Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me

poniedziałek, 24 lutego 2014

Logiczne, nie? - Dziecko na Warsztat

Witamy na logicznej części Dziecka na Warsztat!



Przekopałam sieć w poszukiwaniu inspiracji. Wszystko co znalazłam było dla przedszkolaka+. Więc ten warsztat to totalna improwizacja ;)

niedziela, 23 lutego 2014

Urodzinowo

W poprzednią sobotę była Tosina impreza urodzinowa. Gości było co niemiara! Dzieci, ciocie i wujowie ze wszystkich stron Polski których los rzucił do Niemiec..

 Temat przewodni...

Odpieluchowanie

Temat za nami, więc mogę napisać conieco. :)

To był długi proces. Pełen prania , wycierania, prania, wycierania... ale za to w pokojowej atmosferze.

Gdzieś w grudniu mała zaczęła przychodzić ze mną rano do łazienki i siadać na nocnik, często robiła wtedy kupkę, do pieluchy. Poszłam za ciosem, kupiłam majtki. Które Tosia pokochała miłością wielką i nie chciała już nosić pieluch w domu :) Więc nosiła majtki, a ja za nią chodziłam i wycierałam.

sobota, 22 lutego 2014

Pomór

Od wtorku u nas w domu pomór. Do wczoraj włącznie mała miała temperaturę od 38,6 do 39,6 w nocy... Po lekach spadało do 37 ale jak tylko przestawały działać, znowu rosło.. Do tego katar straszny i od czwartku brzydki kaszel...

Wczoraj lekarz i niestety, zapalenie górnych dróg oddechowych, bakteryjne. I pierwszy antybiotyk... Ale zadziałał już po pierwszej dawce, mała nadal kaszle i smarczy ale już bez gorączki. Dzielnie łyka wszystkie leki, choć po kroplach na kaszel woła 'ble' i chce czymś popić. ;)

Ja mam gardło obolałe, kaszel gruźlika, ale nie gorączkuję, miewam wieczorem stan podgorączkowy.
Musimy się z tego do końca tygodnia wyprowadzić boo w sobotę do Polski jedziemy...


Wydawcy (Wilga, Grupa Wydawnicza Foksal) książek z trzystoma naklejkami winnam dozgonną wdzięczność. W czasie 4 dni gorączki i leżenia w łóżku wykleiłyśmy cztery(!!!) takie (Dinozaury, Zwierzęta, Księżniczki i Na wsi, znalezione podczas ostatniego pobytu w PL na poczcie) Czas dodatkowo nam umilały gra Memory (Ravensburger) i misiowa drewniana ubieranka Eichhorn wyszperana w sklepie Ernsting's Family za 3 euro ;)

czwartek, 13 lutego 2014

24.

Dwa lata. To zabawne jak zacierają się wspomnienia z tych dwóch lat a jak przy tym wyraziste wciąż jest wspomnienie porodu...

Więc mamy w domu dwulatkę. Z dobrodziejstwem inwentarza.

Codziennie jakieś nowe słowa. Coraz większa spostrzegawczość, coraz większa sprawność motoryczna, coraz większa samodzielność i potrzeba samostanowienia. Ogromna wyobraźnia. Niewyobrażalnie silna więź.

Jest mądra. Jest uparta. Jest empatyczna. Jest do zjedzenia kochana.

Urosła. Zmieniła się. Zmienia się co dzień. Jest taka duża...


A jednak kiedy w nocy budzi się i woła 'mama', kiedy przytula się całą sobą, kładąc mi rękę na piersi i zasypia tak, kiedy konieczność wyboru tylko jednej lalki do zabrania na spacer zamienia się w wybór tragiczny, niemożliwy, łzawy i zasmarkany, myślę sobie, że jednak jeszcze jest trochę dzidziusiem...


O prezentach, imprezie urodzinowej, torcie itd będzie osobny post po weekendzie :)

poniedziałek, 10 lutego 2014

Matka marzy

Matki też mają marzenia. Mają marzenia, plany, ambicje... Chcecie poznać moją wish-listę?

