Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me

wtorek, 17 grudnia 2013

In vitro, in vivo - dziecko jest dzieckiem

Natrafiłam ostatnio na forum Nasz Bocian na ciekawą rozmowę o podejściu duchownych do in vitro.

Oficjalnie potępiają. A nieoficjalnie wielu księży dziewczynom przy spowiedzi mówi, że nieważne, jak poczęte, ważne, że kochane.

No bo jaka to różnica. Czy poczęte w szkle czy w łóżku. Geny, zapłodnienie, podział komórek, implantacja, wszystko tak samo. Tylko moment połączenia gamet w innych warunkach.


Dziecko z in vitro nie ma żadnych bruzd. Dziecko z in vitro nie ma ukrytych wad technicznych. Dziecko z in vitro rozwija się w brzuchu matki tak samo. Dziecko z in vitro rodzi się tak samo.

Mąż mi podsunął ciekawy sposób myślenia. Dla tych, którzy wierzą, którzy mają wątpliwości moralne przed podejściem do IVF. Przecież Bóg decyduje o wszystkim. I to Bóg zdecyduje, czy procedura się uda, czy nie... Może to Bóg podsunął naukowcom ideę zapłodnienia in vitro? Bo widział, że coraz gorzej nam idzie robienie dzieci z seksu, i postanowił pomóc?

Bluźnię? Może. Ja nie wierzę w Boga, więc może mi łatwo mówić.

Moje dziecko nie jest dzieckiem z in vitro, ale też nie 'powstało' w sposób zupełnie naturalny. U nas skończyło się na inseminacji, ale gdyby było trzeba, podeszłabym do IVF.

Bo IVF to nie 'zabijanie zarodków', to nie eugenika. Bo w procedurze IVF tak samo jak w naturze następuje selekcja naturalna. Słabe zarodki obumierają, przestają się dzielić. W naturze kobieta dostaje wtedy 'spóźnioną' miesiączkę. W laboratorium ma to silniejszy wydźwięk, także dla pary. Bo widzi, widzi na ekranie swoje potencjalne dzieci, które się rozwijają lub nie.

Wiecie, że każda zdrowa płodna kobieta około 5 razy w życiu jest w ciąży a o tym nie wie? Roni we wczesnym etapie, nazywa to spóźniającym się okresem, a w rzeczywistości jest to tak zwana ciąża biochemiczna. Czyli taka, która wykrywalna jest hormonalnie, ale nie na USG.

Teraz wyobraźcie sobie kobiety, które wiedzą o tym, że są w ciąży od momentu zapłodnienia. Bo podano im do macicy piękne zarodki, które już od etapu komórki i plemnika są dla nich dziećmi. Noszą w sobie życie. Ale noszą je krótko, bo się ciąża nie przyjmuje wcale, lub staje się ciążą biochemiczną. Spróbujcie sobie wyobrazić, co czują wtedy te kobiety. Ja nie potrafię. Bo ja miałam tylko inseminację, i jedyną ingerencją było mechaniczne przekroczenie przez plemniki podane w kateterze bariery szyjki macicy. Resztę robiła natura. Komórka się zapładniała lub nie, i nie wiedziałam, czy się udało, czy nie.

In vitro to cud życia. In vitro to szansa na macierzyństwo. In vitro to błogosławieństwo dla par dotkniętych niepłodnością. I ostatnimi, którzy mają prawo się o tym wypowiadać, są duchowni, których przynajmniej w teorii obowiązuje celibat. Którym (w teorii) zwisa, czy mogą mieć dzieci czy nie. Moim zdaniem kościół katolicki nie powinien mieć nic do powiedzenia w tym temacie, a już najmniej powinien mieć do powiedzenia w kwestiach formalnoprawnych.

A wy, co myślicie o in vitro? co myślicie o tych wszystkich bzdurach, które kościół katolicki wygaduje na ten temat? Ciekawa jestem waszych opinii :)

11 komentarzy:

  1. Moja opinia? Dzięki Bogu, że wymyślono in vitro!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nam się udało bez wspomagania za pierwszym i drugim razem - ale gdyby było trudno (a był taki moment, że miałam wrażenie że nigdy się nie uda) zdecydowałabym się i na inseminację i na in vitro... właściwie na wszystko co konieczne. I jestem wierząca. I może to konformizm, ale dla mnie nie ma żadnego dylematu wiary...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja starałam sie o dziecko dwa lata. Przeszlam 7 nieudanych inseminacji. Wtedy, kiedy mielismy podejmowac decyzje o in vitro doczekalam sie ciazy naturalnej. Po tym wszystkim. Wiem o czym mowisz. Ktos, kto nie ma o tym pojecia (jak boli brak dziecka), (KK) nie powinien sie wogole na ten tamat wypowiadac..... dzieki Bogu, ze Bóg zesłał nam in vitro! ile to szczescia dla ludzi......

