Dzień zero. Szpital. Coś mi leci. Czy to wody? Brzuch boli trochę. Pójdę do dyżurki. Powiem. Badanie. Trzy centymetry. Chodzę. Chodzę. Chodzę. Nogi bolą bardziej niż skurcze. Chodzę. Żeby akcja postępowała. Żeby już dziś było po wszystkim. Chcę ją zobaczyć, moją córkę. Moje dziecko. Chodzę. O kurwa, boli. Zatrzymuję się. Skurcz. Minął. Idę dalej. Chodzę. Jeść? Nie, bo się zrzygam. Nie chcę rzygać. Badanie. Osiem centymetrów. Porodówka. To już? Ale jak, nie krzyczę, nie rzygam, nie sram z bólu. Ankietka, antybiotyk, antymateria w łazience po lewatywie. Uuu no proszę pani ale pod KTG to ja nie wyleżę, nie ma opcji. Otwórzcie okno. Minus dwadzieścia to całkiem dobra temperatura do porodu. Wody poszły. Ale chlust! O, parte. Wstrzymywać parte. Ale skąd pani będzie wiedzieć że już mogę przeć. Parte. Dam radę wstrzymać? O kurwa. O, teraz już może pani przeć. Bo powiedziałam o kurwa? Tak właśnie. No to jazda. Widać główkę chce pani dotknąć? Jasne, że chcę. O, ma włosy. Jaka ciepła! Pipipipi. Co to? Alarm KTG tętno 40.
Cosiędziejcosiędziejecosiędzieje? Tlen. Oddychaj, dziecko się zaplątało w pępowinę, masz pełne rozwarcie, natniemy i będziesz parła, trzeba szybko je wyciągnąć. Alecosiędziejecosiędzieje. Kurwa nacięcie miało nie boleć podobno. Prę. Raz. Dwa. Plum. To już? Płacze. Jest. Ona. Dajcie mi ją. Dajcie mi ją do cholery. Jest. O boże zimno mi. Zimno. Zimno. Jest. Maleńka. Płacze. Nie płacz. Masz tu. Ssij. O boże. Urodziłam. To już. Mam dziecko. Czemu nie zalewają mnie łzy i uczucia? Zmęczona jestem. Mam dziecko. Jest. Panie doktorze tylko proszę ze mnie znowu dziewicy nie zrobić przy szyciu. Oj doktorek coś bez poczucia humoru. Byle nie zszył jak rzeźnik. Kurwa boli. Au. Au. Uf już. Leżę z dzieckiem. Trzeba zadzwonić do męża. To już. Urodziłam. Zdjęcie wyślę. Proszę wstać, tu na wózek usiąść, weźmiemy dziecko na ważenie itd. Położnictwo. O herbata i kanapki. Kochane położne. Dziecko, gdzie jest moje dziecko. O jest. Maleńka. Dwaosiemsetpięćdziesiąt. Nie gapcie się tak. Wiem jak trzymać swoje dziecko, idźcie już. Nie oceniajcie mnie. Chcę zostać sama. Tosia śpi. Ja nie mogę spać. Dzieci płaczą. Aga rodzi. Krzyczy. Ja nie krzyczałam. Czemu kobiety krzyczą rodząc? Mała śpi? Śpi. Oddycha. Nie mogę spać.
Dzień pierwszy. Przystawię ją. Nie chce ssać. Rzyga. Czym? Wodami płodowymi. Nic to. Przystawiam. Ooo pani tu będą potrzebne kapturki, pani płaskie brodawki i małe dziecko. Oooooooooooooo. Ale się przyssała. No proszę. Tak głupia babo, będę karmić. Czemu te łóżka są takie wysokie? Jak z rozprutym kroczem mam do diabła usiąść na nim z dzieckiem? Trzeba przewinąć. Jak dobrze, że już to robiłam. Jaka ona mała. Tonie w tych ciuszkach. Pozawijali cię jak mumię. Po co? Nie chcę przytulać mumii, chcę moje dziecko. Czemu pani ją odwinęła, ma być zawinięta. Ale ona jest cała spocona. Ma być zawinięta. Pocałuj się w dupę głupia babo. Nakarmię ją. O przyssała się. Pije. Czy mam mleko? Znowu płacze, przystawiam. Może jest głodna? Ja jestem. Na obiad zupa z popłuczyn. Ble. Kąpiel, muszę się wykąpać. Cholera w głowie mi się kręci. Czy mógłby ktoś ze mną pójść pod prysznic bo mi słabo? Od razu lepiej, swoja koszula, nie te szpitalne płótna. Płacze. Karmię. Karmię. Karmię. Karmię. Śpię. Dziecko płacze. Moje? Nie. Krzyki. Która teraz rodzi? Śpię.
