I tak zaraz po sylwestrze, w nocy z 1 na 2 stycznia dziecko moje podejrzanie ciepłe się zrobiło. Myślimy - przegrzaliśmy. Szybko otworzyliśmy okno, wietrzymy, dziecko wydaje się trochę ostygło, poszliśmy spać.
Aż tu siedzi sobie rano Tosia i bawi się w najlepsze. Nagle ryk, gdzie tam ryk, wycie okropne i dźwięki inne których wolę nie wspominać bo mam ciarki. Patrzę, a Tośka się cała trzęsie, telepie strasznie. Biorę na ręce, jakbym piecyk podnosiła... 38,6...
No to w te pędy do lekarza. Gardło czyste, osłuchowo bajka, czysto w uszach. Wyrok - wirus, pewnie trzydniówka.
Leki przeciwgorączkowe pomagają na krótko. Mała pije tylko z piersi, odmawia jedzenia i picia innych pokarmów. Czasem uda się trochę bułki czy wody podać. Dziś przywitałyśmy dzień z temperaturą 39,2. Szczęście w nieszczęściu, że prócz marudzenia większego, dziecko generalnie humor ma niezły, bawi się sama sporo.
A wczoraj wieczorem się zawzięła i ćwiczy stanie bez podparcia. Nasz rekord to 30 sekund po czym następuje efektowne BAM na pupę ;) Nic za darmo, rodzice mają klaskać i krzyczeć brawoo jak się uda ;) Taki mały showman nam rośnie ;)
PS Oczywiście tak długo czekaliśmy na przyjęcie na IP tutejsze, że zdążył zadziałać Ibum i dziecko wcale nie wyglądało na chore ;) Ot złośliwość losu ;)
PS2 Czy ktoś widział ładowarkę do mojego aparatu foto? Zaginęła w akcji :/





Mam nadzieję , że to trzydniówka. Biedny Tosiek :(
OdpowiedzUsuńOj zdrówka dla Tosi!
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że Tosi szybko przejdzie ta choroba
OdpowiedzUsuńoby to trzydniówka SIOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO ZARAZO od Tosieńki!!!!!!!
OdpowiedzUsuńBiedna.
OdpowiedzUsuń