Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me

środa, 30 listopada 2011

Pępek świata...





Wczoraj sesję miała córka, dzisiaj matka ;) Mąż urządził w domu zaimprowizowane studio foto i powstała sesja - bagatela 80 zdjęć różnych różnistych, tych do pokazywania i tych do prywatnego użytku :) Stwierdzam jedno - nigdy w życiu nie byłam tak fotogeniczna jak teraz. I naprawdę nie sądziłam, że mam taki duży brzuch - z mojej perspektywy on jest malutki :)








wtorek, 29 listopada 2011

MAM i ja :)

W szoku głębokim byłam, bo już wczoraj dostałam przesyłeczkę od firmy MAM. Do testowania dostałam:

- smoczek MAM Start z wzorem koniczynki
- klips do smoczka MAM Clip z sówkami
- butelkę  MAM Anti-Colic zieloną z koniczynkami.

Pierwsze wrażenie - wizualne - super estetyczne, po prostu bardzo ładne.

Teraz tylko pozostaje czekać na testerkę i będziemy pisać o wrażeniach ;)

poniedziałek, 28 listopada 2011

Miszmasz poniedziałkowy

Dużo dużo dzisiaj zdziałaliśmy. Byliśmy na zakupach będących ostatnim szlifem do pokoju małej ;) Z tej wyprawy między innymi przywieźliśmy łup w postaci nawilżacza powietrza z Kubusiem Puchatkiem ;) Nie dość że funkcjonalne to jeszcze ładne ;)

Kosmetyki po przejrzeniu rankingów u pewnej pani wybrałam HiPP-owskie, zobaczymy jak się sprawdzą.

niedziela, 27 listopada 2011

Jakie kosmetyki dla noworodka?

Mam pytanie dziewczyny - jakich kosmetyków używałyście na początku dla dziecka?

Siostra mi doradza emolienty ale gdzieś (nie pamiętam już gdzie) wyczytałam, że jak dziecko nie ma AZS czy innych takich problemów skórnych to nie ma sensu ich używać bo się zatyka pory i można dziecku zafundować łojotokowe zapalenie skóry.

Emolienty z apteki czy niemowlęce kosmetyki z drogerii? Jakich firm, jakiego rodzaju kosmetyków używałyście?
Pomocy :)

Whatever works...

Czyli co mogę powiedzieć o preferencjach mojego dziecka jeszcze zanim się pojawiło:

-nie lubi jak się tłucze kotlety
-nie lubi jak leżę 'za bardzo' na boku, tzn opierając bok brzucha o łóżko
-nie lubi jak siedzę po jedzeniu, muszę wstać i pochodzić bo inaczej wściekle kopie

-będzie łasuchem - jak ja się najem to ona ma czkawkę ;) łapczywie pije wody płodowe, szczególnie jak ja się raczę czekoladą ;)
-lubi jazdę samochodem i pociągiem - potrafi kilka godzin być wtedy spokojna, co się rzaaaadko zdarza ;)
-lubi słuchać Dżemu.

sobota, 26 listopada 2011

CC czy SN?

Nie ma jak okulista. Mam krótkowzroczność i astygmatyzm. Od wielu lat.  Badanie dna oka wykazało drobne rozrzedzenia siatkówki. Niby bezwzględnym przeciwwskazaniem do SN jest wada powyżej 8 dioptrii, ja mam w lewym oku -6,5, w prawym mniej. Ale ryzyko odwarstwienia siatkówki jakieś jest.

Okulista mówi, że kobiety rodzą mając -12 i jest ok, a czasami przy zdrowych oczach się siatkówka odwarstwi i że to będzie decyzja moja i ginekologa. Super. Nie chcę CC, ale czy warto ryzykować wzrok? 

Wyszłam z gabinetu głupsza niż do niego weszłam... :(

piątek, 25 listopada 2011

Niech to szlag...

