Zły to czas ostatnio dla nas, niełaskawy jakiś.
Tosia znowu chora a mnie się serce kraje, gorączkuje, leży półprzytomna, kaszle aż do odruchu wymiotnego i tylko na ręce chce i płacze co chwilę... Na domiar złego ma zero apetytu i schudła, i wszystko to co przybrała dzięki diecie poszło się bujać w dwa dni...
Humoru nie poprawiła mi wiadomość że akurat teraz odbywać się będzie kurs na Promotora Karmienia Piersią, który bardzo chciałam zrobić. A odbywać się będzie dokładnie tydzień przed naszym planowanym przyjazdem. Kurrr :(
Finanse nam się popieprzyły kompletnie, nie wiem sama jak to się stało, ale jesteśmy w finansowej czarnej dupie. A wydatków od groma i jeszcze więcej.
Dlatego gorączkowo szukam alternatywy dla leczenia ILADS. I chyba pójdę w zioła...
Obecnie moja kondycja psychiczna jest taka, że mam ochotę komuś przywalić. Lub rozbić kilka talerzy. Ewentualnie pierdolnąć zdrowo drzwiami. Rośnie we mnie agresja. To chyba z bezsilności... :(





Nic sensownego nie przychodzi mi do głowy, brakuje słów, żeby wesprzeć i dodać otuchy. Wierzę, że wszystkie niedogodności uda się przeskoczyć i zdrowie wróci najszybciej jak się da!:*
OdpowiedzUsuń