Siedzę teraz z dzieckiem w piaskownicy pół dnia, lub obchodzę okolicę.
I wiecie co.
Tosia to niesamowicie mądre, pogodne, cudowne dziecko. Biega, gada, podnosi wszystko z ziemi i do buzi pcha, zrywa kwiatki i listki, ogląda się za dziećmi, psami, rowerami i autami. Śmiejąc się 'ucieka' mi by po kilku metrach wracać i podskakiwać przy moich nogach, że chce na ręce. Jak nie jest pewna, czy sobie poradzi z jakimś krawężnikiem czy górką, czeka na mnie i chwyta za rękę. Łopatką sypie mi piasek do butów.
Czysta miłość mnie wypełnia jak ją obserwuję, tego skrzata małego, coraz śmielej i sprawniej eksplorującego świat. Jak przytula tę małą główkę do mnie. Jak daje buziaki. Jak na moje 'kocham cię' odpowiada głośno 'abm!'. Jak ze złości i zmęczenia rzuca się na podłogę bo jeszcze by pobiegała, ale sił nie starcza a tak szkoda iść spać.
No kocham tego stwora małego!






hehe ja bym sobie nie dała piasku do butów sypać :P
OdpowiedzUsuńja jestem bardzo liberalna i na wiele dziecku pozwalam, wolę mieć piasek w butach niż żeby sypała go sobie do uszu ;D
Usuńja z tych co pozwalają sypać piasek do butów - nóg mi od tego nie urwie, a dzidź szczęśliwy
UsuńPS postaram się w weekend foty ustrzelić ;)
:D
OdpowiedzUsuńWitam :) Miłość do dzieci jest bezgraniczna- i bardzo dobrze - a co tam sypanie piasku do butów, skoro to w tym momencie najlepsza zabawa pod słońcem:) Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńWitam:) z racji, że spodobał mi się Twój blog, a dostałam właśnie zaproszenie do zabawy i w związku z tym "nominowałam" Cię do nagrody na uniwersalnego bloggera i również zapraszam do wzięcia udziału - więcej na moim blogu http://mamydopogadania.blogspot.com/2013/04/wyroznienie-versatile-blogger.html
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie:)
:)
OdpowiedzUsuń