Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me

niedziela, 11 grudnia 2011

Niepłodność nie kończy się wraz z zajściem w ciążę

Na pewno czułeś kiedyś wielki strach
Że oto mija twój najlepszy czas
Bezradność zniosła Cię na drugi plan
Czekanie sprawia ze gorzknieje cala słodycz w nas
Ogromny zgrzyt znieczula nas na szept
Tak trudno znaleźć drogę w ciepły sen
Słowa zlewają się w fałszywy ton
Gdy nadwrażliwość jest jak bilet w jedna stronę stąd
Okłamali mnie z nadzieją że
Uwierzyłem i przestanę chcieć 
Muszę leczyć się na ból i strach
Gdzie jest człowiek który z siebie sam pokaże mi jak 

(COMA, Leszek  Żukowski)

Ta piosenka jest mi niezwykle bliska. Słuchałam jej tak z milion razy. Kiedy się diagnozowałam. Kiedy się leczyłam. Kiedy czekałam na wynik leczenia. Niczego nie będzie żal.... Kiedy nic nie pomagało, ona była ze mną. 
Dziś, w zaawansowanej ciąży, nadal jest mi bliska. Bo nigdy nie przestanę być niepłodna, nigdy nie przestanę czuć się niepłodna.

Niepłodność, zarówno dla kobiety jak i mężczyzny jest zakwestionowaniem podstawy ich tożsamości. Zakwestionowaniem kobiecości lub też męskości. Jest niewidocznym dla innych stygmatem na środku czoła. 
Patrzyłam w lustro i widziałam kobietę. Z zewnątrz. A w środku jakiś kompletny chaos. Skoro jestem kobietą dlaczego moje ciało nie jest zdolne do poczęcia dziecka? Dlaczego nie jest zdolne chociażby do tak podstawowej rzeczy jak cykl miesiączkowy? Nie wiedziałam kiedyś, że będę się cieszyć jak przyjdzie okres... Uwierzcie mi, po dwóch latach czekania, to było coś. Jakby mi ktoś oddał tego drugiego brakującego iksa w chromosomach. Niestety na krótko. Bez leków moje ciało samo nie jest w stanie sprostać temu zadaniu. Nadal jestem fizycznie kobietą tylko jak wezmę odpowiednie tabletki. 

Jestem w ciąży. Mogłabym uznać - problem solved. Niestety, niepłodność się zalecza, nie leczy. To tak jak z cukrzycą. Bierzesz leki, jest ok, funkcjonujesz. Nie bierzesz - problem wraca. Ale to już nawet nie o medyczne aspekty chodzi. Jestem skrzywiona. Przewrażliwiona na tym punkcie. 

Denerwuje mnie jak 34-letnia kobieta z problemami hormonalnymi dość pogardliwie mówi, że o dziecku pomyśli za jakieś cztery lata bo teraz to jej jakoś nie po drodze. Denerwuje mnie jak 20-latka załatwia na lewo pigułki antykoncepcyjne bo nie chce iść się przebadać do gabinetu. I jak inna 20-latka mówi, że nie była jeszcze u ginekologa bo "jakoś wstyd". Ale współżyć się nie wstydzi. 

I denerwuje mnie, że choć ten problem tak wielu par dotyczy, boją się o tym mówić, bo się wstydzą, bo w tym polskim ciemnogrodzie niepłodność to egzotyczna choroba weneryczna przecież. Jak zaczęłam wprost mówić - jestem niepłodna, leczę się, nagle okazało się, że wokół mnie jest mnóstwo ludzi, którzy mają ten sam problem, ludzi z dziećmi po IUI i IVF, ludzi którzy obgryzają paznokcie bo starają się już jakiś czas i nie wychodzi. Nagle okazało się, że nie jestem samotną wyspą. Oboje z mężem otwarcie od początku mówiliśmy, że się staramy, leczymy.

Nie mając wsparcia w ustawodawstwie, nie mając wsparcia w skatolicyzowanym społeczeństwie, często nie mając wsparcia w najbliższych... Codziennie setki par walczą o dziecko. Spotykając się z niezrozumieniem, wyzwiskami, drwiną. Z nieprzyjaznym systemem opieki zdrowotnej, gdzie większość lekarzy po prostu lekceważy pacjenta. Mnie samej, jak miałam lat około dwadzieścia, pewna "gwiazda" poznańskiej ginekologii powiedziała, że okres nie jest kobiecie do szczęścia potrzebny przecież, bo to tylko kłopot, więc czym się martwię. 

Po tych staraniach mam w sobie jakieś głupie poczucie misji życiowej. Mówić o tym. Mówić o tym, że trzeba się badać, regularnie chodzić do ginekologa, nie brać bezkrytycznie dobranych "na oko" przez lekarza pigułek. Ja miałam szczęście, wpojono mi w domu, że regularne wizyty u ginekologa to podstawa, co prawda bardziej z myślą o nowotworach, bo obciążenie w rodzinie mam kosmiczne. Dzięki temu już mając 17 lat wiedziałam, że będę mieć pod górkę. Dzięki temu zaczęłam się starać o dziecko w wieku 22 lat. Dzięki temu doczekałam się pierwszej ciąży mając 25 lat. Któregoś dnia, robiąc sobie kolejny zastrzyk z gonadotropin, pomyślałam, że są już książki o mamach adopcyjnych, są książki o mamach aniołków, może czas napisać książkę o mamie - staraczce? Cały czas dojrzewa we mnie ta myśl... 

