Dziś słowo wstępu o mojej wspaniałej nowej diecie.
sobota, 7 grudnia 2013
wtorek, 3 grudnia 2013
Odbicie czyli po karmieniu
Karmiąc schudłam. Mocno. 7 kilogramów. Przy wadze wyjściowej 48kg, to bardzo dużo. Morfologia na granicy normy.
Trzy miesiące z hakiem po odstawieniu morfologia taka, że w życiu takiej nie miałam - hemoglobina i czerwone krwinki w górnej granicy normy. I tak ja, mając całe życie hgb w granicach 12,2-12,8 teraz mam 15,2...
A kilogramy... znowu 48 na liczniku. Nie jest to może optymistyczne dla tych z was, które liczą na trwałe schudnięcie w czasie laktacji, ale dla tych, które chudną wtedy choć nie chcą i owszem ;)
Gdzieś mi się przewinęło kiedyś, że te wszystkie składniki odżywcze, z których się wypłukuje organizm w czasie laktacji, po jej zakończeniu wracają w dwójnasób, w ten sposób na przykład laktacja chroni przed osteoporozą - wapń utracony podczas laktacji potem magazynuje się podwójnie. Nie mam w tej chwili pod ręką książek o karmieniu piersią, stacjonują w Polsce, więc wam nie przytoczę konkretnych danych niestety. Ale na pewno moja imienniczka Hafija ma takowe, jak nie na blogu to w głowie lub w literaturze. ;) To tak jakby ktoś odczuwał pilną potrzebę poznania naukowych dowodów.
Na moim przykładzie ta teoria działa. Nie namawiam tym do odstawiania od piersi, o nie. Namawiam do karmienia i to jak najdłuższego! Bo laktacja to zdrowie i dziecka i matki :)
PS A czy byłaś w tym roku na USG piersi? Bo ja tak,tydzień temu, i dowiedziałam się, że mam mastopatyczną tkankę w piersiach, tj włóknistą i mam się często kontrolować bo mogę mieć skłonność do włókniaków. Kobiety z mastopatią często miewają też bolesne piersi przed miesiączką. I w ciąży bolą jak nieszczęście. A tak by the way - czy wasi ginekolodzy sami wyganiają was na USG piersi? Czy badają wam piersi z własnej inicjatywy czy trzeba prosić o to? Jestem teraz pod opieką ginekolożki, która jako pierwsza w moim życiu sama podjęła temat badania piersi. A przed nią było conajmniej siedmiu specjalistów...
piątek, 1 listopada 2013
Idzie nowe
Już jakiś czas temu z menu wyleciała laktoza. Wszyscy spożywamy nabiał bezlaktozowy i powiem wam, że znów mogłam wrócić do picia mleka, bo wcześniej było mi niedobrze po nim. Czyżbym i ja miała jakąś lekką nietolerancję laktozy?
Teraz z diety wylatuje gluten. Zrobi to dobrze nam wszystkim, ja i tak za chwilę wyląduję na bezglutenówce (dzięki pani BB), a Toni się uszczelnią jelita i może będzie lepiej przyswajać co trzeba.
Żeby się nie katować świętami bez pysznego jedzonka, startuję z lekami od nowego roku. Po diagnozie czuję się naprawdę wyśmienicie, nawet jak coś mi dolega, to jest to chwilowe, nie ciągnie się tygodniami jak wcześniej. Cóż, borelioza i nerwica są mocno związane, nazwanie tego, co mnie męczy od lat dało dużą ulgę jak widać.
