Mówi się, że w ciąży najgorszy jest pierwszy trymestr. Bujda na resorach! W pierwszym trymestrze miałam tylko mdłości i często mi się słabo robiło. Ze spokojem to znosiłam bo to normalne przecież. Za to teraz...
Okropnie bolą mnie więzadła, są noce że budzę się z bólu jak się przekręcę nie na ten bok co by sobie akurat moja macica umyśliła za właściwy. Mam ciągle bardzo napięty brzuch i czasem nie wiem, normalne to i wynika z tego, że rozciąga się przekraczając granice możliwości, czy to już twardnienie oznaczające skurcze... Nie mówiąc o napadowych i zginających wpół bólach w okolicy lędźwiowej które zawdzięczam energiczności mojej córki. Umie grać na nerwach dziewczyna już w życiu płodowym ;)
Temu wszystkiemu ciągle towarzyszy strach. Czy ten ból to normalny, czy to na pewno boli od kręgosłupa, a może to nerki wysiadają, czy to mi macica stwardniała w skurczu czy mała dupkę wypięła. Masakra. Powoli zbliżam się do bardziej bezpiecznego momentu, gdzie nawet jak się coś wydarzy to dziecko ma duże szanse. Bo na razie to ciągle towarzyszy mi lęk. Nie o siebie, ja jestem dość odporna na doznania bólowe, tylko o maleństwo. Od początku ciąży postulowałam, że każdej ciężarnej powinni dawać do domu aparaturę do USG, żeby w każdym momencie mogła zajrzeć co z dzieckiem. USG raz w miesiącu to jakiś skandaliczny skandal ;) Albo chociaż KTG by dali no...
Wszędzie pieją, że drugi trymestr to taki cudowny czas w życiu ciężarnej.. Może, może jak ma szeroką miednicę i więzadła elastyczne.... I nerwy ze stali. Ja nie mam niestety. I powiem szczerze, dłuży mi się ta ciąża już czasem. Trzy i pół miesiąca jeszcze niby, niby przeleci szybko... Tosia się dużo rusza i to mnie trzyma przy zdrowych zmysłach, bo nawet jak mnie boli bardzo, to wiem, że to w słusznej sprawie. Boli, żeby mała miała gdzie się rozwijać. Ale na inkubator sił kosmicznych chyba średnio się nadaję...





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz