Taaaak... Drugi raz w życiu coś wygrałam :) Pierwszy raz to były bilety na koncert Marylina Mansona w radiu eska, a drugi teraz :) :)W tym konkursie wygrałam :) Przepiękny komplet pościeli do łóżeczka małej :) Ale się cieszę!!!!
Swoją drogą - pierwszy raz przepuścili mnie w kolejce na poczcie. W 37tc. Lepiej późno niż wcale ;)
wtorek, 10 stycznia 2012
poniedziałek, 9 stycznia 2012
Nowe wieści
27 dni do terminu. KTG płaskie poza momentami wścieklizny małej - przy kopach wykres poza skalą - ma dziewczyna power w nogach ;) Tętno ładnie koło 140 bpm cały czas.
Od dwóch dni młoda przestawia mi miednicę. Boli...
Za 10 dni USG, badanie itd. Dotrwam? Dotrwam! :)
piątek, 6 stycznia 2012
Final countdown...
30 dni do TP. Czuję na sobie oddech porodówki :)
Tosia chyba też. Macica ćwiczy i ćwiczy te swoje Braxtony ulubione. A ja jem same kwaśne rzeczy - kiwi, ogórkowa a na popitkę pepsi. A w konsekwencji oczywiście zgaga...
W poniedziałek KTG.
Tosia chyba też. Macica ćwiczy i ćwiczy te swoje Braxtony ulubione. A ja jem same kwaśne rzeczy - kiwi, ogórkowa a na popitkę pepsi. A w konsekwencji oczywiście zgaga...
W poniedziałek KTG.
środa, 4 stycznia 2012
Czarodziejka z Księżyca...
...miała półksiężyc na czole a ja mam półksiężyce na sutkach. Oprócz tego że są conajmniej trzy razy większe niż były (mąż zrobił o takie: 0.0 oczy jak mnie ostatnio zobaczył) to jeszcze cały pigment zgrupował się na dole przyjmując kształt czekoladowych półksiężyców. Gdzieś czytałam, że to po to, żeby dziecko szybko znalazło drogę do źródełka ;) To niesamowite, jak Matka Natura o wszystkim myśli. Jedyne czego nie mam, to nie pojawiła się u mnie linea nigra, w każdym razie ja jej nie widzę.
Pozostając w temacie cycowym. Raczę się teraz książką Nehring-Gugulskiej pod tytułem "Warto karmić piersią". Łudzę się, że jak opanuję teorię to praktyka pójdzie jak z płatka ;) I przełamię rodzinne tradycje niekarmienia piersią. Chciałabym bardzo.
Apropos. Czytałam drastyczne i okropne historie na temat diety mamy karmiącej. Ja się tego boję bo mam tendencje do chudnięcia i nie chcę zniknąć... Jadłyście normalnie od początku karmienia czy jakoś inaczej? Na zdrowy rozum pokarm nie powstaje z treści żołądka tylko z tego, co do krwi przenika, więc czy naprawdę taki wpływ na pokarm (np alergizowanie) ma to co zjemy?
Pozostając w temacie cycowym. Raczę się teraz książką Nehring-Gugulskiej pod tytułem "Warto karmić piersią". Łudzę się, że jak opanuję teorię to praktyka pójdzie jak z płatka ;) I przełamię rodzinne tradycje niekarmienia piersią. Chciałabym bardzo.
Apropos. Czytałam drastyczne i okropne historie na temat diety mamy karmiącej. Ja się tego boję bo mam tendencje do chudnięcia i nie chcę zniknąć... Jadłyście normalnie od początku karmienia czy jakoś inaczej? Na zdrowy rozum pokarm nie powstaje z treści żołądka tylko z tego, co do krwi przenika, więc czy naprawdę taki wpływ na pokarm (np alergizowanie) ma to co zjemy?
Wicie gniazda - level up ;)
Czy wstawienie obiadu na dziś o godzinie 01:10 to już ostatni etap? ;) Dzisiaj (właściwie wczoraj) poprasowałam resztę ciuszków, założyłam prześcieradło na materacyk, zawiązałam ochraniacz na łóżeczku, zapakowałam torbę do szpitala, uszykowałam nawet zestaw ciuszków dla małej na wyjście ze szpitala... A na koniec stwierdziłam, że już sobie podpiekę mięso na obiad, więc naszpikowałam schab śliwkami i właśnie się rozszedł pyszny zapach majeranku i suszonych śliwek pieczonych.... I od razu pozmywałam po akcji przygotowań, co się rzadko zdarza bo nie znoszę zmywania i odkładam to na sam koniec listy ;)
Wyrzuciłam przy okazji patelnię co mi zaczęła z teflonu obłazić. I wkurzyłam się na męża bo nie wyniósł wszystkiego co tam nawrzucał jak przyjechał,z pokoju małej do piwnicy, traktując jej pokój jakby nadal był graciarnią. Wrr. Wrrr. Wrr.