A po nowym roku wylatuje cukier. Oczywiście Tosi nie zabiorę z diety ziemniaków (chlip chlip żegnajcie fryteczki) i owoców, będzie mieć zbilansowaną dietę, nie widzę powodu, by miała cierpieć z powodu moich antybiotyków :)
Zabieram się jutro za rozpoczęcie hodowli zakwasu żytniego, z tego co czytam to gdzieś za miesiąc powinien być zdolny utrzymać chleb bez drożdży. Będziemy jeść pyszny naturalny chlebek :)
Zgłębiam wiedzę tajemną o różnych zamiennikach, cudach wiankach, komosach i karobach. Dzięki temu nawet placek sobie zjem, a co ;)
Mam nadzieję, że nowa dieta zagości u nas na dobre, przysłuży się mężowi diabetykowi, córce wrażliwcowi i mnie co się całe życie będę bronić przez BB. Będzie dużo ziół, zdrowe oleje, nasiona, warzywa, mięęęcho. Kolorowo i pachnąco. Jestem bardzo ciekawa tego nowego wyzwania :)
wtorek, 15 października 2013
7 dni w Polsce
- Byliśmy z małą u pediatry, nowej, wypasionej. (Asiu dziękuję jeszcze raz za namiar!!!) Wreszcie ktoś, kto nie zlekceważył Tosi chudnięcia, zrzucając je na to, że zaczęła chodzić (bo chodzi od 7 miesięcy) ani na geny... Dziecko zdrowe, biegające ma prawo nie przybierać na wadze, ale nie chudnąć!!! Tonia została obejrzana od stóp do głowy, zważona, zmierzona, cała wizyta była bardzo bardzo długa i naprawdę poruszyliśmy w końcu (!!) wszystkie tematy, które nas niepokoiły. Wyszliśmy z gabinetu z długą listą badań do zrobienia, masą zaleceń itd. Badania w większości zrobione, ale o wnioskach wam napiszę, jak je wyślę pani doktor i mi odpowie co i jak, ja się nie podejmuję interpretacji, bo jak zajrzę w dr Googla to na zawał zejdę pewnie... Poza wagą, rozmowa była o wiecznie podkrążonych oczach, o nadal niezarośniętym ciemiączku (dla tych, których dzieci też tak mają, spójrzcie na wielkość ciemiączka po urodzeniu, jeśli tak jak u Toni było bardzo duże - u nas 4x4cm - będzie siłą rzeczy zarastać wolniej, niż u dziecka z ciemiączkiem 1x1. ), o dziwnej dziurce nad pośladkiem, którą Tosia ma, a o której długo myślałam, że wszystkie dzieci tak mają, do czasu, aż się dowiedziałam, że jednak nie (ta dziurka to taki chochlik z życia płodowego, przy tworzeniu się jelit i zamykaniu powłok brzusznych, u niektórych dzieci z tego chochlika robi się niefajna przetoka a u innych, jak u Tosi tylko mała dziurka - dołeczek zostaje na pamiątkę;)). Poza wszystkim, Tosia panią doktor zachwyciła swoim rozwojem :) Zresztą maluda w poczekalni dała pokaz wokalno-taneczny wraz z dziewczynką w wieku przedszkolnym... ;) I bardzo ją ciekawił 4miesięczny chłopczyk, któremu ciągle podawała rączkę i mówiła 'cześć', trzymała za stópkę go i zabawiała grzechotkami. :)
czwartek, 10 października 2013
Zagadka
czwartek, 3 października 2013
Matka w formie
Zanim zaszłam w ciążę moja kondycja pozwalała mi na zrobienie 3 brzuszków z zadyszką. I wejście po schodach na 4 piętro z zadyszką.
Tosia rosła, rosła, wymagając ciągłego noszenia.
Moja kondycja poprawiała się z dnia na dzień.
Dziś z 9-10 kg dzieckiem i zakupami wejdę na 3 piętro może ciut spocona, ale bez zadyszki. Brzuszków zrobię tyle na ile mi dziecko pozwoli ;)
I niech mi ktoś powie, że Matka Narodowa (Polka na przykład) to matka zaniedbana.
Ostatnio ćwiczę razem z Tosią. Ona się zanosi od śmiechu wymachując nogami czy podskakując, a ja robię rowerki, pajacyki, brzuszki itd. Mam zamiar robić zumbowe wygibasy z youtuba :) Na rzeźbieniu sylwetki mi nie zależy, ale na zdrowiu i kondycji tak.
Poza tym borelioza nie lubi tlenu i ćwiczeń. Wygonię ją w ten sposób szybciej :)
Co do boreliozy, zaczęcie leczenia (od 1 listopada jadę z koksem) wymusi na mnie dietę. Bezcukrową, w większości bezglutenową, mocno ograniczoną. Ale zdrową bardzo. Będę musiała mocno kombinować, by było smacznie i na tyle kalorycznie, by z głodu nie umrzeć ;) Jeśli chcecie, mogę zrobić zakładkę z przepisami, które znajdę lub wymyślę. Dorzucicie sobie do tej diety trochę owoców i warzywa, których ja nie będę mogła jeść i macie super dietę :) Osobiście mam nadzieję, że po leczeniu zostanie mi nawyk zdrowego jedzenia i nie wrócę do jedzenia ton słodyczy. I mnie, i mężowi i małej się przyda to.
poniedziałek, 2 września 2013
Chodzi o zasadę.
Macie dziecko. Dzieci może nawet, sztuk dwie lub więcej niż ustawa przewiduje.
Idziecie w gości.
