To będzie post ku przestrodze. Dla mnie, żebym już nigdy więcej nie zgodziła się na taki układ, i dla was, byście nawet nie rozważały takiej opcji.
Rok temu podjęliśmy z mężem decyzję. Ale podejmując ją, braliśmy tylko pod uwagę "czy dam radę", a nie jak to wpłynie na nasze małżeństwo. Czy daję radę? Dałam radę będąc sama w ciąży, dałam radę urodzić bez męża, daję radę sama zajmując się Tosią. Jednakże, czy o to chodzi w małżeństwie? O to, że dwoje ludzi łączy papierek, kredyt i dziecko, a dzieli 1200 km?
Nikt mi nie wmówi, że miłość wystarczy, by utrzymać wszystko w kupie.
Kiedy mąż przyjeżdża, a przyjeżdża z reguły na pięć dni, ja potrzebuję ze dwóch, żeby przestał mnie irytować. Potrzebuję czasu, żeby się przyzwyczaić. I żeby sobie powiedzieć, że ma prawo nic nie wiedzieć, nie znać ani mnie, ani Tosi, ani układu rzeczy w domu. Potrzebuję czasu, by poczuć się swobodnie, by poczuć się znowu blisko, i psychicznie, i fizycznie. Tylko jak to następuje, okazuje się, że już jutro wyjeżdża...
Przyzwyczaiłam się do całkowitej autonomii, samodzielnego podejmowania decyzji, niekonsultowanych zakupów, swojego porządku dnia, swoich rytuałów. I do tego, że Tosia jest moja. To przykre, ale ja często myślę o sobie, jako o samotnej matce. I, że Tosia jest moim dzieckiem. Nie naszym, ale moim.
I smutno mi strasznie, że tak to wszystko wygląda, bo nie tak powinna pisać kobieta po niespełna dwóch latach małżeństwa. I choć przeraża mnie wyjazd do Niemiec, pojadę, bo chcę ratować to, co nas łączyło, i mam nadzieję nadal łączy. Odnaleźć na nowo tę bliskość. Żeby nie tylko kredyt, nazwisko i dziecko było wspólne.
Nie wiem, jak jest po drugiej stronie. W zasadzie mąż nie umie rozmawiać o uczuciach. I chyba stara się udawać sam przed sobą, że jest dobrze. Zresztą nie tylko w tej kwestii. Ale to już nie temat na post.





odległośc jest dobra ale na krótką metę lub gdy ludzie są szczerzy ze soba do bólu, my mieliśmy parę razy dłuższych rozstań, umocniły nas, nauczyły mówić otwarcie o wszystkim.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i trzymam za was kciuki aby sie wszystko ułożyło
Ojej, smutno tu. Trzymam za Was kciuki, mam nadzieję, że odległość nie zniszczy tego, co tworzycie.
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki, żeby wszystko jak najszybciej było, tak jak być powinno:) I myślę, że strach przed wyjazdem, przed nowym jest jednak mniejszy niż chęć bycia razem- nie ważne w jakim miejscu:)
OdpowiedzUsuńMój - wtedy jeszcze nie mąż - studiował w Krakowie a ja w Lublinie. Trwało to dwa lata. Potem na rok ja pojechałam do Krakowa i już tak się przyzwyczailiśmy do bycia w jednym miejscu, że kiedy wróciłam K. natychmiast zmienił uczelnię i już do Krk nie wrócił. Wiem coś o związku na odległość i dlatego na Twoim miejscu też zabrałabym małą i pojechała do męża. Może być tylko lepiej ;)
OdpowiedzUsuńqrczę sama prawda. samą prawdę napisałaś o takich związkach. jest bardzo dużo wielkich minusów takiwgo układu;/
OdpowiedzUsuńale 3mam kciuki i dużo wyrwałosci zycze
mezczyzni :-( moj tez problemow nigdy nie ma i dotychczas patrzyl na mnie jak na wariatke, gdy klocilam sie o drobiazgi. dotychczas bo teraz juz tego nie robie. moze i Ty sklonisz sie przeczytac POrozumienie bez przemocy?
OdpowiedzUsuńpozdr x
hm :( smutno mi.
OdpowiedzUsuńrozmawiajcie dużo, nie przestawajcie ze sobą rozmawiać. wytrwałości dla Was i siły oraz chęci.
3mam kciuki.
kiedyś czytałam, że młodych małżeństw się nie rozdziela przy stole, takie symboliczne, ale coś w tym jest. młode małżeństwa się docierają, kształtują więź, uczą się siebie, uczą się żyć razem i osobno (bo i takie chwile się zdarzają). tylko trzeba ich w tym wspierać, a nie przeszkadzać. wspieram Was !
Agata...jedź. Bo to co jest między Ojcem a Dzieckiem jest niesamowite. Ja się bardzo, bardzo zaskoczyłam, że chłopacy mają tak wyjątkową relację...Dlatego jedź. A Tośka oszaleje na punkcie Taty.
OdpowiedzUsuńMało optymistycznie:( Oby wszystko od nowa się udała.
OdpowiedzUsuńJedź, jedź - Tosia potrzebuje taty, a ty potrzebujesz męża. Będę trzymać kciuki.
OdpowiedzUsuńTrzymam za Was kciuki. Podziwiam za takie decyzje, bo ja bym nigdy się na to nie pisała. Dla mnie rozłąka i tak ogromna odległość nie wchodzi w grę i już.
OdpowiedzUsuńI pamiętaj, że więź Ojca z Dzieckiem jest tak samo ważna jak ta z Matką!
Wielki szacunek za to ze tak dobrze sobie do tej pory radziłaś!! Nie mam pojęcia jak sobie sama zupełnie poradziłąs i w ciąży i na początku życia Tosi, naprawde jestem pod wrażeniem. Co do związku na odległość ja myślę żebys zawalczyła o wasze małżeństwo! Ja o swoje tez keidys musiałam zawalczyc i było warto ale jak to zwykle bywa zawsze wiążą się z tym jakieś poświęcenia i kompromisy. Buziaki trzymam kciuki
OdpowiedzUsuńDobrze, że tam jedziesz. Warto wszystko ratować, choć wiesz pewnie, że łatwo nie będzie. A ja trzymam kciuki, żeby było dobrze.
OdpowiedzUsuńtrzymam kciuki za wasz związek i podziwiam, że tak dobrze dajesz sobie radę. mojego nie było 5 dni i tęskniłam strasznie a co dopiero jakby miła tylko przyjeżdżać na 5 dni raz na jakiś czas. zreszta wy niby 2 lata małżeństwem a tak naprawdę każdy osobno żyje,mam nadzieje że wam się uda
OdpowiedzUsuńojej , mam to szczęście że mąż jest ze mną. mam nadzieję że się ułoży i będzie ok.
OdpowiedzUsuńtrzymamy mocno kciuki!!!!!
OdpowiedzUsuńJa tez podziwiam, bo wiem jak nam obojgu na poczatku bylo ciezko.
OdpowiedzUsuńCiekawa jestem jak to bedzie jak zamieszkacie wspolnie. Moze byc na prawde ciezko, bo kazde zyje innym rytmem, innym stylem, innymi priorytetami. Wazne jest jednak zebyscie chcieli byc dla siebie.
Zebyscie nie przestawali wierzyc, ze to tylko było tymczasowe, a teraz juz na zawsze. I razem. Nie osobno. Ale bedzie ciezko, bo bedzie 180 stopni inaczej. Mam nardzieje ze wszystko bedzie dobrze! :*
prawie jak żona marynarza... niektórzy tak lubią, inni muszą polubić. Ja sobie tego nie wyobrażam...
OdpowiedzUsuńJa właśnie wczoraj rozmawiałam z koleżanką w ciąży na ten temat. Ona zarabia 2 tys., od 1,5 tys. Ona jest w 3 mies. ciąży. On nie ma perspektyw, aby zarabiać więcej. I to Ona mnie uświadomiła, że lepiej żyć-mieszkać biedniej, ale być razem, niż zarabiać 5 tys., ale widzieć się raz w miesiącu.
OdpowiedzUsuńJedź do Niemiec - tam nie jest aż tak źle ;)
Moja Mama 15 lat temu wybrała życie pod Dortmundem. Dwa razy w roku jeżdżę ją odwiedzać i widać różnicę. Tam jest inne życie, inni ludzie - i obiecuję Ci, że znajdziesz tam SWOJE miejsce :)