Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me

środa, 11 grudnia 2013

Czas na nocnik!

Kto lubi nasz fanpage ten wie, że u nas próby odpieluchowania. Niestety chęć chodzenia w majteczkach niekoniecznie idzie w parze z chęcią załatwiania potrzeb fizjologicznych do nocnika.

W ogóle, nocnik jest dla maluchów. Tosia na nocniku siedzieć nie chce.

Ona siedzi sobie na dużym kibelku. O. Z nakładką oczywiście. Siedzi, majta nogami i czyta książeczki. I czasem coś tam się trafi, że trafi gdzie trzeba. Ale większość czasu spędzam na wycieraniu plam (bo kupa najczęściej idzie w pieluchę z nocy jeszcze) i praniu posiusianych majtek. ;)

W odpieluchowaniu pomaga nam literatura. Jedną z książek tematycznych jest 'Nocnik nad nocnikami', o której nie będę się rozwodzić, bo wiele już o niej napisano.

Druga to Czas na nocnik.

wtorek, 10 grudnia 2013

Kosmetyki dla AZSowca, 'dermografisty', itd.

Pisałam o tej Pani już kiedyś. Ale zasługuje ona na jeszcze jeden post.

To Pani Ewa Wasilak z Lawendowej Farmy. Tworzy ona mydła i inne kosmetyki. 100% natury.

Ale to nie są zwykłe kosmetyki ekologiczne. To kosmetyki ratujące komfort życia AZSowcowi, osobie z dermografizmem i paroma innymi fajnymi nazwami dermatologicznymi, a wszystkie oznaczają suchą i mega mega wrażliwą skórę.

Od miesiąca się zmagam. Pierwsza opcja to było że alergia. Po dwóch tygodniach dermatolog stwierdził, cytuję - to może być alergia, wirus, w zasadzie wszystko. No fajnie. Ale to mi nie pomoże na moje dolegliwości. Wyobraź sobie że każdy centymetr ciała piecze i swędzi. Jak połączenie oparzenia słonecznego i ugryzienia komara. Że kontakt ciała z ubraniem powoduje wręcz ból. No to już mniej więcej wiesz jak fajne jest moje życie od miesiąca.

Teorii roboczych mam kilka. Alergia kij wie na co. Wirus kij wie jaki. Borelioza. Nerwica. (tarczycę i wątrobę wykluczyłam badaniami). Albo wszystko naraz plus wrodzona wrażliwość skóry plus dermografizm, daje przepiękny książkowy AZS.

I gdyby nie leki przeciwhistaminowe i Lawendowa Farma, pisałabym do was z najbliższego niemieckiego wariatkowa... ;)

A tak kąpię się w mydle owsianym lub w żelu z babką i lawendą, smaruję różnymi fajnymi mazidłami (masło shea, balsamy z czarnuszką i nostrzykiem) i nakładam dla relaksu bajerancką maseczkę z białą glinką (jedyna na świecie która nawilża a nie ściąga twarz).  I hulaj dusza piekła nie ma. I swędzenia w większości też nie.

No kocham kocham miłością szczerą Panią Ewę, choć jej nie znam osobiście (za to syna znam i pozdrawiam i żonę jego też :)).

Pokochajcie i wy i zostawiajcie u niej swoje wypłaty bo warto!

A żeby tego było mało w sklepiku LF znajdziecie też piękną ręcznie robioną ceramikę.... :)






poniedziałek, 9 grudnia 2013

Emocje

Przeszukując sieć w poszukiwaniu czegoś, co nam zapewni rozrywkę na długie zimowe spędzane w domu dni, znalazłam karty Emocje.


sobota, 7 grudnia 2013

Po co dieta 'bez'?


Dziś słowo wstępu o mojej wspaniałej nowej diecie.

środa, 4 grudnia 2013

Du, du, du czyli Zweisprachigkeit

Tosia nie pójdzie do przedszkola teraz. Nie pójdzie też za rok.

Dzięki Eli i Faustynie, które prowadzą blogi o dwujęzyczności i temat mają przerobiony w teorii i praktyce, podjęliśmy z mężem taką decyzję.

wtorek, 3 grudnia 2013

Odbicie czyli po karmieniu

Post nie będzie o metodach trzymania dziecka do odbicia, wbrew pozorom ;P

Karmiąc schudłam. Mocno. 7 kilogramów. Przy wadze wyjściowej 48kg, to bardzo dużo. Morfologia na granicy normy.

Trzy miesiące z hakiem po odstawieniu morfologia taka, że w życiu takiej nie miałam - hemoglobina i czerwone krwinki w górnej granicy normy. I tak ja, mając całe życie hgb w granicach 12,2-12,8 teraz mam 15,2...

A kilogramy... znowu 48 na liczniku. Nie jest to może optymistyczne dla tych z was, które liczą na trwałe schudnięcie w czasie laktacji, ale dla tych, które chudną wtedy choć nie chcą i owszem ;)

Gdzieś mi się przewinęło kiedyś, że te wszystkie składniki odżywcze, z których się wypłukuje organizm w czasie laktacji, po jej zakończeniu wracają w dwójnasób, w ten sposób na przykład laktacja chroni przed osteoporozą - wapń utracony podczas laktacji potem magazynuje się podwójnie. Nie mam w tej chwili pod ręką książek o karmieniu piersią, stacjonują w Polsce, więc wam nie przytoczę konkretnych danych niestety. Ale na pewno moja imienniczka Hafija ma takowe, jak nie na blogu to w głowie lub w literaturze. ;) To tak jakby ktoś odczuwał pilną potrzebę poznania naukowych dowodów.

Na moim przykładzie ta teoria działa. Nie namawiam tym do odstawiania od piersi, o nie. Namawiam do karmienia i to jak najdłuższego! Bo laktacja to zdrowie i dziecka i matki :)

PS A czy byłaś w tym roku na USG piersi? Bo ja tak,tydzień temu, i dowiedziałam się, że mam mastopatyczną tkankę w piersiach, tj włóknistą i mam się często kontrolować bo mogę mieć skłonność do włókniaków. Kobiety z mastopatią często miewają też bolesne piersi przed miesiączką. I w ciąży bolą jak nieszczęście. A tak by the way - czy wasi ginekolodzy sami wyganiają was na USG piersi? Czy badają wam piersi z własnej inicjatywy czy trzeba prosić o to? Jestem teraz pod opieką ginekolożki, która jako pierwsza w moim życiu sama podjęła temat badania piersi. A przed nią było conajmniej siedmiu specjalistów...

poniedziałek, 2 grudnia 2013

W .PL

Byliśmy ponad tydzień w Polsce. Jak zawsze oznacza to milion spraw do załatwienia i spotkań towarzyskich oraz rodzinnych.

Zaliczyliśmy ortopedę, małej jedna stópka się pogorszyła a jedna poprawiła. Ćwiczymy dalej i następna kontrola w marcu.

Rozrósł się małej słownik, do nowych słów należą: dziadek (dziadzi, dziada), Misia (Isia), koło (ałał), kwadrat (tatat), kakao (tato), chodź (oćoć), wstań (tań), rower (ouwel).

Kota jeszcze z nami nie ma, z przyczyn dość niejasnych, teoretycznie z powodu choroby u hodowcy, a w praktyce myślę, że chodzi raczej o zmianę karmy. Odbierzemy go po świętach chyba. Mam nadzieję.

Przywieźliśmy z Polski mnóstwo książeczek, kupionych i dostanych (siostrzenica postanowiła oddać Tosi książeczki, z których wyrosła) i w ogóle mnóstwo różności, więc spodziewajcie się wysypu nowości na blogu :)