Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me

czwartek, 30 stycznia 2014

Mowa trawa

Nie. Yhy. Tam. Tu. To. Mama. Tata. Pupa. Miau. Hau.

Tak mniej więcej wygląda podstawowy słownik Tosi obecnie.

No, czasem jeszcze 'picie'. I odgłosy zwierząt.

Poziom mojej frustracji tematem rośnie wraz z ilością komunikatów i możliwości które stoją za 'to' lub 'tam'.

Powodów może być kilka.

Pierwszy - chcąc nie chcąc Tonia jest dwujęzyczna. Mówimy do niej po polsku, ale na placu zabaw, w sklepach itd słyszy język niemiecki. Nikt od niej nie wymaga mówienia po niemiecku, ale i tak w jakiś sposób go chłonie. To może powodować opóźnienie rozwoju mowy.

Drugi - problemy z aparatem mowy. Kto wie, może problemy z motoryką dużą jakie miała jako 7-9 miesięczne niemowlę mają przełożenie na obecny stan rzeczy? Może coś z napięciem mięśniowym? Może fakt, że długo była tylko na piersi i nie chciała przeżuwać i gryźć?

Trzeci - kompocik na stole. My ją mimo wszystko w większości przypadków doskonale rozumiemy. I nie przemawia do mnie robienie z siebie idioty i stresowanie dziecka, że go nie rozumiemy. Bo wyobraźcie sobie, że idziecie na przykład do pracy, mówicie coś do szefa a on na to 'nie rozumiem, nie wiem o co ci chodzi' i tak w kółko. Czy skłoniłoby was to do większej pracy nad swoją mową? Czy raczej wkurzyło, sfrustrowało doszczętnie?

Przy kolejnej wizycie w PL wybieramy się z małą do logopedy. Szczerze nie mogę się doczekać.

I tak tak tak wiem, ma czas bla bla bla.

środa, 29 stycznia 2014

Przygotowania

Kieca wybrana. Motyw wybrany. Część zakupów poczyniona. Prezent kupiony. ( nie tylko szlafrok z poprzedniego posta ;))

To już za dwa tygodnie z hakiem. Dwa lata....


Sama prawda. Niespełna dwa lata po.

Mama! Mama! Mama! Tań! Mama! Mama! Choć! Tań! Mama! Tam! Tata tu. Dzie. Nie ma. Mama! Miau!
Tak Tosiu już wstaję jużjużjużżżżż. Tak, idę już. No idę. Tak, taty nie ma, tata w pracy jest. Tak, kotek przyszedł. Już wstaję.
 __________________________________

(T. wierci się, ręka co chwilę w majtach)
Chce ci się siusiu?
Nie
A kupkę ci się chce?
Nie
.... (Minuta później, dźwięk wodospadu rozbijającego się o stromy brzeg paneli)
Mama, pupa! (płacz)
Siusiu zrobiłaś?
Yhyyy
____________________________________

Ałun! Ałun! Choć! Miau!
(płacz)
Mama! Miau!
Kotek coś ci zrobił?
Nie. Miau. Tu.
Chcesz żeby kotek tu przyszedł?
Yhy.
Ale kotki tak na zawołanie nie przychodzą.
Miau! (płacz)
_______________________________________

(z ręką w moim dekolcie)
Cycuś!
Chciałabyś, żeby mama miała mleczko?
Yhy
Ale wiesz, że mleczko pojawi się w cycusiu znowu dopiero jak będzie drugi dzidziuś?
Dzidzia!
Chciałabyś żeby w domu był mały dzidziuś?
Yhy
Bo wtedy byłoby znowu mleczko?
Cycuś!
A będziesz się bawić z dzidziusiem?
Nie. Miau. ( tłum. Nie, będę się bawić z kotkiem)
___________________________________________

Jak masz na imię?
Mama.
Masz na imię mama?
Tata!
Masz na imię tata?
Miau!
Masz na imię kotek?
(śmiech) nieeeee
To jak masz na imię?
Mama. (i tak w kółko)
___________________________________________________

