Przekopałam sieć w poszukiwaniu inspiracji. Wszystko co znalazłam było dla przedszkolaka+. Więc ten warsztat to totalna improwizacja ;)
Zanim przejdę do części stricte warsztatowej, nasunęło mi się w kontekście wczorajszego posta o odpieluchowaniu, że właśnie ono jest wspaniałą nauką myślenia przyczynowo-skutkowego i linearności zdarzeń. Dziecko najpierw uczy się, że jak się posiusia to jest mokre. A jak jest mokre to jak się zawoła mamę to mama przebierze. A potem zaczyna kminić, że w sumie jak pójdzie na nocnik i zrobi tam, to nie jest wcale mokro.
A teraz widzę, jak mała kombinuje jak powkładać zwierzaki lego do domku by się wszystkie zmieściły ;)
Życie dwulatka to nieustanna nauka logicznego myślenia ;)
Żeby nie było za łatwo, mała jest chora, ja jestem chora... I drukarka odmówiła nam współpracy oraz aparat foto.. ;) Jak znalazłam fajne gry i zestawy do nauki myślenia logicznego to już było za późno, by zdążyło dojść do Niemiec przed terminem warsztatu (ale zamówię je i tak ;)). Zdecydowanie nie nasz miesiąc ;)
Ale do rzeczy!
Było granie w memory, w wersji póki co uproszczonej, czyli z wszystkimi kartami odsłoniętymi
Jak się małej chciało, to bardzo sprawnie znajdowała pary :)
A jak się nie chciało, to robiła rozpierduchę ;)
Było przyporządkowywanie kolorowych pomponików do kartek w odpowiednim kolorze...
Jak się Tosi chciało, to pięknie to robiła. Ale że od tygodnia w domu kwitniemy z powodu choroby i małą roznosi energia, to szybko praca zamieniła się w świetną zabawę w rozrzucanie wszystkiego... Logiczne, nie? ;)
Po kulkach były piórka i tu sytuacja identyczna... Minuta pracy a potem rozwałka ;)
Po piórkach były labirynty, takie najprostsze.
Tosia zawsze wybierała drogę na skróty ;)
Po labiryntach dopasowywanie cieni - tylko jedno, bo mi drukarka padła..
W różnych książeczkach przez nas posiadanych wynajdywałyśmy zadania....
A potem padł aparat i tyle jeśli chodzi o zdjęcia.
Co jeszcze u nas było?
Było układanie wieży z drewnianych krążków, ale Tosia na razie nie ma czasu na zastanawianie się, czy są po kolei. :)
Było wnioskowanie, że jak się naciśnie pstryczek to światło zgaśnie a tata w łazience krzyczy, żeby je zapalić, a jak się znów naciśnie, to się zapali i tata przestaje marudzić.
I że jak się dmuchnie na zapaloną świeczkę, to płomień znika a pojawia się dymek :)
I że jak Tosia weźmie kredki i stempelki do ręki, to biała kartka robi się kolorowa. I nogi Tosi przy okazji też, oraz bluzka i podłoga.
I że jak się na kotka próbuje usiąść to on ucieka a jak się go pogłaszcze to mruczy.
Generalnie to warsztaty, takie prawdziwe warsztaty logicznego myślenia przeprowadzić z dwulatką którą rozpiera energia i która ledwo co mówi to mission impossible. Ale już patrzyłam na części blogów jakie fajne rzeczy można robić ze starszakami i na pewno za rok, dwa wrócimy do tematu warsztatów. Bo logiczne myślenie ćwiczymy codziennie przecież, w zwykłych, domowych sytuacjach.
Oczywiście zapraszam na inne blogi warsztatowe, tam kopalnia logicznych gier, zabaw i nauki :)






Fajnie wymyśliliście ;)!! Ja też musiałam kombinować z 2,5 latkiem inaczej niż z 4 - latkami i też się dało! Bardzo fajnie się bawiliście przede wszystkim z rozpierduchą ;) ;)
OdpowiedzUsuńI dało się :)
OdpowiedzUsuńFajny warsztat i jak kolorowo - zabawa z piórami wygląda cudnie mój Bob też pewnie by sie tak bawił :)
OdpowiedzUsuńMamo, potrafisz, chciałoby się rzec! Dobrze jest, a robienie rozpierduchy u dzieci to powiedziałabym wręcz - fizjologia ;)
OdpowiedzUsuńFajny warsztat, mimo przeciwności losu wyszedł! Dzięki za niego :)
Ale kolorowo u was))))) super!!!
OdpowiedzUsuńRozpierducha - haha - to najlepsza zabawa dla dziecka :) U nas było podobnie :D
OdpowiedzUsuńRozpierducha to podstawa - fajnie Wam wyszło, grunt, że się dobrze bawiłyście no i zdroooowia Wam życze!!!
OdpowiedzUsuńJaka piękna, kolorowa rozpierducha, chyba tylko matki jej nie kochają ;)
OdpowiedzUsuń