Pamiętacie, pisałam kiedyś na temat niepłodności, jeszcze jak w ciąży byłam.
I pisałam wtedy też, że niepłodność nie kończy się z zajściem w ciążę. Niepłodnym jest się całe życie.
Temat ten cyklicznie wraca do mnie jak bumerang. Z różnych powodów.
Jestem niepłodna, czyli chora.
Niepłodność jest chorobą. Nie karą za coś, nie wstydem, nie brakiem. Jest chorobą. Ma różne podłoża, różne powody, czasem jest uleczalna, czasem nie. W większości przypadków pary niepłodne (bo niepłodność ZAWSZE dotyczy pary, nigdy nie jest problemem tylko jednej strony!!! A przynajmniej nie powinno tak być) w końcu doczekają się dziecka, po leczeniu, po zabiegach IUI lub IVF/ICSI/IMSI itp. Ale niestety nie wszystkie.
Ja zaszłam w ciążę dzięki zabiegowi inseminacji. Dzięki torbie leków.
A kiedy zobaczyłam dwie kreski na teście, kiedy odebrałam betę... Pojawił się wielki strach. Bo niepłodność często idzie w parze z niemożnością utrzymania ciąży. Mnie się udało, donosiłam. Mnie się udało, urodziłam zdrowe dziecko w terminie. Ile mnie to nerwów kosztowało, to ja jedna wiem.
Niepłodność spowodowała, że wiem o swoim ciele i procesach hormonalnych więcej, niż niestety niejeden ginekolog. Niepłodność powoduje, że czasem to my szukamy, szperamy, czytamy, i próbując iść do przodu z leczeniem, podpowiadamy lekarzowi, co można jeszcze zrobić. Bo trafić na lekarza, który ma kompetencje i któremu się chce samemu z siebie pomóc, naprawdę ciężko. Wiele badań robiłam na własną rękę, tak się dowiedziałam o problemach immunologicznych na przykład.
Temat niepłodności teraz zaczyna znowu rosnąć we mnie. Bo coraz częściej myślę o drugim dziecku. I już planuję, co kiedy zbadać, o czym porozmawiać z lekarzem, bo nie chcę tracić czasu. Przy drugim dziecku powinno być o tyle łatwiej, że już znam swoją diagnozę, że wiem, na jakie leki reagowałam, wiem, na co się zgodzić a na co nie. Ale i tak się boję. Tych emocji, tego strachu, tej wielkiej nadziei która co miesiąc umierała wraz z wynikiem betaHCG<1. Mamy już jedno dziecko, tak, wiem, ale to nie znaczy, że starania o drugie będą łatwiejsze. Bardzo byśmy chcieli by Tosia miała rodzeństwo. Bardzo bym chciała nie musieć mówić Tosi, kiedy powie, że chce siostrzyczkę lub braciszka, że to niemożliwe, że nie wiem, czy się uda.
Maj dwa lata temu był dla mnie łaskawy. 1 maja zaczął się mój ostatni cykl starań, 30 maja odebrałam wynik potwierdzający ciążę. Kto wie, może przyszły maj też będzie szczęśliwy?