiele obaw, jest czymś jedynym w swoim rodzaju. Nieraz siedząc wieczorem z książką czy przy komputerze, zastanawiałam się, co właśnie tworzę. Ucho? Trzustkę? Stópkę? Dopóki nie poczułam pierwszych ruchów codziennie pytałam się: jesteś tam? Na pewno?
Kiedy staraliśmy się o dziecko, po iluśtam próbach, badaniach, zabiegach, stawało się ono tak nierealne, tak niemożliwe, że do dziś zdarza mi się nie wierzyć, że to prawda, choć wyraźnie a czasem i dotkliwie czuję jej obecność.
Za około osiem tygodni, siłami natury lub przy pomocy medycyny przyjdzie na świat Tosia, moje dziecko. Zobaczę ją, dotknę, usłyszę. Urealni się niemożliwe. Dwie kreski na teście zmienią się w małego człowieka.
I już wiem, czego mi będzie najbardziej brakowało. Samowoli zachowań motorycznych mojego brzucha, zwanych także ruchami płodu ;)
I wiem też, po co są te nieprzespane na początku po porodzie noce. Żeby nie mieć czasu ani siły żeby leżeć i zasypiając myśleć o tym, że coś się zakończyło, że to, co w krwi i pocie oraz omdleniach ( ;) ) tworzyłam przez 40 tygodni, teraz jest samodzielną jednostką. Teraz nie tylko ja będę ją kształtować, ale i środowisko oraz ona sama przede wszystkim. Moje, tylko moje i nikogo więcej dziecko, schowane w powłokach brzusznych, stanie się istotą społeczną. Dostanie numer ewidencyjny PESEL, dostanie nazwisko, stosik dokumentów. I morze możliwości i zagrożeń. I dla niej i dla mnie zacznie się największa przygoda życia.
Ale też dla mnie zakończy się etap, który choć fizycznie często nieprzyjemny, często bolesny i wywołujący wiele obaw, jest czymś jedynym w swoim rodzaju. Nieraz siedząc wieczorem z książką czy przy komputerze, zastanawiałam się, co właśnie tworzę. Ucho? Trzustkę? Stópkę? Dopóki nie poczułam pierwszych ruchów codziennie pytałam się: jesteś tam? Na pewno?
Kiedy staraliśmy się o dziecko, po iluśtam próbach, badaniach, zabiegach, stawało się ono tak nierealne, tak niemożliwe, że do dziś zdarza mi się nie wierzyć, że to prawda, choć wyraźnie a czasem i dotkliwie czuję jej obecność.
Za około osiem tygodni, siłami natury lub przy pomocy medycyny przyjdzie na świat Tosia, moje dziecko. Zobaczę ją, dotknę, usłyszę. Urealni się niemożliwe. Dwie kreski na teście zmienią się w małego człowieka.
sobota, 3 grudnia 2011
Pierwsza próba wkładek laktacyjnych ;)
Po zapoznaniu się z rankingiem wkładek laktacyjnych przetestowanych przez Hafiję kupiłam jakiś czas temu opakowanie firmy Lansinoh.
Dzisiaj od rana zmagałam się z permanentnym wyciekiem z lewej piersi. Obie pobolewają i pieką mnie brodawki, ale tylko z lewej leci, za to w trybie ciągłym. Więc wyszło na to, że trzeba było wypróbować wkładki jeszcze przed porodem.. No i muszę powiedzieć, że są komfortowe, nie ma uczucia waty w staniku, nie uraża nic, fajnie. Zobaczymy jak się sprawdzą jak będę miała produkcję pełną parą ;)
Przydałby się jeszcze jakiś patent na to pieczenie brodawek ;)
Dzisiaj od rana zmagałam się z permanentnym wyciekiem z lewej piersi. Obie pobolewają i pieką mnie brodawki, ale tylko z lewej leci, za to w trybie ciągłym. Więc wyszło na to, że trzeba było wypróbować wkładki jeszcze przed porodem.. No i muszę powiedzieć, że są komfortowe, nie ma uczucia waty w staniku, nie uraża nic, fajnie. Zobaczymy jak się sprawdzą jak będę miała produkcję pełną parą ;)
Przydałby się jeszcze jakiś patent na to pieczenie brodawek ;)
piątek, 2 grudnia 2011
Nie samą ciążą człowiek żyje...
PS. Miłe zaskoczenie - w moim miasteczku powstał Klub Mam! O tu -> http://klubmamswidnik.wordpress.com/
czwartek, 1 grudnia 2011
Przedświątecznie :)
Trzy dni ugniatania, pieczenia, zdobienia i oto mamy sześć pudełek pierników, do użytku własnego i całej rodziny :)
Już czuć święta w powietrzu :) W tym roku wyjątkowe - pierwszy raz tylko we dwoje, z Tosią w brzuchu :) Poprzednie zawsze zabiegane, tu obiadek tam kolacja u kogoś, w tym roku spokojnie, bez pośpiechu. A w przyszłym roku już we troje.... :) :) :)
Już czuć święta w powietrzu :) W tym roku wyjątkowe - pierwszy raz tylko we dwoje, z Tosią w brzuchu :) Poprzednie zawsze zabiegane, tu obiadek tam kolacja u kogoś, w tym roku spokojnie, bez pośpiechu. A w przyszłym roku już we troje.... :) :) :)
środa, 30 listopada 2011
Pępek świata...
Wczoraj sesję miała córka, dzisiaj matka ;) Mąż urządził w domu zaimprowizowane studio foto i powstała sesja - bagatela 80 zdjęć różnych różnistych, tych do pokazywania i tych do prywatnego użytku :) Stwierdzam jedno - nigdy w życiu nie byłam tak fotogeniczna jak teraz. I naprawdę nie sądziłam, że mam taki duży brzuch - z mojej perspektywy on jest malutki :)
wtorek, 29 listopada 2011
MAM i ja :)
W szoku głębokim byłam, bo już wczoraj dostałam przesyłeczkę od firmy MAM. Do testowania dostałam:
- smoczek MAM Start z wzorem koniczynki
- klips do smoczka MAM Clip z sówkami
- butelkę MAM Anti-Colic zieloną z koniczynkami.
Pierwsze wrażenie - wizualne - super estetyczne, po prostu bardzo ładne.
Teraz tylko pozostaje czekać na testerkę i będziemy pisać o wrażeniach ;)
- smoczek MAM Start z wzorem koniczynki
- klips do smoczka MAM Clip z sówkami
- butelkę MAM Anti-Colic zieloną z koniczynkami.
Pierwsze wrażenie - wizualne - super estetyczne, po prostu bardzo ładne.
Teraz tylko pozostaje czekać na testerkę i będziemy pisać o wrażeniach ;)
poniedziałek, 28 listopada 2011
Miszmasz poniedziałkowy
Dużo dużo dzisiaj zdziałaliśmy. Byliśmy na zakupach będących ostatnim szlifem do pokoju małej ;) Z tej wyprawy między innymi przywieźliśmy łup w postaci nawilżacza powietrza z Kubusiem Puchatkiem ;) Nie dość że funkcjonalne to jeszcze ładne ;)
Kosmetyki po przejrzeniu rankingów u pewnej pani wybrałam HiPP-owskie, zobaczymy jak się sprawdzą.
Kosmetyki po przejrzeniu rankingów u pewnej pani wybrałam HiPP-owskie, zobaczymy jak się sprawdzą.
niedziela, 27 listopada 2011
Jakie kosmetyki dla noworodka?
Mam pytanie dziewczyny - jakich kosmetyków używałyście na początku dla dziecka?
Siostra mi doradza emolienty ale gdzieś (nie pamiętam już gdzie) wyczytałam, że jak dziecko nie ma AZS czy innych takich problemów skórnych to nie ma sensu ich używać bo się zatyka pory i można dziecku zafundować łojotokowe zapalenie skóry.
Emolienty z apteki czy niemowlęce kosmetyki z drogerii? Jakich firm, jakiego rodzaju kosmetyków używałyście?
Pomocy :)
Siostra mi doradza emolienty ale gdzieś (nie pamiętam już gdzie) wyczytałam, że jak dziecko nie ma AZS czy innych takich problemów skórnych to nie ma sensu ich używać bo się zatyka pory i można dziecku zafundować łojotokowe zapalenie skóry.
Emolienty z apteki czy niemowlęce kosmetyki z drogerii? Jakich firm, jakiego rodzaju kosmetyków używałyście?
Pomocy :)
Whatever works...
Czyli co mogę powiedzieć o preferencjach mojego dziecka jeszcze zanim się pojawiło:
-nie lubi jak się tłucze kotlety
-nie lubi jak leżę 'za bardzo' na boku, tzn opierając bok brzucha o łóżko
-nie lubi jak siedzę po jedzeniu, muszę wstać i pochodzić bo inaczej wściekle kopie
-będzie łasuchem - jak ja się najem to ona ma czkawkę ;) łapczywie pije wody płodowe, szczególnie jak ja się raczę czekoladą ;)
-lubi jazdę samochodem i pociągiem - potrafi kilka godzin być wtedy spokojna, co się rzaaaadko zdarza ;)
-lubi słuchać Dżemu.
-nie lubi jak się tłucze kotlety
-nie lubi jak leżę 'za bardzo' na boku, tzn opierając bok brzucha o łóżko
-nie lubi jak siedzę po jedzeniu, muszę wstać i pochodzić bo inaczej wściekle kopie
-będzie łasuchem - jak ja się najem to ona ma czkawkę ;) łapczywie pije wody płodowe, szczególnie jak ja się raczę czekoladą ;)
-lubi jazdę samochodem i pociągiem - potrafi kilka godzin być wtedy spokojna, co się rzaaaadko zdarza ;)
-lubi słuchać Dżemu.
sobota, 26 listopada 2011
CC czy SN?
Nie ma jak okulista. Mam krótkowzroczność i astygmatyzm. Od wielu lat. Badanie dna oka wykazało drobne rozrzedzenia siatkówki. Niby bezwzględnym przeciwwskazaniem do SN jest wada powyżej 8 dioptrii, ja mam w lewym oku -6,5, w prawym mniej. Ale ryzyko odwarstwienia siatkówki jakieś jest.
Okulista mówi, że kobiety rodzą mając -12 i jest ok, a czasami przy zdrowych oczach się siatkówka odwarstwi i że to będzie decyzja moja i ginekologa. Super. Nie chcę CC, ale czy warto ryzykować wzrok?
Wyszłam z gabinetu głupsza niż do niego weszłam... :(
piątek, 25 listopada 2011
Niech to szlag...
No i mam. Gardło swędzi i piecze, z zatok spływa wydzielina, dreszcze na horyzoncie. Broniłam się długo a i tak dopadło. I co teraz? Żadne mleka z miodem i czosnkiem nie wchodzą w grę ze względu na IBS. Prenalen też kiepsko toleruję. Na szczęście temperatury brak. Psiukam sobie Tantum verde, popijam herbatkę z sokiem z malin i mam nadzieję, że uniknę kaszlu... Pokarało mnie za to że zasnęłam przy otwartym oknie wczoraj :/
A żeby tak smętnie nie było, to słów kilka o snach. Czytałam, że to normalne, że kobieta w ciąży ma ciekawe, rozbudowane sny. Ja bym mogła scenariusze filmów pisać na podstawie tego co mi się śni ;) I to wszystko taaaakie realistyczne..
A żeby tak smętnie nie było, to słów kilka o snach. Czytałam, że to normalne, że kobieta w ciąży ma ciekawe, rozbudowane sny. Ja bym mogła scenariusze filmów pisać na podstawie tego co mi się śni ;) I to wszystko taaaakie realistyczne..
czwartek, 24 listopada 2011
Córeczko wolałabym żebyś była chłopcem...
Wbrew tytułowi ja się bardzo cieszę, że będę mieć córkę. A ta piosenka przypomniała mi się przy okazji różnych tematów poruszanych w mediach dotyczących nastoletnich dziewczynek.
Myślę że ciężko jest wychować dziewczynkę. Dziewczynki są kochane, słodkie, ale jak to chować żeby nie wychować na sierotę życiową? Jak wychować, żeby przekazać jej że najważniejszy jest szacunek do siebie, do swoich wartości. Jak wychować żeby uchronić przed złem tego świata, żeby ona się umiała przed tym złem bronić, żeby się nie poddawała naciskom i modom? Żeby w wieku lat piętnastu nie urodziła po kryjomu w szatni szkolnej? Żeby nie była różową plastikową tipsiarą (bo tego to bym chyba nie przeżyła). Żeby umiała nas poprosić jak czegoś będzie chciała czy potrzebowała, zamiast radzić sobie po 'galeriankowemu' (to mnie przeraża straszliwie). Żeby wiedziała, czego chce w życiu i wiedziała, jak to osiągnąć?
Bycie rodzicem to ciężka sprawa. Zdecydowanie najtrudniejsza rola jaką sobie człowiek w życiu wybiera. Co tam studia, praca... W pracy jak podejmiesz złą decyzję to najwyżej ci utną premię lub w najgorszym wypadku wywalą. Jak popełnisz jakiś poważny błąd wychowawczy, lub coś przeoczysz, to jego konsekwencje będziesz ponosić i ty, i dziecko.
I prawdą jest to, co mi zawsze mama powtarzała. Małe dzieci mały kłopot, duże dzieci duży kłopot.
Tosiu, nie wychodzisz z brzucha ;) Zaszyję się i masz tam zostać ;)
Myślę że ciężko jest wychować dziewczynkę. Dziewczynki są kochane, słodkie, ale jak to chować żeby nie wychować na sierotę życiową? Jak wychować, żeby przekazać jej że najważniejszy jest szacunek do siebie, do swoich wartości. Jak wychować żeby uchronić przed złem tego świata, żeby ona się umiała przed tym złem bronić, żeby się nie poddawała naciskom i modom? Żeby w wieku lat piętnastu nie urodziła po kryjomu w szatni szkolnej? Żeby nie była różową plastikową tipsiarą (bo tego to bym chyba nie przeżyła). Żeby umiała nas poprosić jak czegoś będzie chciała czy potrzebowała, zamiast radzić sobie po 'galeriankowemu' (to mnie przeraża straszliwie). Żeby wiedziała, czego chce w życiu i wiedziała, jak to osiągnąć?
Bycie rodzicem to ciężka sprawa. Zdecydowanie najtrudniejsza rola jaką sobie człowiek w życiu wybiera. Co tam studia, praca... W pracy jak podejmiesz złą decyzję to najwyżej ci utną premię lub w najgorszym wypadku wywalą. Jak popełnisz jakiś poważny błąd wychowawczy, lub coś przeoczysz, to jego konsekwencje będziesz ponosić i ty, i dziecko.
I prawdą jest to, co mi zawsze mama powtarzała. Małe dzieci mały kłopot, duże dzieci duży kłopot.