Hormony naprawdę rzucają się na głowę :P Idę zrobić sobie cowieczorne kakao i spać :P
Wyrzuciłam przy okazji patelnię co mi zaczęła z teflonu obłazić. I wkurzyłam się na męża bo nie wyniósł wszystkiego co tam nawrzucał jak przyjechał,z pokoju małej do piwnicy, traktując jej pokój jakby nadal był graciarnią. Wrr. Wrrr. Wrr.
Hormony naprawdę rzucają się na głowę :P Idę zrobić sobie cowieczorne kakao i spać :P
wtorek, 3 stycznia 2012
Czy to już nie za późno?
Wczoraj miałam ewidentnie dzień zachcianek ciążowych. Najpierw zjadłam prawie pół kilo ogórków kiszonych. Poprawiłam to dwiema szklankami pepsi. Potem zjadłam pół opakowania ferrero duplo, potem rybę pieczoną w folii a na koniec na dobranoc pół litra kakao wypiłam.
Mało tego. Nie miałam po tym zgagi :P Czy to nie za późno na takie akcje? :P Zachcianki są ponoć typowe dla pierwszego trymestru...
Mało tego. Nie miałam po tym zgagi :P Czy to nie za późno na takie akcje? :P Zachcianki są ponoć typowe dla pierwszego trymestru...
poniedziałek, 2 stycznia 2012
PBKM
Po kilku miesiącach wahań w końcu zdecydowaliśmy się podpisać umowę na przechowywanie komórek macierzystych w PBKM. Nasze maleństwo ma niestety bardzo duże szanse na to, że jest obciążona cukrzycą, a perspektywy wykorzystania komórek macierzystych w terapii cukrzycy są coraz lepsze. Nawet, jeśli dzięki wykorzystaniu krwi pępowinowej oszczędzimy małej tylko kilka lat kłucia się codziennego, to warto.
Jednak podpisując umowę cały czas myślałam o tym, żeby nigdy nie trzeba było z tego korzystać. Że mam nadzieję, że będziemy płacić po to, by jej nigdy nie ruszyć. Może się uda, choć wydaje się, że ten gen w rodzinie męża jest bardzo silny. Teraz mam dodatkową motywację żeby jeszcze nie rodzić - muszę dotrwać aż mi przyślą zestaw pobraniowy :P Co ma nastąpić ponoć jeszcze w tym tygodniu.
Z innych wieści, posiew na GBS i inne świństwa ujemny. Ufff...
Mąż dzisiaj znowu wyjechał a ja mu jeszcze z tego wszystkiego w nocy scenę urządziłam :/ Z płaczem scenę. Kompletnie nad tym nie panuję już... Może dlatego, że tak się to wszystko pokomplikowało jakoś ostatnio, to co wydawało się dość proste teraz stało się nie bardzo realne i prawdopodobnie nasze "wyjazdowe" małżeństwo będzie musiało jeszcze długi czas takie pozostać. A ja nie mogę znieść myśli, że fundujemy dziecku takie samo dzieciństwo prawie bez ojca jakie ja miałam. Kompletnie mnie to rozwala. Nic, zobaczymy jak to będzie.
Jednak podpisując umowę cały czas myślałam o tym, żeby nigdy nie trzeba było z tego korzystać. Że mam nadzieję, że będziemy płacić po to, by jej nigdy nie ruszyć. Może się uda, choć wydaje się, że ten gen w rodzinie męża jest bardzo silny. Teraz mam dodatkową motywację żeby jeszcze nie rodzić - muszę dotrwać aż mi przyślą zestaw pobraniowy :P Co ma nastąpić ponoć jeszcze w tym tygodniu.
Z innych wieści, posiew na GBS i inne świństwa ujemny. Ufff...
Mąż dzisiaj znowu wyjechał a ja mu jeszcze z tego wszystkiego w nocy scenę urządziłam :/ Z płaczem scenę. Kompletnie nad tym nie panuję już... Może dlatego, że tak się to wszystko pokomplikowało jakoś ostatnio, to co wydawało się dość proste teraz stało się nie bardzo realne i prawdopodobnie nasze "wyjazdowe" małżeństwo będzie musiało jeszcze długi czas takie pozostać. A ja nie mogę znieść myśli, że fundujemy dziecku takie samo dzieciństwo prawie bez ojca jakie ja miałam. Kompletnie mnie to rozwala. Nic, zobaczymy jak to będzie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





