Odkurzyłam maszynę :) Mąż z małą na spacerze a ja siadłam... Oto pierwsza z mam nadzieję wielu zabawek jakie Tosi uszyję. Kot do niuplania czyli niuplacz zwany także memładłem lub bebładłem ;) Żadnych zbędnych ozdóbek, koralików i innych takich, dziecio i idiotoodporny kot do tarmoszenia, przytulania i masowania dziąseł ;) Nie do końca wyszedł jak miał, bo pół roku ponad nie miałam styczności z maszyną, ale mam nadzieję wrócić do formy ;) Ogon długi i można go wywijać na wszystkie strony, jak u prawdziwego kocura przystało ;)
Śliczny.
OdpowiedzUsuńsuper!! ja na oczy maszyny nie widzialam - niestety bo tez takiecuda chcialabym robic:)
OdpowiedzUsuńa nie widać, że miałaś przerwę - kot jak marzenie :)
OdpowiedzUsuńpiękny:)
OdpowiedzUsuńBardzo mi się podoba :) Chwilami żałuję, że nie mam takich zdolności ;)
OdpowiedzUsuńElegancki kociak!! :)
OdpowiedzUsuńSuper! Zazdroszczę talentów szyciowych... Ja niestety w tej kwestii totalne beztalencie jestem :|
OdpowiedzUsuńświetny ! chyba jednak szycie na maszynie to dla Ciebie jak jazda na rowerze, nic nie zapomniałaś :) fajny materiał
OdpowiedzUsuńsuperancki kocur! Ja maszynę mam, ale nie zaprzyjaźniłam się jeszcze...
OdpowiedzUsuńSwietny jest!!!!
OdpowiedzUsuńNiezły zbieg okoliczności! Ja przedwczoraj popełniłam bobasowi królika (pierwszą w życiu, inną niż worek na kapcie, rzecz uszytą na maszynie). Jakaś szwalnicza koniunkcja planet ;).
OdpowiedzUsuńA kot rewelacyjny :)
Ja nie wiem co Ty chciałaś uszyć jak on jest "nie do końca taki" jest świetny jak by był bardziej to by wam uciekł z wózka albo Tosię podrapał ;) Superancki.
OdpowiedzUsuńsliczny:))
OdpowiedzUsuńcudny!
OdpowiedzUsuńzdolna mama;)
OdpowiedzUsuńAle słodziutki kociak :)
OdpowiedzUsuńuważam, że jak Tosia będzie starsza na pewno doceni fakt, że zabawki dla niej szyła mamusia :) Też chciałabym umieć robić takie cuda :)
elegancki :))) I żadnych dodatków mu nie potrzeba...
OdpowiedzUsuńpozdrawiam i zapraszam do siebie, http://brzuchata-do-lata.blogspot.com
super kolorki, fajny materiał ;)
OdpowiedzUsuń