Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me

piątek, 6 września 2013

Cosleeping

Jeszcze w ciąży, w 35tc bodajże, zarzekałam się, że spanie z dzieckiem to idiotyzm, niebezpieczny i w ogóle ble proceder.

Ha ha ha.

Urodziła się Tosia.
Zaczęłam karmić piersią.
I już sobie nie wyobrażałam inaczej, niż spać z małą.

Bo cosleeping jest IDEALNY dla takich leniwych matek jak ja.
Bo nie trzeba w nocy wstawać do dziecka.
Bo nocne pobudki trwały minutę i rano często nie byłam w stanie powiedzieć, czy i ile razy mała się budziła.
Bo się wysypiałam.
Bo jak mała była chora to wiedziałam o tym w sekundę, natychmiast czując przy sobie mały piecyk.


Pierwsze miesiące spaliśmy na kanapie rozkładanej. Potem, wraz z przyjazdem do Niemiec i zwiększeniem mobilności Toni zmieniliśmy system na materacowy.

Mamy w sypialni na podłodze wielki i gruby materac i obok mniejszy materac Tosi.  Dłuugo ten drugi służył tylko jako amortyzacja przy Tosi nocnym kręceniu się.

Podczas ostatnich upałów i z okazji odstawienia od piersi mała zaczęła sama zasypiać na swoim materacu. I śpi tam najczęściej do rana, rano przenosi się do mnie i dosypiamy jeszcze z dwie godzinki.

Kołdrą Tosi nie udusiliśmy z tej prostej przyczyny, że mała nie znosi kołder, kocyków, śpiworków i jak tylko poczuje coś na sobie to wściekle z siebie skopuje.

Więc:
-TO NIEPRAWDA, że współspanie powoduje, że dziecko z własnej woli nie opuści łóżka rodziców do osiemnastki.
-TO NIEPRAWDA, że współspanie zwiększa ryzyko SIDS, a wręcz je zmniejsza, bo rodzic śpi czujnie i wychwyci każdą zmianę w zachowaniu dziecka, naprawdę!
-TO NIEPRAWDA, że współspanie zabija pożycie małżeńskie. Jeśli coś zabija pożycie małżeńskie po urodzeniu dziecka, to raczej hormony ;)
-TO NIEPRAWDA, że można dziecku zrobić krzywdę przez sen, patrz punkt o SIDS.

ale:

-JEST PRAWDĄ (przynajmniej dla mnie), że współśpiące matki to leniwce, którym się nie chce w nocy wstawać i z wywieszonym jęzorem lecieć do drugiego pokoju, potykając się po drodze o zabawki i klnąc pod nosem. Mnie się nie chce :P

9 komentarzy:

  1. Mnie sie też nie chciało, ale teraz jestem już tak stęskniona za przestrzenią w łóżku, że powoli myślimy o przetransportowaniu Młodej...na razie udaje sie to na pół nocy....;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Michu też nicierpi być przykryty. Ale nigdy nie chciał spać ze mną. Od urodzenia śpi w swoim łóżeczku. Raz jeden spał ze mną jak był chory a ja bym chciała żeby spał obok :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jeszcze karmię, ale cosleeping wychwalam. Choć planują młodej łóżko sprawić, ale i tak będzie dostawione do naszego. Więc zmieni się tyle, że będzie więcej miejsca i będę się mogła w końcu w nocy do męża przytulić, bo na razie młoda śpi między nami ;) No i moja też nie cierpi kołder, koców i śpiworków. Muszę jej ciepłe piżamy na zimę sprawić, bo przykryć za nic się nie da.

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas przekonanie do wspólnego spania jest połowiczne, po prostu mąż się nie wysypia. Mnie jest niewygodnie między nimi i na boku, choć lubię czuć małą w pobliżu a luksus niewstawania był ogromny! Nie zainwestowaliśmy w większy materac, przypuszczam, że niezależnie od szerokości większość zaanektowałaby dla siebie ;-)mieliśmy dostawkę obok, ale i tak spała u nas, więc ostatnio nauczyliśmy ją zasypiania bez piersi, karmię jeszcze dwa razy w nocy i odkładam do łóżeczka obok naszego...

    OdpowiedzUsuń
  5. ad 1 - Anka wciąz do mnie przychodzi i mam jej dość, a ma 4 lata... Bo o Tomku to nie ma co wspominać nawet.
    ad 2 - śpię jak zabita i nie wychwycam, nic a nic
    ad 3 - bolą mnie kolana i kilka innych rzeczy od pozycia małżeńskiego na podłodze czy kanapie w salonie
    ad 4 - patrz ad 2, ile razy mi jakieś dziecko spadło z łóżka - nie zliczę, ile razy walnęłam jakieś dziecko łokciem czy je przygniotłam - nie zliczę
    Marze o tym aby latać do drugiego pokoju!!! Pierdolę cosleeping, kochana. Jestem od 4 lat (!!!) zmęczona po tych nocnych manewrach i mam dość. Nawet jak mi się uda na godzinkę pozbyć dzieci z naszej sypialni to one i tak wracają.

    OdpowiedzUsuń
  6. Też śpię z dzieckiem od jego narodzin. Teraz ze względów bezpieczeństwa (by nie spadł z łóżka) odkładam go do łóżeczka jak zaśnie. ALe początkowe miesiąće, to nie wyobrażam sobie karmić piersią i nie spać z nim. On jako noworodek potrafił mieć w nocy 2 godzinne sesje przy piersi;))

    OdpowiedzUsuń
  7. U nas niestety to się nie sprawdziło, i jedno i drugie lądowało bardzo szybko w swoim łóżeczku. Niestety jestem typem co to śpi dość twardo. Nawet teraz bardzo często jestem w szoku, budząc się koło Adrianka- nie mam pojęcia kiedy przychodzi do łóżka. No chyba, że po swojemu okopuje mnie z każdej strony, co do miłych rzeczy nie należy....
    Tak więc macie super- bo trafił Wam się idealny model do wspólnego spania;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ostatnio mialam specyficzny cosleeping. Ja, corka i 6 miskow, tak sie przypadkiem zlozylo, ze ja mialam do dyspozycji najmniej miejsca.
    Tez bylam przeciwniczka wspolnego spania, zycie jednak szybko zweryfikowalo. Gdyby nie wspolne spanie bylabym juz dawno jak zombi i miala znerwicowane dziecko, a tak obie jestesmy szczesliwe, a usmiech, ktory budzi mnie obok rano bezcenny :)

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja tam najzwyczajniej w świecie nie lubię spać z synem. Śpię wtedy zbyt czujnie, zupełnie nie mogę się wyspać i ciągle mi niewygodnie. A łóżeczko stoi pół metra od naszego łóżka, więc nigdzie latać nie muszę. W ramach kompromisu Mały dosypia z nami od mniej więcej 5 do ostatecznej pobudki:)

    OdpowiedzUsuń