Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me

środa, 31 października 2012

Cały etat

Nigdy nie chciałam po macierzyńskim wracać do pracy. Jeszcze nie miałam dziecka, a już wiedziałam, że zostawienie półrocznego dziecka jakiejś obcej babie/babom na ponad pół dnia będzie dla mnie nie do przejścia. Tak się złożyło w moim życiu, choć niemałym kosztem, że na szczęście nie muszę.

Mam cały etat, ale w domu. Nic mnie nie ominie. Żaden uśmiech, żadna łza, żaden skok rozwojowy, żaden pierwszy ząbek ani drugi ani piąty. Mam czas na to, by pozwolić dniom mijać jeden za drugim, niepostrzeżenie, a mijają one powoli acz nieubłaganie. Mogę sobie pozwolić na siedzenie z dzieckiem dwie godziny na rękach bo sobie mała umyśliła tak drzemać. Mogę z powodu Tosi katarku nie spać całą noc i czuwać cały dzień, bo nie na mojej głowie finanse tego świata. ;)


Nic mnie tak nie bawi jak przekonanie społeczeństwa, że kobieta z dzieckiem w domu 'siedzi'. W głowie mam zaraz taki obrazek, siedzę sobie na kanapie i dłubię w nosie a obok siedzi Tośka i robi to samo ;) I takie znudzone siedzimy cały dzień i gapimy się w jakieś M jak międlenie ;)

Z powodu mojego ulubionego słowa 'restrukturyzacja' od 1 września jestem oficjalnie i do bólu bezrobotna. Ale na brak pracy nie narzekam, bynajmniej. Zajmowanie się domem, dzieckiem i sobą to zajęcie na trzy etaty conajmniej. Całodobowo. A że nie zarabiam... Wnoszę do naszego trzyosobowego gospodarstwa domowego tudzież podstawowej komórki społecznej wartości niematerialne. A czasem nawet zdarzy się że cosik wniosę jednak dosłownie, na przykład wygrane w konkursie na FB od Lansinoha gadżety albo u Grzegorzowej na blogu pakę pieluch i chusteczek ;)


A w ogóle Tosia zaczyna przejawiać pewną inteligencję ;) Dzisiaj posadziłam ją na kanapie, w dość duże odległości od niej położyłam swój telefon. Spróbowała sięgnąć jedną ręką, spróbowała drugą, nie wyszło, więc się wyprostowała, pokiwała głową 'nienienie' i popatrzyła na mnie. Przysunęłam bliżej komórkę to zaraz ją capnęła. ;) Spryciula mała. :)

10 komentarzy:

  1. Też bym wolała siedzieć z dzieckiem w domu, nie wyobrażam sobie oddać je pod opiekę komuś innemu. Tośka agentka ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczęściara:) Zazdroszczę tego czasu dla dziecka. Antosia superowa dziewczynka!

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie, właśnie. Wychowywanie dziecka to etat 24 h!
    A każdy kto uważa inaczej powinien spędzić nie 1 dzień, ale 1 tydzień sam na sam z małym dzieckiem, aby zobaczyć, jaki to jest miód :)

    Gratuluję wygranych w konkursach!!! Szczęściara ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Do nas tez dziś pieluchy przyjechały :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś wykładowca po ustnym zaliczeniu zapytał gdzie pracuję, aby podtrzymać rozmowę. Odpowiedziałam że nigdzie, bo siedzę z dzieckiem w domu. :P
    Odpowiedział zupełnie poważnie, że to praca na cały etat i to najcięższa praca na świecie. :)
    Byłam w szoku, że facet tak myśli. Ale z drugiej strony - wykształcony człowiek zdaje sobie z tego sprawę, to nic dziwnego. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oczywiście, że to praca - ciężka i miła zarazem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam takie samo podejście. Świadomie czekałam z decyzją o dziecku na taki moment, kiedy będę mogła pozwolić sobie na spokojne "siedzenie" z małym w domu. Jestem przeszczęsliwa, nigdy nie powiem że się nudzę, że nie wytrzymuję w 4 ścianach. Zawsze coś się dzieje, nigdy nie ma rutyny. Jest bosko!

    OdpowiedzUsuń
  8. uderzyłaś w sedno. Tośka Ty mała mądralko :* no jak mama, przecież wiadomo :D

    OdpowiedzUsuń
  9. "Tosia zaczyna przejawiać pewną inteligencję" ;)
    Co do siedzenia w domu, to ja zdaję sobie sprawę ze wszystkich plusów dotyczących rozwoju dziecka. Nam się trafiło inaczej i też nie żałuję :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Witam ;) Nominowałam Twój blog jako Liebster Blog. Więcej informacji znajdziesz na moim blogu http://okamilce.blogspot.com/. Zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń