Moje myśli krążą teraz wokół tematu drugiego dziecka. Szczególnie w kontekście mnie w ciąży (a więc prawdopodobnie słabej jak sik pająka, mdlejącej co chwilę i muszącej dużo leżeć z powodu obniżenia narządu rodnego) będącej z Tosią sama. I myślę sobie, że ta druga ciąża, to będzie na zasadzie selekcji naturalnej niestety. Jeśli jestem wystarczająco silna i dziecko wystarczająco silne będzie, to ciąża się utrzyma i donosi.. A jeśli nie - "to trudno"... Nie będę mogła pozwolić sobie na leżenie na kanapie 24h jak to było w pierwszej ciąży - nieraz nie wstawałam z łóżka cały dzień bo mi było tak słabo lub niedobrze. Nie będę mogła pozwolić sobie na dłuższy pobyt w szpitalu, gdyby była taka potrzeba - bo nikt mi się nie zajmie tak długo dzieckiem a mąż nie będzie mógł zrezygnować z pracy na dłużej niż kilka dni, a poza tym serce by mi pękło, że zostawiam ją samą.
Boję się tego strasznie, a jednocześnie jestem z tych, co wolą ponosić konsekwencje dokonania wyboru, niż resztę życia zastanawiać się, co by było gdyby. Nie chcę spędzić kolejnych lat myśląc, że może gdybym zdecydowała się zajść, może bym donosiła, urodziła, dała radę. Spróbuję, bo szanse są duże. Ostatnio jest dużo lepiej, jakby się cofnęło wszystko z powrotem, nawet szyjki już tak nie czuję mocno jak wcześniej. Ćwiczę dużo, może to daje efekty. Mam świadomość, że to pewnie tymczasowa poprawa i prędzej czy później wszystko siądzie znowu. A póki co, cieszę się tym, co jest.
Myśląc o drugim dziecku, wizualizuję sobie, jak siedzę wieczorem z Tosiulą przytuloną z jednej strony i maluchem przy piersi z drugiej strony. Wizualizuję, jak czytam im książkę na dobranoc. Tego się trzymam, to jest dobre.
A dziś Tosia postanowiła mnie oświecić co do swojej dojrzałości. Przyszła do mnie i mówi 'ja dzidzia niee'. Pytam jej się - Mówisz, że nie jesteś już dzidzią? Jesteś teraz dużą dziewczynką? Pokiwała głową i powiedziała 'takk'.
Jest dużą dziewczynką już. Dużo mówi, dziś sama sobie ugotowała obiad i zrobiła ciasteczka (oczywiście z moją pomocą i przy moim nadzorze). Sama umie ubrać majtki i spodnie oraz jak się nie wygłupia to także podkoszulkę i bluzkę. Umie założyć buciki jeśli ma dość cierpliwości. Budzi się w nocy na siusiu. Nalewa kotkowi wodę do picia. Rano budzi się i rozmarzonym głosem mówi 'maaaamiś'.
I myśl o tym, że mogę mieć dwa takie łobuziaki w domu, jest silniejsza od każdego strachu i każdej wątpliwości....





U nas prace trwają :) Zosia maluch jeszcze, właściwie myślę, że dzidzia jest jeszcze trochę, ale trudno... A wiesz, że każda ciąża jest inna? Może akurat teraz będziesz czuć się nadzwyczaj dobrze :) powodzenia :)
OdpowiedzUsuńBędzie ciężko, ale potem będzie pięknie. Wiem coś o tym. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńCzarownico życzę Ci by to marzenie się spełniło :)
OdpowiedzUsuńno a co u Tosi , tęsknimy!
OdpowiedzUsuńŻyczę Ci,żeby Twoje wizualizacje już wkrótce stały się piękną rzeczywistością i faktem dokonanym :)
OdpowiedzUsuńMyślę, że warto zaryzykować - jeśli tylko sama czujesz się na tyle silna i zdeterminowana :)
Będę trzymała kciuki z całej siły, żeby się udało :)