Tosiu, nie wychodzisz z brzucha ;) Zaszyję się i masz tam zostać ;)
wtorek, 22 listopada 2011
Raport z frontu
Byłam. Mała waży koło 1300g, przekręciła się głową na dół stąd moje niemiłe odczucia ucisku na szyjkę i bólu - próbuje rękę wystawić na zewnątrz ;) Tętno 140 uderzeń na minutę. Córa jak wzór cnót wszelakich ;)
Szyja długa zwarta i niegotowa do porodu ;) Dno macicy na wysokości 32tc.
PS. Dostałam zaproszenie od MAM do programu :D Ale fajnie :) Będziemy testować z Tosią :)
Szyja długa zwarta i niegotowa do porodu ;) Dno macicy na wysokości 32tc.
PS. Dostałam zaproszenie od MAM do programu :D Ale fajnie :) Będziemy testować z Tosią :)
poniedziałek, 21 listopada 2011
Decyzje, decyzje....
Kilka dni temu pisałam o kryzysie, jaki przeszłam. Kryzys zażegnany. Ja siedzę teraz u rodziców, jak u Pana B. za piecem - mama gdyby mogła to by mnie łyżeczką karmiła :P. W-razie-gdyby-cokolwiek to nie jestem sama. Do domu wrócę jak mąż będzie zjeżdżał z delegacji tzn za trzy dni. A jak wyjedzie to ja znowu myk 500km do rodziców na dwa tygodnie. Potem już niestety odległość trochę too big żeby jeździć w tę i w tamtę, więc przed świętami wracam do domu, mąż wyjeżdża po nowym roku a ja mam wizję że w połowie stycznia urodzę więc szybko wróci ;)
niedziela, 20 listopada 2011
Ciąża a IBS
Od kilku lat, jako konsekwencja wspomnianej przeze mnie nerwicy, zmagam się z IBS - zespołem jelita wrażliwego. Postać mało sympatyczna, ta biegająca. Tzn przed ciążą i na początku ze skłonnością do biegania od czasu do czasu.
Teraz cóż, biegam sobie codziennie. Mąż zarabia na kilometry papieru miękkiego jak aksamit. A ja schizuję. Bo o ile IBS normalnie jest po prostu uciążliwy, ale do ogarnięcia, o tyle w ciąży staje się problemem - skurcze jelit mogą powodować skurcze macicy. Do tego pilnowanie, by się nie odwodnić - bo to też sprzyja skurczom. No i żeby się nie odwitaminować bo padnę na pysk jak już urodzę. Leków brać za bardzo nie można, poza tym nie chcę bo po ciąży nie ujadę jak się organizm przyzwyczai że absorbenty robią za niego czarną robotę. Ratuję się okazjonalnie smectą no i codziennie się probiotykuję. Dobrze, że to mnie dopadło teraz a nie w okresie największych mdłości bo bym nie była w stanie tego ohydztwa przełknąć - smecty znaczy. Zapach zrobili ładny ale smak i konsystencja kredy rozpuszczonej w wodzie ;)
Teraz cóż, biegam sobie codziennie. Mąż zarabia na kilometry papieru miękkiego jak aksamit. A ja schizuję. Bo o ile IBS normalnie jest po prostu uciążliwy, ale do ogarnięcia, o tyle w ciąży staje się problemem - skurcze jelit mogą powodować skurcze macicy. Do tego pilnowanie, by się nie odwodnić - bo to też sprzyja skurczom. No i żeby się nie odwitaminować bo padnę na pysk jak już urodzę. Leków brać za bardzo nie można, poza tym nie chcę bo po ciąży nie ujadę jak się organizm przyzwyczai że absorbenty robią za niego czarną robotę. Ratuję się okazjonalnie smectą no i codziennie się probiotykuję. Dobrze, że to mnie dopadło teraz a nie w okresie największych mdłości bo bym nie była w stanie tego ohydztwa przełknąć - smecty znaczy. Zapach zrobili ładny ale smak i konsystencja kredy rozpuszczonej w wodzie ;)
Dylematy pierwszego razu i małe święto ;)
Tam tam tadam dziś zaczynam trzydziesty tydzień ciąży ;) Za mną już 3/4 ciąży. Przede mną 10 tygodni oczekiwania na spotkanie z córką.
Oczekiwanie to pełne jest niepokoju. To moja pierwsza ciąża i czuję się jak dziecko we mgle. To, co dla mnie jest już twardnieniem brzucha, dla ginekologa jest zaledwie fizjologicznym napięciem. Mała z uporem maniaka kopie mnie po szyjce, co powoduje ból i obawę o wytrzymałość szyjki. Gdybym mogła, podpięłabym się na stałe pod USG czy KTG czy co tam jeszcze.
Oczekiwanie to pełne jest niepokoju. To moja pierwsza ciąża i czuję się jak dziecko we mgle. To, co dla mnie jest już twardnieniem brzucha, dla ginekologa jest zaledwie fizjologicznym napięciem. Mała z uporem maniaka kopie mnie po szyjce, co powoduje ból i obawę o wytrzymałość szyjki. Gdybym mogła, podpięłabym się na stałe pod USG czy KTG czy co tam jeszcze.
piątek, 11 listopada 2011
Histeryczne hormony ciążowe
Zawsze byłam osobą której musiało się przydarzyć naprawdę COŚ żeby zaczęła płakać. Takie naprawdę duże coś. Jakieś rozstanie po latach, śmierć babci, udar ojca czy coś. Na filmach - zero łez. No, na Gladiatorze na scenie śmierci łezka poleciała :P. Za to teraz jestem gejzerem emocji. Kłębkiem nerwów. Bombą zegarową. Anglicy mają na to dobre słowo: Overreacting. Łatwo się wkurzam, jestem niecierpliwa, szybko się nakręcam na coś, megałatwo schizuję, płaczę na głupich reklamach i łzawych lub "słitaśnych" scenach w filmach i serialach. Byle co w rozmowie z kimś i już mam łzy w oczach. Przez dwa lata łatwo znosiłam rozłąki z mężem na jego delegacjach. Teraz ledwo daję psychicznie radę. A właściwie nie daję w ogóle. Siedząc sama w domu na zwolnieniu mam dużo za dużo czasu. Wcześniej miałam pracę, dużo, dużo pracy. I ciągły kontakt z ludźmi, teraz zdałam sobie sprawę z tego, jak beznadziejnie sama tu jestem. Nie mamy tu przyjaciół, ciężko nawet mówić o jakichś 'znajomych'. Do porodu musieliśmy nająć doulę...
Oboje bardzo chcieliśmy wyrwać się z domów, uciec od starego życia. Ale chyba uciekliśmy za daleko... Mamy tu tylko siebie. A właściwie to nie mamy, bo ja jestem tutaj, a mąż 1200km stąd w jakimś hotelu.
To się ma zmienić jak się Tosia urodzi. Ale nie mam pewności, czy do tego czasu ja nie zeświruję tutaj. Ostatnio zdałam sobie sprawę z tego, że gdyby coś mi się stało, nie wiem, straciłabym przytomność czy coś, najbliżej mieszkające osoby, które się zaniepokoją tym, że się nie odzywam, mieszkają 500km ode mnie. Zanim by dojechały, ja już byłabym w stanie niezłego rozkładu...
Sad but true. Siedzę sama, od kilku dni walczę z uporczywymi biegunkami, nie wiem od czego, mam syf w mieszkaniu bo mi się nie chce, bo nie mam dla kogo posprzątać bo i tak nikt nie przyjdzie, leżę i oglądam jakiś durny serial sezon po sezonie. A teraz piszę to i znowu łzy napływają do oczu.
Mąż raczej nie ma ochoty na zmianę pracy, w końcu w tej się spełnia i ma z niej kupę kasy, każdą naszą rozmowę na ten temat kończy tekst że poczekamy aż się mała urodzi i zobaczymy. Ja wyjeżdżać za granicę nie chcę bo tam nie dość że będę tak samo sama jak tu, to jeszcze w kraju którego nie znam i którego językiem nie umiem się posługiwać. A dla męża praca w Polsce na moich warunkach czyli 'żona chce mieć męża a dziecko chce mieć ojca" to degradacja, finansowa, ambicjonalna itd. I ja to staram się rozumieć, ale boję się, że za to zapłacę cenę i ja, i zapłaci za to dziecko. Bo będzie miało tatusia na weekendy, nie, przepraszam, tatusia na 12 z 52 tygodni w roku, i wiecznie zmęczoną, zgorzkniałą matkę.
Przepraszam za smęty, ale taki mam dziś słaby dzień. Właściwie mam słaby dzień od soboty już.
http://www.youtube.com/watch?v=4qNwNc8u50s
Oboje bardzo chcieliśmy wyrwać się z domów, uciec od starego życia. Ale chyba uciekliśmy za daleko... Mamy tu tylko siebie. A właściwie to nie mamy, bo ja jestem tutaj, a mąż 1200km stąd w jakimś hotelu.
To się ma zmienić jak się Tosia urodzi. Ale nie mam pewności, czy do tego czasu ja nie zeświruję tutaj. Ostatnio zdałam sobie sprawę z tego, że gdyby coś mi się stało, nie wiem, straciłabym przytomność czy coś, najbliżej mieszkające osoby, które się zaniepokoją tym, że się nie odzywam, mieszkają 500km ode mnie. Zanim by dojechały, ja już byłabym w stanie niezłego rozkładu...
Sad but true. Siedzę sama, od kilku dni walczę z uporczywymi biegunkami, nie wiem od czego, mam syf w mieszkaniu bo mi się nie chce, bo nie mam dla kogo posprzątać bo i tak nikt nie przyjdzie, leżę i oglądam jakiś durny serial sezon po sezonie. A teraz piszę to i znowu łzy napływają do oczu.
Mąż raczej nie ma ochoty na zmianę pracy, w końcu w tej się spełnia i ma z niej kupę kasy, każdą naszą rozmowę na ten temat kończy tekst że poczekamy aż się mała urodzi i zobaczymy. Ja wyjeżdżać za granicę nie chcę bo tam nie dość że będę tak samo sama jak tu, to jeszcze w kraju którego nie znam i którego językiem nie umiem się posługiwać. A dla męża praca w Polsce na moich warunkach czyli 'żona chce mieć męża a dziecko chce mieć ojca" to degradacja, finansowa, ambicjonalna itd. I ja to staram się rozumieć, ale boję się, że za to zapłacę cenę i ja, i zapłaci za to dziecko. Bo będzie miało tatusia na weekendy, nie, przepraszam, tatusia na 12 z 52 tygodni w roku, i wiecznie zmęczoną, zgorzkniałą matkę.
Przepraszam za smęty, ale taki mam dziś słaby dzień. Właściwie mam słaby dzień od soboty już.
http://www.youtube.com/watch?v=4qNwNc8u50s
piątek, 4 listopada 2011
Przepis na dziecko
(uwaga, mój autorski przepis na ciążę) - sporządzony specjalnie dla koleżanki z forum Nasz Bocian ;)
Składniki:
-1 (słownie: jeden) plemnik alfa
-1 (słownie: jedna) komórka jajowa
-szczypta (takie coś co się mieści między kciukiem a palcem wskazującym) wiary
-duży (tak wielkości sporej dyni) uśmiech na twarzy przyszłej mamy
Przepis:
W sposób dowolny: to jest naturalnie, na szkiełku lub za pomocą katetera doprowadzić do spotkania komórki z plemnikiem.
Następnie wierzyć że może się udać
Na koniec udekorować akt uśmiechem.
I gotowe :)
Składniki:
-1 (słownie: jeden) plemnik alfa
-1 (słownie: jedna) komórka jajowa
-szczypta (takie coś co się mieści między kciukiem a palcem wskazującym) wiary
-duży (tak wielkości sporej dyni) uśmiech na twarzy przyszłej mamy
Przepis:
W sposób dowolny: to jest naturalnie, na szkiełku lub za pomocą katetera doprowadzić do spotkania komórki z plemnikiem.
Następnie wierzyć że może się udać
Na koniec udekorować akt uśmiechem.
I gotowe :)
czwartek, 3 listopada 2011
Aktualizacja danych :)
Uff no to jesteśmy po wizycie. Mała waży 800g, szturcha mnie głową po żołądku, rękami pod żebrami a nogami wszędzie indziej ;) A na USG pokazywała znak wiktorii jedną rączką :D Albo to miało być "fuck off" tylko jej nie wyszło :P
Moja szyjka bije rekordy - miesiąc temu miała 4 cm teraz już dobija do 5! :)
Obie jesteśmy okazami zdrowia szczęścia pomyślności. Hemoglobina po Feroplexie ładnie zaczęła rosnąć, więc kryzys anemiczny zażegnany ;) Za niecałe trzy tygodnie zaczynam szkołę rodzenia...
Moja szyjka bije rekordy - miesiąc temu miała 4 cm teraz już dobija do 5! :)
Obie jesteśmy okazami zdrowia szczęścia pomyślności. Hemoglobina po Feroplexie ładnie zaczęła rosnąć, więc kryzys anemiczny zażegnany ;) Za niecałe trzy tygodnie zaczynam szkołę rodzenia...
wtorek, 1 listopada 2011
O douli
Zainspirowana postem Hafiji postanowiłam napisać o douli z perspektywy osoby, która z jej usług będzie korzystać.
Jesteśmy po pierwszym spotkaniu. Spodziewaliśmy się godzinnej kawki, omówienia kwestii organizacyjnych i sio do domu. Siedzieliśmy w knajpce 7 godzin!!! Wypiliśmy morze herbaty. Rozmawialiśmy oczywiście też o porodzie i jej pomocy, ale przede wszystkim po prostu - rozmawialiśmy, poznawaliśmy się. Cenne dla mnie jest to, że oprócz wyszkolenia i praktyki zawodowej, kobietka ta jest matką dwójki dzieci. Dwa razy rodziła i wie w praktyce o co w tym chodzi.
Jesteśmy po pierwszym spotkaniu. Spodziewaliśmy się godzinnej kawki, omówienia kwestii organizacyjnych i sio do domu. Siedzieliśmy w knajpce 7 godzin!!! Wypiliśmy morze herbaty. Rozmawialiśmy oczywiście też o porodzie i jej pomocy, ale przede wszystkim po prostu - rozmawialiśmy, poznawaliśmy się. Cenne dla mnie jest to, że oprócz wyszkolenia i praktyki zawodowej, kobietka ta jest matką dwójki dzieci. Dwa razy rodziła i wie w praktyce o co w tym chodzi.
poniedziałek, 31 października 2011
Tosiowe cukierki na złapanie licznika
Tak sobie wymyśliłam, że pierwszej osobie która złapie licznik na 1111 odwiedzin i wyśle do mnie na maila zrzut ekranu ufundujemy z Tosią kota klamkowego w wybranym kolorze :) Co wy na to? Są jacyś chętni? :)
niedziela, 30 października 2011
Szycia ciąg dalszy
Uszyłam jeszcze do pokoju małej wianek w tonacji zielono-żółtej. Zdjęcia kiepskie bo komórkowe, wianek roboczo zawieszony na klamce u drzwi, docelowo będzie na ścianie wisiał. :) Wianek z zielonej bawełny, kwiatek z żółtego lnu i krateczkowej żółtej bawełny, serduszko z żółtego lnu, no i wstążki - zielona i żółta.
sobota, 29 października 2011
Kot stróż ;)
Uszyłam dla małej kota na klamkę :) To chyba najładniejszy kot w mojej karierze no ale w końcu dla córki robiłam ;) A oto i on:
czwartek, 27 października 2011
Remonty i remanenty i akcja 'zabij laboranta'
Straszna dyskryminacja jest w kwestii wykładzin dziecięcych.. Dla chłopców mnóstwo wzorów - auta, trasy dla aut, piraci itd... a takich co by mogły być dla dziewczynki to były słownie dwie... Mając taki szalony wybór zdecydowaliśmy się na niebieską w misie. Meble brązowo-kremowe, ściany szarobure (na to niestety nic nie poradzimy - wynajmujemy), to chociaż wykładzina będzie dzieciowa ;)
piątek, 21 października 2011
Wszystkiego co już jest o czym jeszcze nie wiesz...
