Nigdy nie chciałam po macierzyńskim wracać do pracy. Jeszcze nie miałam dziecka, a już wiedziałam, że zostawienie półrocznego dziecka jakiejś obcej babie/babom na ponad pół dnia będzie dla mnie nie do przejścia. Tak się złożyło w moim życiu, choć niemałym kosztem, że na szczęście nie muszę.
Mam cały etat, ale w domu. Nic mnie nie ominie. Żaden uśmiech, żadna łza, żaden skok rozwojowy, żaden pierwszy ząbek ani drugi ani piąty. Mam czas na to, by pozwolić dniom mijać jeden za drugim, niepostrzeżenie, a mijają one powoli acz nieubłaganie. Mogę sobie pozwolić na siedzenie z dzieckiem dwie godziny na rękach bo sobie mała umyśliła tak drzemać. Mogę z powodu Tosi katarku nie spać całą noc i czuwać cały dzień, bo nie na mojej głowie finanse tego świata. ;)
Nic mnie tak nie bawi jak przekonanie społeczeństwa, że kobieta z dzieckiem w domu 'siedzi'. W głowie mam zaraz taki obrazek, siedzę sobie na kanapie i dłubię w nosie a obok siedzi Tośka i robi to samo ;) I takie znudzone siedzimy cały dzień i gapimy się w jakieś M jak międlenie ;)
Z powodu mojego ulubionego słowa 'restrukturyzacja' od 1 września jestem oficjalnie i do bólu bezrobotna. Ale na brak pracy nie narzekam, bynajmniej. Zajmowanie się domem, dzieckiem i sobą to zajęcie na trzy etaty conajmniej. Całodobowo. A że nie zarabiam... Wnoszę do naszego trzyosobowego gospodarstwa domowego tudzież podstawowej komórki społecznej wartości niematerialne. A czasem nawet zdarzy się że cosik wniosę jednak dosłownie, na przykład wygrane w konkursie na FB od Lansinoha gadżety albo u Grzegorzowej na blogu pakę pieluch i chusteczek ;)
A w ogóle Tosia zaczyna przejawiać pewną inteligencję ;) Dzisiaj posadziłam ją na kanapie, w dość duże odległości od niej położyłam swój telefon. Spróbowała sięgnąć jedną ręką, spróbowała drugą, nie wyszło, więc się wyprostowała, pokiwała głową 'nienienie' i popatrzyła na mnie. Przysunęłam bliżej komórkę to zaraz ją capnęła. ;) Spryciula mała. :)





Też bym wolała siedzieć z dzieckiem w domu, nie wyobrażam sobie oddać je pod opiekę komuś innemu. Tośka agentka ;)
OdpowiedzUsuńSzczęściara:) Zazdroszczę tego czasu dla dziecka. Antosia superowa dziewczynka!
OdpowiedzUsuńWłaśnie, właśnie. Wychowywanie dziecka to etat 24 h!
OdpowiedzUsuńA każdy kto uważa inaczej powinien spędzić nie 1 dzień, ale 1 tydzień sam na sam z małym dzieckiem, aby zobaczyć, jaki to jest miód :)
Gratuluję wygranych w konkursach!!! Szczęściara ;)
Do nas tez dziś pieluchy przyjechały :D
OdpowiedzUsuńKiedyś wykładowca po ustnym zaliczeniu zapytał gdzie pracuję, aby podtrzymać rozmowę. Odpowiedziałam że nigdzie, bo siedzę z dzieckiem w domu. :P
OdpowiedzUsuńOdpowiedział zupełnie poważnie, że to praca na cały etat i to najcięższa praca na świecie. :)
Byłam w szoku, że facet tak myśli. Ale z drugiej strony - wykształcony człowiek zdaje sobie z tego sprawę, to nic dziwnego. :)
Oczywiście, że to praca - ciężka i miła zarazem.
OdpowiedzUsuńMam takie samo podejście. Świadomie czekałam z decyzją o dziecku na taki moment, kiedy będę mogła pozwolić sobie na spokojne "siedzenie" z małym w domu. Jestem przeszczęsliwa, nigdy nie powiem że się nudzę, że nie wytrzymuję w 4 ścianach. Zawsze coś się dzieje, nigdy nie ma rutyny. Jest bosko!
OdpowiedzUsuńuderzyłaś w sedno. Tośka Ty mała mądralko :* no jak mama, przecież wiadomo :D
OdpowiedzUsuń"Tosia zaczyna przejawiać pewną inteligencję" ;)
OdpowiedzUsuńCo do siedzenia w domu, to ja zdaję sobie sprawę ze wszystkich plusów dotyczących rozwoju dziecka. Nam się trafiło inaczej i też nie żałuję :)
Witam ;) Nominowałam Twój blog jako Liebster Blog. Więcej informacji znajdziesz na moim blogu http://okamilce.blogspot.com/. Zapraszam :)
OdpowiedzUsuń