Dopadło mnie. Na razie w wersji niskokalorycznej. Wicie gniazda.
W dzikim szale poprałam dzisiaj wszystko to, czego jeszcze nie zdążyłam poprać dla małej. Między innymi kombinezony zimowe. I w równie dzikim szale kupione ostatnio dziesięć par różowo-szaro-białych skarpetuszek w różne kotki i serduszka. Zapach dziecka to dla mnie zapach mleka, emolientów i Loveli. Tak pamiętam siostrzeńca i siostrzenicę jak byli maleńcy. I teraz kręcę się przy suszarce na pranie i wdycham, wdycham tę namiastkę zapachu dziecka, jaka się w moim domu pojawiła.
Ponadto stwierdziłam, że mam O-KRO-PNY bałagan w naczyniach, więc nabyłam na allegro nowy jednolity komplet obiadowy i jak tylko przyjdzie paczka, to te wszystkie talerze co mam - każdy z innej parafii, niektóre już poobtłukiwane, idą na śmietnik.
I kusi mnie wypieprzenie ponad połowy mężowskiej garderoby w celu wymiany na nową. Co niestety nie jest łatwe, bo facet ma prawie dwa metry wzdłuż, i wszystko co dobre na długość jest dużo za szerokie, a jak dobre na szerokość to woda w piwnicy i koszule do pępka. Tragedia ;) No ale może coś upoluję, to swój niecny plan wdrożę w życie, muahahaha.
Z wieści innych, dzisiaj nieopatrznie oparłam łokieć o brzuch leżąc na boku i dostałam w niego takiego kopa, że aż mi ręka odskoczyła :D A no i przeżyłam trzy dni grozy, drapiąc się niemiłosiernie. Na szczęście badania wątroby wykluczyły cholestazę (mina pani w rejestracji labu na moje pytanie o badanie na poziom kwasu żółciowego - bezcenna. niestety niewiele labów robi to badanie...), a wnikliwa obserwacja wykazała, że winowajcą są moje ukochane pomarańcze, buuu.. Uczuliłam się na nie niestety. Żeby było zabawniej - zero wysypki. Tylko swędzenie. I co ja teraz będę jadła do wieczornej butelki feroplexu? Natkę pietruszki? :D A żelazo tak ładnie się wchłania w towarzystwie witaminy C...





Ja też miałam takie zrywy - zwykle mnie dopadało około północy i do 4 am kręciłam się po domu i kombinowałam, co by tu zrobić jeszcze.
OdpowiedzUsuńPS.Nie drap się :) Pozdrawiam cieplutko.
Położne w szkole rodzenia ciągle opowiadały jak to dzieci lubią jak się mama opiera o brzuch:/ A u nas tak samo było, każdy ucisk to był kopniak, bo co mu tam będą lokum tykać?!:D
OdpowiedzUsuń:) super - malutka broni swojej przestrzeni życiowej
OdpowiedzUsuńOj oj już blisko :) Widać malutka jest stanowczą osóbką i nie da się uciskać :)
OdpowiedzUsuń