Dziś są moje urodziny. Pierwsze od trzech lat gdzie nie czuję upływającego czasu, bo już jest nieważny... Bo w brzuchu urządza sobie pogo do piosenki Bartosiewicz moje maleństwo..
Wszystkiego czego tylko chcesz...
http://www.youtube.com/watch?v=xyw0C0fw0YA
Wszystkiego czego tylko chcesz...
http://www.youtube.com/watch?v=xyw0C0fw0YA
poniedziałek, 17 października 2011
O bólu
Mówi się, że w ciąży najgorszy jest pierwszy trymestr. Bujda na resorach! W pierwszym trymestrze miałam tylko mdłości i często mi się słabo robiło. Ze spokojem to znosiłam bo to normalne przecież. Za to teraz...
Okropnie bolą mnie więzadła, są noce że budzę się z bólu jak się przekręcę nie na ten bok co by sobie akurat moja macica umyśliła za właściwy. Mam ciągle bardzo napięty brzuch i czasem nie wiem, normalne to i wynika z tego, że rozciąga się przekraczając granice możliwości, czy to już twardnienie oznaczające skurcze... Nie mówiąc o napadowych i zginających wpół bólach w okolicy lędźwiowej które zawdzięczam energiczności mojej córki. Umie grać na nerwach dziewczyna już w życiu płodowym ;)
Okropnie bolą mnie więzadła, są noce że budzę się z bólu jak się przekręcę nie na ten bok co by sobie akurat moja macica umyśliła za właściwy. Mam ciągle bardzo napięty brzuch i czasem nie wiem, normalne to i wynika z tego, że rozciąga się przekraczając granice możliwości, czy to już twardnienie oznaczające skurcze... Nie mówiąc o napadowych i zginających wpół bólach w okolicy lędźwiowej które zawdzięczam energiczności mojej córki. Umie grać na nerwach dziewczyna już w życiu płodowym ;)
niedziela, 16 października 2011
Umiesz liczyć?
...licz na siebie. Tak mi zawsze powtarzał ojciec. W związku z ostatnim postem tak mnie naszło. Do porodu umówiliśmy z mężem doulę. Kto to jest doula? Zainteresowanych odsyłam tu : http://rodzicpoludzku.pl/Porod/Doula-profesjonalne-wsparcie-w-czasie-porodu.html
Dzięki tej pani zarówno ja jak i mąż będziemy spokojni. Że nie będę sama jak się zacznie akcja. Niezależnie, czy poród zacznie się w dzień czy w środku nocy, będę mogła zadzwonić. Że zawiezie mnie do szpitala. Że mnie przeprowadzi przez poród. Że wesprze psychicznie. Że pomoże po porodzie.
Myśleliśmy, że to będzie sporo kosztowało. Szok (pozytywny oczywiście) przeżyliśmy, że w sumie kwota jest dość symboliczna. A spokój psychiczny jest w końcu bezcenny :)
Dzięki tej pani zarówno ja jak i mąż będziemy spokojni. Że nie będę sama jak się zacznie akcja. Niezależnie, czy poród zacznie się w dzień czy w środku nocy, będę mogła zadzwonić. Że zawiezie mnie do szpitala. Że mnie przeprowadzi przez poród. Że wesprze psychicznie. Że pomoże po porodzie.
Myśleliśmy, że to będzie sporo kosztowało. Szok (pozytywny oczywiście) przeżyliśmy, że w sumie kwota jest dość symboliczna. A spokój psychiczny jest w końcu bezcenny :)
sobota, 15 października 2011
Wsparcie i 'wsparcie'
Dziś kilka słów o wspieraniu ciężanej. Otóż wspieranie dzieli się na dwie grupy. Na wspieranie i 'wspieranie'. To pierwsze to prawdziwa pomoc, to drugie, to przyobleczone w troskliwy uśmiech straszenie. I niestety więcej wokół mnie tego drugiego, niż pierwszego.
Ludzie straszą, "martwią się" jak sobie poradzę.. Wydawać by się mogło że macierzyństwo to pasmo udręk, problemów, i niczego więcej..
Ludzie straszą, "martwią się" jak sobie poradzę.. Wydawać by się mogło że macierzyństwo to pasmo udręk, problemów, i niczego więcej..
czwartek, 13 października 2011
Dorosłe dzieci mają żal...
To była piosenka mojego nastoletniego buntu... Dziś odkurzyłam ją, i nadal mogłabym ją zadedykować rodzicom... Trudno jest być dzieckiem. Trudno jest być rodzicem.
Ja już dziś mam nadzieję, że może Ty nie będziesz czuła potrzeby, żeby się utożsamić z tymi słowami. Że nie usłyszę jej puszczonej ostentacyjnie głośno zza zamkniętych na klucz drzwi Twojego pokoju. Pewnie płonne nadzieje...
Dla potomności. I dla tych co tu czasem zaglądają.
http://www.youtube.com/watch?v=TroenoOkXHo
Ja już dziś mam nadzieję, że może Ty nie będziesz czuła potrzeby, żeby się utożsamić z tymi słowami. Że nie usłyszę jej puszczonej ostentacyjnie głośno zza zamkniętych na klucz drzwi Twojego pokoju. Pewnie płonne nadzieje...
Dla potomności. I dla tych co tu czasem zaglądają.
http://www.youtube.com/watch?v=TroenoOkXHo
wtorek, 11 października 2011
14.11.2008
Czyszcząc dziś skrzynkę mailową znalazłam to... I się łezka w oku zakręciła. Pisane do przyjaciela w listopadzie 2008.
mam wymyślone imię dla dziecka, którego nie ma... i którego może nie będzie.
będzie Tosia. moja mała obsesja. dziecko. moja wielka nadzieja i
depresja. ale miłość nie wystarcza, żeby mieć dziecko. bez medycyny...
śniła mi się, wiem, że będzie dziewczynka.
wiem, że będzie.
wiem.
I jesteś :*
sobota, 8 października 2011
Przyspieszony kurs dorastania
Miałam siedemnaście lat, kiedy dowiedziałam się, że z moimi hormonami nie jest dobrze. Miałam dwadzieścia, kiedy okres zniknął mi na dwa lata. Miałam pecha do lekarzy. Nikt nie traktował poważnie dwudziestolatki z zaburzeniami miesiączkowania. Mój ówczesny ginekolog miał złotą maksymę 'Przecież kobiecie okres nie jest potrzebny do szczęścia'. Nie, w ogóle. Po co.