No i mam. Gardło swędzi i piecze, z zatok spływa wydzielina, dreszcze na horyzoncie. Broniłam się długo a i tak dopadło. I co teraz? Żadne mleka z miodem i czosnkiem nie wchodzą w grę ze względu na IBS. Prenalen też kiepsko toleruję. Na szczęście temperatury brak. Psiukam sobie Tantum verde, popijam herbatkę z sokiem z malin i mam nadzieję, że uniknę kaszlu... Pokarało mnie za to że zasnęłam przy otwartym oknie wczoraj :/

A żeby tak smętnie nie było, to słów kilka o snach. Czytałam, że to normalne, że kobieta w ciąży ma ciekawe, rozbudowane sny. Ja bym mogła scenariusze filmów pisać na podstawie tego co mi się śni ;) I to wszystko taaaakie realistyczne..

czwartek, 24 listopada 2011

Córeczko wolałabym żebyś była chłopcem...

Wbrew tytułowi ja się bardzo cieszę, że będę mieć córkę. A ta piosenka przypomniała mi się przy okazji różnych tematów poruszanych w mediach dotyczących nastoletnich dziewczynek.

Myślę że ciężko jest wychować dziewczynkę. Dziewczynki są kochane, słodkie, ale jak to chować żeby nie wychować na sierotę życiową? Jak wychować, żeby przekazać jej że najważniejszy jest szacunek do siebie, do swoich wartości. Jak wychować żeby uchronić przed złem tego świata, żeby ona się umiała przed tym złem bronić, żeby się nie poddawała naciskom i modom? Żeby w wieku lat piętnastu nie urodziła po kryjomu w szatni szkolnej? Żeby nie była różową plastikową tipsiarą (bo tego to bym chyba nie przeżyła). Żeby umiała nas poprosić jak czegoś będzie chciała czy potrzebowała, zamiast radzić sobie po 'galeriankowemu' (to mnie przeraża straszliwie). Żeby wiedziała, czego chce w życiu i wiedziała, jak to osiągnąć?

Bycie rodzicem to ciężka sprawa. Zdecydowanie najtrudniejsza rola jaką sobie człowiek w życiu wybiera. Co tam studia, praca... W pracy jak podejmiesz złą decyzję to najwyżej ci utną premię lub w najgorszym wypadku wywalą. Jak popełnisz jakiś poważny błąd wychowawczy, lub coś przeoczysz, to jego konsekwencje będziesz ponosić i ty, i dziecko.

I prawdą jest to, co mi zawsze mama powtarzała. Małe dzieci mały kłopot, duże dzieci duży kłopot.
Tosiu, nie wychodzisz z brzucha ;) Zaszyję się i masz tam zostać ;)

wtorek, 22 listopada 2011

Raport z frontu

Byłam. Mała waży koło 1300g, przekręciła się głową na dół stąd moje niemiłe odczucia ucisku na szyjkę i bólu - próbuje rękę wystawić na zewnątrz ;) Tętno 140 uderzeń na minutę. Córa jak wzór cnót wszelakich ;)
Szyja długa zwarta i niegotowa do porodu ;) Dno macicy na wysokości 32tc.

PS. Dostałam zaproszenie od MAM do programu :D Ale fajnie :) Będziemy testować z Tosią :)

poniedziałek, 21 listopada 2011

Decyzje, decyzje....

Kilka dni temu pisałam o kryzysie, jaki przeszłam. Kryzys zażegnany. Ja siedzę teraz u rodziców, jak u Pana B. za piecem - mama gdyby mogła to by mnie łyżeczką karmiła :P. W-razie-gdyby-cokolwiek to nie jestem sama. Do domu wrócę jak mąż będzie zjeżdżał z delegacji tzn za trzy dni. A jak wyjedzie to ja znowu myk 500km do rodziców na dwa tygodnie. Potem już niestety odległość trochę too big żeby jeździć w tę i w tamtę, więc przed świętami wracam do domu, mąż wyjeżdża po nowym roku a ja mam wizję że w połowie stycznia urodzę więc szybko wróci ;)

niedziela, 20 listopada 2011

Ciąża a IBS

Od kilku lat, jako konsekwencja wspomnianej przeze mnie nerwicy, zmagam się z IBS - zespołem jelita wrażliwego. Postać mało sympatyczna, ta biegająca. Tzn przed ciążą i na początku ze skłonnością do biegania od czasu do czasu.

