Dzień zero. Szpital. Coś mi leci. Czy to wody? Brzuch boli trochę. Pójdę do dyżurki. Powiem. Badanie. Trzy centymetry. Chodzę. Chodzę. Chodzę. Nogi bolą bardziej niż skurcze. Chodzę. Żeby akcja postępowała. Żeby już dziś było po wszystkim. Chcę ją zobaczyć, moją córkę. Moje dziecko. Chodzę. O kurwa, boli. Zatrzymuję się. Skurcz. Minął. Idę dalej. Chodzę. Jeść? Nie, bo się zrzygam. Nie chcę rzygać. Badanie. Osiem centymetrów. Porodówka. To już? Ale jak, nie krzyczę, nie rzygam, nie sram z bólu. Ankietka, antybiotyk, antymateria w łazience po lewatywie. Uuu no proszę pani ale pod KTG to ja nie wyleżę, nie ma opcji. Otwórzcie okno. Minus dwadzieścia to całkiem dobra temperatura do porodu. Wody poszły. Ale chlust! O, parte. Wstrzymywać parte. Ale skąd pani będzie wiedzieć że już mogę przeć. Parte. Dam radę wstrzymać? O kurwa. O, teraz już może pani przeć. Bo powiedziałam o kurwa? Tak właśnie. No to jazda. Widać główkę chce pani dotknąć? Jasne, że chcę. O, ma włosy. Jaka ciepła! Pipipipi. Co to? Alarm KTG tętno 40.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porodowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porodowo. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 26 stycznia 2014
środa, 13 lutego 2013
Pierwszy rok podróży
Tak się zaczęło.
13 luty 2012. Dokładnie rok temu. Dziś sobie myślę - o, właśnie mi czop odchodził. O, właśnie mi powiedzieli, że mam 3 cm rozwarcia. O, właśnie szłam na porodówkę.. Dziś są nie tylko urodziny Tosi. Dziś są również pierwsze urodziny naszego rodzicielstwa. Rok temu na świdnickiej porodówce o 20.15 urodziła się Tosia. I urodziła się matka. A tysiąc kilometrów dalej, w niemieckim miasteczku, rodził się ojciec.
czwartek, 3 maja 2012
O połogu szczerze
Połóg to ten czas po porodzie, kiedy położnica dochodzi 'do siebie'. Umownie trwa sześć tygodni, po tym czasie najczęściej zalecają w szpitalu pójść na wizytę kontrolną do ginekologa. To czas, kiedy oczyszczają i obkurczają się drogi rodne, goi się krocze itd.
Moim zdaniem, połóg jest o wiele gorszy i bardziej upierdliwy niż poród.
Tyle teorii. A w praktyce... Pierwszy tydzień to masakra. Jeż w kroczu po szyciu i w tyłku z powodu hemoroidów. Lecą odchody poporodowe ciurkiem. Anemia osłabia, w głowie się kręci. Nie da się kroku porządnego zrobić bo krocze boli. Siku niefajnie bo piecze.
Moim zdaniem, połóg jest o wiele gorszy i bardziej upierdliwy niż poród.
Tyle teorii. A w praktyce... Pierwszy tydzień to masakra. Jeż w kroczu po szyciu i w tyłku z powodu hemoroidów. Lecą odchody poporodowe ciurkiem. Anemia osłabia, w głowie się kręci. Nie da się kroku porządnego zrobić bo krocze boli. Siku niefajnie bo piecze.
wtorek, 28 lutego 2012
Dziel przez trzy czyli o szpitalu w którym rodziłam
Zanim zdecydowałam się w którym szpitalu będę rodzić, przejrzałam mnóstwo opinii w internecie, popytałam znajomych... I wychodzi na to, że opinie zawsze trzeba dzielić przez trzy. Zdecydowałam się na szpital w Świdniku z kilku względów:
-blisko
-małe obłożenie na porodówce, a więc mają czas dla pacjentki (akurat w dzień mojego porodu było ich łącznie siedem, jakiś pogrom, bo tak to były dni bez porodów, albo z jednym..)