    OdpowiedzUsuń
  4. Podobnie jak Ty uważam, że księża powinni być ostatnimi osobami, które się wypowiadają w tym temacie. Dla mnie in vitro to cud życia identyczny jak poczęcie naturalne.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie mogę się z Tobą zgodzić. Wiem, że syty nie zrozumie głodnego, a ja kobiety, który nie może mieć dzieci. Ale niezależnie od emocji, które wzbudza ten temat, pewne kwestie trzeba przyjąć do wiadomości, a zrobić, co sumienie pozwoli...Uważam, że nie jest obojętne, jakimi środkami osiągamy cel, w jakiejkolwiek dziedzinie, chyba, że ktoś wyznaje zasadę "cel uświęca środki" . W tym przypadku dobry cel, jakim jest dziecko nie uświęca metody, którą się je produkuje, mrożąc albo spłukując z szalki nadliczbowe zarodki. Może powiem brutalnie, ale procedura in vitro jest metodą "po trupach do celu" i dlatego KK nie może jej zaakceptować. Osoby niewierzące nie muszą słuchać księży, ale katolicy, którzy chcą mieć czyste sumienie dlaczego nie? Trudno samemu zgłębić wszystkie zasady religii, którą się przyjęło - po to są duchowni i dlatego mówią z ambony o zasadach bioetycznych. Nie ma znaczenia, że ich samych problem nie dotyczy, ani to, że niektórych owszem, ani to że zdarzają się ignoranci, ani że wielu nie ma już odwagi nazywać grzechu po imieniu i wolą się litować czy serwować przytaczane teksty. Dzieci trzeba kochać, jasne! Rodziców, którzy przychodzą porozmawiać czy się wyspowiadać nie potępiać, rozumieć, wspierać. Ale na Boga, jak ksiądz może komuś powiedzieć, że nieważne, jak się dziecko poczyna! Nie sądzę, że Bóg podsunął pomysł na in vitro, tak jak nie podsunął na bombę atomową, czy obozy zagłady. Także to, że w naturze zdarzają się poronienia i de facto każdy kiedyś umrze, nie znaczy, ze możemy dowolnie decydować o życiu i śmierci. Polecam najlepszy reportaż w temacie, jaki czytałam. Autorka spędziła 3 dni w klinice obserwując po kolei wszystkie etapy procedur, naprawdę dużo daje do myślenia. http://gosc.pl/doc/1381658.W-szklanej-pulapce

    OdpowiedzUsuń
  6. Bruzdy, wady techniczne nie są moim zdaniem warte ani jednego słowa komentarza.
    A co do różnej interpretacji księży - podobnie chyba jest z antykoncepcją. W zależności od tego na kogo się trafi albo to grzech ciężki albo sprawa zupełnie ignorowana w czasie spowiedzi.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wierzę w Boga, uważam, że invitro jest sprzeczne z nauką kościoła. Dlaczego? dlatego, że każdemu człowiekowi należy się GODNOŚĆ od pierwszych chwil istnienia. Dla mnie człowiek jest od momentu poczęcia. Jeśli go zapłodnienia dochodzi na szkiełku, zamrażanie zarodków, hiperstymulacja hormonalna kobiety, wreszcie co dzieje się z tymi zamrożonymi zarodkami? Przecież to są mali ludzie, a przebywają w specjalnych pojemnikach w ciekłym azocie, gdzie ich godność pytam? jaka jest pewność, że zostaną
    wszczepione do macicy, przyjmą się? Często są niszczone, zresztą udowodnione naukowo jest że te zamrożone zarodki po rozmrożeniu i transferze do macicy rozwijają się gorzej, częsciej obumierają.

    wiem, ze jesteś niewierząca, ale to CIebie nie uprawnia do tego, by pisać, ze Kościoł mówi bzdury. Invitro to kupczenie ludzkim życiem...

    oczywiście uważam, że dzieci z invitro i poczęte naturalnie są równe i jednakowo kochane... ja jednak nigdy nie zdecydowałabym się na invitro.Bałabym się tej moralnej odpowiedzialności za resztę zarodków. W sumie można zapładniać dwa, ale to nie jest typowa procedura, ona sie nie opłaca. Zapładnia się po pięć, siedem, bywa że jedenaście komórek. To jest normalne według Ciebie, to jest godne?



