Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me

sobota, 11 maja 2013

Nowe butki

Powoli zbliża się lato, więc zdecydowaliśmy się na kupno sandałków dla małej.

Wybór dla dziewczynki w rozmiarze 20 był raczej mizerny. Z zakrytymi palcami tylko brzydkie, toporne takie, niewiele różniące się od pełnych. Więc kupiliśmy z odkrytymi paluszkami. Całe ze skóry, firmy Baeren schuhe, z Deichmanna. 

Chcemy jeszcze kupić kalosze, ale jest problem duży z rozmiarówką, nie możemy znaleźć mniejszych niż 22.. Na allegro kupować bym nie chciała, bo wolę przymierzyć... Nic, trzeba nam szukać :)


Czaję się jeszcze na jedne balerinki cudowne dla małej, kosztują niewiele, bo 8 euro, więc pewnie niedłuuugo będą nasze :) 

Życzę Wam miłego wieczoru, ja zaraz zmykam do wanny z drugą częścią Greya :) Podczas Tosi drzemki już przeczytałam pół :P Wciąga no :D

Stoliczku nakryj się :)

Wczorajsza wizyta w Ikei oczywiście była po coś. Po stolik i krzesełko dla małej.

Bo dalsze używanie krzesełka do karmienia grozi wypadkiem i conajmniej kalectwem. Co to dziecko wyprawia to się w głowie nie mieści. Odwrócę się na sekundę a ona już na blacie krzesełka, jedną nogą na parapecie okna. A zapięcie pasów = histeria i zero jedzenia.

A komplet nowy się bardzo Tosi podoba, opanowała już wspinanie się na krzesełko (bo jest jeszcze za wysokie, żeby mogła na nie usiąść jak na fotel swój), a z krzesełka na stolik. :P Wszystko w normie. :D Siedzi sobie na krzesełku i ogląda bajkę lub zajada coś.

piątek, 10 maja 2013

Osobowość

U Tosi od samego początku było widać, że to dziewczynka z charakterem jest konkretnym. Zdecydowana, jasno (głośno :P) wyrażająca swoje potrzeby, ale i otwarta.

Teraz bardzo wyraźnie dostrzegamy w niej kolejne cechy. Jest odważna i ciągnie ją do ludzi, szczególnie do innych dzieci. To dla mnie ważne bo pamiętam jakie problemy były z siostrzeńcem, jak uciekał z piaskownicy przed innymi dziećmi. Tosi to raczej nie grozi, to raczej inne dzieci będą uciekać przed nią. :P

Byliśmy dziś w Ikei, Tosia podbiegła na dziale dziecięcym do jakiejś dziewczynki, powiedziała do niej 'ceś' i cały czas zaczepiała ją, przynosiła misie, gadała, próbowała wejść na krzesełko, na którym tamto dziecko siedziało.

czwartek, 9 maja 2013

Bumerang

Pamiętacie, pisałam kiedyś na temat niepłodności, jeszcze jak w ciąży byłam.

I pisałam wtedy też, że niepłodność nie kończy się z zajściem w ciążę. Niepłodnym jest się całe życie.

Temat ten cyklicznie wraca do mnie jak bumerang. Z różnych powodów.

Jestem niepłodna, czyli chora. Niepłodność jest chorobą. Nie karą za coś, nie wstydem, nie brakiem. Jest chorobą. Ma różne podłoża, różne powody, czasem jest uleczalna, czasem nie. W większości przypadków pary niepłodne (bo niepłodność ZAWSZE dotyczy pary, nigdy nie jest problemem tylko jednej strony!!! A przynajmniej nie powinno tak być) w końcu doczekają się dziecka, po leczeniu, po zabiegach IUI lub IVF/ICSI/IMSI itp. Ale niestety nie wszystkie.

Ja zaszłam w ciążę dzięki zabiegowi inseminacji. Dzięki torbie leków.

A kiedy zobaczyłam dwie kreski na teście, kiedy odebrałam betę... Pojawił się wielki strach. Bo niepłodność często idzie w parze z niemożnością utrzymania ciąży. Mnie się udało, donosiłam. Mnie się udało, urodziłam zdrowe dziecko w terminie. Ile mnie to nerwów kosztowało, to ja jedna wiem.

Niepłodność spowodowała, że wiem o swoim ciele i procesach hormonalnych więcej, niż niestety niejeden ginekolog. Niepłodność powoduje, że czasem to my szukamy, szperamy, czytamy, i próbując iść do przodu z leczeniem, podpowiadamy lekarzowi, co można jeszcze zrobić. Bo trafić na lekarza, który ma kompetencje i któremu się chce samemu z siebie pomóc, naprawdę ciężko. Wiele badań robiłam na własną rękę, tak się dowiedziałam o problemach immunologicznych na przykład.

Temat niepłodności teraz zaczyna znowu rosnąć we mnie. Bo coraz częściej myślę o drugim dziecku. I już planuję, co kiedy zbadać, o czym porozmawiać z lekarzem, bo nie chcę tracić czasu. Przy drugim dziecku powinno być o tyle łatwiej, że już znam swoją diagnozę, że wiem, na jakie leki reagowałam, wiem, na co się zgodzić a na co nie. Ale i tak się boję. Tych emocji, tego strachu, tej wielkiej nadziei która co miesiąc umierała wraz z wynikiem betaHCG<1. Mamy już jedno dziecko, tak, wiem, ale to nie znaczy, że starania o drugie będą łatwiejsze. Bardzo byśmy chcieli by Tosia miała rodzeństwo. Bardzo bym chciała nie musieć mówić Tosi, kiedy powie, że chce siostrzyczkę lub braciszka, że to niemożliwe, że nie wiem, czy się uda.

Maj dwa lata temu był dla mnie łaskawy. 1 maja zaczął się mój ostatni cykl starań, 30 maja odebrałam wynik potwierdzający ciążę. Kto wie, może przyszły maj też będzie szczęśliwy?


Do kroniki

Napisać to muszę ku potomności.  No w kronice bym to nawet zapisała.

Tosia przespała całą noc. Jak się obudziła było już jasno. Mało tego, przespała ją na swoim posłaniu, nie z nami.

Po prawie 15 miesiącach się doczekaliśmy :)

środa, 8 maja 2013

Co u nas..

Jakoś tak.. Nie chce mi się pisać ostatnio. Kilka postów mam zaczęte i nieskończone. Chorzy jesteśmy wszyscy, kaszlemy, smarkamy, bolą gardła i głowy. Nie przeszkadza nam to jednak w codziennych spacerach :) Póki nas gorączka nie zmorzy, będziemy chodzić :)

Tośka łapie wszystko w lot, zobaczyła, że wiatraczek się kręci jak na niego dmucham, to też próbuje. Bańki próbuje puszczać. Zakłada na siebie stetoskop i bada sobie serduszko. Robi zastrzyki plastikową strzykawką. Śpiewa i tańczy na bajkach i przy muzyce.