Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Zdanie złożone

Najdłuższe jak dotąd zdanie złożone przez Tosię brzmi:

Nie ma fitki tata wies? 

Kto zgadnie? :D

piątek, 27 czerwca 2014

Dziecko i kot

Jest rano. Śpisz. Nagle we śnie zderzasz się z czołgiem. Podnosisz powiekę... Nie to nie czołg, to głowa kota domagającego się głaskania. Opcjonalnie śni ci się, że masz zawał bo strasznie gniecie cię w klatce piersiowej. Otwierasz oko, kot stoi na Tobie przednimi łapami.

Ale do rzeczy. Mamy kota. Kot ten jest z nami pół roku już. Co myślę na temat kota w domu z małym dzieckiem?

Początki były trudne. Pilnowałam Tosi, by nie zrobiła krzywdy kotu i kota by nie zrobił krzywdy Tosi. Tosia miała niecałę dwa latka, jak Tarun do nas przyjechał. Teraz już wiem, że poczekałabym z rok jeszcze, gdybym wiedziała, że tak to będzie wyglądało.

Trzeba Tarunowi przyznać, że raczej nie stosuje przemocy wobec kochającej-za-bardzo Tosi. Najczęściej po prostu sobie idzie albo omija ją szerokim łukiem. Nie zraża to jej wcale, o nie. Ona kota kocha bardzo.

Coraz lepiej idzie jej rozumienie, jak należy się obchodzić z kotem, umie go głaskać by nie zrobić mu krzywdy (choć on jej nie ufa i raczej nie pozwala się jej głaskać), nauczyła się bawić z nim wędką i piłeczkami. Tarun najczęściej olewa próby zabawiania, które mała podejmuje wobec niego.

Choć jednocześnie łazi za nią jak cień, często kładzie się koło niej jak śpi... Ambiwalentne uczucia mu towarzyszą. :)

A co do Tosi... Przed kotem bała się zwierząt, jak pies zaszczekał to ona uciekała ze strachem. A teraz muszę wręcz ją hamować, tłumaczyć, że nie każdy piesek lubi głaskanie obcych ludzi, że zawsze trzeba najpierw zapytać właściciela, a jeśli właściciela nie widać, to w ogóle do pieska nie podchodzić. To samo z kotkami.

Opieka nad kotkiem to jest też Tosi pierwszy mały 'obowiązek', zanosi mu wodę, sypie mu jedzenie (oczywiście ja jej przypominam, choć czasem to ona do mnie przychodzi i mówi, że np kotek nie ma picia) ... Chcę w ten sposób też pokazać kotu, że Tosia jest też tą, która daje mu jeść, a więc jest tą 'dobrą'. ;)

Mały smuteczek nam towarzyszy a raczej obawa, że Tosia się na kotka uczuliła, bo od kilku tygodni kaszle bardzo w nocy i rano. Będziemy robić za dwa tygodnie testy alergiczne i modlić się, by nie wyszedł kot tylko coś innego... Bo smutno by było w domu bez tego łobuza, bez którego nawet wykąpać się nie idzie bo stoi pod drzwiami łazienki i wali w nie łapami.  Bez tego łowcy much i komarów dzięki któremu w domu żaden owad nie pożyje dłużej niż pięć minut.

wtorek, 24 czerwca 2014

Cud??

36dc betaHCG 7

40dc betaHCG 137


Albo cud albo duże kłopoty... nie pozostaje nic innego jak czekać co dalej...


Dzień Ojca

Przeciera zaspane oczy. Rozgląda się. N'ma tatuś. Tak Tosiu, tata jest w pracy, będzie wieczorem.
Rozmawia z babcią przez telefon. Ma do powiedzenia tylko jedno : n'ma tatuś. 

Kocham cię Tosiu. Tata tes. Tak, tatuś też cię bardzo kocha. Ja tes. Kochasz tatusia? Taaaaaak. 

Zjemy obiad? Nie ce jeść, tatuś. Chcesz poczekać i zjeść z tatą? Tak.

Patrzymy przez okno, widzimy, że podjeżdża samochód. Tata, tatuś, tata, tata, tatuś. Leci na łeb na szyję do drzwi. Otwieram je, wychodzi na klatkę schodową i woła tatuś tatuś choć. 

Malujemy. Co mam ci namalować? Tatuś. 

O taki to u nas Dzień Ojca, dzień jak codzień ;)


poniedziałek, 23 czerwca 2014

Warsztat warsztatów - Dziecko na Warsztat - Tosia w Afryce

To już ostatni warsztat w tej edycji. W końcu na czas ;)



W ramach warsztatu warsztatów zabraliśmy Tosię w podróż po Afryce.

