Z początku byłam offline bo kasa się skończyła i miałam do wyboru albo internet albo jedzenie.
Ale teraz.. teraz nie chce mi się włączać komputera. Bo przy nim czas przecieka przez palce.
Przypomniały mi się czasy, kiedy wieczorem zamiast z laptopem siadało się z książką. Zamiast jutuba słuchało się radia. Zamiast na fejsie, rozmawiało się z ludźmi twarzą w twarz.
Tak jest mi lepiej.
Będzie mnie tu mało.





fajnie napisalas,popieram. nie ma.to jak oldskul,ludzie z.krwi i kosci,ksiazka.w.reku a nie laptop codzien i trwonienie czasu... trzymaj sie:-)
OdpowiedzUsuńKiedy mój mąż zaczął pracować wyjazdowo a ja wylądowałam na L4 ciążowym komputer zajmował mi czas. Zaczęłam pisać bloga, założyłam sobie fejsa... Siedziałam sama w domu, coś trzeba było robić, źle się czułam a to wymagało najmniej wysiłku. Potem jak się mała urodziła tak zostało... Uzależniłam się, tak myślę. Znajomych w 'realu' zero, ale na fejsie setka... Paranoja.
Usuńja to nawet fejsa nie mam. znajomych w realu jak na lekarstwo,odkad mam synka tojeszcze mniej. dlatego blog:-) to do " zobaczenia":-))
OdpowiedzUsuń