I wyjechałam do Lublina. I tu, na drugim końcu Polski, tym niby zacofanym, tym z kategorii B, spotkałam lekarzy, którym się chciało. Początek był trudny. Z jednej strony cieszyłam się, że wreszcie będę zdiagnozowana, z drugiej każde kolejne badania pokazywały, jak bardzo będzie pod górkę. Cyklicznie przechodziłam kryzysy, starania miesiąc w miesiąc uniemożliwiały przejścia swoistej żałoby po każdym nieudanym cyklu, bo zaraz trzeba było działać w następnym. Badania, leki, monitoringi, rozkładanie nóg na samolocie n razy w miesiącu.. Po jakimś czasie zaczynasz się znieczulać na to. Teraz jestem już chyba specjalistą od interpretacji wyników, od rozpoznawania na USG grubości endometrium i wielkości pęcherzyków. Życie z kalendarzem w ręku. Seks z kalendarzem w ręku.
Jakimś cudem udało nam się nie zatracić w tym na tyle, żeby ograniczyć pożycie tylko do dni płodnych. Może dlatego, że dość szybko zapadła decyzja o inseminacji. To w jakiś sposób zdejmowało z nas ciężar starań. Owszem, brałam leki, chodziłam na monitoringi, ale to już nie od naszych chęci zależało, czy wykorzystamy odpowiednio dni płodne, ale od decyzji lekarza.
Pierwsza się nie udała. Nie wiem, dlaczego. Zły czas? Nie ta komórka? Nie ten plemnik? Mocno to przeżyłam, bo wiadomo, jak zaczynasz sięgać po metody wspomaganego rozrodu, nadzieje rosną. Musiałam odpocząć. Dopiero w kwietniu zdecydowaliśmy się wrócić na ring. Byłam wtedy po trzech miesiącach intensywnej fizjoterapii, w trakcie psychoterapii. Kwiecień nam nie sprzyjał, mimo leków, jedyne co mi wyrosło na jajnikach to PCOS. Było ciężko. Byłam przerażona zestawem leków, jakie dostałam na maj... ale z zaciśniętymi zębami zaczęłam nowy cykl pierwszego maja. Leki na śniadanie i kolację. Na obiad monitoring. Potem kilka zastrzyków. I szesnastego decyzja - to jutro! Wielki, 30mm pęcherzyk a w nim połowa Tosinych genów. Siedemnastego po 15.00 już było po wszystkim. I szybko do pracy.... Następne dwa tygodnie minęły jakoś tak niepostrzeżenie. Miałam tyle pracy że nie było czasu na myślenie udało się czy nie. Aż do pierwszego pozytywnego testu... Był blady, bardzo blady. Ale była ta druga legendarna kreska. Tosia już była z nami, jako mikroskopijny groszek.
Te trzy lata starań to był dla mnie przyspieszony kurs dorastania. Wiedziałam, że nie mam co liczyć na ciążę z wpadki, więc zdecydowaliśmy się mężem (wtedy jeszcze nim nie był) bardzo szybko na to, żeby się zacząć starać. I poszło... Musiałam nauczyć się robić sobie zastrzyki, bo nie chciało mi się jeździć codziennie ponad godzinę łącznie w obie strony specjalnie po to, żeby spędzić minutę w zabiegowym.
Zawsze dostawałam to, co chciałam, niemal natychmiast. Pieniądze, faceci, nie było 'nie'. Czekanie na dziecko nauczyło mnie pokory. Że czasem warto i trzeba zaczekać.
czwartek, 6 października 2011
O kopaniu
Koleżanka ostatnio pytała mi się, czy to boli jak kopiesz. Kiedy powiedziałam, że nie, że to fajne uczucie, stwierdziła, że mówię tak, żeby jej nie wystraszyć. A to naprawdę niesamowite. Trochę jakby mój brzuch miał swoje własne zachowania motoryczne. Ja swoje, brzuch swoje. Leżę sobie a mój brzuch chodzi ;) Ja chodzę a brzuch śpi.
Właśnie jak to piszę, Ty urzędujesz. Zresztą częściej urzędujesz niż śpisz. To dobrze, przynajmniej jestem spokojna, że z Tobą wszystko ok. Ale strach pomyśleć co się będzie działo jak urośniesz i będziesz mnie po żebrach kopać ;)
Ale i tak największą atrakcją Twoje kopanie jest dla taty. Myślę, że dla mężczyzny to jest taki pierwszy moment, kiedy może fizycznie odczuć obecność dziecka. I to jest ważny moment... Już nie jesteś dla niego tylko ładnym obrazkiem z USG czy biciem serduszka z detektora, ale żywą, reagującą istotką. Naszym małym, majowym cudem :)
Właśnie jak to piszę, Ty urzędujesz. Zresztą częściej urzędujesz niż śpisz. To dobrze, przynajmniej jestem spokojna, że z Tobą wszystko ok. Ale strach pomyśleć co się będzie działo jak urośniesz i będziesz mnie po żebrach kopać ;)
Ale i tak największą atrakcją Twoje kopanie jest dla taty. Myślę, że dla mężczyzny to jest taki pierwszy moment, kiedy może fizycznie odczuć obecność dziecka. I to jest ważny moment... Już nie jesteś dla niego tylko ładnym obrazkiem z USG czy biciem serduszka z detektora, ale żywą, reagującą istotką. Naszym małym, majowym cudem :)
wtorek, 4 października 2011
400 gramów
Masz już 400g, wysysasz ze mnie żelazo w tempie zastraszającym, a od dwóch dni wyczyniasz takie dzikie harce że cały brzuch mi skacze :) Zamówiliśmy już mebelki do Twojego pokoju, czekamy na dostawę. Torby ciuszków, ręczniczków, kocyków czekają na pranie i prasowanie. I na szafę ;) Mamy też zamówioną hiper super wanienkę bebe-jou z odpływem co bym sąsiadów nie zalała po Twojej kąpieli.
A tymczasem tygodnie mijają, to już 23 tydzień w toku, niezwykłe, jak czas leci. Tak naprawdę za chwilę będą święta a za chwil dwie pojawisz się Ty. Wiosnę przywitamy już we troje... Cały czas zastanawiamy się jaka będziesz, jaka jesteś.. Na pewno energiczna, być może także będziesz osóbką, która wie czego chce i jak to osiągnąć. Życzę Ci tego z całego serca. Mam nadzieję, że te kopniaki, które teraz ćwiczysz, świadczą nie tylko o silnych nóżkach, ale i o charakterze.
Znam kilka 'Toś' i wszystkie to wyjątkowe kobiety. Charakterystyczne, charakterne, uparte i dobre osoby.
A tymczasem tygodnie mijają, to już 23 tydzień w toku, niezwykłe, jak czas leci. Tak naprawdę za chwilę będą święta a za chwil dwie pojawisz się Ty. Wiosnę przywitamy już we troje... Cały czas zastanawiamy się jaka będziesz, jaka jesteś.. Na pewno energiczna, być może także będziesz osóbką, która wie czego chce i jak to osiągnąć. Życzę Ci tego z całego serca. Mam nadzieję, że te kopniaki, które teraz ćwiczysz, świadczą nie tylko o silnych nóżkach, ale i o charakterze.
