Dziecko żyje w Teraz. Czasem myśli o tym, co było, rzadko o tym, co będzie. Bo co to znaczy 'za chwilę' czy 'jutro'.
Jak jest szczęśliwe to mało domu nie rozniesie z tej energii. Jak jest smutne, wystraszone, rozczarowane, złe, jest takie każdą komórką swojego ciała.
Patrzę na Dziecko i uczę się tego wszystkiego na nowo, tej uważności, którą mają wszystkie dzieci a której dorośli muszą na nowo uczyć się na słono kosztujących kursach o skomplikowanych nazwach. Tej prostej, tak wzruszająco prostej empatii, kiedy jak jestem zła, Dziecko przychodzi do mnie i klepie mnie po plecach pocieszająco lub daje buziaka. Tego samozadowolenia płynącego z każdej najmniejszej czynności. Tego zaufania do świata, że jest dobry i bezpieczny. Tego zaufania do samej siebie, że jestem godna zaufania, że mogę Dziecku i sobie zapewnić poczucie bezpieczeństwa.
Mogę dzięki temu dokochać, dopieścić moje wewnętrzne dziecko, którym nigdy nie byłam naprawdę. Pohuśtać je na huśtawce, zjeść z nim watę cukrową, pochlapać wodą w kąpieli, pocałować stłuczone kolano.
Macierzyństwo to dla mnie sytuacja win-win. Nie wyobrażam sobie życia bez Dziecka. Nie wyobrażam już sobie życia bez Tosi. Macierzyństwo to jakby na niebie rozbłysły wszystkie gwiazdy.





Pięknie napisane :)
OdpowiedzUsuńMasz wielkie, OGROMNE szczęście, że możesz tego wszystkiego doświadczać każdego dnia...
I wiem, że to wiesz i tym bardziej doceniasz...
Pozytywnie zazdroszczę :) i marzę, marzę, że kiedyś.... też...