Jest rano. Śpisz. Nagle we śnie zderzasz się z czołgiem. Podnosisz powiekę... Nie to nie czołg, to głowa kota domagającego się głaskania. Opcjonalnie śni ci się, że masz zawał bo strasznie gniecie cię w klatce piersiowej. Otwierasz oko, kot stoi na Tobie przednimi łapami.
Ale do rzeczy. Mamy kota. Kot ten jest z nami pół roku już. Co myślę na temat kota w domu z małym dzieckiem?
Początki były trudne. Pilnowałam Tosi, by nie zrobiła krzywdy kotu i kota by nie zrobił krzywdy Tosi. Tosia miała niecałę dwa latka, jak Tarun do nas przyjechał. Teraz już wiem, że poczekałabym z rok jeszcze, gdybym wiedziała, że tak to będzie wyglądało.
Trzeba Tarunowi przyznać, że raczej nie stosuje przemocy wobec kochającej-za-bardzo Tosi. Najczęściej po prostu sobie idzie albo omija ją szerokim łukiem. Nie zraża to jej wcale, o nie. Ona kota kocha bardzo.
Coraz lepiej idzie jej rozumienie, jak należy się obchodzić z kotem, umie go głaskać by nie zrobić mu krzywdy (choć on jej nie ufa i raczej nie pozwala się jej głaskać), nauczyła się bawić z nim wędką i piłeczkami. Tarun najczęściej olewa próby zabawiania, które mała podejmuje wobec niego.
Choć jednocześnie łazi za nią jak cień, często kładzie się koło niej jak śpi... Ambiwalentne uczucia mu towarzyszą. :)
A co do Tosi... Przed kotem bała się zwierząt, jak pies zaszczekał to ona uciekała ze strachem. A teraz muszę wręcz ją hamować, tłumaczyć, że nie każdy piesek lubi głaskanie obcych ludzi, że zawsze trzeba najpierw zapytać właściciela, a jeśli właściciela nie widać, to w ogóle do pieska nie podchodzić. To samo z kotkami.
Opieka nad kotkiem to jest też Tosi pierwszy mały 'obowiązek', zanosi mu wodę, sypie mu jedzenie (oczywiście ja jej przypominam, choć czasem to ona do mnie przychodzi i mówi, że np kotek nie ma picia) ... Chcę w ten sposób też pokazać kotu, że Tosia jest też tą, która daje mu jeść, a więc jest tą 'dobrą'. ;)
Mały smuteczek nam towarzyszy a raczej obawa, że Tosia się na kotka uczuliła, bo od kilku tygodni kaszle bardzo w nocy i rano. Będziemy robić za dwa tygodnie testy alergiczne i modlić się, by nie wyszedł kot tylko coś innego... Bo smutno by było w domu bez tego łobuza, bez którego nawet wykąpać się nie idzie bo stoi pod drzwiami łazienki i wali w nie łapami. Bez tego łowcy much i komarów dzięki któremu w domu żaden owad nie pożyje dłużej niż pięć minut.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alergia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alergia. Pokaż wszystkie posty
piątek, 27 czerwca 2014
wtorek, 29 kwietnia 2014
Terapia, warsztaty, smak.
Kiedy alergie Tosi wymogły na nas zmianę diety, gorączkowo i rozpaczliwie szukałam przepisów na coś zjadliwego.
Trafiłam na blog Smakoterapia.
I tak zaczęło się zmieniać nasze życie.
W weekend tak się szczęśliwie złożyło, że i ja i warsztaty Smakoterapii znaleźliśmy się w Poznaniu. Nie mogło mnie tam zabraknąć.
Pięć godzin gotowania, zdobywania i wymieniania wiedzy inspiracji, doświadczeń.
Trudno się było przebić w tym zgiełku, zamieszaniu i hałasie warsztatowym, a ja do tego wszystkiego nie jestem z tych przebojowych, więc nie zadałam wielu pytań, które chciałam zadać.
Ale wyszłam z głową spuchniętą i bolącą od wiedzy, planów, możliwości.
Stopniowo, powoli (bo niestety kosztownie) będziemy zmieniać swoje otoczenie na zdrowsze, bardziej przyjazne. Wielu rzeczy chcę spróbować, na wiele spraw otworzyły mi się oczy i serce. Te warsztaty to w chyba najmniejszym stopniu były o gotowaniu.
