Od wtorku u nas w domu pomór. Do wczoraj włącznie mała miała temperaturę od 38,6 do 39,6 w nocy... Po lekach spadało do 37 ale jak tylko przestawały działać, znowu rosło.. Do tego katar straszny i od czwartku brzydki kaszel...
Wczoraj lekarz i niestety, zapalenie górnych dróg oddechowych, bakteryjne. I pierwszy antybiotyk... Ale zadziałał już po pierwszej dawce, mała nadal kaszle i smarczy ale już bez gorączki. Dzielnie łyka wszystkie leki, choć po kroplach na kaszel woła 'ble' i chce czymś popić. ;)
Ja mam gardło obolałe, kaszel gruźlika, ale nie gorączkuję, miewam wieczorem stan podgorączkowy.
Musimy się z tego do końca tygodnia wyprowadzić boo w sobotę do Polski jedziemy...
Wydawcy (Wilga, Grupa Wydawnicza Foksal) książek z trzystoma naklejkami winnam dozgonną wdzięczność. W czasie 4 dni gorączki i leżenia w łóżku wykleiłyśmy cztery(!!!) takie (Dinozaury, Zwierzęta, Księżniczki i Na wsi, znalezione podczas ostatniego pobytu w PL na poczcie) Czas dodatkowo nam umilały gra Memory (Ravensburger) i misiowa drewniana ubieranka Eichhorn wyszperana w sklepie Ernsting's Family za 3 euro ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą produktowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą produktowo. Pokaż wszystkie posty
sobota, 22 lutego 2014
poniedziałek, 9 grudnia 2013
Emocje
Przeszukując sieć w poszukiwaniu czegoś, co nam zapewni rozrywkę na długie zimowe spędzane w domu dni, znalazłam karty Emocje.
niedziela, 20 października 2013
Bubber - lubimy to!
Po burzy mózgów wśród znajomych mam co by tu na pierwszy ogień kupić z gatunku do miętolenia i tworzenia, padło na Bubbera. Na początek kupiłam jedno wiaderko - jeden kolor, by zobaczyć co to i czy Tosia polubi. Polubiła. :)
Bubber to hmm. Nie umiemy nazwać, co to. Trochę jak piasek, ale się nie sypie. Trochę jak pianka montażowa. Lekki, choć bardziej do wycinania niż lepienia. Przyjemne w dotyku, wieczorami w trójkę siedzimy i miętolimy Bubbera w łapkach. Nie klei się, nie jest tłuste, nie przywiera do dywanów i włosów. Nie wyschnie nawet zostawione na cały dzień otwarty.
Uczepiłabym się zapachu, ale może jestem wybredna. :P
Bubber to hmm. Nie umiemy nazwać, co to. Trochę jak piasek, ale się nie sypie. Trochę jak pianka montażowa. Lekki, choć bardziej do wycinania niż lepienia. Przyjemne w dotyku, wieczorami w trójkę siedzimy i miętolimy Bubbera w łapkach. Nie klei się, nie jest tłuste, nie przywiera do dywanów i włosów. Nie wyschnie nawet zostawione na cały dzień otwarty.
Uczepiłabym się zapachu, ale może jestem wybredna. :P
A to moi mili jest KOT. Tosia ulepiła i kategorycznie oświadczyła 'miau'. No to miau :)
piątek, 18 października 2013
Choroba=nuda? Nieee!
Pudełko z zestawem
czwartek, 17 października 2013
Zabawy Tutusia
Jakiś czas temu, poszukując odpowiedzi na dręczące nas wątpliwości w temacie puszczenia małej do Krabbelgruppe, trafiłam na blogi mam dzieci dwujęzycznych, między innymi na te dwa: http://www.dwujezycznosc.blogspot.com/ i http://dziecidwujezyczne.blogspot.com/. (które serdecznie polecam, nie tylko rodzicom dwujęzycznym). I właśnie na tym drugim blogu szperając znalazłam popełnione przez obie panie zestawy pt Zabawy Tutusia.
niedziela, 15 września 2013
Co poza piersią?
Dziś kilka słów o tym, co trzeba lub można mieć dodatkowo do karmienia piersią poza piersiami oczywiście ;) Będzie subiektywnie, czyli takie moje hity i kity.
1. Poduszka do karmienia - Jak dla mnie zbędny gadżet. Ciągle mi się zdawało, że mała zaraz z tego spadnie. Ponoć przydaje się do karmienia spod pachy, ja tak karmiłam tylko raz przy jednym zapaleniu. Pod łokieć żeby było wygodniej podkładałam sobie jakąkolwiek poduszkę.
2. Laktator - Dla mnie laktator okazał się zbędny, bo zupełnie nie reagowałam na niego, a miałam dwa różne (medela mini electric i avent manualny). Ściągałam max 70ml z obu piersi i trwało to jakąś godzinę. Maltretowało sutki i w ogóle bleee. Jak potrzebowałam odciągnąć, odciągałam ręcznie, szybciej i bez bólu. Ale oczywiście, jak ktoś chce karmić swoim mlekiem, a z jakiego powodu nie może tego robić bezpośrednio z piersi, laktator jest absolutnie niezbędny.
1. Poduszka do karmienia - Jak dla mnie zbędny gadżet. Ciągle mi się zdawało, że mała zaraz z tego spadnie. Ponoć przydaje się do karmienia spod pachy, ja tak karmiłam tylko raz przy jednym zapaleniu. Pod łokieć żeby było wygodniej podkładałam sobie jakąkolwiek poduszkę.
2. Laktator - Dla mnie laktator okazał się zbędny, bo zupełnie nie reagowałam na niego, a miałam dwa różne (medela mini electric i avent manualny). Ściągałam max 70ml z obu piersi i trwało to jakąś godzinę. Maltretowało sutki i w ogóle bleee. Jak potrzebowałam odciągnąć, odciągałam ręcznie, szybciej i bez bólu. Ale oczywiście, jak ktoś chce karmić swoim mlekiem, a z jakiego powodu nie może tego robić bezpośrednio z piersi, laktator jest absolutnie niezbędny.
czwartek, 29 sierpnia 2013
Czyścioszek
Kupiliśmy ostatnio w ikei stołek dwustopniowy do łazienki, by Tosi łatwiej było ręce myć i ząbki.
O taki:
O taki:
źródło: http://www.ikea.com/pl/pl/catalog/products/10225589
I dziś patrzę, a mała wchodzi na niego, odkręca wodę, myje ręce, bierze szczoteczkę i szuka pasty, myje zęby kilka razy... :)
A dzięki musującym tabletkom barwiącym wodę znowu jesteśmy na etapie krzyków na rodzica, że już już do wody natychmiast trzeba! Minęły kąpielowe lęki zupełnie :) Mamy w kolekcji kolor różowy, zielony, niebieski i fioletowy, to chyba wszystkie, jakie Rossmann wyprodukował. ;) Są jeszcze barwiące wodę perełki kąpielowe, jest pianka do mycia, istny szał :D
Zdjęć póki co brak, bo aparat mój dokonał żywota.
piątek, 16 sierpnia 2013
O kąpieli
Chyba dziś udało mi się znaleźć sposób na przejście przez ten lęk związany z kąpielą.
Po południu, kiedy jeszcze nie jest mocno zmęczona (bo wieczorem jest bardzo, nie śpi już w dzień), nalałam wody do wanny i weszłam razem z Tosią. Jak zobaczyła, co zamierzam, był w tył zwrot i wrotki z łazienki, z płaczem... Posadziłam ją sobie na początku na kolanach, by woda tylko obmywała jej nóżki, pokazywałam zabawki, rysowałyśmy kredką po wannie aż się Tosia ośmieliła, zaczęła się bawić piankowymi morskimi stworkami, chlapać sama... Pozwoliłam jej umyć mi głowę - najpierw lała mi na włosy wodę miseczką, potem szamponem pomazała i znowu spłukała. Po czym pozwoliła sobie bez protestu umyć też, nawet sobie sama szampon nałożyła na włosy i umyła nim brzuszek przy okazji :P - chwila płaczu była tylko jak jej do oczu naleciała woda, ale wytarłam ręcznikiem i było ok. Tosia bawiła się tak dobrze, że nawet jak spuściłam już wodę, stała nadal w wannie i udawała, że zatyczka odpływu to mikrofon :)
