Po wielu tygodniach z uporem powtarzanego przez Tosię 'ty' jak pokazywała na siebie, przyszła w końcu pora na 'ja'. A razem z JA pojawiła się silna potrzeba samodzielności. Jeszcze nie ma 'ja siama', ale jest mocne 'ja' - ja! sama ubiorę buciki (oczywiście lewy na prawą nogę i odwrotnie). ja! sama się rozbiorę z piżamki. ja! sama ubiorę się. ja! sama wejdę na zjeżdżalnię... I tak cały dzień. :) wydłuża nam to wiele czynności, ale i upraszcza mi życie ;) A zważywszy na to, że z powodu obniżenia narządu rodnego nie mogę dźwigać, to zmiana roli na placu zabaw z holującej na wszystkie sprzęty na asekurującą jest mi bardzo na rękę.
Ze śmieszniejszych sytuacji z tym związanych, mogę przytoczyć dzisiejszą - mała zapinając się w pasy w wózku przycięła palec. Przyłożyłam jej chusteczkę by zatamować krwawienie i żeby się nie ubrudziła cała krwią. No to ona kategoryczne 'ja!' i całą drogę sama trzymała sobie chusteczkę przy tym palcu a jak pytałam, czy mogę obejrzeć paluszek jak się goi mówiła 'nie! ja!'. ;) I na dobrą sprawę dopiero w domu mogłam obejrzeć ten nieszczęsny palec ;)





znam to! u nas to "ja" trwa i trwa i trwa... i końca nie widać. ;)
OdpowiedzUsuńU nas jakoś mignął ten etap. A odkąd pojawiła się młodsza córka, starsza coraz częściej symuluje niezaradność tylko po to, żeby się nią więcej zajmować.
OdpowiedzUsuńToooosia Ty moja ulubienico <3
OdpowiedzUsuńTosia - Samosia ;)
OdpowiedzUsuń