Wiecie jak spędziłam Dzień Matki?
Mąż zabrał maludę na basen i potem na salę zabaw, nie było ich od 10 do 15.
A ja w tym czasie:
-sprzątnęłam całe mieszkanie
-ugotowałam dwa obiady - na dziś zupę ze świeżego, młodego szpinaku, która wyszła tak pyszna, że już jej nie ma (a i Tosia zjadła ze smakiem miseczkę!), i na jutro gołąbki w sosie pomidorowym
-zrobiłam trzy kursy prania
-zrobiłam porządek w Tosi ubrankach, spakowałam za małe w pudełko dla drugiego dziecka, wyrzuciłam wybitnie już zniszczone rzeczy.
-usiadłam z miseczką zupy i zjadłam ją powoli, napawając się czystością i porządkiem. I ciszą.
A potem wrócił mąż z Tosią, przynieśli pyszne ciacha. Tosia z okazji Dnia Matki postanowiła nie spać, tylko szaleć na całego. Rozbijała się po domu wywrotą Wadera, właziła na krzesełko, bujała się w dinusiu. Teraz się kąpie.
Lubię takie dni jak ten. Mimo obrzydliwej wręcz pogody, niedobrze mi się robi jak widzę tę wodę z nieba lejącą się bez przerwy...
Lubię być mamą, żoną, lubię gotować i widzieć, że wszystkim smakuje. Lubię mieć porządek, lubię zrobić wszystko co zaplanowałam. Mało mam takich dni, więc doceniam je podwójnie.
To był bardzo udany Dzień Matki. :)






Małe rzeczy, a jak cieszą :)
OdpowiedzUsuń:) Prawdziwa Pracowita Mama :)
OdpowiedzUsuńFajny miałaś Dzień Matki! :0
OdpowiedzUsuńNie sztuką jest, by spędzić go oklepanie tak, jak "tradycja" nakazuje. Ważne, by inni dostrzegli, ze Mama też potrzebuje chwili dla siebie. Nie wazne, jak spędzonej - na relaksie, czy na domowej pracy..
PS. Jak tam z moją propozycją? Wciąz aktualne :)