Tydzień nad morzem obfitował w różne spostrzeżenia... Dziś będzie o tym, co mi się nie podobało.
Tyle się mówi o tym, by dzieci po plaży na goło nie biegały. A biegają. Widziałam nawet taki przypadek, że rodzic wpadł na pomysł, by synowi (na moje oko z 5-6lat) założyć odblaskową kamizelkę ratunkową ale majtek już nie... Ilość gołych siusiaków i opiaszczonych (aż mnie swędziało) warg sromowych dziecięcych widoczna na plaży porażała... Już nawet nie mówię o aspektach wizualnych czy zagrożeniach wynikających z potencjalnej obecności dewiantów na plaży. No ludzie. Tosia mając specjalną pieluchę i strój kąpielowy i tak miała piasek wszędzie. I często po całym dniu na plaży, mimo opłukiwania i wymiany pieluch, miała zaczerwienioną pupę. A co dopiero dziecko szorujące po piasku gołymi genitaliami...
Druga rzecz - po jakiego pieruna zabierać dziecko na plażę, jeśli potem biega się za nim i krzyczy - nie siadaj na piasku bo się pobrudzisz, nie wchodź do wody bo się zamoczysz??? Przedwczoraj Tosia znalazła sobie piętnastomiesięcznego kolegę na plaży. Kolega w pełnym ubiorze, nie mogąc ani pobawić się w piachu ani wejść do wody, wył wniebogłosy... Dopiero jak Tosia się pojawiła, to zapomniał trochę i zaczęli się bawić razem.
Trzecie - kto daje obcym prawo, by straszyć moje dziecko? Wracaliśmy z plaży, Tosia jak zawsze z milionem postojów na pogrzebanie kijkiem w piasku. Wołam do niej, że idziemy. Przechodząca obok para oczywiście wyskoczyła do małej z tekstem, że oni ją zabiorą, a jak ich opieprzyłam, że mają mi dziecka nie straszyć bo to nie jest zabawne, popatrzyli na mnie jak na ufo, że oni tylko żartowali. No widać nie mieli do czynienia z lękami separacyjnymi ani żadnymi innymi lękami dziecka. Ręce opadają...
W miejscu, gdzie nocowaliśmy był świetny plac zabaw zrobiony. I co z tego, skoro pierwszego dnia pies jednych sąsiadów nasrał do piaskownicy a trzeciego dnia dzieci innych sąsiadów nasikały do drewnianego domku, w którym Tosia najbardziej lubiła się bawić... Niech żyje kultura!





Na linii mój świat-reszta świata musi dojść do konfliktu :) Ale faktycznie, niektóre kwestie doprowadzają krew do wrzenia!
OdpowiedzUsuń1. gola pupa- tez mnie to razilo. antek mial 1,5 roku jak bylismy i mimo pampersa nosil tez kapielowki wlasnie ze wzgledu na piasek i "ludzi" w cudzyslowiu bo o wszystkich nie chodzi ;D co innego na swoim ogrodzie gdzir nikt nic nie widzi a co innego na plazy. ;)
OdpowiedzUsuń2. o tak ! duzo rodzicow takich jest. idziesz na plaze liczysz sie z tym ze piach bedzie w pampersie wlosach uszach.. no po prostu wszedzie. to samo z wchodzeniem do wody.. antol jak sie zmoczyl bo np nie dal rady uciec od fali.. to po prostu portki zdjete i przewieszone przez wozek a bobas w pampku latal ;)
3. co do psich kup - szczyt glupoty zabrac psa na plaze by tam sie zesral i po prostu ta kupe potem zakopac. juz nie wspomne ze rodzice z dziecmi tak robili. kupa di dziury i zakopac a 50 m dalej toalety bezplatne ! ktos moze mi to wyjasnic ?:/
O jeny, masakra, ale taka prawda... Jak byłam nad morzem to te dzieciaki bez niczego latają...
OdpowiedzUsuńNiestety każda plaża obfituje w dziecięca goliznę. Doszło nawet do tego, że będąc z Alą (7 miesięcy) na plaży podeszła do mnie kobieta i mówi: "Pani zdejmie jej pieluszkę przecież jest tak gorąco". Teraz żałuję, że nie odpowiedziałam babie żeby majtki zdjęła.
OdpowiedzUsuńJestem absolutnie przeciw obnażania do rosołu dzieci na plaży!!!
OdpowiedzUsuń