Po południu, kiedy jeszcze nie jest mocno zmęczona (bo wieczorem jest bardzo, nie śpi już w dzień), nalałam wody do wanny i weszłam razem z Tosią. Jak zobaczyła, co zamierzam, był w tył zwrot i wrotki z łazienki, z płaczem... Posadziłam ją sobie na początku na kolanach, by woda tylko obmywała jej nóżki, pokazywałam zabawki, rysowałyśmy kredką po wannie aż się Tosia ośmieliła, zaczęła się bawić piankowymi morskimi stworkami, chlapać sama... Pozwoliłam jej umyć mi głowę - najpierw lała mi na włosy wodę miseczką, potem szamponem pomazała i znowu spłukała. Po czym pozwoliła sobie bez protestu umyć też, nawet sobie sama szampon nałożyła na włosy i umyła nim brzuszek przy okazji :P - chwila płaczu była tylko jak jej do oczu naleciała woda, ale wytarłam ręcznikiem i było ok. Tosia bawiła się tak dobrze, że nawet jak spuściłam już wodę, stała nadal w wannie i udawała, że zatyczka odpływu to mikrofon :)
czwartek, 15 sierpnia 2013
Książeczki z bajerem cz I
'Wiejskie zwierzęta' wyd. Olesiejuk 2010
Książka kartonowa, z planszą i zestawem zwierząt gospodarskich. Absolutny hit ostatnio u nas! Plansza na stałe na podłodze musi być, a zwierzątka jeżdżą z małą na bujaku, jedzą kanapki z nią i piją sok. Kupiona na stoisku taniej książki w Jarosławcu za 29,70. Z tyłu za książeczką jest panel z przegródkami w którym można schować planszę i figurki. A my już myślimy jak 'zakonserwować' planszę, bo od intensywnego używania ma pozaginane rogi, mimo, iż jest wykonana z grubego lakierowanego papieru.
wtorek, 23 lipca 2013
Wielorazowa radocha czyli mama gadżet prezentuje ;p
Jak wiecie, jakiś czas temu zaczęliśmy przygodę z wielorazówkami. Noo i poszedł młyn na wodę. Matka gadżeciarka musiała zagłębić się w temat i spróbować wszystkiego ;) I dziś wam zaprezentuję co mamy, co się sprawdziło, i pokażę, o czym jeszcze myślę, by zakupić.
sobota, 11 maja 2013
Nowe butki
Powoli zbliża się lato, więc zdecydowaliśmy się na kupno sandałków dla małej.
Wybór dla dziewczynki w rozmiarze 20 był raczej mizerny. Z zakrytymi palcami tylko brzydkie, toporne takie, niewiele różniące się od pełnych. Więc kupiliśmy z odkrytymi paluszkami. Całe ze skóry, firmy Baeren schuhe, z Deichmanna.
Chcemy jeszcze kupić kalosze, ale jest problem duży z rozmiarówką, nie możemy znaleźć mniejszych niż 22.. Na allegro kupować bym nie chciała, bo wolę przymierzyć... Nic, trzeba nam szukać :)
Czaję się jeszcze na jedne balerinki cudowne dla małej, kosztują niewiele, bo 8 euro, więc pewnie niedłuuugo będą nasze :)
Życzę Wam miłego wieczoru, ja zaraz zmykam do wanny z drugą częścią Greya :) Podczas Tosi drzemki już przeczytałam pół :P Wciąga no :D
Stoliczku nakryj się :)
Wczorajsza wizyta w Ikei oczywiście była po coś. Po stolik i krzesełko dla małej.
Bo dalsze używanie krzesełka do karmienia grozi wypadkiem i conajmniej kalectwem. Co to dziecko wyprawia to się w głowie nie mieści. Odwrócę się na sekundę a ona już na blacie krzesełka, jedną nogą na parapecie okna. A zapięcie pasów = histeria i zero jedzenia.
A komplet nowy się bardzo Tosi podoba, opanowała już wspinanie się na krzesełko (bo jest jeszcze za wysokie, żeby mogła na nie usiąść jak na fotel swój), a z krzesełka na stolik. :P Wszystko w normie. :D Siedzi sobie na krzesełku i ogląda bajkę lub zajada coś.
Bo dalsze używanie krzesełka do karmienia grozi wypadkiem i conajmniej kalectwem. Co to dziecko wyprawia to się w głowie nie mieści. Odwrócę się na sekundę a ona już na blacie krzesełka, jedną nogą na parapecie okna. A zapięcie pasów = histeria i zero jedzenia.