Ale i gotowanie było pyszne. Szereg w sumie prostych, a naprawdę smacznych i megazdrowych dań. A najprostszy i najważniejszy dla mnie dowód, że było warto? Tosia przybiegająca co chwilę do kuchni po 'nowy' chlebek jaglany i wołająca 'esce mniam' pokazując na pastę z adzuki.
Zdjęć z warsztatów nie mam, bo ani czasu ani głowy na to nie miałam ;) Każdemu polecam warsztaty z Iwoną, naprawdę warto. :)
Trafiłam na blog Smakoterapia.
I tak zaczęło się zmieniać nasze życie.
W weekend tak się szczęśliwie złożyło, że i ja i warsztaty Smakoterapii znaleźliśmy się w Poznaniu. Nie mogło mnie tam zabraknąć.
Pięć godzin gotowania, zdobywania i wymieniania wiedzy inspiracji, doświadczeń.
Trudno się było przebić w tym zgiełku, zamieszaniu i hałasie warsztatowym, a ja do tego wszystkiego nie jestem z tych przebojowych, więc nie zadałam wielu pytań, które chciałam zadać.
Ale wyszłam z głową spuchniętą i bolącą od wiedzy, planów, możliwości.
Stopniowo, powoli (bo niestety kosztownie) będziemy zmieniać swoje otoczenie na zdrowsze, bardziej przyjazne. Wielu rzeczy chcę spróbować, na wiele spraw otworzyły mi się oczy i serce. Te warsztaty to w chyba najmniejszym stopniu były o gotowaniu.
Ale i gotowanie było pyszne. Szereg w sumie prostych, a naprawdę smacznych i megazdrowych dań. A najprostszy i najważniejszy dla mnie dowód, że było warto? Tosia przybiegająca co chwilę do kuchni po 'nowy' chlebek jaglany i wołająca 'esce mniam' pokazując na pastę z adzuki.
Zdjęć z warsztatów nie mam, bo ani czasu ani głowy na to nie miałam ;) Każdemu polecam warsztaty z Iwoną, naprawdę warto. :)
czwartek, 16 stycznia 2014
Co tam?
Megaślimaczy internet skutecznie odstraszał mnie od prób publikacji na blogu.
Co u nas?
Tosia rośnie, dieta jej baardzo służy, je jak szalona :) My dajemy radę na diecie bez słodyczy, mi to nawet nie brakuje słodkiego ;). Poznaliśmy dużo nowych smaków, wciąż poznajemy.
A ja dziś do alergologa idę.. Bo chyba mam alergię na kota 0.o. Szok, nigdy nic mi nie było przy kontakcie z kotami, nawet długotrwałym. Zobaczymy, co wykażą testy... :/ Małej robiliśmy testy, nie przyszło nam do głowy by zrobić sobie też. Pochlastam się jak trzeba będzie kota oddać... Bo 15 lat na lekach przeciwalergicznych z widmem astmy na plecach to nie jest dla mnie opcja, niestety. A reaguję i skórnie i wziewnie. Chyba że to jakiś wielki zbieg okoliczności. Trzymajcie kciuki, bo bardzo nie chcemy kotka oddawać!!! (możecie sobie bluzgać do woli że jesteśmy nieodpowiedzialni...)
Co u nas?
Tosia rośnie, dieta jej baardzo służy, je jak szalona :) My dajemy radę na diecie bez słodyczy, mi to nawet nie brakuje słodkiego ;). Poznaliśmy dużo nowych smaków, wciąż poznajemy.
A ja dziś do alergologa idę.. Bo chyba mam alergię na kota 0.o. Szok, nigdy nic mi nie było przy kontakcie z kotami, nawet długotrwałym. Zobaczymy, co wykażą testy... :/ Małej robiliśmy testy, nie przyszło nam do głowy by zrobić sobie też. Pochlastam się jak trzeba będzie kota oddać... Bo 15 lat na lekach przeciwalergicznych z widmem astmy na plecach to nie jest dla mnie opcja, niestety. A reaguję i skórnie i wziewnie. Chyba że to jakiś wielki zbieg okoliczności. Trzymajcie kciuki, bo bardzo nie chcemy kotka oddawać!!! (możecie sobie bluzgać do woli że jesteśmy nieodpowiedzialni...)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