10 komentarzy:

  1. Może napisz tą książkę? Może chociaż niewielki ułamek naszego społeczeństwa przejrzy na oczy? Mam znajomych, którzy nie mogli mieć dzieci, wszyscy wiecznie się pytali, czemu jeszcze nie mają dzieci, czy może już zaciążyła bo taki duży obiad zjadła albo humoru nie ma dziewczyna i tyle lat po ślubie więc już czas na rozmnożenie się itd. W końcu uzbierali kasę na in vitro - nikomu wcześniej nie powiedzieli - ona zaszła w ciążę, urodziła i przyznała się rodzinie i znajomym, że dziecko poczęte w warunkach laboratoryjnych. No i tu wkracza szeroko pojęta tolerancja połączona z pseudo moralnością... 3/4/ znajomych wywaliło ich poza nawias paczki, a rodzina robi przytyki, że wszystkie problemy zdrowotne matki i dziecka przez probówkę, no bo kto to słyszał, żeby dziecko sztucznie płodzić, a może też dawca spermy jest inny i to wcale nie jego dziecko, może nie jej jajeczko, bo przecież wszystko jest możliwe i skąd oni mają taką pewność? Po prostu ciemnota. Mała zaraz kończy 3 latka, jest trochę chorowita więc to woda na ich młyn. A co będzie jak dorośnie i zacznie kumać? Jak dla mnie - obrzydliwe i bardzo, bardzo smutne.

    OdpowiedzUsuń
  2. koniecznie napisz - uświadomi tych wszystkich którzy nie mają szacunku do macierzynstwa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ma takiego sposobu na posiadanie własnego dziecka, którego bym się nie chwyciła gdybym miała problem z zajściem w ciążę. A ludzie, którzy na temat mojego pożycia z mężem i sposobu rozmnażania mieliby jakieś "swoje" ubliżające nam zdanie zostali by z mojego życia wyeliminowani.
    Polacy lubią zaglądać sobie do łóżka i oceniać co kto i jak robi - ciemnogród, na prawdę ciemnogród.

    Jednak tak samo nie powinno się pchać w życie tej 34 latki, która uważa, że ma jeszcze czas - niech ma, to jej życie i jak chce to niech nawet pod czterdziestkę stara się o dziecko. Mam taką znajomą i ona jest szczęśliwa nie mając dziecka i nie jest to dla niej priorytet na chwilę obecną. Nie można przecież kazać rozmnażać się każdemu na siłę.

    Jestem jednak ogromną zwolenniczką edukacji seksualnej w szkołach, bo jak rodzice nie przekażą, że trzeba się badać, zabezpieczać leczyć to patologie typu 15 lat i ciąża lub pigułki od weterynarza będą stale obecne w naszym kraju gdzie, nie oszukujmy się, na decyzje o tym jak się rozmnażać ma ogromny wpływ kościół, który seksem nie powinien się w ogóle zajmować.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dobrze, że o tym piszesz i mówisz otwarcie. Niestety w Polsce uważa się, że to wstyd, "kara boska" itp... Super, że się z mężem nie poddaliście tej głupiej presji.
    Wielu moich znajomych jest w podobnej sytuacji, ale nie mówią o tym głośno. Szkoda bo mogliby uniknąć wielu przykrych sytuacji, choćby durnych życzeń Wigilijnych, "żeby się w końcu zaczęli o dziecko strać, bo chyba się już wyszaleli".

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyznaję, że ciśnie mi się często na usta:"Dziewczyno, na co czekasz?!" jeśli ktoś mi mówi, że najpierw kariera, mieszkanie... tym bardziej teraz gdy wiem jak CUDOWNIE jest być rodzicem...
    O tekstach typu, nie będę się badać, bo lepiej nie wiedzieć, jeśli coś jest nie tak, już nie wspomnę:/

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiem czy nasze doświadczenia łatwo sprowadzić do wspólnego mianownika ale mój bobas to szósty bobas, pierwszy, który zdecydował się zostać z nami.
    W całej sytuacji pozytywne jest, że na przestrzeni tych lat walki, widzę ogromy wzrost zainteresowania tematem, więcej akcji społecznych, większą akceptację młodych ludzi dla leczących się par, większe zrozumienie i świadomość tego, że problem może dotknąć każdego. Teraz na pewno łatwiej jest niepłodnym funkcjonować społecznie bez piętna "kary bożej" ale wszystko co może im dać nadzieję i pokazać skalę problemu jest warte wysiłku. Jeśli możesz - pisz, to może zmienić czyjeś życie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeszcze tylko dodam, że poprawa sytuacji społecznej, jakkolwiek bardzo ważna, ma się niestety kompletnie nijak do tego co się przeżywa w takiej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  8. @ zezulla - ale jak ktoś chce to niech robi karierę, zbiera na mieszkanie, nie każdy chce mieć dziecko i nie musi, nie dla każdego jest to priorytet i to też należy uszanować, bo zapewniam że dla takich osób nagabywanie jest tak samo przykre.

    OdpowiedzUsuń
  9. Uważam, że taka książka by się przydała. Ja starałam się rok ale u nas po prostu nie zaskakiwało ale domyślam się jak ciężko musiało być Tobie. Mnie najbardziej denerwuje jak kobieta, która zaszła w ciąże zostawia dziecko lub załamuje się, że to już dla niej życie się właśnie skończyło :/

    A co do tego co napisałaś to jest to bardzo przykre jak bliska rodzina nie wierzy w Ciebie wiem coś o tym.

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetnie to ujęłaś, sama nie napisałabym tego lepiej. Życzę Ci dużo zdrowia i radości z dziecięcia. Pozdrawiam ciepło i będę zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń