Szesnastka stuknęła Tosiuni wczoraj.
Mądre to takie. Coraz mądrzejsze. I sprawne. I odważne. I społeczne. No cud miód orzeszki.
A dziś schowała picie, i wszyscy szukali kubeczka, a na koniec ona poszła i przyniosła z torebeczki, w której go schowała. :P
I stała się miłośniczką torebek i koralików, ostatnio nawet kąpała się z torebeczką.
Mówi coraz więcej, po wietnamsku, ale mówi. I widać, że oczekuje zrozumienia tego, co mówi.
Potrafi się wspiąć sama po schodach dwa piętra. I na zjeżdżalnię po schodkach sama wchodzi. I na nasze krzesła. I z krzeseł na stół. I chodzi do tyłu ładnie.
Uwielbia arbuza. I bułkę. I paluszki. I gołąbki. I szpinakową.
Potrafi już jak dzień ciekawy i dużo się dzieje zapomnieć o piersi na 7 godzin.
A dziś przyszła paczka z nowymi pieluchami. :D Jak wrócę do Niemiec to machnę wam posta ze zdjęciami o naszych wrażeniach z pieluchowania :)
edit:
wzrost 77cm, waga 9800, główka 45cm.





Po wietnamsku powiadasz :)
OdpowiedzUsuńSłodka dziewczynka.
Czekam na posta o pieluchach :) Z SIO Close też się nie polubiliśmy, niby wszystko ok, ale jednak sięgam w ostateczności.
OdpowiedzUsuńPo wietnamsku? To z Mikołajem by się dogadała jak nic :)
No to super, że tak jej ładnie to wszystko idzie, niepotrzebnie się kiedyś martwiłaś, że niby Tosia nie rozwija się jak trzeba.
OdpowiedzUsuńJak Tosia po Wietnamsku mówi to i mam wietnamskiego nauczyć się musi :)
Hehe, po wietnamsku to i Kuba zaczyna gadać :) Choć Tosia na pewno w mówieniu bieglejsza :)
OdpowiedzUsuń