Jeszcze w ciąży, w 35tc bodajże, zarzekałam się, że spanie z dzieckiem to idiotyzm, niebezpieczny i w ogóle ble proceder.
Ha ha ha.
Urodziła się Tosia.
Zaczęłam karmić piersią.
I już sobie nie wyobrażałam inaczej, niż spać z małą.
Bo cosleeping jest IDEALNY dla takich leniwych matek jak ja.
Bo nie trzeba w nocy wstawać do dziecka.
Bo nocne pobudki trwały minutę i rano często nie byłam w stanie powiedzieć, czy i ile razy mała się budziła.
Bo się wysypiałam.
Bo jak mała była chora to wiedziałam o tym w sekundę, natychmiast czując przy sobie mały piecyk.
Pierwsze miesiące spaliśmy na kanapie rozkładanej. Potem, wraz z przyjazdem do Niemiec i zwiększeniem mobilności Toni zmieniliśmy system na materacowy.
Mamy w sypialni na podłodze wielki i gruby materac i obok mniejszy materac Tosi. Dłuugo ten drugi służył tylko jako amortyzacja przy Tosi nocnym kręceniu się.
Podczas ostatnich upałów i z okazji odstawienia od piersi mała zaczęła sama zasypiać na swoim materacu. I śpi tam najczęściej do rana, rano przenosi się do mnie i dosypiamy jeszcze z dwie godzinki.
Kołdrą Tosi nie udusiliśmy z tej prostej przyczyny, że mała nie znosi kołder, kocyków, śpiworków i jak tylko poczuje coś na sobie to wściekle z siebie skopuje.
Więc:
-TO NIEPRAWDA, że współspanie powoduje, że dziecko z własnej woli nie opuści łóżka rodziców do osiemnastki.
-TO NIEPRAWDA, że współspanie zwiększa ryzyko SIDS, a wręcz je zmniejsza, bo rodzic śpi czujnie i wychwyci każdą zmianę w zachowaniu dziecka, naprawdę!
-TO NIEPRAWDA, że współspanie zabija pożycie małżeńskie. Jeśli coś zabija pożycie małżeńskie po urodzeniu dziecka, to raczej hormony ;)
-TO NIEPRAWDA, że można dziecku zrobić krzywdę przez sen, patrz punkt o SIDS.
ale:
-JEST PRAWDĄ (przynajmniej dla mnie), że współśpiące matki to leniwce, którym się nie chce w nocy wstawać i z wywieszonym jęzorem lecieć do drugiego pokoju, potykając się po drodze o zabawki i klnąc pod nosem. Mnie się nie chce :P





Mnie sie też nie chciało, ale teraz jestem już tak stęskniona za przestrzenią w łóżku, że powoli myślimy o przetransportowaniu Młodej...na razie udaje sie to na pół nocy....;)
OdpowiedzUsuńMichu też nicierpi być przykryty. Ale nigdy nie chciał spać ze mną. Od urodzenia śpi w swoim łóżeczku. Raz jeden spał ze mną jak był chory a ja bym chciała żeby spał obok :(
OdpowiedzUsuńJa jeszcze karmię, ale cosleeping wychwalam. Choć planują młodej łóżko sprawić, ale i tak będzie dostawione do naszego. Więc zmieni się tyle, że będzie więcej miejsca i będę się mogła w końcu w nocy do męża przytulić, bo na razie młoda śpi między nami ;) No i moja też nie cierpi kołder, koców i śpiworków. Muszę jej ciepłe piżamy na zimę sprawić, bo przykryć za nic się nie da.
OdpowiedzUsuńU nas przekonanie do wspólnego spania jest połowiczne, po prostu mąż się nie wysypia. Mnie jest niewygodnie między nimi i na boku, choć lubię czuć małą w pobliżu a luksus niewstawania był ogromny! Nie zainwestowaliśmy w większy materac, przypuszczam, że niezależnie od szerokości większość zaanektowałaby dla siebie ;-)mieliśmy dostawkę obok, ale i tak spała u nas, więc ostatnio nauczyliśmy ją zasypiania bez piersi, karmię jeszcze dwa razy w nocy i odkładam do łóżeczka obok naszego...
OdpowiedzUsuńad 1 - Anka wciąz do mnie przychodzi i mam jej dość, a ma 4 lata... Bo o Tomku to nie ma co wspominać nawet.
OdpowiedzUsuńad 2 - śpię jak zabita i nie wychwycam, nic a nic
ad 3 - bolą mnie kolana i kilka innych rzeczy od pozycia małżeńskiego na podłodze czy kanapie w salonie
ad 4 - patrz ad 2, ile razy mi jakieś dziecko spadło z łóżka - nie zliczę, ile razy walnęłam jakieś dziecko łokciem czy je przygniotłam - nie zliczę
Marze o tym aby latać do drugiego pokoju!!! Pierdolę cosleeping, kochana. Jestem od 4 lat (!!!) zmęczona po tych nocnych manewrach i mam dość. Nawet jak mi się uda na godzinkę pozbyć dzieci z naszej sypialni to one i tak wracają.
Też śpię z dzieckiem od jego narodzin. Teraz ze względów bezpieczeństwa (by nie spadł z łóżka) odkładam go do łóżeczka jak zaśnie. ALe początkowe miesiąće, to nie wyobrażam sobie karmić piersią i nie spać z nim. On jako noworodek potrafił mieć w nocy 2 godzinne sesje przy piersi;))
OdpowiedzUsuńU nas niestety to się nie sprawdziło, i jedno i drugie lądowało bardzo szybko w swoim łóżeczku. Niestety jestem typem co to śpi dość twardo. Nawet teraz bardzo często jestem w szoku, budząc się koło Adrianka- nie mam pojęcia kiedy przychodzi do łóżka. No chyba, że po swojemu okopuje mnie z każdej strony, co do miłych rzeczy nie należy....
OdpowiedzUsuńTak więc macie super- bo trafił Wam się idealny model do wspólnego spania;D
Ostatnio mialam specyficzny cosleeping. Ja, corka i 6 miskow, tak sie przypadkiem zlozylo, ze ja mialam do dyspozycji najmniej miejsca.
OdpowiedzUsuńTez bylam przeciwniczka wspolnego spania, zycie jednak szybko zweryfikowalo. Gdyby nie wspolne spanie bylabym juz dawno jak zombi i miala znerwicowane dziecko, a tak obie jestesmy szczesliwe, a usmiech, ktory budzi mnie obok rano bezcenny :)
A ja tam najzwyczajniej w świecie nie lubię spać z synem. Śpię wtedy zbyt czujnie, zupełnie nie mogę się wyspać i ciągle mi niewygodnie. A łóżeczko stoi pół metra od naszego łóżka, więc nigdzie latać nie muszę. W ramach kompromisu Mały dosypia z nami od mniej więcej 5 do ostatecznej pobudki:)
OdpowiedzUsuń