Dzień drugi. Karmię. Szwy bolą. Jak mam wstać z tego łoża niby? Ja pierdolę jak boli. Stolec był? Nie. Magiczne tabletki. O kurwa. Dobiegnę do kibla? Ufff udało się. Karmię. Karmię. Karmię. Karmię. Boziu jaka ona mała. Jaka ona moja. Ryczę. Czemu? O, mąż przyjechał. Boże jak on ją pewnie wziął. Dobrze wygląda z dzieckiem. No już już oddaj mi ją. Moja. Buzi buzi.
Dzień trzeci. Karmię. Obchód. Jak pediatra się zgodzi to może pani wyjść dziś. Dziki taniec szczęścia w myślach, bo na prawdziwy nie pozwala jeż w tyłku. Obchód pediatryczny. Mała przybrała. Sprawdzimy bilirubinę, ale chyba można będzie dziś wyjść. Zrobimy wypis. Dzwonię. Dziś wychodzimy. Przyjechał. Trzeba przebrać małą. Zaraz lepiej. Przytulam. Bez tych wszystkich betów, rożków, moje dziecko. Taka maleńka. Już idźmy. O kurde, zimno. No tak nadal jest minus dwadzieścia. Już w domu, w końcu w domu. Cycki mnie coś bolą. Nawał masz. Jak nawał przecież trzy godziny temu miałam tylko krople mleka. Noo teraz to mam cycki w końcu. Bolą. Karmię. Okład. Laktator. Okład. Karmię. Boziu jak ona słodko śpi. Okład. Śpi. Moja taka. Mam dziecko. Moje wyczekane. Moja Tosia. Moja. Spać. Śpię. Płacze. Czemu płacze? Przewijam. Karmię. Śpi. Spać.





mnie tez dziwio zawsze,czemu kobiety krzycza podczas porodu. pewnie jakies histeryczki delikatne,bo ja na pewno nie bede krzyczala,o nie! jak przyszlo co.do czego i podlaczyli oksytocyne,to pol szpitala mnie slyszalo moze dlatego,ze.synus 4500, to tez ciezej. ale dalas opis! wynika z niego,ze sprawnie Ci poszlo, nie kazda mama ma tyle szczescia:-) fajnie,ze karmilas i nie dalas sobie mącić! ppzdrawiam cieplo:-)
OdpowiedzUsuńFajnie napisane :)
OdpowiedzUsuńWzruszyłam się normalnie. I teraz się boję :)
OdpowiedzUsuńale czego, poród to zajebista sprawa :D ja wolę poród niż całą ciążę :D :D :D
Usuńsuper opisałaś - i uśmiałam się i wzruszyłam, bo to zaraz człowiekowi się własny poród przypomina - no ja z tych, co to się drą niemiłosiernie ;)
OdpowiedzUsuń"Jeż w tyłku" ulubionym fragmentem relacji :)))))
OdpowiedzUsuńKochana, jak Ty do 8miu centymetrów łaziłaś po korytarzu to powinni Ci dać order Virtuti Militari :)
Heheh wiesz co patrzac na obydwa moje porody stwierdzam, że pierwszy to nie był poród, że Tośka się sama urodziła prawie bez mojego udziału :P skurcze zaczęły mnie bolec tak mocniej dopiero przy 8cm... dopiero przy Antku poczułam co to poród ;D
Usuń