Od progu wita was dziecko z glutem radośnie płynącym szerokimi strumieniami z nosa do buzi.
Nosz kurrrrr.
Mało tego. Mama tegoż uroczego zasmarkańca informuje, że sama czuje się nieteges.
Ja pierrr.
Dobę z kawałkiem potem mnie zaczyna boleć gardło, wieczorem już mam katar, mąż kaszle. Następnego dnia Tosi już leci woda z nosa, nocka z głowy z powodu kataru, no odlot.
Słowa jakie mi się cisnęły na usta, są wysoce niecenzuralne. Może nie będę ich przytaczać.
Nie uważacie, że dość naturalnym jest, szczególnie jak samemu ma się dzieci, w imię zasady 'nie czyń drugiemu co tobie niemiłe' powiadomić, że dziecko zaglucone, DAĆ WYBÓR, czy chcemy się w te gluty ładować? Nawet godzinę przed wyjściem, trzy razy bym się zastanowiła, i to nie tylko dlatego, że Tonia trzy dni wcześniej miała cholerne szczepienia.
Jak jestem 'lewa', nie ładuję się w gości, nie ładuję się w gości z chorą Tosią i nie zapraszam gości, chyba, że ktoś i tak chce przyjść, wiedząc, że może złapać bakcyla.
No musiałam to wyrzucić z siebie. Bo mnie szlag trafił jaśnisty. I gdyby taki numer wywinęła mi osoba bezdzietna! Ale nie, matka niewiele starszego od Toni dziecka.
Serdecznie dziękujemy za gluty, mamy ich teraz pod dostatkiem, zapraszam po rewanż choćby jutro.
piątek, 2 sierpnia 2013
Wakacyjne zmiany
Ja już mam wykupioną torbę leków na początek leczenia. Odraczam je do października, bo udało mi się przytyć 2kg i mam nadzieję, że to nie koniec, chcę nadrobić ile się da, by w razie co mieć co zrzucić. Poza tym elegancko wyrwałam ósemeczkę w Centrum Stomatologii Piątkowo, cała operacja trwała 3 minuty, była bezbolesna, nie spuchłam, nie boli, nie muszę antybiotyku brać bo pani doktor mi coś miejscowo zapodała w dziurę po zębie. Pani należą się duże brawa i wielkie dzięki za fachowość i sympatyczność. No lubię! I jeszcze mi górną jedynkę w hollywoodzkim stylu pięknie zrobiła :P Za 2 miesiące pójdę resztę uśmiechu odpicować u niej.
piątek, 12 lipca 2013
Fight!
czwartek, 11 lipca 2013
Diagnoza
Przed maturą zaczęły się ze mną dziać różne rzeczy. Bóle różne, problemy z oddychaniem, sercem, zaburzenia czucia i wzroku.
Lekarze oczywiście zgodnie orzekali - stres.
I tak od lat ciągną się za mną te dolegliwości, mniej lub bardziej nasilone, i wszyscy wokół mówią - nerwica, hipochondria, stres.
Aż tu spadła na mnie diagnoza.
sobota, 18 maja 2013
W czasach zarazy
Tutaj limit ciepłych dni się wyczerpał i od kilku dni chłodniej i pada... Wróciła typowa bremeńska pogoda. Nawet dobrze, nie mam wyrzutów sumienia, że nie chodzę z małą na spacery.. :/ No tak, kupiliśmy sandały :) Zawsze jak kupię lżejsze obuwie, pogoda się zmienia. :P
Z dobrych wieści, od dwóch dni na część dnia pieluchujemy się w wielo :) I Tosi się nie podoba że ma mokro (bo pieluchujemy w systemie 'mokrym', tzn dziecko czuje, że ma mokro, bo są też wkłady które chłoną jak pampers i dziecko ma sucho) i jak próbuje ściągnąć pieluchę to wiem, że trzeba zmienić :) na noc nadal jednorazówki, bo jednak zależy mi na śnie ;) ale jak się wdrożę w temat to i na noc spróbujemy pewnie.
wtorek, 14 maja 2013
Kokietka
U pediatry w porządku, kaszel jeszcze mamy obie, ale osłuchowo jesteśmy czyste.
piątek, 5 kwietnia 2013
Wieści.
I wiecie, tak przeżywa Tonia etap nauki wspinania się na krzesła, że robi to we śnie, ręce w górze, nogami przebiera i się złości przez sen :D
A ja dziękuję producentowi Nasivinu bo tylko dzięki niemu pospałam cokolwiek w nocy. Nienawidzę kataru :(
U Tosi w buzi już tylko ciut zmian, gencjana działa cuda, pupa też już się zasusza ładnie, mam nadzieję, że do niedzieli zejdzie wszystko i nie ominie małej basen, bo i tak z powodu świąt była przerwa.