Niedługo będziesz mieć drugie urodzinki, wiesz?
Yhy (pokazuje dwa paluszki, no stara się pokazać dwa paluszki)
I będzie tort
Yhy. Mama!
Tak, mama upiecze tort. I będą goście. Kogo zaprosimy?
Mama! Tata! Miau!
Tak, mama, tata i kotek będą na pewno. Kogo jeszcze?
Uła!
Wuja Łukasza zaprosimy?
Yhy
A ciocię Iwonę i Dawidka zaprosimy?
Yhy!
I będziesz dmuchać świeczki na torcie?
Yhy. (tu odgłos dmuchania)
Tak mocno będziesz dmuchać?
Yhy. (znowu dmucha)
I będziemy śpiewać Sto lat (tu następuje moja wokalna prezentacja)
Oa, oa, oa. Nee. Mama!
Mama tylko będzie śpiewać?
Yhy.
A co byś chciała dostać na urodziny?
To (pokazuje palcem na aukcję szlafroka z Myszką Minnie którą właśnie dla niej licytowałam)
A lubisz Myszkę Minnie?
Nie.

;)



wtorek, 28 stycznia 2014

Dziecko na warsztat - muzycznie


Witam w kolejnej odsłonie Dziecka na Warsztat. Styczeń upłynął nam pod znakiem muzyki. W zasadzie muzyka u nas w domu jest na codzień. Pokażemy więc wam, jak się bawimy :) 

niedziela, 26 stycznia 2014

Sama prawda. Około-porodowo. Wspomnienie.

Dzień zero. Szpital. Coś mi leci. Czy to wody? Brzuch boli trochę. Pójdę do dyżurki. Powiem. Badanie. Trzy centymetry. Chodzę. Chodzę. Chodzę. Nogi bolą bardziej niż skurcze. Chodzę. Żeby akcja postępowała. Żeby już dziś było po wszystkim. Chcę ją zobaczyć, moją córkę. Moje dziecko.  Chodzę. O kurwa, boli. Zatrzymuję się. Skurcz. Minął. Idę dalej. Chodzę. Jeść? Nie, bo się zrzygam. Nie chcę rzygać. Badanie. Osiem centymetrów. Porodówka. To już? Ale jak, nie krzyczę, nie rzygam, nie sram z bólu. Ankietka, antybiotyk, antymateria w łazience po lewatywie. Uuu no proszę pani ale pod KTG to ja nie wyleżę, nie ma opcji. Otwórzcie okno. Minus dwadzieścia to całkiem dobra temperatura do porodu. Wody poszły. Ale chlust! O, parte. Wstrzymywać parte. Ale skąd pani będzie wiedzieć że już mogę przeć. Parte. Dam radę wstrzymać? O kurwa. O, teraz już może pani przeć. Bo powiedziałam o kurwa? Tak właśnie. No to jazda. Widać główkę chce pani dotknąć? Jasne, że chcę. O, ma włosy. Jaka ciepła! Pipipipi. Co to? Alarm KTG tętno 40.

sobota, 25 stycznia 2014

Pusto w głowie

Ostatnio kilka razy zasiadałam do bloga i za każdym razem nic... Nie wiem, czy nie mam o czym pisać, czy nie chce mi się... Każdy mój dzień zasadniczo wygląda tak samo. Wstaję, kakao, bajka, wycieranie posikanej podłogi, obiad, spacer, książeczki, obiad z mężem, zakupy albo nie, kąpiel, kakao, spać.

Jesteśmy teraz w połowie odpieluchowania, ale nie czuję potrzeby informowania świata o każdej kupie lub siusiu które ląduje w nocniku. Myślę, że już powoli zbliżamy się do szczęśliwego końca tematu.

Czasem nachodzi mnie myśl o zamknięciu bloga, ale żal mi projektu Dziecko na warsztat, w którym biorę udział. Chyba potrzebuję przerwy... Ostatni przypadek paskudnego trolizmu internetowego, który mnie i wiele innych osób bardzo dotknął, zniechęcił mnie chwilowo do uzewnętrzniania się online.

Na pewno zobaczymy się w poniedziałek na poście warsztatowym. A kiedy potem, kto wie... Może mnie najdzie wena któregoś dnia... Męczy mnie już formuła tego bloga, męczy pisanie o kupie i zupie, ale z drugiej strony, o czym mam pisać, moje życie to kupy i zupy... W tej chwili zajmuję się głównie dietą małej. I gonieniem kota z kuchni. Chyba czas wrócić do dekupażowania, do szycia i takich rozrywek. Mózg mi rozmiękł...