Matka marzy...

1. o własnym M, które urządzi po swojemu i w którym zamieszka na czas nieokreślony. Rzygam już białymi ścianami, na których każda plama to ileś złotych/euro mniej kaucji przy zdaniu mieszkania. Bezpłciowość i przypadkowość mebli. Brak zasłon w oknach, brak obrazków na ścianach. Gołe żarówki w łazience, kuchni i w pokoju gospodarczym.Jeszcze tylko kartony na środek i nadal by wyglądało, jakbyśmy tu wczoraj zamieszkali... Chcę móc urządzić Tosi pokoik, bo nadal nie ma swojego własnego. Chciałabym jej pomalować ściany na jakieś wesołe kolory, dać zasłonki w oknach w ukochaną myszkę Minnie, mebelki, które czekają na nią od ponad roku w magazynie... :(

2. o tym, by móc coś zaplanować na miesiąc do przodu...

3. o pójściu do SPA, na jakiś peeling, masaż, cokolwiek. Trzy godziny dla siebie, cisza, relaks dla ciała i ducha.

4. o pójściu do teatru, wiecie ile lat nie byłam? Wstyd się przyznać. A lubię bardzo.

5. o koncercie, najlepiej Janusza Radka. O.

6. o studiach, ale to już wiecie.

7. o drugim dziecku, coraz bardziej, coraz mocniej, na tyle mocno, że czasem ta myśl przesłania mi myśl o leczeniu...

8. o całej serii Pratchetta, bo na razie mamy aż trzy tomy w domu :P jestem posiadaczem książek, co ja mogę ;)


sobota, 8 lutego 2014

Jaglano mi!

Tak tak, odkrywam możliwości kaszy jaglanej! Dzięki blogowi Smakoterapia, którego autorce niegodnam butów wycierać.

Tosia zajada, my zajadamy, nowe smaki odkrywamy, zdrowo, pysznie...

Dziś na obiad były naleśniki jaglane a na kolację chlebek jaglany, który w pełni zasługuje na swoją nazwę, bo jest fantastyczny. Trochę zmieniłam przepis chlebka, zrobiłam z podwójnej porcji, ale zamiast podwójnej ilości mąki gryczanej dałam pół na pół mąkę gryczaną i z ciecierzycy. I zamiast kuminu dałam garam masalę. I wyszedł pyszny orientalny chlebek!!!


Sama prawda. Ja i borelioza.

To się zaczęło jakoś pół roku przed maturą.
Wtedy wszyscy mówili - stres przed maturą. Nerwica. Dziś już wiem, że to ujawniła się borelioza pod wpływem wielkiego stresu.

Zaczęło się od bólu w klatce piersiowej i plecach. Jakby mi ktoś serce na drugą stronę przewracał. Jakby mi się płuca skurczyły. Łapanie oddechu.

Potem doszły drętwienia nóg, rąk i twarzy. Piszę piszę i nagle mi długopis wypada z ręki. Albo mi się zaczyna ręka trząść tak, że nie mogę pisać. Uczucie, że tracę władzę w połowie twarzy, jak przy udarze.

Jeden lekarz, drugi, trzeci. Nerwica. Psycholog. Jeden, drugi trzeci. Nerwica lękowo-depresyjna. No tak, to też.

Bóle żołądka, bóle wątroby, bóle trzustki. Zaburzenia widzenia. Bóle i tak wielkie zmęczenie nóg i rąk, że każdy krok był wielkim wysiłkiem. Zawroty głowy.

Raz jedno, raz drugie, albo wszystko naraz.

Jedno badanie, drugie, piąte, wszystkie w normie, okaz zdrowia. Hipochondryczka.

Coraz więcej czarnych myśli. Coraz większe lekceważenie ze strony służby zdrowia.

I tak minęło dziesięć lat prawie. Mało było dni w tym czasie, kiedy mi nie dolegało nic.

Aż pewnej niedzieli w czerwcu zeszłego roku złapałam nad jeziorem kleszcza. Po kilku tygodniach badania.

IgM ujemne, uff. Nie zaraził mnie gnojek.

IgG dodatnie. O kurwa. Boreliozę mam. Starą taką. Dobrze zadomowioną.

I wszystko stało się jasne. Nie jestem hipochondryczką. Mam boreliozę.

I wiecie, odkąd mam diagnozę, czuję się zaskakująco dobrze. Bo jak mi coś drętwieje, czy boli, nie nakręcam się myślami co to może być, jaki rak czy inne stwardnienie rozsiane, tylko mówię sobie, to borelioza. I zamiast ciągnąć się tygodniami jak wcześniej, mam jakiś objaw kilka godzin, maks dni.

Od sierpnia patrzą na mnie z szafki z lekami antybiotyki i inne leki za małe tysiąc złotych (kwota za dwa miesiące leczenia).

Najpierw odwlekałam, bo muszę przytyć po odstawieniu małej. Potem odwlekałam bo cośtam. Boję się zwyczajnie. Bo leczenie może być gorsze niż sama choroba przez jakiś czas. Skutki uboczne leków, reakcje na toksemię w wyniku wybijania bakterii.

Ale dość już tego. Po urodzinach Tosi biorę byka za rogi. To, że się teraz względnie czuję, nie znaczy, że za miesiąc czy rok borelioza nie zabierze mi zdolności poruszania się albo jasnego myślenia. A jestem potrzebna dziecku zdrowa. Silna. Sprawna intelektualnie. Boję się jak nie wiem. Ale nie mam wyjścia.

Będziecie ze mną?

piątek, 7 lutego 2014

Cztery tygodnie diety Tosi

Minął pierwszy miesiąc diety eliminacyjnej Tosi. Co zauważyłam?

-waga!!!!!!! było 9100 przed dietą, po miesiącu jest 9650!!!!
-zupełnie inne kupki mała robi teraz. Takie w końcu dorosłe, nie papkowate i nie biegunkowe.
-apetyt bardzo wzrósł. Tosia je teraz niemal wszystko, co jej się podsunie, sama się domaga jedzenia. Je dużo owoców, warzywa, kasze, mięso...
-skóra się poprawia, znikają z pleców takie drobne suche krostki, które ma od wielu miesięcy

Więc warto, warto diagnozować, warto szukać, warto kombinować godzinami w kuchni... :)

Przygotowania c.d.

Prezenty skompletowane.

Kieca się suszy po praniu :) Boska jest! A Tosia wdzięczy się w niej jak księżniczka :P
(na zdjęciu młoda prezentuje jak się kręci spódnica, stąd nieziemska ostrość :P ale wszystkie które próbowałam jej zrobić miały taką lub gorszą ostrość... może z imprezy wyjdą lepsze ;P)

Przepis na tort 'bez' znaleziony, trza będzie w weekend poćwiczyć ;)  http://smakoterapia.blogspot.de/2013/01/prawdziwy-tort-urodzinowy-bez-cukru.html

Goście zaproszeni.

Ciśnienie rośnie ;)

niedziela, 2 lutego 2014

Kolorowa niedziela

 Kto z nami pogra w kolorowego twistera? ;)


sobota, 1 lutego 2014

Sama prawda. On i ona.

Kot śpi, młoda śpi, mąż śpi.

A mnie ostatnio niewesołe myśli po głowie chodzą. O moim życiu, zdrowiu, małżeństwie, macierzyństwie.

Życie na emigracji wykańcza mnie psychicznie a przez to siada mi zdrowie. Nie daję rady. Kiedy jedyną atrakcją w twoim życiu staje się wyjście na plac zabaw z dzieckiem bo może spotkasz tam koleżankę z Polski, mózg zaczyna się rozmiękczać. Niemiecki umiem coraz lepiej - biernie. W spożywce zaginam nawet męża. W głowie układam okrągłe zdanka. Ale mówić ni chu chu. Nie i koniec. Modlę się, by stało się tak, że wyjedziemy do anglojęzycznego kraju. Niech nawet będzie Australia... Albo wrócimy do Polski. Niemcy to nie jest kraj, w którym się odnajdę. Tutaj skończę jak moja ciotka, po 30 latach mieszkania w DE była nadal nieszczęśliwa z tego powodu i z wybitnie polskim akcentem.

