Nie. Yhy. Tam. Tu. To. Mama. Tata. Pupa. Miau. Hau.
Tak mniej więcej wygląda podstawowy słownik Tosi obecnie.
No, czasem jeszcze 'picie'. I odgłosy zwierząt.
Poziom mojej frustracji tematem rośnie wraz z ilością komunikatów i możliwości które stoją za 'to' lub 'tam'.
Powodów może być kilka.
Pierwszy - chcąc nie chcąc Tonia jest dwujęzyczna. Mówimy do niej po polsku, ale na placu zabaw, w sklepach itd słyszy język niemiecki. Nikt od niej nie wymaga mówienia po niemiecku, ale i tak w jakiś sposób go chłonie. To może powodować opóźnienie rozwoju mowy.
Drugi - problemy z aparatem mowy. Kto wie, może problemy z motoryką dużą jakie miała jako 7-9 miesięczne niemowlę mają przełożenie na obecny stan rzeczy? Może coś z napięciem mięśniowym? Może fakt, że długo była tylko na piersi i nie chciała przeżuwać i gryźć?
Trzeci - kompocik na stole. My ją mimo wszystko w większości przypadków doskonale rozumiemy. I nie przemawia do mnie robienie z siebie idioty i stresowanie dziecka, że go nie rozumiemy. Bo wyobraźcie sobie, że idziecie na przykład do pracy, mówicie coś do szefa a on na to 'nie rozumiem, nie wiem o co ci chodzi' i tak w kółko. Czy skłoniłoby was to do większej pracy nad swoją mową? Czy raczej wkurzyło, sfrustrowało doszczętnie?
Przy kolejnej wizycie w PL wybieramy się z małą do logopedy. Szczerze nie mogę się doczekać.
I tak tak tak wiem, ma czas bla bla bla.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz