-Kto to jest?
Koleżanka odpowiedziała:
-To są ludzie Tosiu. Widzisz tych dwoje? Ta pani z dużym brzuchem to moja mama a ten pan to tata. Mówią, że za kilka dni będę już z nimi, że bardzo chcą już mnie zobaczyć i przytulić.
-A moja mama i mój tata gdzie są?
-Nie wiem Tosiu ale na pewno cię szukają, moi rodzice mówią, że długo na mnie czekali.
Tosia posmutniała, od tego dnia codziennie pytała wszystkie dzieci czy nie widzieli jej rodziców. Niestety, nikt nie umiał jej pomóc...
Tymczasem poza ogrodem dwoje młodych ludzi bardzo się pokochało. Zapragnęli mieć dziecko, bo zawsze chcieli stworzyć rodzinę. Niestety mimo ich wielkiej miłości ona nie mogła zajść w ciążę. Czekali i czekali, a dziecka wciąż nie było. Poszli nawet do Pana Doktora by pomógł im je odnaleźć. Mijały długie miesiące, które zamieniały się w lata. Aż któregoś dnia poszli do Pana Doktora i on pokazał im na małym czarno białym ekraniku, że w brzuchu kobiety zamieszkał dzidziuś i od dziś nazywają się Mama i Tata.
Tego dnia Tosia usłyszała, że ktoś ją cicho woła. Wspięła się na żywopłot i zaczęła się rozglądać wokół. Zobaczyła kobietę głaszczącą się po brzuchu i mówiącą do niego, że jest jego mamą, i że będzie miał na imię Tosia. Trochę to było wszystko dziwne i Tosia niezbyt rozumiała o co chodzi, ale zrozumiała, że odnalazła swoich rodziców. Pewien chłopiec wytłumaczył jej, że to prawda i już teraz musi tylko poczekać na właściwy moment, wtedy w żywopłocie otworzy się przejście i będzie mogła wyjść z ogrodu. Poza ogrodem będzie malutka i będzie musiała sobie z czasem, jak będzie rosła, przypominać wszystko to, co umiała w ogrodzie, ale ma się nie martwić bo rodzice jej pomogą, pokażą jaki wielki i ciekawy jest świat poza ogrodem.
Już się Tosia nie smuciła, tylko niecierpliwie czekała, co dzień wspinała się na żywopłot i patrzyła z daleka na mamę i tatę, słyszała jak mówią, że ją bardzo kochają i nie mogą się doczekać by ją poznać.
W końcu, w zimowy, bardzo mroźny poranek otworzyło się wyjście z ogrodu i Tosia wybiegła z niego prosto w ramiona mamy. Była malutkim dzidziusiem a rodzice tulili ją ciągle by jakoś nadrobić ten długi czas, kiedy czekali na siebie po przeciwnych stronach żywopłotu.





Ryczę jak bóbr...
OdpowiedzUsuńBtw. właśnie robię porządki w piwnicy i grzebię w ciuszkach noworodkowych... Achhh wspomnieni :D
a jak ja ryczałam jak pisałam.... nie wiem, czy będę w stanie Tosi ją kiedyś opowiedzieć...
UsuńPoryczałam się, cudowna opowieść.
OdpowiedzUsuńdziękuję :)
UsuńAgata przepiękne:)))
OdpowiedzUsuń:* jesteś wspaniała
OdpowiedzUsuńmam nadzieję, ze na mnie tez ktoś tak czeka... oby :((
OdpowiedzUsuń