Znam kilka 'Toś' i wszystkie to wyjątkowe kobiety. Charakterystyczne, charakterne, uparte i dobre osoby.
czwartek, 22 września 2011
Lewy bok
Wszędzie trąbią, że ciężarna powinna na lewym boku leżeć. No to leżałam. No to mam teraz porażenie nerwu kulszowego i przykurcz lewego biodra. Zgięta wpół ale dojdę do porodu ;) Oklejona w ramach kinesiotapingu, wymęczona przez fizjoterapeutę, obolała. Oj córka córka, daj mi pożyć :)
Obalam mit. Żona mojego fizjoterapeuty nie polegiwała namiętnie na lewym boku, a urodziła zdrowe bliźniaczki. Przywróćmy prawy bok do łask ;)
I apel do matek - około 3 miesiąca życia pokazać dziecko wykwalifikowanemu fizjoterapeucie, bo pediatra może przeoczyć coś, co może rzutować na resztę życia dziecka, a co można łatwo skorygować w wieku niemowlęcym. Ze swoich doświadczeń korzystając, fizjoterapeutę odwiedzę z Tosią również później, w wieku szkolnym, bo różnie może być. Przykładu że to prawda nie muszę szukać daleko - ja nie wiem gdzie moi pediatrzy mieli oczy, skoro nikt nie zauważył zarąbistej skoliozy i paru innych smaczków... A 25 lat to trochę późno na korekty.... :/ I teraz płacę za niefrasobliwość lekarzy. Mam nadzieję, że zapłacę tylko ja, że moja wada kręgosłupa nie wpłynie na przebieg ciąży, a jedynie na obniżenie komfortu mojego życia.
Obalam mit. Żona mojego fizjoterapeuty nie polegiwała namiętnie na lewym boku, a urodziła zdrowe bliźniaczki. Przywróćmy prawy bok do łask ;)
I apel do matek - około 3 miesiąca życia pokazać dziecko wykwalifikowanemu fizjoterapeucie, bo pediatra może przeoczyć coś, co może rzutować na resztę życia dziecka, a co można łatwo skorygować w wieku niemowlęcym. Ze swoich doświadczeń korzystając, fizjoterapeutę odwiedzę z Tosią również później, w wieku szkolnym, bo różnie może być. Przykładu że to prawda nie muszę szukać daleko - ja nie wiem gdzie moi pediatrzy mieli oczy, skoro nikt nie zauważył zarąbistej skoliozy i paru innych smaczków... A 25 lat to trochę późno na korekty.... :/ I teraz płacę za niefrasobliwość lekarzy. Mam nadzieję, że zapłacę tylko ja, że moja wada kręgosłupa nie wpłynie na przebieg ciąży, a jedynie na obniżenie komfortu mojego życia.
wtorek, 20 września 2011
Dlaczego Tosia?
ANTONINA
Pochodzenie: łacińskieZnaczenie imienia: od rzymskiego nazwiska rodowego Antonius
Liczba dla imienia: 2
Znak zodiaku: Byk
Planeta: Wenus
Imieniny obchodzi: 1 Marca, 3 Maja, 10 Maja
Antonina bywa poufale nazywana: Nina, Tosia lub Tunia. Imię to, tak samo jak Antoni, pochodzi ze starożytnego Rzymu, gdzie żył ród Antoniuszów. Najbardziej znaną Antoniną jest Maria Antonina, Bogu ducha winna francuska królowa, którą ścięli miłośnicy postępu i rewolucji. Liczbą imienia Antonina jest dwójka. Liczbę tę mają w imieniu nosiciele pokoju, zgody i miłości. Wibracje tego imienia są doskonale zgodne z cechami tej liczby - już samo brzmienie imienia Antonina jest łagodne i od razu budzi sympatię. Bo jak można czuć się źle u boku Niny, Tośki, a tym bardziej Tuni?
Antoniny wpływają na ludzi łagodząco. Nie można się na nie złościć ani gniewać. Działają rozbrajająco. Mają dar wygaszania napięć, przywracania pokoju; potrafią przywołać do ładu nerwusów i bałaganiarzy. Ich wewnętrzny spokój i równowaga udziela się otoczeniu. Są miłośniczkami sztuki i poezji, i lubią się otaczać ładnymi drobiazgami. Kochają dom i znają się na sztuce jego prowadzenia. Uwielbiają przyjmować gości. W swoich mężczyznach zakochują się od pierwszego wejrzenia i nie dręczą ich wygórowanymi wymaganiami. Są ostoją porządku i bezpieczeństwa w rodzinie. W imieniu Antonina zakodowana jest pamięć pradawnych ideałów, (może rodem jeszcze ze starożytnego Rzymu), w myśl których kobieta znała swoje miejsce w życiu i w porządku świata, nie buntowała się przeciw swojemu powołaniu i potrafiła czerpać z niego radość.
Antoniny wpływają na ludzi łagodząco. Nie można się na nie złościć ani gniewać. Działają rozbrajająco. Mają dar wygaszania napięć, przywracania pokoju; potrafią przywołać do ładu nerwusów i bałaganiarzy. Ich wewnętrzny spokój i równowaga udziela się otoczeniu. Są miłośniczkami sztuki i poezji, i lubią się otaczać ładnymi drobiazgami. Kochają dom i znają się na sztuce jego prowadzenia. Uwielbiają przyjmować gości. W swoich mężczyznach zakochują się od pierwszego wejrzenia i nie dręczą ich wygórowanymi wymaganiami. Są ostoją porządku i bezpieczeństwa w rodzinie. W imieniu Antonina zakodowana jest pamięć pradawnych ideałów, (może rodem jeszcze ze starożytnego Rzymu), w myśl których kobieta znała swoje miejsce w życiu i w porządku świata, nie buntowała się przeciw swojemu powołaniu i potrafiła czerpać z niego radość.
A poza tym to bardzo ładne imię :)
poniedziałek, 19 września 2011
Twój pierwszy uśmiech :)
Na ostatnim USG udało się lekarzowi (z Lublina, dr Błażukiewicz - polecam - do USG najlepszy!) fajnie w 3D uchwycić jak się uśmiechasz ;) Pięknie :)
Bardzo chciałam zobaczyć Twoją buźkę przed Twoim urodzeniem, bo istniało duże ryzyko, że będziesz miała rozszczep podniebienia lub wargi. Na szczęście badanie wykazało ciągłość tkanek i kości :) Jak to usłyszałam, byłam najszczęśliwszą mamą na świecie :) Jesteś zdrowa i ciągle pchasz paluchy do buzi :)
Bardzo chciałam zobaczyć Twoją buźkę przed Twoim urodzeniem, bo istniało duże ryzyko, że będziesz miała rozszczep podniebienia lub wargi. Na szczęście badanie wykazało ciągłość tkanek i kości :) Jak to usłyszałam, byłam najszczęśliwszą mamą na świecie :) Jesteś zdrowa i ciągle pchasz paluchy do buzi :)
Kop w kręgosłup
Droga Antonino,
od paru dni dajesz nieźle popalić... Rośniesz pięknie, i mój kręgosłup powoli zaczyna się buntować.. Rosnąca macica uciska na nerwy i czasem bardzo boli. Ale to nic, nawet zgięta w pół jakoś doczłapię do lutego ;) Jesteś tego warta... Jutro idziemy do fizjoterapeuty, na pewno coś poradzi. Dzięki niemu na długi czas zapomniałam o bólach kręgosłupa, które mnie męczyły od wielu lat. Więc i teraz musi jakoś pomóc ;)
Mamy już wybrane mebelki, mamy do odebrania stertę ubranek i innych fantów od siostry.. Wózek, fotelik i bujaczek mamy już od dawna, czekały na Ciebie. Mamy wybraną wypasioną wanienkę do kąpieli... Kupa kasy do wydania i jeszcze więcej przyjemności z takiego wybierania, przebierania, kupowania...
od paru dni dajesz nieźle popalić... Rośniesz pięknie, i mój kręgosłup powoli zaczyna się buntować.. Rosnąca macica uciska na nerwy i czasem bardzo boli. Ale to nic, nawet zgięta w pół jakoś doczłapię do lutego ;) Jesteś tego warta... Jutro idziemy do fizjoterapeuty, na pewno coś poradzi. Dzięki niemu na długi czas zapomniałam o bólach kręgosłupa, które mnie męczyły od wielu lat. Więc i teraz musi jakoś pomóc ;)
Mamy już wybrane mebelki, mamy do odebrania stertę ubranek i innych fantów od siostry.. Wózek, fotelik i bujaczek mamy już od dawna, czekały na Ciebie. Mamy wybraną wypasioną wanienkę do kąpieli... Kupa kasy do wydania i jeszcze więcej przyjemności z takiego wybierania, przebierania, kupowania...
niedziela, 18 września 2011
Taka mała rocznica
Dziś mija rok odkąd wzięliśmy ślub. To trochę zabawne, rok po ślubie jestem w połowie ciąży. Przepisowo, no nie?