Wiecie, tutaj śniegu nie ma, jak w Polsce, ale jest zimny i bardzo nieprzyjemny wiatr, przez który Tosi się trudno oddycha na dworze. Niech już się zrobi ładnie ciepło, to będziemy mogły na długie spacery nad zalew chodzić, piknikować i na placu zabaw zalegać! Tosi się bardzo spodobała karuzela, nie chciała z niej zejść ostatnio ;)
czwartek, 4 kwietnia 2013
Złapał katar czarownicę..
A przy okazji mojego katar Tosia nauczyła się udawać, że dmucha nos w chusteczkę (sapie w nią noskiem) i mówi 'a ciu' (apsik) jak psikam ;)
piątek, 22 marca 2013
Ta ciemniejsza strona
Karmienie piersią oprócz oczywistych zalet i korzyści dla mamy i dziecka, ma też swoje cienie.
Podczas laktacji cała gospodarka hormonalna ukierunkowuje się na wytwarzanie mleka i zajęcie się dzieckiem zamiast produkcji następnego ;). Miałam na ten temat wykład od mojej Pani Ginekolog. Więc się nim z wami podzielę.
Maleje produkcja estrogenów na rzecz progesteronu i prolaktyny.
czwartek, 7 marca 2013
Bańkopunktura
Póki co nie interesuje mnie ich działanie na infekcje górnych i dolnych dróg oddechowych, bo wszyscy w domu zdrowi, więc próbujemy wykorzystać bańki jako bańkopunkturę ;D. Bo nie wiem, czy wiecie, ale bańki działają na cały organizm, a stawiane w odpowiednich miejscach są odpowiednikiem akupunktury.
Zabraliśmy się wczoraj z mężem za temat.
wtorek, 26 lutego 2013
Ufff!
A dziś byliśmy na placu zabaw :-) Tosia jeszcze ciut mała ale bawiła się super :-) Jutro wrzucę fotki :-)
I jeszcze bardzo polubiła tran.Lubi ryby więc tran o smaku naturalnym jej tak smakował że oblizywała strzykawkę. :-)
I domaga się sama swojego kubeczka z herbatą!
poniedziałek, 25 lutego 2013
Bańki czy banialuki?
Dzięki propozycji firmy Medplus mam okazję pierwszy raz w życiu spróbować baniek. Jestem bardzo ciekawa!!! U mnie w domu nikt nie stawiał nigdy baniek, z tradycyjnych metod to babcia robiła syrop z cebuli i dawała mi Amol ;-).
niedziela, 3 lutego 2013
Dwie wieże i zastój myślowy ;)
Jedynym moim osiągnięciem ostatnich dni jest upieczenie Tosi biszkoptów ;). Nawet obiad dziś był zamawiany z pizzerii.
Tosia jak to Tosia, co chwilę coś nowego robi, dziś na przykład układała wieże z dwóch klocków.
Chodzi za mną jeden post, ale nie umiem na razie ubrać tego w słowa. Jak go w końcu stworzę, będziecie pierwszymi, którzy się o tym dowiedzą ;)
Ach i mąż zażyczył sobie żebym zapuściła włosy na takie, jakie miałam na koniec LO (do ramion minimum), bo mu się podobałam na zdjęciach a jak się poznaliśmy to już miałam duuużo krótsze ;) No to czekają mnie ze dwa lata omijania fryzjera ;). Ciekawe czy wytrwam ;P
czwartek, 29 listopada 2012
Słomka, sznurówki i tata.
I dzisiaj też Tośka sama pokazała, że się chce bawić w 'a kuku' :) Zakrywała sobie ręcznikiem po kąpieli twarz i odkrywała ze śmiechem. :) Strasznie mądra się zrobiła :P Cóż, ponoć inteligencję się dziedziczy po mamusi :D :D :D
Byłam również dzisiaj zdjąć sznurowadła z dziąsła. Jak to jest, że zakładanie szwów nie boli lub boli trochę, a zdejmowanie jak nie powiem co? Tak samo było ze szwami w kroczu po porodzie. Brrr.. Ale bez szwów zaraz lepiej i mogę się normalnie do dziecka uśmiechać i głośno śmiać :)
Noo i zgadnijcie co dziś Tosia powiedziała.
Nie, nie MAMA.
TATA powiedziała. Oczywiście bez kontekstu, ale powiedziała i to dwa razy. :P





