Mąż wyszedł z małą na spacer a ja się pławię w błogiej ciszy i nudzie ;)
Ostatni tydzień upłynął mi szybko, aż za szybko. Czas mi w ogóle teraz strasznie przyspieszył... Maluda jest coraz bardziej ciekawa świata, nie mogę się doczekać aż przerzucimy się na spacerówkę, bo w gondoli jej się wybitnie nudzi ;) Lubi być w centrum uwagi, im więcej ciotek zebranych wokół i "ochachujących" na jej tematm tym lepiej :D Nie mogę się doczekać kiedy zacznie się spontanicznie uśmiechać no i śmiać na głos :)
A ja mam już opalone dłonie od spacerów (ale tak dziko bo od rękawa mam ślad i tak z centymetr nad nadgarstkiem już mam białe :P), zawalone zatoki od tych megawichur jakie ostatnimi czasy były i od dwóch miesięcy przymierzam się do pofarbowania włosów, ale mi się nie chceeeee :P
Kurczę nie ma ich od pół godziny może a mi już cisza dzwoni w uszach i zastanawiam się co Tosia robi... :P Straszne, nawet odpocząć w spokoju nie można noo... Ale prawdą jest to, co mi wczoraj mąż powiedział, mam tak samo, że nie wyobraża sobie już życia bez Tośki. Wszystko się zmieniło. Wszystko nabrało innego sensu, tudzież sensu w ogóle. Pusto w domu strasznie, jak jej nie ma. Nawet jak śpi cichutko, to wypełnia sobą przestrzeń.
PS właśnie dziś odebrałam sobie wielką pakę książek zamówionych na merlinie. Między innymi dwie książeczki Claude Didierjean - Jouveau z serii Rodzicielstwo bliskości - zamierzam zebrać serię całą, Biegnącą z wilkami Clarissy Pinkoli Estes i Kryzys narodzin Sheili Kitzinger.
W mojej głowie powoli klaruje się plan na przyszłość, mam do zrobienia wiele rzeczy. Mam nadzieję, że za dwa, trzy lata w końcu osiądziemy gdzieś na stałe i będę mogła podjąć znowu studia i dla odmiany je w końcu skończyć. Psychologii mi się chce. Nie po to, by potem gabinet otwierać, (chociaż kto wie, ponoć byłabym w tym dobra), ale dla siebie, bo mnie to interesuje. No i żeby mieć tego mgr-a przed nazwiskiem :P Odkąd zaszłam w ciążę, interesuje mnie bardzo psychologia płodności i niepłodności, rodzicielstwa, dzieci... W tym kierunku chciałabym pójść.
A na razie staram się być 'perfekcyjną' panią domu, matką małego dzieciaczka, spełniać się w tak długo oczekiwanej roli rodzica. Nie czuję zażenowania z powodu braku wyższego wykształcenia, z powodu "siedzenia w domu". Kilka lat temu wybrałam taką drogę i dzięki temu, choć nie mam tytułu "naukowego", mam rodzinę i kilka lat doświadczenia zawodowego. Tytuł mogę zrobić zawsze. Choćby na uniwersytecie trzeciego wieku ;)





Ja mam mgr inż. ale jakoś nie ma to dla mnie znaczenia. Chociaż rodzicom ciężko było się na początku pogodzić z tym, że zamiast wykorzystać zdobyte wykształcenie nie robię kariery tylko dzieci ;) Na szczęście szybko się z tym pogodzili :) Wykształcenie nie jest najważniejsze, najważniejsza dla mnie jest rodzina o której marzyłam już w szkole średniej :)
OdpowiedzUsuńaż szkoda że tu nie ma przycisku "lubię to!" ;)
UsuńJa też LUBIĘ bardzo :)
UsuńI ja LUBIĘ!!!
UsuńJa tez LUBIĘ!!
UsuńJa zawiesiłam (czytaj: odpuściłam) doktorat i nie żałuję. Teraz to nawet myślę sobie, że nie muszę mieć ciekawej pracy. wolałabym stabilną i taką, żebym zawsze zdążyła Pączusia odebrać z przedszkola. Nie muszę się realizować zawodowo bo mogę się realizować gdzie indziej :)
OdpowiedzUsuńJa podobnie jak Miłka zrezygnowałam z doktoratu. I dobrze mi z tym! Szkoda tylko, że mam wokół siebie ludzi, którym z tym gorzej i pogodzić się nie mogą... W końcu ja nie wiem, co dla mnie dobre.
UsuńJa to już nawet nie mogę się doczekać siebie na uniwersytecie trzeciego wieku :)
OdpowiedzUsuńJestem w najwspanialszym okresie w życiu. Bycie kurą domową i Matką i żoną jest niesamowite, wieloetatowe i daje duuuużo satysfakcji. Studia robię właśnie i wcale a kariera zawodowa jeszcze przede mną :)
OdpowiedzUsuńI wiesz co ten pomysł z psychologią płodności i niepłodności. Świetny jest. Od dawna uważam że rodzice z problemami płodności startujący do in vitro lub inseminacji powinni być objęci opieką psychologiczną. Często problem tkwi w głowie nie tylko w kwestii fizycznej.
OdpowiedzUsuńJa też bym może skończyła te studia a nie jedne rzuciłam po roku a drugich nie mogę od dwuch lat zakończyć :/ a psychologię rozumiem też chciałabym dla siebie bo w sumie studia to tylko papierek jak dla mnie a warto jak już coś studiować to chociaż to lubić a nie męczyć się i jechać jak na skazanie jak ja na logistykę :/
OdpowiedzUsuńja prawie 2 lata polonistyki, rzuciłam bo mnie rozczarowały zupełnie, potem zapragnęłam czegoś innego, więc padło na zarządzanie, ale wyjechalismy i musiałam na drugim roku przerwać,... potem nie było kasy na wznowienie...
UsuńW Twoim planie podoba mi się to, że jest on na za dwa-trzy lata. Nie na jutro, za miesiąc...Zdrowe podejście masz;)
OdpowiedzUsuńDopiero za 2-3 lata mam perspektywę żeby osiąść gdzieś już na stałe lub chociaż na dłużej...
UsuńJak pierwszy raz zostałam sama i Małżon zabrał dzieciaka na spacer to non stop zaglądałam do łóżeczka i "szukałam" po domu Konusa :D
OdpowiedzUsuńJa się cieszę, że i po studiach i ze stabilną sytuacją zawodową na razie jestem, bo jak pomyślę, że jeszcze to by przede mną było to zdecydowanie by mi się nie chciało - wolę obecnie dom i dziecko :) Macierzyństwo górą! :D
Echhh przypomniałaś mi, że tez powinnam się zabrać za swoje studia, bo póki co ruszyłam coś tam, a potem olałam, bo problemy ciążowe mnie przytłoczyły...
OdpowiedzUsuń