Na sam początek pojechaliśmy z nią do Serengeti Parku w Hodenhagen 70 km od Bremen. Wyprawa na cały dzień a i tak nie zdążyliśmy wszystkiego obejrzeć. Serdecznie polecam każdemu, kto będzie w pobliżu :)

Najpierw pojechaliśmy na trasę safari - na ogrooomnym terenie żyje mnóstwo zwierząt, od żyraf po lwy. Nie są to tylko afrykańskie zwierzaki, ale przegląd z całego świata. Tym niemniej, to właśnie te afrykańskie zrobiły na Tosi największe wrażenie - żyrafy i wielbłądy wkładające nam łby do auta, majestatyczne lwy i tygrysy, słonie...






Po kilkugodzinnej wycieczce nadszedł czas na tzw Freizeitwelt - park rozrywki, oraz na Affenwelt - osobny wybieg z małpami, który tak zachwycił Tosię, że nie chciała stamtąd wyjść, głównie za sprawą malutkiego makaka, wczepionego w mamusię. Kupiliśmy jej tam taką malutką pluszową małpkę, z którą wiąże się ciekawa historia a którą mała wszędzie ze sobą zabiera bo to jej 'dzidzia u-u'. 








Jest tu również część pt Aquawelt, ale niestety wstęp tam z dziećmi powyżej 3rż dopiero, bo z tego co się zorientowałam to tam się płynie czymś. 

Po pełnym wrażeń dniu w Serengeti Parku Tosia nauczyła się mnóstwo nowych słów, głównie nazw zwierząt - tygrys, żyrafa, makak, hipopotam (hipcio mówi).. 

W domu w ramach kontynuacji tematu:

Układałyśmy puzzle Safari z CzuCzu:









Układałyśmy domino z CzuCzu:






Oglądałyśmy Mapy, nie tylko Afryki :)









A także słuchałyśmy afrykańskiej muzyki znalezionej w sieci oraz bawiłyśmy się gumowymi figurkami zwierząt kupionymi w Serengeti - tylko w Tosi świecie żyrafa i lew mogą się całować a hipopotam jeździć na zebrze. :D 


Korzystając z okazji pragnę podziękować Sabinie z bloga Projekt Londyn za niesamowity pomysł i za realizację i motywację! Jesteś wielka! A także wszystkim dziewczynom z blogów biorących udział w DnW za całe tony inspiracji na zajęcia z dzieckiem na najbliższe naście lat :) A oto one:



piątek, 20 czerwca 2014

Zwiedzamy z dzieckiem cz.1 Bremerhaven

Zacznę dziś cykl postów o tym, co ciekawego w okolicy Bremen można zobaczyć, i żeby to było ciekawe też dla dziecka ;)
Na pierwszy ogień idzie Bremerhaven, miasteczko oddalone o jakieś 70km od Bremen. Portowe. I to właśnie statki na nadbrzeżu Tosię zachwyciły najbardziej, co chwilę pokazywała 'tatik, tatik'.

Jadąc do Bremerhaven trzeba wziąć pod uwagę, że tam wieje jak diabli, więc trzeba ciut cieplej się ubrać niż jak by się było w Bremen. I dziecku czapkę na głowę, nie jakiś kapelusik - nie żartuję, naprawdę wieje.

W dniu w którym byliśmy w Bremerhaven akurat był jakiś zlot miłośników starych aut - było na co popatrzeć :)

Dla dzieci fajną atrakcją będzie małe zoo - Zoo Am Meer tuż przy porcie. Na w sumie niewielkiej powierzchni w sposób pomysłowy i nie krzywdzący zwierzaków zmieszczono różne zwierzaki - typowo morskie jak niedźwiedzie polarne, foki, pingwiny, jak i zupełnie od czapki - pumy, szopy, szympansy. Jest osobny, duuży dział akwariowy, gdzie zobaczyć można najróżniejsze ryby, ukwiały, koniki morskie.

Obejście całości nie zajmuje bardzo dużo czasu, dzieciaki mają frajdę a i dorośli z przyjemnością popatrzą na nurkujące misie ;) (Wybieg misiów jest tak zrobiony, podobnie jak fok i pingwinów, że można je obejrzeć z trzech poziomów - z poziomu 'ziemi' że tak to nazwę, od spodu - można podejrzeć przez szyby właśnie jak nurkują i z górnego tarasu - tu widać całe zoo.

Jest tu też bardzo fajnie zaopatrzony sklep z pamiątkami - mają maskotki (zachorowałam na jedną, okazała się oczywiście być najdroższą w sklepie - 'jedyne' 50 euro), książki o tematyce zwierzęcej głównie dla dzieci (oj trzymałam się za kieszeń) i wiele innych fantów związanych ze zwierzakami.

Czego nie polecam w Zoo Am Meer - nie jedzcie tam! Jest tam knajpka, ale jedzenie obrzydliwe! Nawet frytki przesolone :/

Jedzenie natomiast polecamy w restauracji kilka kroków dalej - Strandhalle. Mają pyszną kawę mrożoną i cudowne i niedrogie ciasta - tort czekoladowy wspominam do dzisiaj :)

Po zwiedzeniu zoo przeszliśmy się promenadą do małej plaży, na której był placyk zabaw dla dzieci. Zamoczyliśmy nogi w zimnej wodzie, nasypaliśmy kilogram piachu do butów i poszliśmy dalej...

Na sam koniec odkryliśmy, że w Bremerhaven jest coś takiego jak Klimahaus - i wybieramy się tam koniecznie następnym razem. W wielkim przeszklonym UFO znajduje się przegląd wszystkich klimatów na świecie, ponoć niesamowita sprawa. Przy okazji to samo UFO prowadzi do bardzo ciekawie zrobionego pasażu handlowego - spójrzcie na zdjęcia poniżej :) Spodziewajcie się w lipcu relacji z wyprawy do Klimahaus - sami jesteśmy tego bardzo ciekawi :)

Pasaż handlowy - jak uliczka :)  

Zoo Am Meer 

 Relaks po przejściu Zoo - ciacho, promenada, plaża :)

Zjazd starych samochodów, latarnie, statki... 

środa, 18 czerwca 2014

(Z)-obojętnie-nie

Jakiś kryzys mam teraz. Z jednej strony na zewnątrz mam wszystko w dupie, zero ochoty na kontakty z ludźmi, i nawet dobrze mi było jak męża dwa dni nie było... Zero jałowych słów, zero udawania, że jest wszystko w porządku.

Z drugiej strony w środku aż się trzęsę ze złości... Na siebie, na niego, na cały świat, na to dziecko co z nami zostać nie chciało.. Staram się tę złość kierunkować na zewnątrz, zamieniłam się w Perfekcyjną Panią Domu i np wczoraj za pomocą octu i dwóch rolek ręczników papierowych wypucowałam łazienkę od podłogi po sufit.

Wszystko się popieprzyło, cały misternie ułożony plan... Nie mam szans na inseminację w lipcu a to znaczy, że w ogóle nie ma na nią szans dłuuugo, bo potem jak niby z mężem w jednym kraju a mną w drugim. A tutaj nie mam co liczyć na pomoc, z moim durnym ubezpieczeniem 'europejskim' którym można sobie tyłek podetrzeć generalnie bo Niemcy nie wiedzą co z nim zrobić...  A prywatnie w DE inseminacja to koszt 1200 euro. I tak już nie mamy kasy nawet na jedzenie za bardzo, nie mówiąc o takich luksusach...

Źle mi jest.

piątek, 13 czerwca 2014

Strata

Nieważne, czy w 4 czy w 8 czy w 15 tygodniu. Strata dziecka boli zawsze tak samo...

Ten cykl, który na dodatek, na dobicie nie chce się zakończyć, okazał się być gorzkim sukcesem.

Zaszłam w ciążę na chwilę, na kilka dni, po czym maleństwo się poddało. Może było słabe, może chore, a może warunki mieszkaniowe nie takie.... To się nazywa ciążą biochemiczną - taką, którą widać w badaniach, ale już nie zdąży być widoczną w USG.

I nie piszcie mi, że to dobrze, że coś zaskoczyło w ogóle. Ja już wiem, że mogę zajść w ciążę, mam przecież Tosię.

Teraz czekam, aż wstrzymany lekami koniec cyklu nastąpi, otrzepię się z kurzu i zacznę następny... Bo tak robią staraczki. Walczą do końca.

I nie, nie jest łatwiej starać się o drugie dziecko. Boli tak samo, każdy nieudany cykl, stres towarzyszący staraniom od początku stymulacji aż po wyniki beta HCG

Muszę teraz jakoś tak zmanipulować następny cykl by go skrócić by móc w czasie pobytu w PL inseminację zrobić.

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Tosia nawija

Oj nawija, od rana do wieczora. Rano budzi mnie 'Mama nie pi, tań'. Potem na mojej głowie ląduje książka wraz z kategorycznym 'esce citać'. W życiu nie sądziłam, że będę mieć dość książek, ale tak, dziecko moje katuje mnie od rana do wieczora, chodzi za mną z książkami i woła 'esce citać'. Dziś do spania musiałam jej 70 stron Muminków przeczytać zanim padła, co mi się zdawało, że już śpi i zawieszałam głos, zdecydowany mały głosik mówił 'esce' :)

Tosia mówi coraz więcej, coraz więcej powtarza, słowa pojawiają się nagle, nowe, codziennie kilka, aż nie nadążam notować.

Oczywiście jak to z dwulatkiem bywa, królują 'chcę' i 'nie chcę'. ;) Ale komunikacja jest coraz lepsza, można już z Tosią pogadać. ;) Nauczyła się wołać o pomoc ('mołuż' to brzmi obecnie w jej wykonaniu), umie już zawołać, że chce jej się siusiu lub kupkę, choć jeszcze często zbiorowo woła 'pupa'.

Ciekawe jest to, że nowe nazwy zwierząt uczy się po nazwie, nie po wydawanym przez nie dźwięku. Tygrys to jest tyglys, żyrafa to yłafa, pingwin to jest minmin. Ale wszystkie zwierzaki, których się nauczyła wcześniej jako dźwięki, nadal nimi zostają. Małpka to jest u-u (choć umie powiedzieć makak), kot to nadal miau, pies hau hau i tak dalej.

Z każdym dniem mówi wyraźniej, jeszcze niedawno bardzo często s, ś, ż, cz, sz, ź, na końcu słowa wymawiała jak f - było momuf jako pomóż, mof jako nos,  paf jako spać i patrz (teraz jest pać jako spać i pats jako patrz). Choć i tak dla osoby postronnej jest to język nadal mało zrozumiały. :)

Ciągle mnie czymś zaskakuje, tak jak jednego dnia rano przyszła z książką i jeszcze zanim cokolwiek powiedziałam, spytała 'klaly, tak?' Bo codziennie mówię to samo, że muszę tylko poszukać okularów. ;)

Cieszy mnie bardzo, że tak ruszyła z mową, bo to ważne. Choć nie ukrywam, że czasem marzę o chwili ciszy. ;) Tym bardziej, że wraz z mową wszedł jej tryb 'repeat' i większość tego co mówi powtarza po n razy. 'esce citać esce citać esce citać esce citać esce citać'...

środa, 4 czerwca 2014

Nie znoszę starań o dziecko

Tak jak w tytule. Nie znoszę starań o dziecko. Seks na akord, czy się chce czy nie, czy boli czy nie boli. Czekanie w drugiej fazie, doszukiwanie się objawów lub ich braku. I wielkie nic na koniec czyli koncertowa jedna kreska na teście...

Czekam na lipcową inseminację jak na zbawienie. Ona zdejmuje z nas ciężar starań. Seks? Dla przyjemności. To od lekarza zależy, czy trafi w odpowiedni dzień.

Tymczasem czas wrócić do basicu... Porobić badania - ja hormony, tarczyca. A mąż badanie nasienia.

I chyba muszę wykuć niemiecką terminologię i poćwiczyć groźny ton. Bo na USG nie mogłam uzyskać żadnych potrzebnych mi informacji.

-jakie jest endometrium?
-a jakie to ma znaczenie, ono dopiero się teraz buduje
-a widać na usg że była owulacja?
-no bolało panią w weekend, to było wtedy

0.o

I zdecydowanie zmniejszyła się moja tolerancja na leki, stymulacja owulacji w tym cyklu zakończyła się potworną migreną z podwójnym widzeniem...


niedziela, 1 czerwca 2014

Dziecko

Nie prosiło się samo na ten świat. Z komórki jajowej i plemnika, z mikroskopijnie małego zarodka narodziło się. Dziecko. 

Dziecko żyje w Teraz. Czasem myśli o tym, co było, rzadko o tym, co będzie. Bo co to znaczy 'za chwilę' czy 'jutro'. 

Jak jest szczęśliwe to mało domu nie rozniesie z tej energii. Jak jest smutne, wystraszone, rozczarowane, złe, jest takie każdą komórką swojego ciała. 

Patrzę na Dziecko i uczę się tego wszystkiego na nowo, tej uważności, którą mają wszystkie dzieci a której dorośli muszą na nowo uczyć się na słono kosztujących kursach o skomplikowanych nazwach. Tej prostej, tak wzruszająco prostej empatii, kiedy jak jestem zła, Dziecko przychodzi do mnie i klepie mnie po plecach pocieszająco lub daje buziaka. Tego samozadowolenia płynącego z każdej najmniejszej czynności. Tego zaufania do świata, że jest dobry i bezpieczny. Tego zaufania do samej siebie, że jestem godna zaufania, że mogę Dziecku i sobie zapewnić poczucie bezpieczeństwa. 

Mogę dzięki temu dokochać, dopieścić moje wewnętrzne dziecko, którym nigdy nie byłam naprawdę. Pohuśtać je na huśtawce, zjeść z nim watę cukrową, pochlapać wodą w kąpieli, pocałować stłuczone kolano. 

Macierzyństwo to dla mnie sytuacja win-win. Nie wyobrażam sobie życia bez Dziecka. Nie wyobrażam już sobie życia bez Tosi. Macierzyństwo to jakby na niebie rozbłysły wszystkie gwiazdy.