A komplet nowy się bardzo Tosi podoba, opanowała już wspinanie się na krzesełko (bo jest jeszcze za wysokie, żeby mogła na nie usiąść jak na fotel swój), a z krzesełka na stolik. :P Wszystko w normie. :D Siedzi sobie na krzesełku i ogląda bajkę lub zajada coś.
piątek, 22 marca 2013
Poczucie własności
Jak wiecie, Tosia ma swój fotel prywatny, Boba Budowniczego.
Otóż Tosia wyraźnie przywłaszczyła sobie ów fotel i nie uznaje nikogo innego siedzącego czy choćby opierającego się o niego.
Jak mąż się opiera o niego siedząc na podłodze przy Tosi, ona natychmiast podchodzi i odpycha go, a nawet ciągnie za włosy, żeby zszedł z JEJ fotela!
Jej Miniaturowość Tosia ma swój tron jak nic ;)
Otóż Tosia wyraźnie przywłaszczyła sobie ów fotel i nie uznaje nikogo innego siedzącego czy choćby opierającego się o niego.
Jak mąż się opiera o niego siedząc na podłodze przy Tosi, ona natychmiast podchodzi i odpycha go, a nawet ciągnie za włosy, żeby zszedł z JEJ fotela!
Jej Miniaturowość Tosia ma swój tron jak nic ;)
*bodziak H&M, paputki babydream/Rossmann, getry allegro
środa, 20 marca 2013
Słuchamy
Ostatnio dużo słuchamy bajek na płytach. Te są bardzo fajnie wydane (wyd. Siedmioróg), z piosenkami, miło się słucha i dzieciom i dorosłym. Prym wiedzie, a jakże, bajka 'Muzykanci z Bremy'... Bo tam odgłosów zwierząt dużo jest. I Tosi się bardzo podoba. Mi chyba 'Alicja w Krainie Czarów' najbardziej przypadła do gustu... Bajki są różnej długości, od kilkunastu minut do ponad godziny.
wtorek, 19 marca 2013
piątek, 8 marca 2013
czwartek, 7 marca 2013
Bańkopunktura
Zaczęłam przygodę z bańkami bezogniowymi Medplus.
Póki co nie interesuje mnie ich działanie na infekcje górnych i dolnych dróg oddechowych, bo wszyscy w domu zdrowi, więc próbujemy wykorzystać bańki jako bańkopunkturę ;D. Bo nie wiem, czy wiecie, ale bańki działają na cały organizm, a stawiane w odpowiednich miejscach są odpowiednikiem akupunktury.
Zabraliśmy się wczoraj z mężem za temat.
Póki co nie interesuje mnie ich działanie na infekcje górnych i dolnych dróg oddechowych, bo wszyscy w domu zdrowi, więc próbujemy wykorzystać bańki jako bańkopunkturę ;D. Bo nie wiem, czy wiecie, ale bańki działają na cały organizm, a stawiane w odpowiednich miejscach są odpowiednikiem akupunktury.
Zabraliśmy się wczoraj z mężem za temat.
poniedziałek, 25 lutego 2013
Bańki czy banialuki?
Jestem fanką niestandardowych rozwiązań. Podczas starań o Tosię oprócz zastrzyków, tabletek i różnych medycznych rewelacji wypróbowałam zioła polskie (o. Sroki) i hinduskie (po których miałam meeega wysypkę ;)), terapię manualną... Od lat kusi mnie akupunktura i kiedyś na nią pójdę. :-)
Dzięki propozycji firmy Medplus mam okazję pierwszy raz w życiu spróbować baniek. Jestem bardzo ciekawa!!! U mnie w domu nikt nie stawiał nigdy baniek, z tradycyjnych metod to babcia robiła syrop z cebuli i dawała mi Amol ;-).
Dzięki propozycji firmy Medplus mam okazję pierwszy raz w życiu spróbować baniek. Jestem bardzo ciekawa!!! U mnie w domu nikt nie stawiał nigdy baniek, z tradycyjnych metod to babcia robiła syrop z cebuli i dawała mi Amol ;-).
środa, 13 lutego 2013
Prezent rozpakowany :-)
Wytrzymałam i dopiero dziś dałam Tosi prezent który od miesiąca stał w garderobie. Jestem z siebie dumna ;-) post urodzinowy o 20.15 oczywiście ;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)










