Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me

poniedziałek, 2 lipca 2012

Dziecięcy misz-masz

Wiecie czego najbardziej Tośce zazdroszczę? Że tak niewiele jej trzeba, żeby była zadowolona, roześmiana... Z wiekiem niestety zatracamy to. I tego, że takiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiimi oczami ogląda świat, z tym pierwotnym zdziwieniem, z którego narodziła się cała nauka i cała filozofia. Przytula się, patrzy i komentuje po swojemu 'aaaaach prrrrrr brrrrrrr'. Niedługo zacznie się pokazywanie paluszkiem i pytanie 'cio to'. I wtedy ja na nowo będę odkrywać świat i okaże się, że rzeczy oczywiste nie są oczywiste, bo są zadziwiające, skomplikowane, trudne do wyjaśnienia...

I tej determinacji jej zazdroszczę, w pokonywaniu ograniczeń własnego ciała. Kombinuje, złości się, próbuje, ale się nie poddaje. Aż osiągnie nową umiejętność. A wtedy kombinuje znowu, żeby nauczyć się czegoś nowego. Chciałabym tak mieć. Taki pęd do nieznanego. Tą ciekawość i zawziętość niemowlaka...


Teraz ma czas komunikacji. Piszczy głośno, w zależności od kontekstu, ze złości lub z radości. Śmieje się już głośno, na razie na zasadzie 'hyhy yhyhyhyy', ale ewidentnie jest to śmiech. Uwielbia ściągać mi okulary. I robi śmieszne miny jak miziam ją szczotką do włosów po brzuszku. Nawołuje i zaczepia, wzrokiem i głosem. I stópkami. I rączkami. Jak wezmę ją na ręce, chwyta się mnie jak małpka. I tylko główka jej lata na prawo i lewo, bo nie ogarnia wszystkiego wokół.

Przenieśliśmy ją do spacerówki już, leży sobie w niej i robi wielkie oczy, bo nagle widzi wszystko, nie tylko mamę lub tatę. I spacery okazują się bardzo ciekawe. I męczące przez to ;)

Upały ją wykańczają. Tylko cycuś i spanie wtedy. I na rękach noszenie po balkonie przed południem, bo u nas do popołudnia cień i wiaterek.

Ach i jeszcze o bliskości. Ja karmię, chustuję i śpię z dzieckiem. Ale to jest mój wybór. A w zasadzie nie mój, to wybór dziecka. Bo jak nie chciała, to nie chustowałam. Bo zarzekałam się całą ciążę, że gdzie tam spanie z dzieckiem, niewygodne, niebezpieczne i w ogóle nie. Czasem udaje nam się na kilka godzin położyć ją spać do kołyski, tak jak wczoraj. Ale tylko dlatego, że się na to zgodziła, tj nie obudziła się i nie protestowała. I spała tak od za dziesięć dziesiąta do piętnaście po drugiej. a potem już spała z nami. Ale ten czas, kiedy była w swoim łóżeczku, był czasem tylko dla nas, dla mnie i męża. Po raz pierwszy od dawna. Tylko my dwoje. Było nam to potrzebne. Żeby z matki i ojca ponownie stać się mężem i żoną, parą kochających się ludzi.

Słucham swojego dziecka. Czytam książki między innymi o AP czy karmieniu piersią po to, by na nowo odkryć oczywiste oczywistości. By dowiedzieć się, jak można sobie ułatwić, uprzyjemnić tę drogę rodzicielstwa, którą wybrałam. I dziękuję każdemu, kto weźmie małą chociaż na pół godziny i się nią zajmie. Mężowi, opiekunce, koleżance. Bo zamiast się poświęcać i zaciskać zęby, zamiast pod nosem rzucać kurwami na męża, że go nie ma i jestem sama z dzieckiem, dzięki tej chwili resetu, relaksu, przyjmuję sytuację taką, jaka jest, mam siłę i pogodę ducha, by się małą zajmować z uśmiechem i uwagą, na jaką zasługuje. Jeszcze tylko dwa, może trzy miesiące dzielą nas od wyjazdu. Tam też będziemy sami z dzieckiem. Ale będziemy oboje. Będzie niełatwo, szczególnie mnie, bo zupełnie nie znam języka, ale czy jest mi łatwiej tutaj? Tam nie będę miała opiekunki do dziecka, ale będę miała męża, który jest najlepszy na świecie w usypianiu małej. Który posprząta i ogarnie jak będzie trzeba. Który w moje lub Tosi kiepskie dni nie będzie miał focha, że obiadu nie ma.

Czasem myślę o sobie jako o matce polce bohaterce, która się wzięła za bary z tematem, który niejednego by przerósł. Ale zaraz potem poziom wody sodowej opada, bo myślę sobie, gdyby którakolwiek z was znalazła się w tej sytuacji, czy zrobiłaby inaczej? Po początkowej fazie 'nie dam rady', zorganizowałybyście się i weszłybyście w fazę 'ja do cholery miałabym nie dać rady?'. Sekret polega na olaniu spraw nieważnych. Na priorytetach. Najpierw dziecko, potem zmywanie. Najpierw dziecko, potem wieszanie prania. A jak się kurierowi czy listonoszowi czy koleżance nie podoba sterta garów albo moje nie zawsze świeże włosy, to niech weźmie Tośkę na godzinę a ja ogarnę temat :P Tak, mam dystans. I czasem biorę dziecko ze sobą do kibelka, żeby w spokoju się wykąpać czy.. poczytać jakąś książkę podczas pewnych czynności. Dziecko ma radochę bo patrzy jak pranie się przewraca w pralce, a ja mam 5-10-15 minut dla siebie.

PS. W sobotę jedziemy w Bieszczady i nie zabieramy komputerów. Będzie tydzień przerwy we wpisach. Ci co lubią, jakoś przeżyją, a hejterzy odetchną z ulgą ;)

3 komentarze:

  1. super !! wreszcie bedziesz z mezem :) a co najwaznejsze Tośka bedzie z Tata :)

    PS nie za wczesnie za spacerówke ?? najwczesniej od 6 msc mozna ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mamy taką, co się na zupełnie płasko rozkłada, więc mała leży jak w gondoli tylko widoki ma lepsze ;)

      Usuń
  2. Super post, już po poprzednim z tej "serii";) miałam Ci napisać, że baaardzo lubię Twoje podejście- żyj i daj żyć innym :)) A decyzje zostaw rodzicom :))

    Trzymamy kciuki za przeprowadzkę i miłego wypoczynku życzymy:))

    OdpowiedzUsuń