Bubber to hmm. Nie umiemy nazwać, co to. Trochę jak piasek, ale się nie sypie. Trochę jak pianka montażowa. Lekki, choć bardziej do wycinania niż lepienia. Przyjemne w dotyku, wieczorami w trójkę siedzimy i miętolimy Bubbera w łapkach. Nie klei się, nie jest tłuste, nie przywiera do dywanów i włosów. Nie wyschnie nawet zostawione na cały dzień otwarty.
Uczepiłabym się zapachu, ale może jestem wybredna. :P
A to moi mili jest KOT. Tosia ulepiła i kategorycznie oświadczyła 'miau'. No to miau :)





U nas Bubber też jest numerem 1 :)
OdpowiedzUsuńFajny ten bubber!
OdpowiedzUsuńFajny pomysł :) spróbujemy i my.
OdpowiedzUsuń