Teraz cóż, biegam sobie codziennie. Mąż zarabia na kilometry papieru miękkiego jak aksamit. A ja schizuję. Bo o ile IBS normalnie jest po prostu uciążliwy, ale do ogarnięcia, o tyle w ciąży staje się problemem - skurcze jelit mogą powodować skurcze macicy. Do tego pilnowanie, by się nie odwodnić - bo to też sprzyja skurczom. No i żeby się nie odwitaminować bo padnę na pysk jak już urodzę. Leków brać za bardzo nie można, poza tym nie chcę bo po ciąży nie ujadę jak się organizm przyzwyczai że absorbenty robią za niego czarną robotę. Ratuję się okazjonalnie smectą no i codziennie się probiotykuję. Dobrze, że to mnie dopadło teraz a nie w okresie największych mdłości bo bym nie była w stanie tego ohydztwa przełknąć - smecty znaczy. Zapach zrobili ładny ale smak i konsystencja kredy rozpuszczonej w wodzie ;)

Dylematy pierwszego razu i małe święto ;)

Tam tam tadam dziś zaczynam trzydziesty tydzień ciąży ;) Za mną już 3/4 ciąży. Przede mną 10 tygodni oczekiwania na spotkanie z córką.

Oczekiwanie to pełne jest niepokoju. To moja pierwsza ciąża i czuję się jak dziecko we mgle. To, co dla mnie jest już twardnieniem brzucha, dla ginekologa jest zaledwie fizjologicznym napięciem. Mała z uporem maniaka kopie mnie po szyjce, co powoduje ból i obawę o wytrzymałość szyjki. Gdybym mogła, podpięłabym się na stałe pod USG czy KTG czy co tam jeszcze.

piątek, 11 listopada 2011

Histeryczne hormony ciążowe

Zawsze byłam osobą której musiało się przydarzyć naprawdę COŚ żeby zaczęła płakać. Takie naprawdę duże coś. Jakieś rozstanie po latach, śmierć babci, udar ojca czy coś. Na filmach - zero łez. No, na Gladiatorze na scenie śmierci łezka poleciała :P. Za to teraz jestem gejzerem emocji. Kłębkiem nerwów. Bombą zegarową. Anglicy mają na to dobre słowo: Overreacting. Łatwo się wkurzam, jestem niecierpliwa, szybko się nakręcam na coś, megałatwo schizuję, płaczę na głupich reklamach i łzawych lub "słitaśnych" scenach w filmach i serialach. Byle co w rozmowie z kimś i już mam łzy w oczach. Przez dwa lata łatwo znosiłam rozłąki z mężem na jego delegacjach. Teraz ledwo daję psychicznie radę. A właściwie nie daję w ogóle. Siedząc sama w domu na zwolnieniu mam dużo za dużo czasu. Wcześniej miałam pracę, dużo, dużo pracy. I ciągły kontakt z ludźmi, teraz zdałam sobie sprawę z tego, jak beznadziejnie sama tu jestem. Nie mamy tu przyjaciół, ciężko nawet mówić o jakichś 'znajomych'. Do porodu musieliśmy nająć doulę...

Oboje bardzo chcieliśmy wyrwać się z domów, uciec od starego życia. Ale chyba uciekliśmy za daleko... Mamy tu tylko siebie. A właściwie to nie mamy, bo ja jestem tutaj, a mąż 1200km stąd w jakimś hotelu.
To się ma zmienić jak się Tosia urodzi. Ale nie mam pewności, czy do tego czasu ja nie zeświruję tutaj. Ostatnio zdałam sobie sprawę z tego, że gdyby coś mi się stało, nie wiem, straciłabym przytomność czy coś, najbliżej mieszkające osoby, które się zaniepokoją tym, że się nie odzywam, mieszkają 500km ode mnie. Zanim by dojechały, ja już byłabym w stanie niezłego rozkładu...

