Spotkałam się niedawno ze stwierdzeniem, że dzieci koło 18 miesiąca zaczynają przeżywać podobne lęki separacyjne jak koło 8-9 miesiąca. I to by się zgadzało, bo jestem z Tosią na etapie, że piszczy jak wychodzę do kuchni, a jak już wyjdę to nie dłużej niż na minutę... Przestała się sama bawić, wszędzie ciągnie mnie za sobą, za rękę. W domu mam gorzej niż chlew, obiad robię na milion rat albo jak Adam wróci...
W ogóle za rękę to teraz jest jedyny sposób jej komunikacji. Nie mówi teraz nic, ani daj ani chcę, ani tak ani nie, tylko bierze za rękę i stęka. Szykuje nam się jakiś skok rozwojowy? Bo mam wrażenie, że mi się dziecko cofnęło ciut w rozwoju.. A może to reakcja obronna na odstawienie od piersi? Albo się rozbestwiła na wakacjach kiedy przez 2 tygodnie 24/7 miała oboje rodziców tylko dla siebie, bo mieliśmy zero obowiązków domowych itp?
Mam wrażenie, że macierzyństwo spod znaku KP to był poziom łatwy, teraz po odstawieniu weszłyśmy na poziom bardzo trudny. Komunikacja, a raczej jej brak, zniecierpliwienie, wiszenie na nodze, brak drzemki i słanianie się na nogach przez pół dnia ale histeria w reakcji na moje próby uśpienia jej... Ciężko jest.
Wczoraj miałam mordercze myśli. Autentycznie. Krzyczałam, stłukłam talerz z wściekłości, trzasnęłąm drzwiami, płakałam. Rzadko miewam słabe w kwestii bycia matką, ale wczoraj poczułam, jakbym straciła umiejętność komunikacji z Tosią, umiejętność rozumienia jej, bo na wszystkie moje próby reagowała rykiem, rzucaniem się na ziemię lub wyginaniem się i sztywnieniem. I pękłam, po prostu pękłam. Wolałam się wydrzeć, niż wyrzucić ją przez zamknięte okno.
I to było straszne. Widzieć, jak się dziecko zatrzęsło i zapowietrzyło, przeraziło krzykiem matki. Jak znieruchomiało i natychmiast rzuciło się mi w ramiona przytulić. Never ever.
Ochłonęłyśmy obie, i dalej już jakoś poszło, a dziś z nową energią weszłyśmy w dzień. Byłyśmy poskakać po kałużach w ciepłym deszczu. Siedziałyśmy w namiocie z piłeczkami. Oglądałyśmy bajkę. Oglądałyśmy książeczki. Dziś już było ok. Choć nadal komunikacyjnie leżymy. :/ Daję się po prostu jak marionetka prowadzić po mieszkaniu za rękę i jakoś idzie...





hehe:) mam dokladnie to samo. a Jaga moja mlodsza od Toski zaledwie pare dni:)))) a dodam ze nadal karmie piersia, wiec widzisz moze wcale odstawienie u Was nie mialo na to wplywu:)) i jest ciezko, oj tak, czasem mam jak Ty ze mysle zeby tego szrabika przez balkon wykulac:P wiec wdech wydech wdech wydech i laze z mala łapka w dloni...:) Eliza
OdpowiedzUsuńa też się przestała komunikować inaczej? Bo Tośka to albo lata i krzyczy te swoje 'dadadada' albo ryczy :/
Usuńhmmmm... nie, raczej nie mam takiego hardcore'u. tzn.wiecej o wiele placze-fakt, np. moje wyjscia do pracy zawsze sa "opłakane" bardzo bardzo :(, jest wiecej 'mama mama', cokolwiek nie zrozumiane w sekunde ryyyyyk... ale i gada po swojemu jak wczesniej duuzo..
UsuńUtul Tosinke ode mnie bo jestem w niej zakochana po uszy!!!!! a Tobie zycze duuuzo cierpliwosci bo wiem ze łatwo nie jest, ciezko i tyle, ale pocieszajace jest ze wiecej nas :)
i u mnie jest podobnie a Julia ma 1,5 roku. Martwiłam się, że jest mało samodzielna, że ciągle musi mieć kogoś do zabawy no ale widać to prawo wieku. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńpocieszające, że nie tylko my tak mamy :)
Usuńjak my przechodziliśmy etap bezdrzemkowy, to zabierałam laptopa do łóżeczka i puszczałam bajki... po tygodniu wszystko się unormowało. Trzymaj się. Każdy etap mija..
OdpowiedzUsuńbajki nie działają... niby przysypia, ale nie zaśnie za Chiny :/
UsuńA mój ciągle śpi w dzień, a ma już 33 miesiące:) Jakoś łatwiej żyć wtedy, oł jes!
OdpowiedzUsuńLiczę, że mała dorośnie do samodzielnego zasypiania, bo na razie uczymy się zasypiać bez piersi, i o ile wieczorem idzie szybko (choć musi być ciemno już) to w dzień nie ma opcji, za jasno jest...
Usuńna szczęście wszystko mija i przechodzi... a dopóki nie przejdzie znam tylko jedną receptę - złapać oddech gdzieś w oddali :D Trzymaj się!
OdpowiedzUsuńPodziwiam za cierpliwość, nie przejmuj się chwilami słabości
OdpowiedzUsuń