środa, 13 lutego 2013
Pierwszy rok podróży
Tak się zaczęło.
13 luty 2012. Dokładnie rok temu. Dziś sobie myślę - o, właśnie mi czop odchodził. O, właśnie mi powiedzieli, że mam 3 cm rozwarcia. O, właśnie szłam na porodówkę.. Dziś są nie tylko urodziny Tosi. Dziś są również pierwsze urodziny naszego rodzicielstwa. Rok temu na świdnickiej porodówce o 20.15 urodziła się Tosia. I urodziła się matka. A tysiąc kilometrów dalej, w niemieckim miasteczku, rodził się ojciec.
Poród boli i jest męczący dla obu stron. I matka i dziecko aktywnie uczestniczą w tym akcie. Ale myślę, że jest coś magicznego w momencie, kiedy bierzesz dziecko pierwszy raz w ramiona, pierwszy raz przytulasz do piersi. I może nie myślałam o tym tak wtedy, zmęczona, obolała, zdezorientowana szalonym tempem porodu i podanym tlenem, ale tak myślę o tym teraz, kiedy patrzę na zdjęcia zrobione przez doulę jeszcze na sali porodowej. Kiedy widzę, jak Tosia patrzyła na mnie swoimi jeszcze małowidzącymi oczkami. To był wzrok taki 'o jesteś mamo, poznaję cię, przytul mnie bo nie wiem co jest grane'. Więc tuliłam. I nadal tulę...
Tosia pojawiła się na świecie porządkując go. Tak. Nie: przewracając go do góry nogami, nie. Porządkując. Każde z nas znalazło sobie nowe miejsce w życiu. Swoją rolę.
Miałam swoją wizję macierzyństwa, rodzicielstwa w ogóle. Miałam plany, założenia, mądre książki. I przyszło takie małe 2850gramów i wyrzuciło to wszystko do kosza.
Ten rok był trudny, fizycznie trudny. Emocjonalnie też. Był piękny. Był intensywny jak żaden inny. Z nieporadnej, kwilącej istotki wyrosła charakterna pannica. Rozwijająca się po swojemu, nie według książek. Potrzebująca mnóstwo uwagi i bliskości. Pogodna i uśmiechnięta, ale jednak trochę złośnica. Nasza Tosia. Wszystkiego najlepszego Córeczko. Dziękuję, że postanowiłaś się pojawić w naszym życiu. Jak dobrze, że jesteś. Bez dzieci... Świat byłby smutny. Nikt by już nie pamiętał jak się cieszyć z drobiazgów. W książce napisanej na podstawie scenariusza filmu 'Armageddon' było takie zdanie: 'Bóg zsyła nam dzieci jak róże w grudniu.' Tosia jest naszym małym zimowym ogrodem...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)






Pięknie to napisałaś... Wszystkiego najlepszego dla Was obu :)
OdpowiedzUsuńdziękuje i dziękujemy ;-)
Usuń100 lat Tosiu, dużo uśmiechu i samych szczęśliwych chwil, a dla rodziców jeszcze więcej posiechy z córeczki:)
OdpowiedzUsuńSuper to napisałaś i szkoda, że dzieci tak szybko rosną
ja się nie mogę doczekać co dalej... a jak mu się zachce bobasow małych to zrobimy Tosi rodzeństwo :-D:-D:-D:-D
UsuńTooooooooooooooooooosia wielki całusek od cioteczki!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuń:-D :-D :-*:-* tęsknimy za ciotką iiii za Norbertem i Gabi :'(
Usuńwszystkiego dobrego :)
OdpowiedzUsuń:-) dzie-ku-je-my :-)
UsuńKażdy przeżyty przez Was dzień był wyjątkowy, życzę abyś cieszyła się nadal drobiazgami i Tą Małą istotką, a Tosi szczęśliwego, zdrowego dzieciństwa! Sto lat!
OdpowiedzUsuńo tak, tego roku nie da się porównać z żadnym poprzednim :-) dziękujemy za życzenia :-)
UsuńWszystkiego co najlepsze dla Tosi i dla was!:)
OdpowiedzUsuńdzięki :-*
UsuńWszystkiego co najpiękniejsze Tosiu:) I Rodzicom składamy życzenia;))
OdpowiedzUsuńdziękujemy :-)
UsuńSto lat dla Tosi :)
OdpowiedzUsuńI dla Was wszystkiego naj na kolejne lata Waszego rodzicielstwa!!!
próbuję sobie wyobrazić te kolejne lata ale nie mam aż tak bujnej wyobraźni ;-)
Usuńpięknie to napisałaś :)
OdpowiedzUsuń