Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me

poniedziałek, 28 października 2013

Dziecko na warsztat - EKSPERYMENTY


W tym miesiącu tematem projektowym są eksperymenty. Zaraz jak dołączyłam do zespołu to burzę mózgów z mężem uskuteczniłam coo by tu fajnego. Na całe szczęście mam męża po polibudzie a i przyjaciela mamy co chemikiem zapalonym jest. Eksperymentowania było że hoho, bałaganu, prób, radochy.

Chemicznych różnych doświadczeń spróbowaliśmy między innymi takich:
- lava lamp w 2 wersjach (było kilka podejść zanim nam wyszło)
- 'wulkan' sodowo-octowy
- herbaciane mikstury

Większość wybuchowa lub mussssująca, bo żeby 20 miesięcznego (chorego na dodatek!) malca zająć to się musi DZIAĆ proszę Państwa! Ma być kolorowo, mokro, żeby można było łapki wsadzić (a więc bezpiecznie), trzeba się ubrudzić, nos w butelkę wsadzić i w ogóle.


Było też trochę fizyki. Było robienie tęczy w domu. Było chuchanie na szybę i malowanie na parze obrazków. Bo oddech jest ciepły a szyba ziiiimna już. I dlatego się para osadza na szybie, o. A jak się po parze malowało paluchem to co się działo? Ano kropelki wody się robiły na szybie. No cuda no! I zrzucałyśmy z parapetu różne fanty i patrzyłyśmy, jak lecą i czy tak samo.




Lava lamp to proste doświadczenie bazujące na tym, że olej się z wodą ni chu chu nie połączy. Do jego wykonania potrzebujemy:
- olej, duuużo oleju roślinnego
-woda
-sól lub tabletki musujące (aspiryna, witamina C, cokolwiek macie, najlepiej bezbarwne żeby było, u nas wit C niestety pomarańczowa)
-barwnik spożywczy w płynie, sok malinowy też będzie w porządku
-wysokie wąskie naczynie (do wersji z solą)
-butelka z nakrętką

No i dalej leci, nalewacie do naczynia/butelki dużo oleju , dodajecie wody (w proporcji 5 części oleju na 1 część wody lub jak wam się tam naleje, byle oleju było dużo) dodajecie barwnik. I teraz będzie magia - wsypujecie sól i patrzycie na swoją prywatną lampkę. Albo wrzucacie duużo musujących tabletek, zakręcacie butelkę, odwracacie do góry dnem i znowu - dzieje się!
Jak dodacie tonik (ten do picia) zamiast wody i jesteście szczęśliwymi posiadaczami lampy UV, to będziecie mieć świecącą na niebiesko w ciemności lampę. :)

Wulkan sodowo-octowy bazuje na tym, że połączenie zasadowej sody oczyszczonej i kwaśnego octu daje niestabilną i gwałtowną reakcję chemiczną, robią się bąbelki, bzzzz wzzzz unosi się wszystko i wyleeewa poza naczynie. Żeby efekt był widoczny, sody musi być dużo, a naczynie najlepiej wąskie (nie pytajcie ile paczek sody oczyszczonej zużyłam, zanim ustaliłam, ile musi być, by wyglądało przyzwoicie :P). Dla bardziej wypasionego efektu, szczególnie przy dzieciach starszych można się pokusić o zrobienie wcześniej wulkanu np z masy solnej lub papierowej, wrzucić do krateru sodę, nalać octu i jest prawdziwy wulkan, który zyska na realistyczności jeśli do sody lub octu dosypiecie przed połączeniem barwnika spożywczego w proszku.

Herbaciane mikstury to też rzecz banalnie prosta. Zaparz herbatę, a najlepiej zaparz cały dzbanek herbaty. Rozlej na dwa pojemniki, jeden wystudź, drugi niech trzyma ciepło. Każdą z tych herbat rozdziel znowu na dwa pojemniki, do jednego dodaj soku z cytryny, do drugiego daj proszek do pieczenia.
Następnie zmieszaj ze sobą obie ciepłe herbaty i osobno obie zimne herbaty. Co się dzieje i jaka jest różnica między obiema reakcjami? U nas niezbyt wyszło bo nie miałam proszku do pieczenia zwykłego, tylko kamień winny, ale zabawa była przy samym sypaniu kamienia winnego - pieniło się jak diabli. Kolega mówi, że jak się naleje octu zamiast soku z cytryny, będzie lepszy efekt przy mieszaniu obu herbat.

W sieci można znaleźć mnóstw fajnych pomysłów na chemiczne doświadczenia z produktów które ma się w domu najczęściej. Niestety na wiele z nich Tonia jeszcze jest za mała, ale rośnie, więc jak dorośnie, to na pewno będziemy czarować no i wam pokazywać! Głównym celem naszych warsztatów była dobra zabawa, i cel myślę osiągnęliśmy, mała cała zadowolona w doświadczeniach chemicznych sypała sól, wrzucała tabletki musujące, proszek do pieczenia, patrzyła na to, co wynika z tej naszej babraniny, wszędzie wsadzała łapki. Nie wspominając, ile czasu spędzamy chuchając na szyby i zrzucając przedmioty z wysokości. :P

aaaaa następny warsztat - kulinarny - 25 listopada!!

DZIECKO NA WARSZTAT

12 komentarzy:

  1. Za takie domowe laboratorium można iść do więzienia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ooooo...u nas też lava lamp - absolutny hit! ale wiesz...my wykorzystaliśmy zabarwioną wodę atramentem i użyliśmy zwykłej latarki od góry...
    ale tonic też super sprawa - tylko lampki UV nie mamy, ale co tam :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Lawa lampa i wulkany to i u nas hicior, herbacianych mikstur zamierzamy spróbować.

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajne! Tę lava lamp to chyba musimy sami spróbować zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nawet z małym dzieckiem można się świetnie bawić, fajny warsztat :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ziuuu, wiuuu, wzzzz, ssss, ale u Was się działo :-) Super! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. olej u nas też się lał

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowna tęcza Wam wyszła, bardzo mi się podoba Wasz warsztat

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzisiejsze zabawki i zestawy dla najmłodszych to już profesjonalne narzędzia - można dokonać dzieła sztuki.

    OdpowiedzUsuń
  10. Tyle atrakcji :) Podkradam pomysł z tęczą :)
    Zapraszam na UczacInaczej.pl, może znajdziecie kolejne inspiracje :)

    OdpowiedzUsuń