Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me

piątek, 31 maja 2013

Ktoś

Jest taki gość, który jednym uśmiechem prawie sześć lat temu zawrócił mi w głowie.

Taki ktoś, dla którego bez mrugnięcia okiem wyjechałam cztery lata temu do Lublina.

Ktoś, komu przed obliczem Urzędniczki przyrzekłam to i owo, na dodatek podpisując się pod tym. I nadal bym się podpisała. Za takie ładne nazwisko, opłaciło się. :P

Ktoś, z kim przeszłam całą te gehennę leczenia niepłodności, ramię w ramię, kto mimo iż n razy dziennie robi sobie iniekcje z insuliny, nie był w stanie zrobić mi zastrzyku z gonadotropiny, w obawie, że zrobi mi krzywdę. Kto brał na klatę moją wściekłość, bezsilność, moje łzy, moje oczekiwanie. Kto po prostu poszedł się przebadać, jak było trzeba, choć cholernie się bał.


Ktoś, kto wziąwszy Tosię pierwszy raz na ręce, miał w nich pewność Ojca. Kto od samego początku opiekował się nią, nie bał się tego, nie bał się kąpać, przewijać, przebierać. Kto podziela moje poglądy na opiekę nad dzieckiem, karmienie piersią itd.

Ktoś, kto dzień w dzień ciężko zapierdala - bo inaczej tego nie można nazwać - by się nam spokojnie i dostatnio żyło.

Kto się wszystkim przejmuje i gdyby mógł, wiem, że by nam nieba przychylił.

W szarości i problemach codzienności łatwo się zapomina o tym wszystkim, a wyolbrzymiają się te wszystkie mniejsze lub większe potknięcia.

Świadomość ciężaru, jaki spoczywa na moim mężu, i mnie ostatnio przytłoczyła. Zadowolenia wszystkich - szefów, żony, krewnych. Utrzymania nas. Planowania życia, które będzie dobre dla naszej trójki. Znajdowania czasu dla Toni w tym kieracie zawodowym. Mojego ciśnienia na drugie dziecko. Podołania roli  ojca, męża, mężczyzny.

I muszę sobie to zapisać i wracać do tego w te dni, kiedy mnie wkurzą niedomyte naczynia czy dziurawe skarpety w praniu. Wkurzą tak, że będę mieć ochotę wywlec wiele innych niedorobionych tematów.

I wtedy wiem, że muszę wyjąć gumowy młotek i sobie zdrowo pierdolnąć w głowę. I przygryźć język do krwi tak brutalnie. Nie dokładać. Nie robić z siebie matki frustratki. Tak, bywa ciężko, ale już to mówiłam. Nie raz. Nie dwa. I tak już ma dość wyrzutów sumienia z powodu nieobecności z czasie ciąży i pierwszych miesięcy życia Tosi. Bez mojego ględzenia.

Jestem dorosła, wiedziałam, a może nie wiedziałam co robię, ale się zgodziłam na to. Jestem tu gdzie jestem, co wieczór mogę położyć się koło męża w łóżku i to już jest coś. Coś czego nie miałam przez prawie dwa lata. Sytuacja się zmieni, na pewno się zmieni, będzie inne miejsce, mam nadzieję, że w Polsce, będzie inna wkurzająca praca, inny dom. My zostaniemy tacy sami. My - rodzina. Mąż, żona i dzieci.

Wyniosłam z domu słaby model bycia żoną i matką. Ale nie popełnię błędu obwiniania całego świata o swoje błędy, o swoje decyzje. I nie zrzucę winy za swoje mniej lub bardziej udane życie na kogoś, kogo przyrzekłam szanować i kochać, i kogo szanuję i kocham.

Wiecie, kogo zobaczyłam, jak w pewien grudniowy wieczór, on otworzył mi drzwi? Męża i ojca moich dzieci. Wiedziałam wtedy. No wiedziałam. To było nagłe, ta pewność. I ta pewność mi towarzyszyła, gdy prawie trzy lata temu podpisywałam papiery w USC.

I mam tę pewność dziś. Że jest w moim życiu Ktoś. Wypróbowany, właściwy, nieziemsko wrażliwy, facet którego wybrałam.


7 komentarzy:

  1. wzruszyłam się okropnie
    i dało mi do myślenia to co napisałaś, tak przy okazji. dzięki

    OdpowiedzUsuń
  2. wzruszyłam się strasznie i tak mi przyszło do głowy, że sama też nieczęsto pamiętam... a szkoda :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Pozdrowienia dla Ktosia :) Też czasami coś mnie rozdrażni, typu wieczne okruszki chleba na blacie czy inne szczegóły, ale tak naprawdę decyzji i wyboru bym nie zmieniła i być może zapisanie sobie tego i zaglądanie w trudniejszych momentach, to dobry pomysł ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. pieknie napisane,Twoj post uzmysłowił mi, że ja zbyt często zaniedbuję męża, przyjmuję, że on jest i tak ma być. Nie doceniam go. Dziękuję Ci za ten post! Jesteś niesamowitą i ciepłą osobą. Pozdrawiam i zapraszam do mnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie a przede wszystkim mądrze napisane=]

    OdpowiedzUsuń