Podobno na koniec roku robi się podsumowania, raporty, rozliczenia.
Rok 2011 zapowiadał się na niczym się nie różniący od poprzednich. Ot praca, praca, praca, i ciągłe starania o dziecko. Aż tu w połowie roku niespodziewajka.
Zaczęłam rok w kompletnej rozsypce, lądując w styczniu w gabinetach fizjo i psychoterapeutów. Kończę jako nosicielka dwukilogramowej małej zarazy :) W niezłej kondycji fizycznej i psychicznej.
Dziś razem ze starym rokiem kończę 35tc. Dla maleństwa mamy już wszystko, od Astronomicznej ilości ciuszków po Zabójczo szerokie łóżeczko. Mam klapki do szpitala, mam już posiew w kierunku GBS zrobiony. I psychikę zrytą codziennymi snami o porodzie ;)
O ile w ten rok wchodziłam z nadzieją, że może będzie lepszy niż poprzedni, o tyle na przyszły rok nie mam żadnych oczekiwań, może poza tym, żeby się Tosia zdrowa urodziła :)
Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! :)





Jeśli to "Zaraza" to błagam, choć i zarażaj innych:D
OdpowiedzUsuńSamych naj!
Tobie również wszystkiego naj, najlepszego. Trzymam kciuki by wszystko ułożyło się po Twojej myśli!
OdpowiedzUsuńWszystkiego naj naj w Nowym Roku :)
OdpowiedzUsuńżyczymy pomyslnosci i szczescia w Nowym Roku :-)
OdpowiedzUsuń