Jeśli ktoś z was był dziś popołudniu w poznańskim Starym Browarze i słyszał krzyczące, biegające jak opętane, rozchichotane dziecko w golfiku w paski, to była Tosia.
Biegała za dziećmi i usiłowała je przytulać. Najczęściej dzieci wystraszone jej entuzjazmem uciekały. ;) Jeździła po schodach ruchomych w tę i z powrotem. I windą. I po schodach biegała. I po sklepach. Właziła gdzie mogła a szczególnie tam, gdzie nie mogła. Wypiła sok jabłkowy i zjadła trochę muffinki.
Wróciłam do domu spocona i zmęczona, ze śpiącą Tosią przewieszoną przez ramię ;) Padła w drodze.





Bosko! Nam się to też czasem zdarza... i nie zawsze mamy ubaw ;)
OdpowiedzUsuńZdjęcie rewelacyjne:)
OdpowiedzUsuń