W niedzielę byliśmy na Kinderflohmarktcie w pobliskim miasteczku. Całe szczęście, że byliśmy przed otwarciem, bo jak szarańcza wpadła do miejsca w którym to było zorganizowane, to po pół godzinie już zostały resztki :P Wśród moich łupów znalazły się spodnie zimowe za 3 euro, z wyłowienia których jestem najbardziej dumna ;D Wszystko wyniosło około 30 euro. Gdyby nie rycząca Tonia to pewnie bym jeszcze coś wynalazła, na następny Flohmarkt pojadę sama.














ja tez lubie takie akcje :)
OdpowiedzUsuńU nas coraz rzadziej, a szkoda.
OdpowiedzUsuńIle cudowności ;)
OdpowiedzUsuń