Sad but true. Siedzę sama, od kilku dni walczę z uporczywymi biegunkami, nie wiem od czego, mam syf w mieszkaniu bo mi się nie chce, bo nie mam dla kogo posprzątać bo i tak nikt nie przyjdzie, leżę i oglądam jakiś durny serial sezon po sezonie. A teraz piszę to i znowu łzy napływają do oczu.

Mąż raczej nie ma ochoty na zmianę pracy, w końcu w tej się spełnia i ma z niej kupę kasy, każdą naszą rozmowę na ten temat kończy tekst że poczekamy aż się mała urodzi i zobaczymy. Ja wyjeżdżać za granicę nie chcę bo tam nie dość  że będę tak samo sama jak tu, to jeszcze w kraju którego nie znam i którego językiem nie umiem się posługiwać. A dla męża praca w Polsce na moich warunkach czyli 'żona chce mieć męża a dziecko chce mieć ojca" to degradacja, finansowa, ambicjonalna itd. I ja to staram się rozumieć, ale boję się, że za to zapłacę cenę i ja, i zapłaci za to dziecko. Bo będzie miało tatusia na weekendy, nie, przepraszam, tatusia na 12 z 52 tygodni w roku, i wiecznie zmęczoną, zgorzkniałą matkę.

Przepraszam za smęty, ale taki mam dziś słaby dzień. Właściwie mam słaby dzień od soboty już.

http://www.youtube.com/watch?v=4qNwNc8u50s

piątek, 4 listopada 2011

Przepis na dziecko

(uwaga, mój autorski przepis na ciążę) - sporządzony specjalnie dla koleżanki z forum Nasz Bocian ;)

Składniki:

-1 (słownie: jeden) plemnik alfa
-1 (słownie: jedna) komórka jajowa
-szczypta (takie coś co się mieści między kciukiem a palcem wskazującym) wiary
-duży (tak wielkości sporej dyni) uśmiech na twarzy przyszłej mamy

Przepis:

W sposób dowolny: to jest naturalnie, na szkiełku lub za pomocą katetera doprowadzić do spotkania komórki z plemnikiem. 
Następnie wierzyć że może się udać
Na koniec udekorować akt uśmiechem.

I gotowe :)

czwartek, 3 listopada 2011

Aktualizacja danych :)

Uff no to jesteśmy po wizycie. Mała waży 800g, szturcha mnie głową po żołądku, rękami pod żebrami a nogami wszędzie indziej ;) A na USG pokazywała znak wiktorii jedną rączką :D Albo to miało być "fuck off" tylko jej nie wyszło :P
Moja szyjka bije rekordy - miesiąc temu miała 4 cm teraz już dobija do 5! :)
Obie jesteśmy okazami zdrowia szczęścia pomyślności. Hemoglobina po Feroplexie ładnie zaczęła rosnąć, więc kryzys anemiczny zażegnany ;) Za niecałe trzy tygodnie zaczynam szkołę rodzenia...

wtorek, 1 listopada 2011

O douli

Zainspirowana postem Hafiji postanowiłam napisać o douli z perspektywy osoby, która z jej usług będzie korzystać.

Jesteśmy po pierwszym spotkaniu. Spodziewaliśmy się godzinnej kawki, omówienia kwestii organizacyjnych i sio do domu. Siedzieliśmy w knajpce 7 godzin!!! Wypiliśmy morze herbaty. Rozmawialiśmy oczywiście też o porodzie i jej pomocy, ale przede wszystkim po prostu - rozmawialiśmy, poznawaliśmy się. Cenne dla mnie jest to, że oprócz wyszkolenia i praktyki zawodowej, kobietka ta jest matką dwójki dzieci. Dwa razy rodziła i wie w praktyce o co w tym chodzi.