-świetne opinie o położnych.
Ale co ja się nasłuchałam o lekarzach, że niefajni, że rzeźnicy, nawet życzenia dostałam typu "obyście obie wyszły z tego cało".... I czy się nie boję w tym szpitalu rodzić "bo ktoś kiedyś cośtam".
-blisko
-małe obłożenie na porodówce, a więc mają czas dla pacjentki (akurat w dzień mojego porodu było ich łącznie siedem, jakiś pogrom, bo tak to były dni bez porodów, albo z jednym..)
-świetne opinie o położnych.
Ale co ja się nasłuchałam o lekarzach, że niefajni, że rzeźnicy, nawet życzenia dostałam typu "obyście obie wyszły z tego cało".... I czy się nie boję w tym szpitalu rodzić "bo ktoś kiedyś cośtam".
czwartek, 23 lutego 2012
Pociążowo
41 tygodni i 1 dzień, tyle trwała moja ciąża. Wyhodowałam w tym czasie 2850 gramów nowego życia, które teraz śpi po jedzeniu. Moje ciało się zmieniło, a ja pokochałam te zmiany. Teraz znów się zmienia, a ja muszę przypomnieć sobie życie "przed brzuchem", przyzwyczaić się na nowo.... Już mi się brzuch prawie wchłonął, jeszcze skóra nie taka, ale popracujemy nad tym, jak tylko szwy w kroczu dadzą mi żyć... Żeby było zabawniej, kilka rozstępów mi wylazło, ale tak jakby dopiero po porodzie? I nie na brzuchu ale na biodrze. Patrzę w lustro z niejakim niedowierzaniem i nie wiem, czy mi się podoba to co widzę. Ja w ciąży jakoś mi bardziej pasowało niż ja bez tych wszystkich krągłości. Trzeba mi się pokochać na nowo najwyraźniej...
Tośka była dzisiaj na ważeniu, ma już 2950! To znaczy że w ciągu tygodnia od wyjścia ze szpitala przybrała prawie 300g!!! Moje mleko ma moc ;)
Tośka była dzisiaj na ważeniu, ma już 2950! To znaczy że w ciągu tygodnia od wyjścia ze szpitala przybrała prawie 300g!!! Moje mleko ma moc ;)
piątek, 17 lutego 2012
O tym jak to było ;)
A więc (taaa wiem, nie zaczyna się zdania od a więc...) dziesiątego lutego poszłam sobie na KTG. Mała zrobiła strajk i spała cały zapis i wyszedł zbyt mało zróżnicowany zapis tętna. Decyzja lekarza - szpital. No i poszłam... Poleżałam dwa dni, KTG co sześć godzin, prawidłowe, bez skurczy. Aż tu w poniedziałek o siódmej rano skurcz. I następny, i znowu. W badaniu o 8.30 rozwarcie 3cm. Łaziłam cały dzień po oddziale, aż mi nogi drętwiały, żeby się skurcze utrzymały, wzmogły, i żeby rozwarcie szło. W badaniu o 18.00 rozwarcie prawie 8cm i decyzja - porodówka. Na porodówce szybka akcja lewatywa (polecam, super koi skurcze no i komfort psychiczny lepszy, naprawdę), zapis KTG, badanie rozwarcia - 9cm. Po chwili chlusnęły wody (a była to fontanna na pół sali porodowej, hahah) no i zaczęła się jazda ze wstrzymywaniem partych - tę część wspominam najgorzej ;) Ale trwała krótko, po chwili full rozwarcie no i parcie.
czwartek, 16 lutego 2012
13.02 a day to remember :)
Przedstawiam Antosię, urodzoną 13 lutego o 20.15, ważyła 2850, mierzy 52 cm.
Tyle na dziś, idę walczyć z nawałem pokarmu, auć.
Tyle na dziś, idę walczyć z nawałem pokarmu, auć.
wtorek, 3 stycznia 2012
Czy to już nie za późno?