Moje małżeństwo... Wiecie miałam ostatnio taki sen. Chcieliśmy sie rozstać, szliśmy ulicą tu w miasteczku i chcieliśmy pójść każde w swoją stronę. I za każdym razem jak próbowaliśmy to Tosia brała nasze ręce i zmuszała nas żebyśmy się chwycili za nie. I tak się właśnie czasem czuję. Mój mąż przychodzi z pracy późno, pobawi się trochę z małą, zje obiad i zasypia. Czasem się trafi jakiś seks. Weekendy w większości pracujące. Małżeństwo? Czy my bywamy małżeństwem? Coraz częściej czuję się jak kucharkosprzątaczkoopiekunkadodzieckaikota bez prawa do urlopu i wolnego czasu. Zastanawiam się, czy mój mąż zna mnie tak naprawdę? Czy wie, co naprawdę chciałabym dostać na jakąś okazję? Czy widzi, że powiększająca się kwota wypłaty nie czyni z nas szczęśliwej rodziny? Mam coraz więcej wątpliwości, coraz więcej pytań bez odpowiedzi, coraz więcej spraw które niezamknięte spędzają mi sen z powiek a mój mąż nie ma odwagi by je zakończyć. To ja jestem odpowiedzialna za zdrowie i rozwój Tosi, za jej żywienie, za jej pielęgnację, to ja zajmuję się domem bo gdy odpuszczam to zarastamy syfem po dach (w ramach eksperymentu dwa dni stała w sypialni na biurku szklanka po niedopitej herbacie. zgadnijcie, kto się nad nią zlitował w końcu bo już nie mógł wytrzymać...), to ja muszę pamiętać o wszystkim co ważne bo jak zapomnę to nikt nie pamięta (podatki, lekarze).

W dupie mam taki "gender" w którym kobieta jest i kobietą i facetem w małżeństwie a facet... Facet się ślizga jak może po linii najmniejszego oporu.  Są, są te fajne momenty, kiedy się zapomina o wszystkim, ale to są coraz częściej tylko momenty, jak piękne zdjęcie z sesji rodzinnej. A poza nimi jest proza życia,  rzeczywistość samotnej matki z mężem.

Kiedy się poznaliśmy, on wydawał mi się zupełnie inny. Spokojny, opanowany, pomyślałam sobie, ten facet mnie sprowadzi na ziemię, uspokoję się przy nim, zorganizuję. Z czasem okazało się, że ten spokój to tylko z wierzchu taka skorupka. Że ten sympatyczny, spokojny facet nie potrafi postawić na swoim, nagina swoje życie do tego, czego chcą od niego inni. Że boi się postawić bo a nuż komuś sprawi przykrość, a nuż ktoś mu powie, że się na nim zawiódł. Łatwo nim manipulować. Co skrzętnie wykorzystuje jego pseudorodzina i pracodawcy. Wkuropatwia mnie to coraz bardziej.

Ale wiecie, jak go poznałam, coś mi się w głowie przekliknęło. I choć czasem myślę sobie, fantazjując co by było gdyby... Kocham faceta. Nie zostawię, nie poddam się. Choćbyśmy mieli na terapii małżeńskiej wylądować.

I wiecie co jest najsmutniejsze? Wiem, że w wielu domach tak jest. I nie przemawia do mnie pieprzenie, że 'faceci tak mają'. To niech nie mają. A skoro nie potrafią być facetami, to kastrować masowo. O. Jak znam siłę rodzaju żeńskiego, wymyślimy w końcu sposób na rozmnażanie się przez pączkowanie. ;)