(Dzięki temu, że zaczęliśmy się starać na długo przed ślubem, uniknęliśmy wielu natarczywych, bezmyślnie raniących pytań. Ominęło nas to, co spotyka większość niepłodnych par. Głupota i ciekawość ludzka. Choć bez mądrych rad się nie obyło, szczególnie sztandarowego 'Musisz wyluzować, nie myśleć o tym.' Hahaha, bardzo zabawne, jak nie myśleć o tym, robiąc zastrzyki, siedząc w poczekalni gabinetu, czekając aż minie ta przydługa druga faza cyklu, odbierając po raz kolejny wynik <1. Chciałabym wiedzieć, mieć taki pstryczek w głowie, jak to wyłączyć. Ale to tak tylko na marginesie tej naszej rocznicy.)
Rok temu obiecywaliśmy przed Poważną Panią w Urzędzie, że 'zrobimy wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe'. Jakie jest? Zgodne na pewno, szczęśliwe również, a co do trwałości.. Po roku trudno oceniać ;) Jesteśmy. Kochamy się. I czekamy na Ciebie.
Adam się odgraża, że będziesz córeczką tatusia... Czy mamy już zbierać wszystko co różowe i z Hello Kitty? A może będziesz dziewczynką w ogrodniczkach która z zapartym tchem będzie patrzyła jak tata coś grzebie przy elektronice? Czy będziesz wolała moje buty na obcasach? Upieczemy kiedyś razem ciastka? Jaka jesteś, mała Antonino?
(Dzięki temu, że zaczęliśmy się starać na długo przed ślubem, uniknęliśmy wielu natarczywych, bezmyślnie raniących pytań. Ominęło nas to, co spotyka większość niepłodnych par. Głupota i ciekawość ludzka. Choć bez mądrych rad się nie obyło, szczególnie sztandarowego 'Musisz wyluzować, nie myśleć o tym.' Hahaha, bardzo zabawne, jak nie myśleć o tym, robiąc zastrzyki, siedząc w poczekalni gabinetu, czekając aż minie ta przydługa druga faza cyklu, odbierając po raz kolejny wynik <1. Chciałabym wiedzieć, mieć taki pstryczek w głowie, jak to wyłączyć. Ale to tak tylko na marginesie tej naszej rocznicy.)
Rok temu obiecywaliśmy przed Poważną Panią w Urzędzie, że 'zrobimy wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe'. Jakie jest? Zgodne na pewno, szczęśliwe również, a co do trwałości.. Po roku trudno oceniać ;) Jesteśmy. Kochamy się. I czekamy na Ciebie.
Adam się odgraża, że będziesz córeczką tatusia... Czy mamy już zbierać wszystko co różowe i z Hello Kitty? A może będziesz dziewczynką w ogrodniczkach która z zapartym tchem będzie patrzyła jak tata coś grzebie przy elektronice? Czy będziesz wolała moje buty na obcasach? Upieczemy kiedyś razem ciastka? Jaka jesteś, mała Antonino?
sobota, 17 września 2011
Zaczynam!
Podobno nie zaczyna się wypowiedzi od 'a więc'. Powtarzali mi to w szkole i na polonistyce. A więc...
Czekaliśmy na Ciebie trzy lata. Z tego rok bardzo intensywnego leczenia. Dzięki lekarzowi, któremu chyba pomnik postawię kiedyś, dziś fikasz koziołki w moim brzuchu. Już na pewno wiemy, że jesteś dziewczynką. Masz na imię Antonina Anna, w skrócie Tosia. Anna po mamie Twojego taty, po Twojej babci, której niestety nigdy nie poznasz, jak i mnie nie było dane poznać teściowej. Będziemy ją mogły tylko na cmentarzu odwiedzać...
Dzień 30 maja był słonecznym, ładnym poniedziałkiem. A ja o siódmej rano leciałam na badanie krwi. Do godziny jedenastej czekałam na wynik.. Po raz pierwszy od trzech lat wynik beta HCG nie był <1. Było 105! Patrzyłam na monitor piętnaście minut zanim do mnie dotarło. Zadzwoniłam do męża, do rodziców, siostry i w zasadzie nie musiałam nic mówić. Mój ton głosu mówił za mnie... Jestem w ciąży! Bałam się uwierzyć, dotarło do mnie że to się dzieje naprawdę dopiero na drugim USG, dwudziestego czerwca, kiedy usłyszałam Twoje serduszko.
Na każdym kolejnym USG jesteś coraz większa, silniejsza, strasznie ruchliwa. Pierwszy raz poczułam Twoje ruchy w połowie siedemnastego tygodnia ciąży. Lekarz był zdziwiony, że tak wcześnie, ale ja wiedziałam, że to na pewno Ty. Teraz już nieźle kopiesz, brzuch mi faluje jak robisz salta i się przeciągasz. Uwielbiam to uczucie...
Czekaliśmy na Ciebie trzy lata. Z tego rok bardzo intensywnego leczenia. Dzięki lekarzowi, któremu chyba pomnik postawię kiedyś, dziś fikasz koziołki w moim brzuchu. Już na pewno wiemy, że jesteś dziewczynką. Masz na imię Antonina Anna, w skrócie Tosia. Anna po mamie Twojego taty, po Twojej babci, której niestety nigdy nie poznasz, jak i mnie nie było dane poznać teściowej. Będziemy ją mogły tylko na cmentarzu odwiedzać...
Dzień 30 maja był słonecznym, ładnym poniedziałkiem. A ja o siódmej rano leciałam na badanie krwi. Do godziny jedenastej czekałam na wynik.. Po raz pierwszy od trzech lat wynik beta HCG nie był <1. Było 105! Patrzyłam na monitor piętnaście minut zanim do mnie dotarło. Zadzwoniłam do męża, do rodziców, siostry i w zasadzie nie musiałam nic mówić. Mój ton głosu mówił za mnie... Jestem w ciąży! Bałam się uwierzyć, dotarło do mnie że to się dzieje naprawdę dopiero na drugim USG, dwudziestego czerwca, kiedy usłyszałam Twoje serduszko.
Na każdym kolejnym USG jesteś coraz większa, silniejsza, strasznie ruchliwa. Pierwszy raz poczułam Twoje ruchy w połowie siedemnastego tygodnia ciąży. Lekarz był zdziwiony, że tak wcześnie, ale ja wiedziałam, że to na pewno Ty. Teraz już nieźle kopiesz, brzuch mi faluje jak robisz salta i się przeciągasz. Uwielbiam to uczucie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)