Wczoraj miałam ewidentnie dzień zachcianek ciążowych. Najpierw zjadłam prawie pół kilo ogórków kiszonych. Poprawiłam to dwiema szklankami pepsi. Potem zjadłam pół opakowania ferrero duplo, potem rybę pieczoną w folii a na koniec na dobranoc pół litra kakao wypiłam.
Mało tego. Nie miałam po tym zgagi :P Czy to nie za późno na takie akcje? :P Zachcianki są ponoć typowe dla pierwszego trymestru...
Mało tego. Nie miałam po tym zgagi :P Czy to nie za późno na takie akcje? :P Zachcianki są ponoć typowe dla pierwszego trymestru...
sobota, 26 listopada 2011
CC czy SN?
Nie ma jak okulista. Mam krótkowzroczność i astygmatyzm. Od wielu lat. Badanie dna oka wykazało drobne rozrzedzenia siatkówki. Niby bezwzględnym przeciwwskazaniem do SN jest wada powyżej 8 dioptrii, ja mam w lewym oku -6,5, w prawym mniej. Ale ryzyko odwarstwienia siatkówki jakieś jest.
Okulista mówi, że kobiety rodzą mając -12 i jest ok, a czasami przy zdrowych oczach się siatkówka odwarstwi i że to będzie decyzja moja i ginekologa. Super. Nie chcę CC, ale czy warto ryzykować wzrok?
Wyszłam z gabinetu głupsza niż do niego weszłam... :(
piątek, 25 listopada 2011
Niech to szlag...
No i mam. Gardło swędzi i piecze, z zatok spływa wydzielina, dreszcze na horyzoncie. Broniłam się długo a i tak dopadło. I co teraz? Żadne mleka z miodem i czosnkiem nie wchodzą w grę ze względu na IBS. Prenalen też kiepsko toleruję. Na szczęście temperatury brak. Psiukam sobie Tantum verde, popijam herbatkę z sokiem z malin i mam nadzieję, że uniknę kaszlu... Pokarało mnie za to że zasnęłam przy otwartym oknie wczoraj :/
A żeby tak smętnie nie było, to słów kilka o snach. Czytałam, że to normalne, że kobieta w ciąży ma ciekawe, rozbudowane sny. Ja bym mogła scenariusze filmów pisać na podstawie tego co mi się śni ;) I to wszystko taaaakie realistyczne..
A żeby tak smętnie nie było, to słów kilka o snach. Czytałam, że to normalne, że kobieta w ciąży ma ciekawe, rozbudowane sny. Ja bym mogła scenariusze filmów pisać na podstawie tego co mi się śni ;) I to wszystko taaaakie realistyczne..
wtorek, 1 listopada 2011
O douli
Zainspirowana postem Hafiji postanowiłam napisać o douli z perspektywy osoby, która z jej usług będzie korzystać.
Jesteśmy po pierwszym spotkaniu. Spodziewaliśmy się godzinnej kawki, omówienia kwestii organizacyjnych i sio do domu. Siedzieliśmy w knajpce 7 godzin!!! Wypiliśmy morze herbaty. Rozmawialiśmy oczywiście też o porodzie i jej pomocy, ale przede wszystkim po prostu - rozmawialiśmy, poznawaliśmy się. Cenne dla mnie jest to, że oprócz wyszkolenia i praktyki zawodowej, kobietka ta jest matką dwójki dzieci. Dwa razy rodziła i wie w praktyce o co w tym chodzi.
Jesteśmy po pierwszym spotkaniu. Spodziewaliśmy się godzinnej kawki, omówienia kwestii organizacyjnych i sio do domu. Siedzieliśmy w knajpce 7 godzin!!! Wypiliśmy morze herbaty. Rozmawialiśmy oczywiście też o porodzie i jej pomocy, ale przede wszystkim po prostu - rozmawialiśmy, poznawaliśmy się. Cenne dla mnie jest to, że oprócz wyszkolenia i praktyki zawodowej, kobietka ta jest matką dwójki dzieci. Dwa razy rodziła i wie w praktyce o co w tym chodzi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