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz prawo mieć swoje zdanie. Także ja mam prawo mieć swoje zdanie i je wyrazić. Nie uważasz, że te 'rewelacje' o jakiś bruzdach na dzieciach z in vitro i inne tego typu nie są uwłaczające godności tych dzieci? Dlaczego KK nie myśli o ich godności wtedy? mówisz o naukowym udowodnieniu , że zarodki mrożone gorzej się rozwijają, mogę prosić o źródło tych badań?

      Usuń
  8. Postaram się poszukać i dać linka.
    Tak, uważam, że teksty o bruzdach to bzdury, nie powinno się tak mówić...

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wiem, czy do końca bzdury, może tak to brzmi poza kontekstem, a w mediach i świecie nauki aktualnie nie wypada głośno mówić o faktach niewygodnych dla zwolenników in vitro. Niestety, skoro jedynie prasa związana z KK cytuje genetyków powołam się znów na GN: "Z powodów naukowych in vitro krytykuje też biolog prof. Stanisław Cebrat, kierownik Zakładu Genomiki na Uniwersytecie Wrocławskim. – Duża liczba opracowań statystycznych wskazuje, że co najmniej 9 procent dzieci po in vitro rodzi się z ciężkimi wadami wrodzonymi, to jest ponaddwukrotnie więcej niż w grupie dzieci naturalnie poczętych – mówi.Chociaż mechanizm ich powstawania nie jest jasny, to pary rozważające ART [zapłodnienie in vitro] powinny być informowane o potencjalnym ryzyku”. – Na przykład ciężkie wrodzone wady serca 2,1 razy częściej występują u dzieci po ART niż u dzieci poczętych drogą naturalną. Rozszczepienie wargi i/lub podniebienia: 2,4 razy częściej. Atrezja (zarośnięcie) przełyku: 4,5 razy częściej. Zarośnięcie odbytu: 3,7 razy częściej. Z innych badań wynika, że u dzieci po ART do lat 5 wykonuje się niemal dwukrotnie więcej zabiegów chirurgicznych niż u dzieci poczętych drogą naturalną – wylicza. (...)ednym z defektów genetycznych jest siatkówczak, nowotwór dna oka, który pojawia się często natychmiast po urodzeniu. Dlatego rutynowo bada się dno oka u noworodków. W 2003 r. wszystkie przypadki siatkówczaka, które stwierdzili Holendrzy, wystąpiły u dzieci z in vitro". 3-krotnie częściej występuje zespół Beckwitha- Wiedemanna – rzadki, genetycznie uwarunkowany zespół wad wrodzonych, objawiający się między innymi przerostem języka, przepukliną pępowinową, nadmiernym wzrostem. W Australii stwierdzono nawet 9-krotnie częstsze występowanie tego zespołu (Halliday J. wsp. „Hum. Genet.” 2004, 75:526–528) Co do kriokonserwacji nie wiem, gdzie szukać źródeł, ale na logikę, komórki, którym odessano wodę, żeby ich nie rozsadziło przy mrożeniu, a potem po rozmrożeniu napompowane na nowo, które poddawane są tak inwazyjnym zabiegom jak mogą wyjść z tego bez szwanku? Część zarodków nie przeżywa tej procedury, a te którym się uda "1,6 razy częściej występuje mózgowe porażenie dziecięce, a w technice, podczas której wszczepiono zarodek poprzednio zamrożony, nawet 3 razy częściej (Jackson R.A. i wsp. „Obstet. Gynecol.”, 2004, 103, 3: 551–563; Sutcliffe A. i wsp. „Lancet”, 2007, 370:351–359) Poza tym, którzy rodzice wrócą po np 9 zamrożonych swoich dzieci? Czytałam bardzo wzruszający , nie powiem, list takiej mamy, starali się, ale udał się tylko pierwszy synek, reszta "z zimowiska" się nie przyjęła...

    OdpowiedzUsuń
  10. mam w bliskim otoczeniu dzieci z in vitro i absolutnie jestem na tak! i mysle tak samo jak ty! a moze to Pan Bog podsunal naukowcom. Latwo jest osadzac stojac z boku... ech... czemu ciagle slysze : jestem przeciw, a tak rzadko: jestem za :( swietny tekst :)

    OdpowiedzUsuń