Trzy dni się zbierałam, by to napisać, by "odpowiednie dać rzeczy słowo"- ubrać jakoś to co czuję w jakieś sensowne zdania.
Mam sobie wiele do zarzucenia pod względem wyglądu. Mogłabym się uczepić chudych rąk, androgenicznego bujnego owłosienia na rękach i twarzy, okropnego cellulitu na tyłku, mikrobiustu, cofniętej brody przez którą mam wadę zgryzu i przy okazji drugi podbródek przy byle okazji. Ale nauczyłam się akceptować to jaka jestem, po prostu.
Aż do momentu kiedy zaszłam w ciążę. Wtedy coś mi się w głowie zafiksowało. Przeglądam się w każdym lustrze. Uwielbiam się w tym stanie.
Powiększony brzuch (+32cm w obwodzie od początku ciąży), który zaoszczędził mi rozstępów i zgrupował się wyłącznie z przodu - ot taka piłeczka. Nie wciągnięty brak brzucha czy wystająca oponka, a sprężysta, napięta, gładka bryła ciała. Na której pięknie układają się wszystkie ubrania...
Powiększone piersi, które kompletnie zmieniły swój kształt - odczułam po raz pierwszy siłę grawitacji... Fascynuje mnie zjawisko wycieku siary, zupełnie coś dla mnie nieznanego do tej pory. Ja - osoba wymagająca stałych dostaw pożywienia, wytwarzam pokarm zdolny wykarmić dziecko... Do tego zmiany w kolorze, rozmiarze i wyglądzie sutków.
Małe znamię, które mam koło pępka, nagle znalazło się od niego bardzo daleko. I sam pępek, ogromny, wystający, widoczny w każdym ubraniu. Widzę na nim nawet miejsce gdzie była rana - wyraźnie widać bliznę. Źródło mojego życia.
Nawet twarz, choć niestety cera mi się pogorszyła w ciąży, bardziej podoba mi się w lustrze. Jakoś tak wewnętrznie pojaśniałam.
I choć fizycznie czuję się źle, to jeśli chodzi o wygląd, mogłabym być cały czas w ciąży. Mimo tego, że z przyczyn medycznych wstrzymaliśmy współżycie w ciąży, czuję się atrakcyjna. Seksowna.
Nigdy nie czułam się bardziej kobieco niż teraz. Nie potrzebuję makijażu czy dziesięciocentymetrowych szpil, by poczuć się kobietą. Chyba ciąża pozwoliła mi dojrzeć wewnętrznie do zewnętrznej powłoki kobiecości. Powołując na świat kolejną kobietę, sama musiałam się nią w pełni stać, by sprostać zadaniu wychowania córki tak, by była świadoma siły swojej płci. Tak to czuję...





:) ja też się w ciąży czułam seksowna, tak do 9 miesiąca kiedy siusianie non stop i "zdychanie" po przejściu metra sprawiły, że miałam dość. A teraz... teraz patrzę na siebie zupełnie inaczej niż przed ciążą. Lubię siebie, naturalną, pokochałam swoje ciało jeszcze bardziej, bo stworzyło taki mały wielki cud :)
OdpowiedzUsuńps:Po ciąży usunęłam z brzucha znamię, bo ze względu na "rozciągnięcie" zmieniło kształt i bałam się że coś się z niego rozbabrze i od tej pory na całym ciele usuwam co się da okazjonalnie :) i polecam :)
Ja kilka lat temu usuwałam z brzucha trzy wielkie i brzydkie znamiona, więc teraz ze stosunkowo małych blizn zrobiły mi się meeeeeeega szramy jak się rozciągnęły ;) A ponieważ należę do tych pstrokatych jeśli chodzi o znamiona, to kontroluję i usuwam na bieżąco jak zachodzi potrzeba :)
OdpowiedzUsuńTo jest nas więcej w klubie biedronek :). Ja w tym roku 3.
OdpowiedzUsuńCo do wyglądu to rozumiem i podzielam :). Fajnie jest być w ciąży a jeszcze fajniej dobrze się z tym czuć.
Ja niestety nie lubiłam siebie w ciąży, może przez to że miałam chyba jakąś deprechę, bo prawie połowę ciąży przeleżałam w domu. Teraz z perspektywy czasu inaczej na to patrzę :) Jedyne z czego byłam naprawdę zadowolona to włosy, cera i paznokcie - w ciąży były rewelacyjne ;)
OdpowiedzUsuńPopieram Cie w 100% :D też czuję się mega sexy w ciąży, uwielbiam podkreślać brzuszek i ciesze się każdym dodatkowym centymetrem na brzuszku :D
OdpowiedzUsuńTrzy dni się zbierałaś, ale jak pięknie napisałaś :)
OdpowiedzUsuńJa nie wiem czy tak otwarcie (ale przede wszystkim z takim zdrowym dystansem) potrafiłabym napisać o tym jakie mam podejście do swojego ciała. Czego tak bardzo nie lubię, a co względnie mi się podoba. Może nie do końca się akceptuję? Niezależnie od tego czy jestem w ciąży czy nie to zawsze się znajdzie coś, co wolałabym, żeby wyglądało inaczej :)
Tak, najważniejsze jest podejście i akceptacja - gdy pokochasz siebie i inni cię pokochają, taką jaką jesteś ;)
OdpowiedzUsuńMam takie samo wrażenie. Kocham swoje ciało. Jest idealne. Jest ciałem, które znosi wszystkie trudy, pięknieje. Co z tego, że skóra na nogach brzydka, że nienawilżona, że piersi "nie mieszczą się w kadrze". Jest idealnie. A zachwyt mojego partnera tylko mnie umacnia w moim szczęściu :)
OdpowiedzUsuńIm więcej centymetrów w brzuszku, tym więcej szczęścia. I to jest takie metafizyczne!