Ostatnio kilka razy zasiadałam do bloga i za każdym razem nic... Nie wiem, czy nie mam o czym pisać, czy nie chce mi się... Każdy mój dzień zasadniczo wygląda tak samo. Wstaję, kakao, bajka, wycieranie posikanej podłogi, obiad, spacer, książeczki, obiad z mężem, zakupy albo nie, kąpiel, kakao, spać.
Jesteśmy teraz w połowie odpieluchowania, ale nie czuję potrzeby informowania świata o każdej kupie lub siusiu które ląduje w nocniku. Myślę, że już powoli zbliżamy się do szczęśliwego końca tematu.
Czasem nachodzi mnie myśl o zamknięciu bloga, ale żal mi projektu Dziecko na warsztat, w którym biorę udział. Chyba potrzebuję przerwy... Ostatni przypadek paskudnego trolizmu internetowego, który mnie i wiele innych osób bardzo dotknął, zniechęcił mnie chwilowo do uzewnętrzniania się online.
Na pewno zobaczymy się w poniedziałek na poście warsztatowym. A kiedy potem, kto wie... Może mnie najdzie wena któregoś dnia... Męczy mnie już formuła tego bloga, męczy pisanie o kupie i zupie, ale z drugiej strony, o czym mam pisać, moje życie to kupy i zupy... W tej chwili zajmuję się głównie dietą małej. I gonieniem kota z kuchni. Chyba czas wrócić do dekupażowania, do szycia i takich rozrywek. Mózg mi rozmiękł...





nie zamykaj bloga! już się do Was przyzwyczaiłam
OdpowiedzUsuńpisz kiedy masz ochotę, ja przez wiele tygodni nie miałam ochoty pisać aż w końcu przyszła chęć, ale tylko na trochę potem znowu brak chęci i teraz jest różnie, głównie myślę o odbiorcach mojego bloga = córeczkach i to trochę pomaga
p.s. A Twój blog podglądam jako pierwszy w mojej codziennej "prasówce"
pozdrawiam